Tag: jak nauczyć się uczyć

  • Ta jedna umiejętność zmieniła moje życie

    Ta jedna umiejętność zmieniła moje życie

    Technik nauki tak naprawdę nigdy nie chciałam się uczyć po to, aby mieć same piątki, a żeby zaleczyć pewien kompleks. Pieniędzy na kurs nie miałam, więc musiałam je zdobyć. Za chwilę dowiesz się, w jaki sposób, a sam kurs okazał się jednak nieodpowiedni do moich potrzeb.

    Dziś chcę opowiedzieć Ci moją historię — o tym, jak próba zaleczenia nastoletnich kompleksów doprowadziła mnie do miejsca, w którym pomogłam już ponad 50 000 osób uczyć się skuteczniej.

    Wolisz oglądać niż czytać? Obejrzyj odcinek, w którym opowiadam swoją historię: od kompleksów i trudnych początków na studiach po odkrycie technik nauki, które pomogły mi odzyskać czas i zmieniły moje życie.


    Dorastałam w bardzo małej miejscowości

    Urodziłam się w bardzo małej miejscowości. W mojej wsi było tak naprawdę kilkanaście domów i muszę przyznać, że przez większość mojego dzieciństwa chodziłam do szkoły, a następnie pomagałam w gospodarstwie moim rodzicom. Pracowałam fizycznie, myślę, że dosyć ciężko.

    Tak naprawdę praktycznie przez cały rok, bo nawet kiedy była zima, sortowaliśmy owoce na eksport i często popołudnia były zajęte. Z jednej strony było więc bardzo dużo pracy w moim życiu, a z drugiej byliśmy też oddaleni od wszystkich atrakcji. Najbliższy basen był jakieś 45 km od nas. Nie mogłam chodzić do szkoły muzycznej czy w żaden inny sposób się rozwijać, a przyznam szczerze, że zawsze bardzo mi na tym zależało.

    Jestem bardzo ekstrawertyczną osobą, więc zależało mi również na tym, żeby mieć znajomych i się z nimi spotykać. Natomiast w mojej wsi nie było ani jednej osoby w moim wieku, więc to wszystko też było bardzo mocno utrudnione.


    Studia były dla mnie jak złoty bilet

    Wspominam o tym dlatego, że wyobraź sobie teraz, jak się czułam, kiedy okazało się, że dostałam się na studia. Miałam wrażenie, że dostałam złoty bilet, że w końcu wyrwę się z tej wsi i będę mogła nadrabiać stracony czas dzieciństwa.

    Chciałam nauczyć się wszystkich rzeczy poza jeżdżeniem traktorem czy wózkiem widłowym i pracą w gospodarstwie. Pójść na zajęcia z aktorstwa czy jakiś kurs tańca, bo bardzo zależało mi na tym, żebym mogła w końcu zobaczyć, na co ludzie sobie chodzą.

    Bardzo szybko poznałam znajomych na studiach i tam się okazało, że wszyscy gdzieś chodzą, jeżdżą, potrafią jeździć na nartach, na rolkach, pływają, znają języki. Po prostu znają mnóstwo różnych rzeczy, bo w czasie dzieciństwa chodzili na różne spotkania, kursy, szkolenia i zajęcia pozalekcyjne, a ja kompletnie na nic. Chodziłam do sadu i była to po prostu moja jedyna rozrywka.

    Przyznam, że miałam z tego powodu naprawdę ogromny kompleks. Czułam się gorsza, czułam się jakaś taka wybrakowana. Miałam też poczucie, że później z tymi ludźmi będę starała się o pracę na jednym rynku. Czułam więc, że jestem na bardzo przegranej pozycji.

    Ogrom nauki szybko zweryfikował moje plany

    Do tego doszły jeszcze same studia. Bardzo szybko zorientowałam się, że moje życie studenckie nie będzie takie wspaniałe, jak wcześniej sobie wyobrażałam. Myślałam, że będę non stop chodziła ze znajomymi na spotkania i imprezy, a tymczasem miałam po prostu ogrom nauki.

    Do dziś pamiętam moje pierwsze zajęcia, na których dostałam książkę do przeczytania na kolejny tydzień. Kiedy myślałam, że to już jest dużo, przyszłam na kolejne zajęcia i okazało się, że mam następne materiały.

    Do tego dosyć trudno było je zdobyć. Trzeba było pójść do jakiejś biblioteki, wszystko skserować i uczyć się z kserówek czy notatek. Tego było po prostu ogrom. Byłam w szoku, że jest tego tak dużo.

    Przyznam, że byłam przerażona. Nie tylko nie miałam czasu na wszystkie aktywności i życie studenckie, na którym tak bardzo mi zależało, ale też bałam się, że nie zaliczę roku i będę musiała wrócić na wieś. Była to dla mnie wizja absolutnie przerażająca.


    Zaczęłam szukać sposobu, jak nauczyć się uczyć

    Kiedy byłam nastolatką, prenumerowałam czasopismo „Focus”. Był w nim dział psychologia, który zachęcił mnie do tego, żebym poszła właśnie na taki kierunek studiów.

    Stamtąd miałam w głowie przekonanie, że są jakieś sposoby na to, żeby się efektywniej uczyć, lepiej korzystać ze swojego mózgu i że po prostu nie potrafimy z niego tak dobrze korzystać. Nie mam pojęcia, czy był tam jakiś konkretny artykuł na ten temat, czy powielało się to w wielu tekstach. Miałam jednak w głowie przekonanie, że muszę znaleźć rozwiązanie, bo jeśli go nie znajdę, to po prostu nic z tym nie zrobię.

    Rozwiązanie przyszło do mnie bardzo szybko, bo wychodząc raz z uczelni, dostałam do ręki ulotkę z kursem szybkiego czytania.

    Stwierdziłam: wow, mamy to. Dokładnie tego potrzebuję.

    Muszę znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji i jeśli nauczę się szybko czytać, wtedy zaoszczędzę naprawdę ogrom czasu i będę mogła chodzić na różne imprezy oraz korzystać z życia studenckiego.

    Pojawił się tylko jeden problem. Kurs był dla mnie po prostu straszliwie drogi. Nie miałam takich pieniędzy, a że nie umiałam prosić rodziców o pieniądze, stwierdziłam, że muszę sobie na niego jakoś zarobić.

    W trakcie studiów było to niemożliwe, więc postanowiłam wybrać się na jakieś prace sezonowe, tak jak zresztą robiłam co roku. Pojechałam w wakacje na rwanie borówek. W tym byłam po prostu najlepsza i można było na tym całkiem dobrze zarobić.


    Kurs szybkiego czytania okazał się niewystarczający

    Zarobiłam na kurs, a drugą część wakacji przeznaczyłam na to, żeby się na niego wybrać i nauczyć szybkiego czytania.

    Bardzo szybko dostałam tam informację, że jeśli chcemy się efektywnie uczyć, to po pierwsze robimy codziennie trening – i przyznam, że przykładałam się do niego naprawdę rewelacyjnie – a po drugie codziennie powinniśmy czytać nawet 500 stron.

    Jak się domyślasz, dosyć szybko przeczytałam wszystkie książki, które miałam w domu. Chodziłam więc do księgarni, gdzie mogłam sobie wziąć książkę i ją przeczytać.

    Wtedy bardzo szybko uświadomiłam sobie, że to, że szybciej czytam, jest fajne, ale niestety niewystarczające. Co z tego, że przeczytałam calusieńki dział psychologia, skoro tak naprawdę bardzo mało pamiętałam z tych książek?

    Przeczytałam tam również książki o pamięci i wtedy miałam takie: „Aha, to, że ja coś przeczytam, jest okej, ale najważniejsze jest to, żebym potrafiła to zapamiętać”.

    Samo czytanie to nie jest nauka

    To był ogromny przełom w moim życiu. Zrozumiałam, że samo czytanie to nie jest nauka, samo przewracanie kartek to nie jest zapamiętywanie. Nawet gdybym czytała coś kilkakrotnie, nadal nie jest to jeszcze to, na czym mi zależy.

    Wtedy postanowiłam, że muszę nauczyć się technik nauki, żeby lepiej wykorzystywać swój mózg i lepiej się uczyć.

    Drugi rok studiów był już dla mnie dużo łaskawszy. Zaczynałam testować różne metody, między innymi mapy myśli, ale takie dobre mapy myśli, a nie grafy, które często widzę rozpisane i nazwane mapami myśli, chociaż nie spełniają najważniejszych zasad dotyczących tego, jak te mapy powinny być robione.

    Na początku moje mapy były okropne, koślawe i wszystko nie działało tak, jak trzeba. Do tego miałam dosyć dużo pracy, bo na wykładzie normalnie zapisywałam notatki, a w domu przepisywałam je na mapę myśli.

    Miałam poczucie, że więcej zapamiętuję, więcej i lepiej rozumiem, ale zajmowało to dużo czasu, a nie o to mi przecież chodziło.

    Dałam sobie tydzień na nauczenie się robienia map myśli ze słuchu. Stwierdziłam, że jeśli po tygodniu mi to nie wyjdzie, po prostu to rzucam i nie będę w ogóle stosowała tej metody. Już po dwóch, trzech dniach widziałam jednak, że idzie mi coraz lepiej. To był moment, kiedy zaczęłam oszczędzać bardzo dużo czasu również dzięki robieniu map.


    Techniki nauki zaczęły przynosić mi efekty

    Wiedziałam jednak, że mapy to za mało. Musiałam nauczyć się również różnych sposobów na zapamiętywanie. Zaczęłam więc po kolei uczyć się różnych technik i sposobów na to, jak lepiej i efektywniej zapamiętywać.

    Przyznam szczerze, że tak naprawdę nie miałam wtedy zielonego pojęcia o technikach, których uczę obecnie. Stosowałam kilka metod i sposobów, a już miałam naprawdę bardzo fajne wyniki.

    Dzięki temu, że uczyłam się coraz lepiej, dostałam stypendium naukowe. To było dla mnie takie wow, bo uświadomiłam sobie, że w ciągu dwóch czy trzech miesięcy zarobiłabym już tym stypendium na kurs szybkiego czytania. Czyli już mi się to zwróciło. Każde kolejne stypendium było jakby naddatkiem, więc dodatkowo zrobiłam na tym inwestycję.

    Wtedy miałam już poczucie, że inwestowanie w siebie to naprawdę najlepsza inwestycja, jaką można zrobić, bo dzięki temu bardzo szybko pomnażam swoje pieniądze.

    Te pieniądze również postanowiłam zainwestować. Zainwestowałam w kursy pamięciowe. Zależało mi na tym, żeby nauczyć się najlepszych metod i sposobów.

    Znowu bardzo szybko mi się to zwróciło. Tak mocno przykładałam się do tego, że dostałam później zaproszenie od prowadzącego te kursy, żebym była trenerką na obozach. Później przez wiele lat prowadziłam takie obozy w trakcie wakacji. I znowu bardzo szybko ta inwestycja mi się zwróciła.


    Najważniejsze było to, że odzyskałam swój czas

    Oczywiście świetne było to, że moja średnia znacznie wzrosła i dostawałam stypendia naukowe. To było naprawdę dobre, ale przede wszystkim odzyskałam swój czas.

    Zauważyłam, że kiedy ktoś na przykład uczył się bardzo długo do jakiegoś egzaminu, ja wiedziałam: okej, zrobię to w takim i takim czasie. Mogłam po prostu zrobić to dużo szybciej.

    Wtedy moje życie towarzyskie naprawdę kwitło. Byłam takim typowo „party animalem”. I nie chcę, żebyś sobie pomyślała, że byłam non stop na imprezach i nadużywałam różnych rzeczy. Absolutnie nie.

    Po prostu kochałam tańczyć, spotykać się z ludźmi i poznawać innych. Zaczęłam angażować się w różnego rodzaju organizacje studenckie i wyjazdy. Korzystałam ze studiów naprawdę niesamowicie. Nie tylko wychodziłam na dyskoteki, imprezy czy domówki, ale też bardzo dużo angażowałam się w rzeczy, na których mi zależało.

    Dawało mi to ogrom satysfakcji, bo jestem osobą ekstrawertyczną. Kocham ludzi, uwielbiam z nimi przebywać, rozmawiać i po prostu z nimi być.

    Dlatego tak bardzo cenię bezpośredni kontakt z ludźmi — energię na szkoleniach, konferencjach i ten moment, gdy widzę u kogoś autentyczny błysk w oku.


    Od technik nauki do prowadzenia pierwszych szkoleń

    To również stało się dzięki temu, że nauczyłam się tych technik. Kiedy zapisałam się do różnych kół naukowych, ktoś widział, jak notuję czy jak czytam w bibliotece. Zaczęłam dostawać pierwsze zaproszenia:

    „Słuchaj, Dorota, Ty tak nietypowo piszesz albo nietypowo czytasz. Czy mogłabyś zrobić szkolenie, warsztat na ten temat, na przykład na Dniach Wyszkolonych w AEGEE, Dniach Mózgu czy różnych innych konferencjach?”.

    Mimo że nie miałam zielonego pojęcia, w jaki sposób prowadzi się szkolenie, stwierdziłam, że spróbuję.

    Doświadczenie tego spróbowania, zobaczenia żywego człowieka, który ma błysk w oku i widzi: „Wow, to działa, to jest fajne”, dało mi tak niesamowitą satysfakcję, że stwierdziłam, że dokładnie to chcę robić w życiu. Chcę uczyć, chcę wykładać, chcę prowadzić konferencje, spotkania i szkolenia.

    Zaczęłam więc inwestować pieniądze, które zarabiałam z jednej strony na stypendium, a z drugiej na korepetycjach. Prowadziłam między innymi korepetycje dla maturzystów, ale też dla osób z farmacji i medycyny. Pomagałam im uczyć się składów leków, anatomii i różnych bardzo trudnych rzeczy.

    Te pieniądze zaczęłam inwestować w kursy trenerskie, które również były dla mnie bardzo drogie. Ale miałam już pieniądze. Stwierdziłam więc, że zainwestuję je znowu w swoje kompetencje, żeby po studiach było mi łatwiej i żebym mogła od razu dostać świetną pracę.


    Studia to czas, żeby poznać siebie i zdobywać kompetencje

    Zbierałam pieniądze i chciałam inwestować je dalej w swoje kompetencje oraz umiejętności, bo w moim mózgu coś się zmieniło.

    Miałam poczucie, że zmieniłam się też tożsamościowo. Teraz biorę odpowiedzialność za siebie, chcę inwestować w swoje umiejętności i widzę, jaki daje to zwrot z inwestycji. Jeśli chcę mieć dobrą pracę i dobrze zarabiać po studiach, to właśnie teraz jest czas, żebym coś w tym kierunku zrobiła.

    Dlatego tak często mówię w moich materiałach: studia to czas na to, żeby poznać siebie. Żeby wiedzieć, co lubisz. Czy lubisz pracować z ludźmi, czy wolisz pracować z danymi? A może dobrze odnajdujesz się pod presją czasu? Zastanów się też, czy wolisz, kiedy ktoś przydziela Ci obowiązki, czy raczej samodzielnie je sobie rozpisujesz. Wolisz działać bardziej kreatywnie czy bardziej analitycznie?

    Masz poznać siebie właśnie w trakcie studiów, ale jest to również czas na to, żeby przygotować się na rynek pracy. Żeby przerabiać kursy i szkolenia, które powodują, że na piątym roku, po studiach, masz już konkretne, jasne umiejętności do działania.


    Dlaczego tak mocno wierzę w techniki nauki?

    Kiedy zobaczyłam, jak te techniki nauki działają – mimo że naprawdę w porównaniu do tego, jak uczę ich teraz, moje ówczesne testowanie i sprawdzanie zajmowało mi mnóstwo czasu. Miałam poczucie, że cały Lublin obwiesiłabym billboardami, żeby powiedzieć ludziom:

    „Hej, nauczcie się, jak się uczyć. To po prostu działa cuda, to jest rewelacyjne”.

    Dzięki temu zyskujesz szansę na stypendium i mnóstwo wolnego czasu na zdobywanie doświadczenia. To Ci się po prostu niesamowicie zwróci.

    Zmieniło się u mnie również coś jeszcze i mam to do dzisiaj. Zawsze kiedy pojawia się jakiś problem, staram się szukać rozwiązań. Nie zastanawiam się zbyt długo nad samym problemem, tylko staram się przekierować uwagę na rozwiązania.

    Jeśli widzę, że czegoś ciężko mi się nauczyć albo coś jest trudne, myślę sobie: „Okej, jak mogę to zrobić lepiej? Jak mogę się tego lepiej nauczyć? Od kogo mogę się tego lepiej nauczyć?”.

    Z przyjemnością wydaję pieniądze na swoje kompetencje, bo widzę, jak one się pięknie pomnażają.

    Przyznam, że sama sobie jestem niesamowicie wdzięczna, że mimo tych kompleksów, a może dzięki nim, mimo tego, że nie miałam pieniędzy i było trudno, postanowiłam znaleźć rozwiązanie. Chciałam wyjść z tego impasu i naprawdę nie spodziewałam się, że efekty będą takie duże.


    Dlaczego tak mało mówi się o tym, jak nauczyć się uczyć?

    Dzisiaj, po tych 20 latach od kiedy zaczęłam studia, chcę Cię zapytać: jak Ci się wydaje, dlaczego tak mało mówi się o tych sposobach nauki?

    Jak Ci się wydaje, dlaczego nie każdy uczy się tego, w jaki sposób lepiej wykorzystywać swój umysł, jak zapamiętywać, jak się koncentrować, jak czytać i jak notować efektywniej?

    Czy po prostu nie mamy tej świadomości? A może jesteśmy przekonani, że każdy ma jakiś swój styl, który musi odkryć? Być może boimy się zainwestować czas w naukę nowej umiejętności, bo obawiamy się, że ta inwestycja nigdy się nie zwróci?

    Jestem bardzo ciekawa Twojego zdania — podziel się nim w komentarzu pod tym wpisem!


    Bezpłatne szkolenie o tym, jak uczyć się szybciej

    Zapraszam Cię bardzo serdecznie do mojego bezpłatnego szkolenia na temat tego, w jaki sposób uczyć się dużo szybciej, dużo łatwiej, bez kucia, zarywania nocy i bez stresu, bo ja naprawdę to przeszłam.

    Cała moja obecna praca powstała właśnie z potrzeby podzielenia się z ludźmi tym, że: „Hej, słuchaj, jakbym mogła, to każdego bym wzięła i potrząsnęła”.

    Masz cudowny mózg, tylko nie uczysz się tego, jak z niego korzystać.

    Często korzystasz z metod, które kompletnie nie działają. Łapiesz się na jakieś aplikacje czy sposoby, które po prostu za nic nie są dla nas dobre. Uczysz się pięknego rozpisywania notatek, ale to wcale nie oznacza, że działa to dobrze na Twoją pamięć.

    Naprawdę z ogromną życzliwością chcę Ci powiedzieć, że masz cudowny umysł. Nauczmy się w końcu z niego korzystać. Sprawdź bezpłatne szkolenie: Jak uczyć się szybciej i zapamiętywać bez stresu.