Tag: mnemotechniki

  • 5 mini nawyków dla mózgu, które warto wdrożyć każdego dnia

    5 mini nawyków dla mózgu, które warto wdrożyć każdego dnia

    Chyba nie ma takiej osoby na świecie, która nie chciałaby lepiej wykorzystywać swojego własnego mózgu. Właśnie dlatego tak ważne są nawyki dla mózgu, które mogą pomagać nam lepiej się uczyć, pracować, koncentrować i korzystać z pamięci.

    Często myślimy sobie, że jeśli mózg miałby nagle dużo lepiej funkcjonować, to potrzebny jest do tego jakiś bardzo skomplikowany trening, niesamowicie dziwne metody albo zjadanie dziwnych rzeczy, które trudno w ogóle gdziekolwiek kupić i kosztują miliony monet.

    Tymczasem bardzo często jest tak, że drobne, małe zmiany i mini nawyki dla mózgu powodują, że mamy lepszą koncentrację, lepiej się czujemy i lepiej wykorzystujemy swoją pamięć. Ćwiczymy drobne rzeczy, które po jakimś czasie dają naprawdę świetne efekty.

    Chcę Ci przedstawić pięć takich małych rzeczy, których ja specjalnie nie robię każdego dnia jako trenerka mózgu właśnie po to, aby dać sobie szansę na taki mini trening. Jestem przekonana, że wdrażając te maleńkie rzeczy, bardzo szybko poczujesz różnicę.


    Nawyk 1: podczas posiłku nie korzystam z rozpraszaczy

    Bardzo prosty nawyk, który wydaje się nie mieć nic wspólnego z mózgiem, ale pozory mylą. W trakcie posiłku nic nie oglądam i niczego nie słucham. Po prostu cieszę się posiłkiem i spędzam czas z moją rodziną.

    Jest to dla mnie bardzo ważne z wielu względów. Po pierwsze, mózg naprawdę cieszy się z posiłków, chociażby dlatego, że dostaje cały koktajl zmysłowy. Mamy tutaj smak, konsystencję, zapachy i odpowiednią temperaturę. To jest niesamowite dla naszego mózgu: coś rozgryzać, na przykład orzechy, cieszyć się różną konsystencją i wczuwać się w to, jak smaki i zapachy się przeplatają.

    To fantastyczny sposób na to, żeby nasz mózg dostał dużo bardzo fajnych, ciekawych bodźców.


    Jak pełne skupienie podczas jedzenia wpływa na nasz mózg?

    Druga rzecz jest taka, że jeśli jemy w pełnym skupieniu, z jednej strony jesteśmy w stanie cieszyć się posiłkiem, doceniać kunszt jego przygotowania i cieszyć się smakiem, a z drugiej kontrolować, ile jemy.

    Mamy coś takiego jak pamięć posiłku. Okazuje się, że nie tylko na podstawie naszej sytości czujemy, czy przy kolejnym posiłku powinniśmy zjeść więcej bądź mniej. Znaczenie ma również to, jak zapamiętaliśmy, ile zjedliśmy, jak czuliśmy się po posiłku, jak on wyglądał i ile tego jedzenia było.

    Jeśli więc komuś zależy na tym, aby jeść bardziej świadomie, zadbać o swoją wagę i zwracać uwagę na to, co je i co znajduje się na talerzu, naprawdę warto skupić się tylko i wyłącznie na spokojnym celebrowaniu posiłku.

    Posiłek jako trening uważności

    Dla mnie posiłek jest też rewelacyjnym treningiem uważności.

    Ktoś może powiedzieć: „Dobra, Dorota, ale po co w ogóle mamy coś takiego robić?”.

    Wyobraźmy sobie, że wezmę kawałek mango. Wącham go, próbuję, rozgryzam, czuję konsystencję i smak, a w mojej głowie pojawiają się jakieś myśli. Na przykład: „Jejku, muszę jeszcze nagrać film na YouTube, napisać scenariusz, zrobić opis, okładkę, maila, jeszcze to, jeszcze tamto. Trzeba też odpisać na 45 komentarzy w Akademii Geniusza”.

    Staram się cały czas wracać swoimi myślami do mango, do tego, co jem i co spożywam. Odpływam myślami i znowu wracam. Ponownie uziemiam się tym smakiem, zapachem i konsystencją.

    Po co to robię? To fantastyczny trening mojej uwagi.

    Chodzi o to, żeby nauczyć swój mózg, że pojedyncza myśl wcale nie musi powodować, że od razu za nią pójdziemy. Możemy nauczyć mózg, że jeśli myśli gdzieś odpływają, odlatują z „tu i teraz”, to możemy nimi wrócić.

    Mogę sobie powiedzieć: „Hej, hej, hej, okej, mail później, teraz jemy”. Myślisz o jakimś konflikcie, o tym, co będzie działo się jutro albo coś planujesz? Świetnie, zajmiemy się tym za chwilkę, ale teraz jemy mango.

    Chodzi o to, żeby nauczyć swój mózg wracania i zauważania, że odpływa. To fantastyczny trening potrzebny nam na co dzień, kiedy się uczymy, pracujemy czy rozmawiamy z przyjacielem i gdzieś mimo wszystko odpływamy.

    Dlatego traktuję posiłki również jako trening uważności, bycia tutaj i teraz i cieszenia się tym, co mam. Chcę docenić smak i zapach oraz cieszyć się tym, że mam teraz chwilę dla siebie. Dlatego podczas posiłku nic nie oglądam, niczego nie słucham, skupiam się na tym, co jem, i jestem z moją rodziną, co jest dla mnie niezwykle ważne.


    Nawyk 2: bardzo rzadko korzystam z GPS-u

    Kiedy musimy dostać się do jakiegoś miejsca, czy to samochodem, czy na piechotę, nasz mózg musi wykonać mnóstwo obliczeń. Musi zobaczyć, gdzie jesteśmy w przestrzeni, zwracać uwagę często na kierunki świata i podejmować mnóstwo decyzji: gdzie mamy skręcić, czy w prawo, czy w lewo, czy może jechać prosto. Musi też zwracać uwagę na główne punkty orientacyjne.

    To naprawdę mnóstwo rzeczy, które mózg musi w tym czasie wykonać. Badania pokazują, że osoby, które muszą zapamiętywać bardzo dużo informacji przestrzennych, mają powiększone hipokampy. To części znajdujące się w środku naszego mózgu, odpowiedzialne między innymi za zapamiętywanie, ale też za orientację przestrzenną.


    Co zmienia korzystanie z GPS-u?

    Natomiast kiedy korzystamy z GPS-u, sytuacja wygląda już zgoła inaczej. Tak naprawdę patrzymy na urządzenie i mamy podyktowane, czy mamy jechać prosto, czy skręcić. Często nawet nie zwracamy uwagi na to, co nas otacza i gdzie jesteśmy. Nie musimy szukać punktów orientacyjnych.

    Często jest tak, że przejechaliśmy jakiś kawałek drogi i nawet do końca nie wiemy, jak on wyglądał.

    Żeby było jasne: to nie jest tak, że korzystanie z GPS-u zmniejsza nasz hipokamp. Nie jest też tak, że jeśli korzystamy z GPS-u, robimy coś złego albo że jest on w jakikolwiek sposób negatywny. Absolutnie nie.

    Ja sama korzystam z GPS-u, ale bardzo rzadko. Jeśli jestem w dużym mieście, jadę samochodem i wiem, że nie będę wiedziała, w jaki sposób poruszać się po ulicach, wówczas go włączam. Staram się jednak robić to jak najrzadziej, kiedy jadę kolejny raz tą samą drogą.

    Czasami, kiedy wracam, również już go nie włączam. Niekiedy tylko sprawdzam, czy są korki albo która trasa jest najlepsza, a później staram się wrócić z pamięci.

    Orientację przestrzenną można trenować

    Dużo osób mówi mi, że mam naprawdę fantastyczną orientację przestrzenną. Doskonale o tym wiem, ale wiem też, że nie jest to kwestia jakiegoś talentu ani tego, że się taka urodziłam. Świadomie trenuję tę umiejętność.

    Często właśnie to, że nie włączę GPS-u, powoduje, że zwracam uwagę na to, gdzie jest słońce, gdzie się znajduję i jak mogę umieścić się na mapie oraz w przestrzeni.

    Zanim włączę GPS, staram się na przykład wyobrazić sobie, jaka najlepsza droga będzie prowadziła do danego punktu. Zastanawiam się, jak najlepiej się tam dostać i która trasa będzie najbardziej optymalna.

    Uważam, że jest to świetny trening dla naszego mózgu. Mam też poczucie, że właśnie dzięki temu moja orientacja jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie.

    Często, kiedy jestem w nowym mieście i zwiedzam je na piechotę, również staram się sama zapamiętać trasę. Wychodzę, drepczę sobie na przykład po starym mieście, wchodzę w różne uliczki i staram się później wrócić na parking bez korzystania z jakiejkolwiek mapy. Po prostu koncentruję się na tym, gdzie jestem.

    Mam poczucie, że wtedy bardziej zwracam uwagę na to, co mnie otacza, i lepiej zapamiętuję główne punkty orientacyjne. Czuję się z tym dobrze i traktuję to wręcz jako rodzaj zabawy.


    Nawyk 3: pracuję i uczę się w kompletnej ciszy

    Kolejny nawyk jest związany z moją pracą i nauką. Kiedy zależy mi na tym, abym była maksymalnie skoncentrowana, rozwiązuję ważny problem, szukam powiązań, piszę scenariusz na YouTube, planuję szkolenie, wystąpienie na scenie czy kolejne materiały do Akademii Geniusza, zależy mi na kompletnej ciszy.

    Nawet jeśli coś na zewnątrz mnie rozprasza, zakładam wyciszające słuchawki, żeby na przykład nie słyszeć tego, co dzieje się w domu. Staram się maksymalnie wyciszyć.

    Dlaczego jest to dla mnie tak bardzo ważne?

    Kiedy czytacie ten artykuł, słuchacie radia albo pracujecie nad jakimś problemem, wszystko dzieje się na takiej mentalnej tabliczce w Waszym mózgu. Możemy sobie wyobrazić, że jest to mała tabliczka, na której mieści się około pięciu elementów.

    To, co tam sobie zapiszemy, za chwilę znika, ponieważ cały czas pojawiają się nowe rzeczy.

    Jeśli chcemy rozwiązać jakiś problem albo czegoś się uczymy, chcemy coś zrozumieć i jest to trudne, potrzebujemy jak największego tego notatnika. Chcemy wykorzystać to, co już pamiętamy, czego dopiero się nauczyliśmy oraz to, co mamy na przykład otwarte w jakiejś zakładce.

    Jeżeli jednak w międzyczasie czegoś słuchamy, coś oglądamy albo słyszymy coś w tle, część naszej uwagi i tego mentalnego notatnika jest poświęcana na analizowanie słów piosenki, słuchanie tego, co dzieje się w podcaście, czy zwracanie uwagi na to, co nagle dzieje się w telewizji.

    Z jednej strony zabieramy więc sobie to mentalne biureczko w naszej głowie na coś, co jest nieistotne. To powoduje, że gorzej zapamiętujemy, gorzej się uczymy i gorzej rozwiązujemy problemy.

    Dlaczego muzyka i podcast mogą rozpraszać?

    Jest jeszcze druga rzecz. Jeśli słyszę piosenkę o miłości, wyjazdach czy różnych innych rzeczach, mój mózg traktuje ją po prostu jako źródło informacji. Tworzy do niej skojarzenia i mogą nagle uruchamiać się jakieś wspomnienia.

    Wiele osób mówi, że nie może się skoncentrować i odpływa myślami. Między innymi właśnie dlatego.

    Jeśli słuchasz podcastu podczas pracy, bo myślisz sobie: „Dobra, robię jakiegoś nudnego Excela, to posłucham książki albo podcastu”, to jest dokładnie tak samo, jakby ktoś usiadł obok Ciebie na stołeczku i powiedział:

    „O, widzę, że pracujesz. To słuchaj, ja Ci teraz poopowiadam o tym, jak pani Ola zdradziła pana Wojtka. Bo jest taki fajny podcast o tym”.

    I tak sobie trochę o tym opowiadamy. Ty jesteś teraz w tych zdradach, w tej sytuacji i w tych emocjach. I naprawdę myślisz, że w tym samym czasie będziesz efektywnie wyszukiwać błędy, rozwiązywać problemy czy wpisywać formuły?

    To tak nie działa.

    Mózg po prostu traktuje te informacje jako coś ważnego. Czy będzie to podcast, telewizja, radio czy piosenki, których słuchasz, cały czas są one źródłem emocjonalnych wspomnień, rozkmin i skojarzeń. Tak naprawdę za każdym razem uczysz się rozpraszania i tego, żeby co chwilę odpływać gdzieś indziej.


    Kiedy muzyka nie przeszkadza w pracy i nauce?

    Dużo osób mówi mi, że bardzo lubi uczyć się bądź pracować przy muzyce. Pamiętajcie jednak, że to, że coś jest przyjemne, nie oznacza, że nam służy i pomaga.

    Oczywiście ja też lubię muzykę, ale słucham jej tylko wtedy, kiedy wiem, że nie będzie mi przeszkadzała w tym, żeby coś lepiej zrozumieć bądź dobrze się czegoś nauczyć.

    Na przykład idę na trening, jest mi strasznie ciężko i całe to żelastwo naprawdę dużo waży. Wtedy puszczam sobie muzykę i trening jest dużo przyjemniejszy.

    Robisz pranie, prasujesz, chodzisz po domu albo pracujesz w ogródku? Wszystkie takie czynności, które nie wymagają od nas szczególnego myślenia i są bardziej rutynowe oraz zautomatyzowane, mogą być wykonywane przy czymś, czego słuchamy.

    Jeśli jednak potrzebujesz naprawdę coś głęboko rozkminiać, każdy bodziec przychodzący z boku może obniżać jakość wykonania zadania. Może to być pogłaskanie psa, radio czy wyglądanie co chwilę za okno, bo coś dzieje się na ulicy.


    Nawyk 4: nie pracuję ciągiem dłużej niż 90 minut

    Czego jeszcze nie robię podczas pracy i nauki? Nie pracuję ciągiem dłużej niż 90 minut.

    I teraz uwaga na te 90 minut. Wiem, że wiele osób może za chwilę zacząć sprawdzać, czy 90 minut jest idealne, czy może jednak powinno być 85. Moim zdaniem: maksymalnie. Najczęściej jest to nawet godzina.

    Badania też często pokazują, że taki podział: 52 minuty pracy i 17 minut przerwy, jest świetny. U mnie wygląda to mniej więcej podobnie.

    Staram się, żeby nigdy nie było to dłużej niż półtorej godziny. Po prostu wiem, że moja uwaga, efektywność, a nawet chęci często drastycznie spadają po tym czasie.

    Zależy mi na tym, żeby mieć momenty pełnej koncentracji, a później uwagi bardziej mimowolnej. Wychodzę na zewnątrz, trochę myślę o niczym i mam czas, żeby odbudować zasoby mentalne. Mogę pójść napić się wody, przynieść coś do picia do biurka, przytulić się z moimi dzieciaczkami, porozmawiać z Robertem czy zrobić coś w domu.

    To jest około 15 minut odświeżenia i wtedy mogę wrócić do pracy bądź nauki.

    Jest to dla mnie bardzo ważny nawyk, ponieważ ciągła praca często powoduje, że później przerwa musi być dużo dłuższa i potrzebujemy więcej czasu na regenerację.

    Mnie zależy na cykliczności: pracuję, mam przerwę, pracuję, mam przerwę, pracuję, mam długą przerwę i znowu na chwilę wracam do pracy.

    W trakcie pracy staram się również ruszać

    W przerwach, ale teraz również podczas pracy, staram się cały czas ruszać. Nie jest to taka praca, podczas której cały czas siedzę.

    Mam przy biurku bieżnię podbiurkową. Biurko jeździ w górę i w dół, więc podczas pracy najczęściej przez około dwie godziny, czasami nawet trzy, po prostu chodzę.


    Czy chodzenie podczas pracy nie rozprasza?

    Nie jest to szybkie chodzenie. Najczęściej około 2–2,5 km/h, maksymalnie 3 km/h. To bardzo wolno, ale niesamowicie pomaga mi w koncentracji.

    Na początku wydawało mi się, że nie będę mogła się skupić i że będzie to przeciążające. Tymczasem okazało się, że jest wręcz odwrotnie. Mam wrażenie, że kiedy chodzę, jakoś lepiej mi się myśli.

    Mam lepszy przepływ krwi do mózgu. Dochodzi też lekki tonus mięśniowy, czyli napięcie związane z tym, że muszę mieć wyprostowaną postawę ciała i po prostu iść. W porównaniu z sytuacją, kiedy położymy się na fotelu, mam wrażenie, że dzięki temu dużo lepiej i efektywniej pracuję.

    U mnie najczęściej wygląda to tak, że chwilę siedzę, później chodzę, znowu chwilę siedzę i znowu chodzę. Kiedyś było to związane z moimi przerwami, więc chodziłam i ruszałam się tylko w czasie przerwy. Teraz robię to regularnie już od ponad dwóch, trzech lat i chodzę również podczas pracy.

    Jest to mój świetny patent i uwielbiam go. Często o tym wspominam właśnie dlatego, żebyście również mogli z niego skorzystać, ponieważ samo stanie przy biurku jest dla mnie strasznie męczące. Wyginam się w każdą stronę i wydaje mi się, że nie jest to najlepsze dla moich bioder czy kręgosłupa.

    Natomiast chodzenie wygląda już zupełnie inaczej. Na początku jest trochę dziwne. Mamy wrażenie: „Ojejku, muszę myśleć o tych nogach i na pewno nie będę mogła się na niczym skupić”. To wrażenie jednak bardzo szybko mija.

    Dajcie sobie maksymalnie jeden dzień na takie wdrożenie. Później staje się to już tak naturalne, że nawet nie wiecie, że to robicie.


    Nawyk 5: nie obciążam pamięci tradycyjnymi listami

    Czego jeszcze nie robię jako trenerka mózgu?

    Część osób jest przekonana, że wszystkie metody nauki i fantastyczne sposoby na to, aby efektywnie się uczyć i zapamiętywać, są nam potrzebne tylko wtedy, kiedy zdajemy bardzo trudne egzaminy. Jesteśmy po maturze, jesteśmy po egzaminach na uczelni, więc już nam to nie jest potrzebne.

    Guzik prawda!

    Tak naprawdę uczymy się przez całe życie i cały czas możemy z tych metod korzystać. Ja również korzystam z nich na co dzień.


    Techniki pamięciowe przydają się także na co dzień

    Na przykład nie robię sobie list zakupów. Po prostu tego nie potrzebuję. Dużo szybciej jest mi zapamiętać to, co mam kupić, za pomocą mnemotechniki, która jest często dedykowana właśnie zakupom.

    Otwieram lodówkę i momentalnie wykorzystuję ten moment do tego, żeby potrenować swój umysł i zapamiętać to, co chcę kupić. Jest to bardzo fajne, przyjemne i nie muszę później pamiętać o kartce z zakupami.

    Nie tworzę typowych list słówek

    Nie robię też typowej listy słówek do zapamiętywania, kiedy uczę się angielskiego.

    Kiedy oglądam filmy, czytam książki czy słucham podcastów po angielsku, mam pewien system pozyskiwania nowych słówek. Następnie robię z nich odpowiednie fiszki, które są kontekstowe i skojarzeniowe, bo właśnie w taki sposób mózg uczy się języka.

    Nigdy nie robię takich list, jak zwykle robią ludzie, ponieważ są po prostu maksymalnie nieefektywne.


    Jak wykorzystuję mnemotechniki do zapamiętywania imion i innych informacji?

    Jeśli chcecie dowiedzieć się na ten temat więcej, sprawdźcie moje bezpłatne szkolenie o tym, jak uczyć się słówek z języka obcego. Pokazuję tam krok po kroku cały plan stworzenia idealnej fiszki oraz kilka przykładów tego, jak sama to robię, więc możecie zobaczyć to w praktyce.

    Mnemotechniki wykorzystuję również w codziennym życiu

    Czego jeszcze nie robię? Na przykład nie powtarzam sobie w głowie imion nowo poznanych osób. Nie potrzebuję tego robić.

    Do tego również jest oddzielna mnemotechnika, która bardzo mi to ułatwia. Przyznam, że kiedy prowadzę szkolenia, jest dużo stresu i dużo ludzi, a mnie zależy na tym, żeby do każdego mówić po imieniu. Taki sposób zapamiętywania imion daje mi łatwość. Ktoś mi się przedstawia, a ja jestem już spokojna, że pamiętam jego imię i mogę za każdym razem zwracać się do tej osoby po imieniu.

    Ściąga to ze mnie ogromną presję i jest naprawdę bardzo fajne i przyjemne.

    Jest wiele takich rzeczy, przy których często korzystam z tych metod. Muszę zapamiętać jakiś kod albo numery rejestracyjne samochodu, który mnie oblał na ulicy. To oczywiście żart, ale naprawdę jest wiele sytuacji, w których cały czas z tych metod korzystam.

    Nie wybieram więc zwykłych sposobów, które obciążają pamięć, w tym pamięć krótkotrwałą.


    Jak lepiej korzystać ze swojego mózgu?

    Jeśli Ty też chcesz dowiedzieć się, jak lepiej korzystać ze swojego mózgu, lepiej zapamiętywać, nie wkuwać i nie stresować się, zobacz moje bezpłatne szkolenie. Pokazuję w nim najgorsze błędy w nauce, które popełniamy.

    Dlaczego nie mamy efektów? Uczymy się, a nadal nie zapamiętujemy – dlaczego? I dlaczego tak wiele osób uważa, że ma sposoby na naukę, a tak naprawdę powtarza rzeczy, które tylko zabierają czas?

    W szkoleniu zobaczycie również świetny eksperyment pamięciowy i poznacie technikę, która pomoże Wam między innymi zapamiętywać listę zakupów. Link znajdziecie tutaj.

  • Efektywna nauka to system. 7 filarów, które naprawdę wpływają na Twoje wyniki

    Efektywna nauka to system. 7 filarów, które naprawdę wpływają na Twoje wyniki

    Wyobraź sobie dwie osoby, które uczą się do tego samego, bardzo trudnego egzaminu. Pierwsza z nich siada na łóżku z przygotowanym skryptem, notatkami, książkami i komputerem, na którym ma otwartych kilka zakładek. Obok leżą różnego rodzaju podkreślacze, zakreślacze, karteczki post-it i wszystkie rzeczy, które mają dawać poczucie, że zaraz zacznie się efektywna nauka.

    Ta osoba czyta rozdział za rozdziałem, tezę za tezą, podkreśla najważniejsze informacje, bo jest przekonana, że jest wzrokowcem i to jej pomoże. Dodatkowo zapisuje sobie definicje albo hasła na karteczkach post-it i rozkleja je po pokoju, żeby — według niej — lepiej zapamiętać. Po ośmiu godzinach nauki, kiedy ma już wrażenie, że wszystko przerobiła, idzie spać. Niestety nie śpi zbyt długo, bo nauka zajęła jej naprawdę dużo czasu.

    Następnego dnia podchodzi do egzaminu, dostaje pytania i okazuje się, że za nic nie potrafi wyciągnąć odpowiedzi ze swojej głowy. Ma poczucie: „No zaraz, uczyłam się tego. Pamiętam, gdzie to było na stronie. Pamiętam, że to czytałam, ale nie umiem tego zapisać, nie umiem tego wyciągnąć”. Oczywiście jest przekonana, że ma słabą pamięć, że brakuje jej predyspozycji albo talentu. Tutaj bardzo dobrze widać, że efektywna nauka nie polega na tym, żeby siedzieć nad materiałem jak najdłużej. Należy pracować z nim w odpowiedni sposób.


    Dlaczego jedna osoba uczy się krócej, a pamięta więcej?

    Druga osoba uczy się zdecydowanie krócej, ale w zupełnie inny sposób. Siada do biurka, przygotowuje skrypt, w trakcie robi odpowiednie fiszki, które powtarza na koniec modułu nauki. Robi notatki tak, żeby budować strukturę wiedzy. Zadaje sobie odpowiednie pytania, używa technik, które pomagają jej zapamiętać to, co chce, i zupełnie inaczej pracuje z tekstem. Nie rozprasza się, robi przerwy, przygotowuje powtórki, a za każdym razem, kiedy idzie na przerwę, powtarza sobie z głowy, co właśnie przeczytała i czego się nauczyła. Cały czas testuje swoją pamięć, wykorzystuje też AI w taki sposób, żeby robić sobie egzaminy trochę „na sucho”.

    Następnego dnia, dzięki temu, że uczyła się krócej, jest wyspana i bez problemu odpowiada na pytania, które otrzymała na kartce egzaminacyjnej.

    Dlaczego tak się dzieje? Czy dlatego, że ta druga osoba jest zdolniejsza, ma talent albo większe predyspozycje? Nie. Jestem pewna, że już to widzisz: tutaj chodzi o zupełnie inny sposób nauki i zupełnie inny system.


    Nauka jest jak orkiestra

    Prowadząc naprawdę setki szkoleń — zarówno na żywo, jak i online — bardzo często dostaję pytania w stylu: „Dorota, tylko tak na szybko, w dwóch minutach, jaką najlepszą technikę nauki wybrać?”, „Jaka jest Twoja ulubiona mnemotechnika?”, „Powiedz mi w jednym zdaniu, jak mam nauczyć się anatomii” albo „Jak mam zdać ten bardzo trudny egzamin sędziowski?”.

    I ja zawsze mam wtedy w głowie: hej, to tak nie wygląda.

    Efektywna nauka jest trochę jak orkiestra. To nie jest kwestia tego, że nauczysz się dobrze grać na trąbce i to wystarczy. Jeśli wszystkie inne elementy nie grają najlepiej, to mamy jeden wielki hałas, jeden wielki chaos, a nie piękny koncert. Jedna dobra metoda nie uratuje całej nauki, jeśli reszta systemu nie działa.

    Chodzi raczej o to, żeby wiedzieć, co w ogóle wpływa na efektywną naukę i jakie elementy warto uwzględnić, aby zdecydowanie lepiej wykorzystywać swój własny mózg. Bo chyba najbardziej nie mogę znieść tego, że ktoś mógłby przejść przez życie, nawet nie będąc świadomym, jak fantastyczny ma mózg i jak cudowną machinę do uczenia się ma w swojej głowie.

    Dlatego chcę Was do tego przekonywać. Chcę, żebyście mieli w sobie takie przekonanie: „Mam cudowny mózg, mam fantastyczną pamięć, naprawdę stać mnie na wiele, tylko po prostu mam złe metody”. Dlatego chcę pokazać, co warto wziąć pod uwagę, żeby efektywna nauka była czymś, co świadomie budujesz każdego dnia.


    Koncentracja to drzwi do pamięci

    Jeśli oglądasz moje filmy, to na pewno wiesz, co jest pierwszym, ogromnie ważnym elementem efektywnej nauki. Oczywiście jest nim koncentracja uwagi.

    Bez koncentracji efektywna nauka jest praktycznie niemożliwa. Nie ma mowy — i będę to powtarzała jak mantrę — że przejdziemy do rozumienia, a później zapamiętania bez koncentracji. Koncentracja jest jak drzwi do naszej pamięci. To ona decyduje, co w ogóle wpuści dalej, a na co nawet nie zwrócimy uwagi.

    Dlatego zawsze będę powtarzała, że jeśli czytasz coś bez koncentracji, to po prostu przesuwasz wzrok po tekście i nic więcej się z nim nie dzieje. Możesz patrzeć na tekst przez 20 minut i jednocześnie w ogóle go nie przetwarzać. Twoje oczy pracują, ale Ty jesteś zupełnie gdzie indziej.

    Kiedy nie dbasz o koncentrację, czyli na przykład uczysz się, ale co chwilę sprawdzasz social media i przerzucasz uwagę w inne miejsca. Twój mózg musi cały czas zmieniać punkt skupienia. Pamiętaj, że nie mówimy tutaj o podzielności uwagi, ale o jej przerzutności.


    Ile kosztuje Cię przerzucanie uwagi?

    Badania pokazują, że jeśli przetwarzasz jakieś informacje, wchodzisz głęboko w problem. Starasz się go zrozumieć, masz już mniej więcej kontekst zadania. Potem nagle klikasz, żeby odebrać wiadomość od koleżanki, szybko jej odpisujesz i wracasz do nauki, to ten powrót może Cię kosztować nawet 23 minuty. I oczywiście nie chodzi o to, że przez 23 minuty siedzisz i gapisz się w kartkę. Chodzi o to, że przez ten czas mózg znowu szuka kontekstu. Próbuje wrócić na stare tory myślenia, zbiera myśli i często skupia się głównie na tym, żeby wrócić.

    Jest jeszcze jedna rzecz. Mówimy o czymś takim jak residuum uwagi. Gdy przerzucasz uwagę na wiadomość, to bardzo często część tej uwagi tam zostaje. Myślisz o koleżance, o tym, co napisała, o jutrzejszym egzaminie albo o emocjach, które ta wiadomość w Tobie wzbudziła. I czytając dalej to, co masz przed sobą, nadal gdzieś myślami jesteś tam.

    W taki sposób bardzo trudno głęboko przetwarzać informacje, rozumieć, łączyć wątki i budować wiedzę. A właśnie na tym powinna polegać nauka: na łączeniu tego, czego się uczymy, z tym, co już wiemy.

    Bez koncentracji notatki są przypadkowe, czytanie jest powierzchowne, a zapamiętywanie zdecydowanie trudniejsze, bo mózg po prostu nie wie, co ma kodować. Bez koncentracji AI też bardzo często staje się ucieczką — sposobem na to, żeby nie uczyć się głęboko i intensywnie, tylko udawać, że przetwarzamy informacje, zlecając narzędziu coś, co powinien zrobić nasz mózg.

    Koncentracja to nie dodatek. To zapłon do nauki. A bez tego zapłonu nawet najpiękniejszy samochód z najpiękniejszą mapą niestety nie ruszy.


    Efektywne czytanie to praca z tekstem

    Kiedy mamy już koncentrację, możemy przejść do drugiego filaru, czyli efektywnego czytania.

    Efektywne czytanie nie polega na tym, że po prostu przerzucasz wzrok po linijkach albo podkreślasz wszystkie najważniejsze informacje. To jest raczej praca z tekstem. Zastanawiasz się, co autor miał na myśli, co się z czym łączy i w jaki sposób możesz z tego skorzystać.

    Ja często trochę kłócę się z tekstem. Zastanawiam się, co jest prawdą, z czym się nie zgadzam, co jest wyjątkiem, co jest ciekawostką. Cały czas prowadzę rozmowę z tekstem i zastanawiam się, jak mogę z niego skorzystać. Czytając, koncentruję się, mogę robić odpowiednie notatki i zapamiętywać informacje, ale chodzi też o to, żeby dobrze z tym tekstem pracować. Dlatego efektywna nauka nie polega wyłącznie na szybkim czytaniu, ale na prawdziwej pracy z tekstem.


    Czy szybkie czytanie naprawdę rozwiązuje problem z nauką?

    Mimo że uczę efektywnego i szybkiego czytania, wcale nie zachęcam Was do tego, żeby bić rekordy prędkości. Bardzo dużo osób zapisuje się na kursy szybkiego czytania, bo myśli, że to rozwiąże każdy problem z nauką. Absolutnie tak nie jest. Jeśli przeczytasz bardzo dużo, ale i tak wszystko zapomnisz, to niczym nie różnisz się od osoby, która tego nie przeczytała, bo obie nie pamiętacie nic z tekstu.

    Wiem, że dla części osób może to brzmieć oczywiście, ale widzę, z czym przychodzą do mnie ludzie. „Naucz mnie szybkiego czytania i to rozwiąże każdy problem z nauką, bo będę szybciej przetwarzać informacje”. Zwiększenie tempa czytania rzeczywiście może trochę pomagać, bo jeśli czytamy za wolno, mózg zaczyna się nudzić i odpływać. Czasami lekkie zwiększenie szybkości czytania, tak żeby było optymalne, pomaga nawet w koncentracji.

    Zresztą w samym kursie szybkiego czytania daję dużo ćwiczeń na koncentrację, poszerzenie pola widzenia, naukę tego, jak oczy powinny współpracować z tekstem, jak płynnie przechodzić od linijki do linijki i jak nie tracić czasu, chociażby dzięki wykorzystaniu wskaźnika. Ale pamiętajcie: nie chodzi tylko o to, żeby szybko czytać. Chodzi przede wszystkim o to, żeby czytać efektywnie.


    Zapamiętywanie to nie jedna technika

    Tutaj możemy bardzo płynnie przejść do trzeciego elementu, czyli zapamiętywania.

    Tak jak wspomniałam, sama byłam przekonana, kiedy szłam na kurs szybkiego czytania, że to będzie rozwiązanie wszystkich moich problemów na studiach. Miałam ogromną ilość materiałów do przeczytania i naprawdę zastanawiałam się, jak mam to wszystko przetworzyć. Myślałam: jeśli nauczę się szybko czytać, to chyba wszystko się rozwiąże, prawda?

    No właśnie nie.

    W trakcie nauki szybkiego czytania starałam się czytać w ramach treningu nawet 500 stron dziennie. Bardzo szybko przeczytałam wszystkie książki w swoim domu, więc wybrałam się do Empiku i tam czytałam kolejne książki. Przeczytałam cały dział psychologii i wtedy uświadomiłam sobie, że w szybkim czytaniu bardzo brakuje mi zapamiętywania.

    Kiedy uświadomiłam sobie, jak ważna jest pamięć, postanowiłam nauczyć się najlepszych technik i sposobów zapamiętywania informacji. A tych technik jest naprawdę mnóstwo. Właśnie dlatego efektywna nauka wymaga nie tylko technik zapamiętywania, ale też dobrego systemu powtórek.


    Dlaczego mnemotechniki to dopiero początek?

    Mamy mnemotechniki, które pomagają nam w tym, żeby pamięć krótkotrwała — która, jak już wiecie, jest dosyć mała — trochę się powiększała. One sprawiają, że jak balonik ta pamięć krótkotrwała może się zwiększyć. Ale to nie oznacza, że automatycznie zapamiętujemy wszystko na zawsze. Mnemotechniki pomagają często zapamiętywać na dużo dłużej, sprawiają, że nauka jest przyjemniejsza i świetnie działają wtedy, kiedy chcemy coś zapamiętać na jutro na egzamin, ale niekoniecznie na całe życie, bo są to na przykład jakieś „widzimisie” wykładowcy.

    Mnemotechnik jest bardzo dużo. Inna będzie dobra do zapamiętywania imion, inna do liczb, inna do kolejności. Możecie znaleźć ich naprawdę sporo. Natomiast najważniejsze jest to, że mnemotechniki to nie wszystko. One pomagają powiększyć pamięć krótkotrwałą, ale jeśli chcemy uczyć się języka, zostać ekspertami w swojej dziedzinie albo zapamiętywać coś na lata, potrzebujemy też systemów powtórkowych.

    Jeśli jesteś lekarzem, uczysz się i chcesz później świetnie pomagać ludziom, system powtórkowy jest niezbędny. Można nauczyć się naprawdę wielu rzeczy: jak taki system robić, jak odpowiednio rozpisywać wiedzę, żeby nie przeciążać pamięci krótkotrwałej, jak łączyć system powtórek z mnemotechnikami, jak tworzyć dobre fiszki do różnych rodzajów wiedzy — inaczej do anatomii, inaczej do definicji i tak dalej.

    Jest tutaj naprawdę bardzo dużo wiedzy i ten temat mógłby trwać wiele godzin. Chcę jednak pokazać, że z pamięcią można pracować na różne sposoby. Z jednej strony uczymy się technik, które pomagają zapamiętać coś tu i teraz, na jutro. Z drugiej strony są też sposoby, które pozwalają zapamiętywać coś na długo.

    W ramach zapamiętywania mówię też bardzo często o technikach, które pomagają lepiej rozumieć treść, lepiej ją rozpisać i lepiej przekazywać dalej. To kolejna umiejętność, którą można rozwijać po to, żeby naprawdę lepiej się uczyć.


    Notowanie ma pomagać myśleć, a nie tylko przepisywać

    Kiedy mamy już koncentrację, czytanie i zapamiętywanie, warto wspomnieć o notowaniu, bo ono nadal jest bardzo ważne. Tylko nigdy nie powinno wyglądać tak, że po prostu przepisujemy coś z jednego miejsca na drugie, na przykład z książki do notatnika albo z Wikipedii do pliku.

    Nie na tym polega notowanie.

    Notowanie powinno pomagać głębiej przetwarzać informacje. Powinno pomagać nam lepiej je rozumieć i tworzyć strukturę, w której przechodzimy od bardziej ogólnych informacji do coraz bardziej szczegółowych, bo właśnie w taki sposób nasz mózg buduje wiedzę.

    Mapy myśli są do tego fantastycznym narzędziem, ale nie grafy i nie takie mapki, które często widzę w internecie. Jeśli wpiszecie w Google „mapa myśli grafika”, to naprawdę 95% tych map nie powinno się tak nazywać. Ważne jest więc, żeby mapy były dobrze zrobione.

    Notowanie nigdy nie powinno być zwykłym przepisywaniem z miejsca na miejsce. Ono powinno służyć do tego, żeby coś lepiej zrozumieć, połączyć obecną wiedzę z tym, czego chcesz się nauczyć, dopisywać przykłady i tworzyć swoje miejsce do myślenia oraz rozmowy z tekstem. Zobacz, jak pięknie łączy się to z efektywną pracą z tekstem.

    Często pytacie mnie też, czy lepiej pisać na kartce, czy na klawiaturze. Badania rzeczywiście pokazują, że zwykle lepiej robić to na kartce, bo mózg jest wtedy bardziej zaangażowany. Kiedy piszemy na klawiaturze, ruch jest cały czas podobny. Przy pisaniu ręcznym dzieje się więcej i bardziej uruchomiona jest kora ruchowa. Ale jeśli robisz to w zły sposób i po prostu przepisujesz, to nadal nie będzie działało dobrze. Pisanie na klawiaturze ma tę zaletę, że zwykle robimy to szybciej, ale znowu — jeśli zrobimy to odpowiednio, również może być bardzo pomocne. W efektywnej nauce notowanie ma pomagać myśleć, a nie tylko przepisywać informacje.


    Zarządzanie wiedzą: nie wszystko musisz trzymać w głowie

    Bardzo płynnie przechodzimy do kolejnego ważnego filaru, czyli zarządzania wiedzą. Dobrze zorganizowana wiedza to bardzo ważny element tego, czym naprawdę jest efektywna nauka.

    Nie wszystkie informacje zawsze musimy zapamiętywać. Jeśli chciałabym napisać 100 najlepszych nagłówków na bloga, nie muszę ich trzymać w swojej głowie. Mogę po prostu stworzyć notatkę, do której będę wracać. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami. Nie musisz zapamiętywać wszystkich wzorów matematycznych, dat czy innych informacji, jeśli możesz odpowiednio nimi zarządzać.

    Tylko jak większość osób zarządza wiedzą? Zapisuje posty na Instagramie, robi screeny na Facebooku, robi zdjęcia, notuje coś w kalendarzu albo na przypadkowych kartkach. Bardzo często widzę, że ktoś bierze swój kalendarz i na wolnych stronach zapisuje wiedzę z bardzo drogiego szkolenia, na które wydał ogromne pieniądze. Inni zapisują wszystko na oddzielnych kartkach, które później gdzieś wrzucają i nie wiedzą, co się z czym łączy.

    Później mamy sytuację, w której mogliśmy wydać mnóstwo pieniędzy na szkolenia, kupić mnóstwo książek, przeczytać wiele artykułów, ale ta wiedza jest wszędzie. W żaden sposób się ze sobą nie łączy. I kiedy chcemy usiąść do pracy, napisać scenariusz na YouTube, przygotować wystąpienie, kurs, szkolenie albo mentoring, nagle trudno to wszystko pozbierać.

    Jeśli jednak nauczę się zarządzać wiedzą, mogę w odpowiedni sposób korzystać z różnych aplikacji. I wierzcie mi, to naprawdę jest wtórne, czy ta aplikacja nazywa się Evernote, Obsidian czy jeszcze inaczej. Najważniejsze jest to, w jaki sposób zarządzam wiedzą. Jeśli mam dobrze stworzony system, mogę dwoma kliknięciami w bardzo łatwy sposób korzystać z tego, czego już się nauczyłam.

    To jest niezwykle ważne w dzisiejszym świecie, gdzie nadmiar informacji jest przeogromny. Chodzi o to, żeby móc wracać do ważnych informacji, za które już zapłaciliście, z którymi już się zapoznaliście i które naprawdę mogą Wam pomóc.


    Higiena umysłu: bez niej trudno mówić o efektywnej nauce

    Poza koncentracją, notowaniem, czytaniem, zapamiętywaniem i zarządzaniem wiedzą warto powiedzieć też o higienie umysłu. Trudno mówić o tym, że działa efektywna nauka, jeśli mózg jest niewyspany, przeciążony i zestresowany.

    Co mam na myśli?

    Jeśli nie śpisz — a wiesz, że chyba w każdym filmie muszę wspomnieć o tym, żeby dbać o jakość snu — to trudno oczekiwać, że mózg będzie działał idealnie. Tylko w trakcie snu informacje zapisują się w pamięci długotrwałej. Nawet jeśli znasz najlepsze techniki, ale pracujesz z mózgiem niewyspanym, przeciążonym i zestresowanym, to niestety daleko nie pociągniesz.

    To dokładnie tak, jakbyśmy chcieli otworzyć superprogram na komputerze, który ma 3% baterii. Włączy się na chwilę, ale za długo nie podziała. Tak samo jest z nami.

    Sen nie jest miłym dodatkiem. Jest elementem nauki.

    Jeśli jesteś zestresowana, też warto się temu przyjrzeć. Mały stres, takie lekkie napięcie związane z tym, że chcesz się dobrze nauczyć, może być dobry. Natomiast jeśli permanentnie czujesz ogromny stres, Twój hipokamp nie działa dobrze, nie przyjmuje informacji i bardzo ciężko później cokolwiek odtwarzać. To ten moment, kiedy ktoś mówi: „Świetnie się nauczyłam, wszystko znałam, ale stres mnie zjadł, odcięło mnie”. To również jest umiejętność, której warto się nauczyć.

    Higiena umysłu wiąże się też z przekonaniami. Jeśli cały czas masz w głowie: „Nie będę się tego uczyć, bo nie mam matematycznego umysłu” albo „Ja mam umysł humanistyczny”, to motywacja do nauki będzie bardzo niska i będzie się to przekładało na sabotowanie własnych działań.

    Higiena umysłu obejmuje więc pracę ze stresem, przekonaniami, dietą, snem i ruchem. Chodzi o to, żeby mózg był w naprawdę dobrej formie. Bardzo często odpowiedni ruch da Ci więcej niż siedzenie przez kolejne godziny nad nauką i picie kolejnej kawy.


    AI w nauce: trener, nie winda

    Mamy jeszcze siódmy element, który wydaje mi się niezbędny i który dodałam do swojego programu efektywnej nauki jako kolejny filar. To wykorzystanie AI, ale wykorzystanie mądre. W efektywnej nauce AI powinno być trenerem, a nie windą, która robi wszystko za nas.

    Nagrywałam już materiał o tym, jak korzystać z AI, żeby nas nie ogłupiało. Niestety, jeśli zlecamy sztucznej inteligencji wszystko: „zapisz za mnie”, „przygotuj streszczenie”, „zrób notatkę”, „napisz materiał”, to tak naprawdę zlecamy jej to, co ma nam pomagać w nauce.

    Wtedy nie wykorzystujemy AI jako trenera, który nas wspiera, pomaga i rozwija nasze umiejętności, ale jako windę, która bardzo szybko zawiezie nas w odpowiednie miejsce. Tylko że mięśni wtedy nie ćwiczymy. Stajemy się słabsi w podsumowywaniu, analizie, wyciąganiu wniosków, rozpisywaniu argumentów, kreatywności i wielu innych obszarach.

    To, co zlecasz sztucznej inteligencji, może później bardzo mocno Ci brakować.

    AI można jednak wykorzystywać mądrze. Na przykład do szybszego i lepszego tworzenia fiszek, do planowania nauki, do rozpisywania materiału w czasie, do tego, żeby była świetnym egzaminatorem, dawała wartościowy feedback i pomagała zobaczyć, nad czym warto pracować.

    W Akademii Geniusza + AI, którą znajdziesz TUTAJ mam kilkadziesiąt lekcji uzupełnionych o takie narzędzia, bo wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach powinniśmy optymalizować naukę. Nie po to, żeby długo siedzieć i dziubać przy rzeczach, które niewiele dają, ale po to, żeby skupić się na tym, co naprawdę wpływa na rozwój i cudownie ćwiczy naszą pamięć.


    Efektywna nauka to nie jedna sztuczka

    Jestem bardzo ciekawa, na którym z tych filarów najbardziej się koncentrowałaś, a który najbardziej pomijałaś. Czy podchodzisz do nauki jak do pewnego systemu, czy raczej szukasz jednej niezawodnej sztuczki, metody albo triku z TikToka, który od razu da super efekty?

    Przygotowałam ten materiał przede wszystkim po to, żebyśmy byli świadomi, że nawet jeśli użyjemy jednego triku, a efektów nie ma, to nie wynika z tego, że nasza pamięć jest słaba, że jesteśmy beznadziejni albo że czegoś nam brakuje. Absolutnie nie. To wynika z tego, że nauka jest całym systemem.

    To nie jest tak, że jeśli samochód ma dobre opony, to od razu świetnie jeździ. Ważnych jest wiele elementów.


    Sprawdź, czy Twój system nauki działa

    Dlatego patrz na naukę właśnie w ten sposób. Sprawdź, czy masz koncentrację, która jest bramą do tego, żeby zacząć się uczyć. Zobacz, czy robisz mądre notatki, które pomagają Ci rozumieć, a nie tylko tracić czas na przepisywanie. Zastanów się, czy zapamiętujesz tak, żeby informacje rzeczywiście zostały w Twojej głowie. Nie chodzi o to, żeby po prostu zakończyć pięć stron, ale o to, żeby zbudować w głowie pewną koncepcję.

    Warto też zapytać siebie, czy dbasz o swój mózg i podchodzisz do niego z myślą: „Okej, zadbam teraz o Ciebie, żebyś działał idealnie”, czy raczej ubijasz go stresem, brakiem snu, kolejną kawą i brakiem ruchu. Sprawdź też, czy korzystasz z AI mądrze, czy raczej się ogłupiasz, oraz czy umiesz zarządzać wiedzą, którą zdobywasz, czy ona po prostu przelatuje przez Twoją głowę, a Ty tracisz czas i pieniądze. Efektywna nauka to nie jedna sztuczka, ale cały system, który pozwala naprawdę lepiej wykorzystywać własny mózg.

    Uwierz, że Twój mózg potrafi znacznie więcej

    Moją wewnętrzną misją jest to, żebyśmy byli przekonani, że nasze mózgi są świetne. My po prostu nigdzie nie uczymy się, jak się uczyć. I to bardzo często powoduje, że nie wierzymy w siebie, nie lubimy nauki i traktujemy ją jako coś trudnego, męczącego, służącego tylko do zdawania egzaminów.

    A efektywna nauka może być czymś zupełnie innym. Może pomagać nam stawać się ekspertami w swojej dziedzinie, dawać satysfakcję, radość z procesu i realnie zmieniać życie.

    Tego Wam życzę.

  • Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Uczyłaś się przez kilka godzin, siedziałaś nad książką, zrobiłaś sobie piękne notatki, podkreśliłaś wszystkie najważniejsze informacje, być może nawet wracałaś kilka razy do tego samego fragmentu i masz takie poczucie: „Hm, chyba się nauczyłam, chyba wiem, co i jak”. Kiedy robisz sobie przegląd, mniej więcej rozpoznajesz wszystkie informacje, więc pojawia się wrażenie, że do egzaminu jesteś przygotowana. A następnego dnia wstajesz rano i nagle uświadamiasz sobie, że jednak tego nie pamiętasz, tamtego też nie pamiętasz i w sumie nie umiesz powiedzieć tego własnymi słowami. Kiedy siadasz do egzaminu, okazuje się, że doskonale wiesz, gdzie to było zaznaczone w skrypcie, pamiętasz nawet, jakim kolorem to podkreślałaś, ale za nic nie umiesz wyciągnąć tego z głowy. Zastanawiasz się dlaczego nauka nie przynosi efektów.

    I wtedy bardzo łatwo zaczynają pojawiać się przekonania typu: „Mam słabą pamięć”, „Może brakuje mi talentu albo predyspozycji”, „Może powinnam jeszcze dłużej siedzieć i jeszcze dłużej się uczyć, żeby mieć efekty”. Tylko problem polega na tym, że efektywnej nauki nigdy nie liczymy w jednostkach czasu. I właśnie o tym warto sobie powiedzieć raz na zawsze.


    Czas nie jest jednostką uczenia się

    To nie jest tak, że jeśli uczysz się dużo dłużej, to automatycznie masz lepsze efekty i więcej zapamiętujesz, a osoba, która uczyła się krótko, od razu jest skazana na porażkę. Absolutnie nie. Jeśli są tutaj trenerzy personalni, to na pewno potwierdzą, że nie chodzi tylko o długość treningu. Chodzi też o to, jaki ten trening jest, jak aktywuje mięśnie, z jakim jest obciążeniem i oczywiście o to, co robimy po treningu: co jemy, jak odpoczywamy i jak się regenerujemy.

    Dokładnie tak samo jest z nauką. Nie chodzi o to, żeby kurczowo trzymać się liczby godzin, bo moi kursanci bardzo często przychodzą i mówią: „Uczę się trzy lata języka i nadal nie potrafię mówić” albo „Uczyłam się przez dwa weekendy do egzaminu i go nie zaliczyłam, więc pewnie coś jest ze mną nie tak”. A ja wtedy pytam: pokaż mi, jak się uczysz. Pokaż mi, jak przetwarzasz informacje w tej jednostce czasu.

    Bo jedna osoba będzie uczyła się trzy godziny i będzie bardzo głęboko przetwarzała informacje. Będzie je analizować, zastanawiać się nad nimi, szukać wyjątków, nie zgadzać się z czymś, łączyć wiedzę z tym, co już wie. Im więcej wiedzy mamy w danym temacie, tym łatwiej później zapamiętujemy kolejne informacje. Druga osoba natomiast będzie siedzieć, czytać, coś sobie podkreśli, zrobi notatkę, przepisze definicję z jednego miejsca na drugie i będzie miała poczucie, że się uczy. Tylko że to wcale nie oznacza, że ta informacja automatycznie zapisuje się w głowie.

    Dlaczego jakość nauki jest ważniejsza niż liczba godzin?

    Dlatego tak ważne jest nie tylko to, ile czasu spędzasz nad materiałem, ale przede wszystkim to, jaka jest jakość tego czasu. Jeśli głęboko przetwarzasz informacje, jeśli później rzeczywiście jesteś w stanie wyciągać je z własnej pamięci i cały czas tę pamięć testujesz, to świetnie. Ale jeśli siedzisz godzinami, trzymasz telefon pod ręką, coś scrollujesz, słuchasz radia, rozmawiasz z koleżanką i tylko podkreślasz najważniejsze fragmenty w książce, to może minąć wiele godzin, a w Twojej pamięci nadal niewiele zostanie.


    Twój mózg nie zapamiętuje wszystkiego, co widzi

    To działa trochę tak, jakbyśmy poszli na zakupy, a później mieli pretensje do swojego mózgu: „Dlaczego nie zapamiętałeś każdej wystawy w sklepie? Dlaczego nie zapamiętałeś każdej ceny produktu? Dlaczego nie zapamiętałeś każdego samochodu i każdej rejestracji?”. No właśnie. Przecież przez cały czas przepływają przez nas różne informacje, a nasz mózg musi decydować: to jest ważne, to nie jest ważne, to jest istotne, tego nie muszę zatrzymywać.

    Ale jeśli zobaczysz, że Twoja ulubiona przyprawa albo ulubiony produkt jest nagle o połowę tańszy, a Ty wiesz, że ostatnio mocno przepłaciłaś, to tę informację prawdopodobnie zapamiętasz od razu. Dlaczego? Bo powiążesz ją z tym, co już wiesz. Będzie dla Ciebie ważna i może być też emocjonalna. I właśnie dlatego tak bardzo trzeba zapamiętać: czas nie jest jednostką uczenia się. Naprawdę nie warto brać tego jako głównego miernika, bo to kompletnie nie ma sensu.


    Bez koncentracji nie ma nauki

    Kolejna rzecz, która sprawia, że uczymy się, a efektów nie mamy, to brak koncentracji na tym, czego chcemy się nauczyć. Mamy włączone social media, telefon pod ręką, często z powiadomieniami, których większość osób jednak nie wyłącza. Smartfon cały czas przypomina, że gdzieś tam czeka wiadomość do sprawdzenia, a my zaczynamy czekać na tę dopaminkę, która przyjdzie razem z powiadomieniem.

    Przez cały czas przerzucamy uwagę na coś innego i to naprawdę bardzo dużo nas kosztuje. Ja cały film o koncentracji uwagi już nagrałam, więc jeśli ten temat Cię interesuje, koniecznie do niego wróć. Tutaj chcę jeszcze raz mocno podkreślić, że bez koncentracji nie ma nauki.

    Dlaczego rozproszenie tak bardzo utrudnia zapamiętywanie?

    Jeśli chcę głęboko przetwarzać informacje, szukać wyjątków, powiązań i przykładów, czyli naprawdę rozumieć to, czego się uczę, to jak mam to zrobić, jednocześnie odpisując na wiadomości, myśląc o wczorajszej imprezie i zastanawiając się nad tym, co czeka mnie jutro? To jest po prostu niemożliwe. Mamy bardzo ograniczone zasoby. Nasza pamięć długotrwała jest ogromna i można w niej zapisywać mnóstwo informacji, ale pamięć robocza, czyli taki mentalny notatnik, na którym zapisujesz wszystko, co w tej sekundzie pojawia się w głowie, jest bardzo mocno ograniczona.

    Tam mieszczą się dosłownie kilka elementów. Jeśli wykorzystujesz je na głaskanie pieska, rozmowę z koleżanką i scrollowanie Zalando, to nie ma już miejsca na efektywną naukę. A później pojawia się myśl: „Całą noc siedziałam nad materiałem i nic nie zapamiętałam. Co się dzieje? Czy mój mózg wcale nie jest taki fantastyczny?”. Jest fantastyczny. Oczywiście, że jest. Tylko bez koncentracji nie ma przejścia do rozumienia, a później do zapamiętania.

    Dużo lepiej uczyć się krócej, ale naprawdę się skupić. Możesz pracować na przykład przez 52 minuty, a później przez 17 minut zrobić coś innego: pójść na spacer, porozmawiać z koleżanką, zadzwonić do kogoś. Social media są tutaj bardzo niewygodne, bo mocno podbijają poziom dopaminy, a potem, kiedy siadasz do czegoś, co nie jest szczególnie porywające, wszystko wydaje się jeszcze nudniejsze. Każdy element, który pojawia się dookoła i Cię rozprasza, powoduje, że uczysz się gorzej.


    Przepisywanie informacji nie zapisuje ich magicznie w pamięci

    Kolejna rzecz, która zabiera mnóstwo czasu, a bardzo często nie daje efektów, to przepisywanie informacji z jednego miejsca na drugie. To przekonanie, że „ręka pamięta”, że jeśli mam książkę i przepiszę coś do skryptu, a później jeszcze raz na inną kartkę, to jakoś magicznie to zapamiętam.

    Niestety, to działa mniej więcej tak, jakbyśmy przepisywali znaczki po chińsku. Jeśli przez całe życie będę przepisywać jeden tekst po chińsku, to czy nagle nauczę się chińskiego? Czy będę rozumiała, co piszę? No nie. To jest bardzo płytkie przetwarzanie informacji. Jeśli tylko przepisuję coś z jednego miejsca na drugie, to niestety nie oznacza, że to zostanie w mojej głowie.

    Dlatego uczę między innymi tego, jak zapisywać informacje na mapach myśli, bo one wymuszają przechodzenie od ogółu do coraz bardziej szczegółowych informacji i pokazują, jak idzie ścieżka myślenia. Dlatego to są mapy myśli. Zwykłe przepisywanie najczęściej nie daje efektów, a zajmuje mnóstwo czasu. Naprawdę wolałabym robić cokolwiek innego.


    Karteczki na ścianie też nie zawsze działają

    Czego jeszcze bym nie robiła? Nie rozwieszałabym sobie wszędzie karteczek post-it, na przykład po pokoju albo po mieszkaniu. Kiedyś oczywiście sama to robiłam, bo nie wiedziałam, że to po prostu nie działa. My bardzo szybko się habituujemy. Jeśli cały czas widzę jakąś karteczkę przy monitorze, to po pewnym czasie przestaję ją zauważać.

    To trochę jak rozrzucone brudne skarpetki. Na początku je widzimy, a później już niekoniecznie. Bardzo mocno przyzwyczajamy się do tego, co jest stale wokół nas. Druga rzecz jest taka, że bez intencji zapamiętywania nie ma nauki. Muszę mieć intencję, że chcę coś zapamiętać. Muszę usiąść, przetworzyć to głęboko i mieć koncentrację.

    To nie dzieje się tak, że ja po prostu gdzieś to widzę i automatycznie sobie zapamiętuję. Jeśli informacja nie ma dla mnie żadnego większego znaczenia, działa dokładnie tak jak przypadkowy billboard mijany podczas zakupów. Widzę różne rzeczy, ale jeśli nic mi to nie robi i nie wzbudza żadnych emocji, to mózg nie ma powodu, żeby to zatrzymać. A jeśli mówimy o kawałku tekstu zawieszonym gdzieś na ścianie, to tym bardziej szkoda czasu.

    Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale ja robię coś takiego i mi pomaga”. Bardzo możliwe, że jeśli robisz ściągi, to może Ci to pomagać, bo próbujesz zmieścić długi tekst w kilku najważniejszych zdaniach. Wtedy rzeczywiście przetwarzasz informację głębiej, wyciągasz esencję i to może działać. Ściągi są naprawdę świetnym pomysłem na uczenie się wyciągania esencji z dłuższego tekstu. Ale nie oszukujmy się: samo rozklejenie informacji wszędzie nie sprawi, że kiedy będziesz na nie zerkać w drodze do łazienki, nagle zapiszą się w głowie.


    Wielokrotne czytanie daje iluzję wiedzy

    Bardzo płynnie przechodzimy tutaj do kolejnej rzeczy, którą jestem prawie pewna, że robisz. Czytanie wielokrotnie tego samego z przekonaniem, że wtedy „wejdzie do głowy”. Przecież w szkole często słyszeliśmy: powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj, wtedy zapisze Ci się w głowie.

    Tylko że mamy absolutnie fantastyczny umysł, cudowną machinę do nauki, a uczenie mechaniczne, czyli powtarzanie bez zrozumienia, to po prostu kucie. I to jest naprawdę bardzo słaby pomysł. Szczerze mówiąc, niesamowite jest to, że mózg i tak czasem jest w stanie coś w ten sposób zapamiętać.

    Dlaczego wielokrotne czytanie tworzy iluzję wiedzy?

    Problem polega na tym, że wielokrotnie czytając to samo, bardzo często wpadamy w iluzję wiedzy. Więcej na temat iluzji wiedzy, przeczytasz w tym wpisie. Czytasz coś kolejny raz i masz wrażenie: „Okej, uczę się. Kojarzę to. Przeczytam jeszcze dwa razy i będę kojarzyć jeszcze bardziej”. Za trzecim czy czwartym razem pojawia się poczucie: „To było, to kojarzę, to wiem, rzeczywiście tak było. Dobra, to ja już to pamiętam”.

    No właśnie niekoniecznie.

    Później idziesz na egzamin, siadasz i nagle okazuje się, że pamiętasz, że to było podkreślone na zielono. Pamiętasz, że było w skrypcie po lewej stronie na dole. Przysięgasz, że to tam było, ale nie umiesz wyciągnąć tego z głowy.

    Czy to świadczy o złej pamięci? Nie. To świadczy o tym, że nauczyłaś mózg rozpoznawania informacji, a nie zapamiętywania. A to są dwie kompletnie inne rzeczy. Mózg, czytając kilka razy to samo, uznał, że czujesz się z tym coraz bardziej znajomo. Tylko że znajomość nie oznacza jeszcze dostępu do informacji bez materiału przed oczami.

    Dlatego kiedy siadasz do egzaminu i nie masz rozpoznawania typu „zakreśl A, B albo C”, robi się bardzo ciężko. A nawet przy testach nie zawsze będzie łatwo, jeśli wcześniej nie przetworzyłaś tych informacji odpowiednio głęboko. Iluzja wiedzy nie świadczy o złej pamięci. Świadczy o tym, że nie testowałaś tej pamięci w trakcie nauki. Nie wyciągałaś informacji z głowy na przygotowane pytania, tylko po prostu czytałaś. Dla mózgu i pamięci to są dwie zupełnie inne rzeczy.

    Jeśli masz poczucie, że czytałaś coś wielokrotnie, a później nie potrafiłaś przypomnieć sobie tego na egzaminie, chcę, żebyś wiedziała jasno: Twoja pamięć działa bardzo dobrze. Wszystko jest z Tobą w porządku. Po prostu metoda, którą stosujesz, jest zła.


    Podkreślanie tekstu nie wystarczy

    Może teraz pomyślisz: „No dobra, to może jeszcze powiesz, że podkreślanie jest złe”. No powiem. I wiem, że wiele osób powie: „Przecież to jest moja metoda nauki. Podkreślam. Mam swój system. Dwiema liniami nazwiska, falowaną linią daty. I co, to nie działa?”.

    Nie mówię tego ze złośliwości ani dlatego, że tak sobie pomyślałam. Mówię to dlatego, że czytam mnóstwo badań i analiz, które pokazują, że samo podkreślanie praktycznie nie działa albo ma znikomy wpływ. Ten znikomy wpływ często wynika raczej z tego, że osoby, które podkreślają, są przez chwilę bardziej skoncentrowane. Działa więc koncentracja, a nie magiczna moc koloru.

    To nie jest tak, że jeśli coś zamaluję na kolorowo, to automatycznie zostanie w mojej głowie. Nie zostanie.

    Nigdy nie zapomnę sytuacji ze studiów. Uczyłam się już wtedy efektywnych technik nauki i czasem siedziałam w pokojach cichej nauki. Któregoś dnia patrzę kątem oka na dziewczynę siedzącą obok. Ona bierze skrypt i jedzie fluorescencyjnym żółtym flamastrem linijka po linijce. Odkłada jeden skrypt, bierze kolejny i robi dokładnie to samo.

    Nie wytrzymałam. Podeszłam i zapytałam: „Słuchaj, co Ty robisz? Dlaczego tak to podkreślasz?”. A ona odpowiedziała: „Bo to wszystko jest ważne. Ja muszę to zapamiętać”.

    Nie mówię tego po to, żeby kogoś oceniać. Mówię to po to, żebyś zobaczyła, że jeśli to robisz i nie masz efektów, to znowu wszystko jest z Tobą okej. Po prostu mózg tak nie działa. On tego nie potrzebuje i taki sposób nie będzie go szczególnie wspierał.


    Nie zaczynaj od szczegółów, jeśli nie masz fundamentów

    Jest jeszcze wiele rzeczy, które wpływają na to, że uczymy się, a efektów nie ma. Ten temat mógłby trwać naprawdę długo. Ale jedna rzecz jest szczególnie ważna: wiele osób zaczyna naukę od szczegółów i detali, a nie ma jeszcze żadnych fundamentów.

    To trochę tak, jakbyśmy zastanawiali się, jak będziemy dekorować dom i co będziemy w nim wieszać, a nie mieli jeszcze pojęcia, gdzie będą ściany, jak dom będzie wyglądał, jakie będą fundamenty i dach. Zaczynamy od końca.

    Jest taki system, który mówi o różnych typach informacji: proceduralnych, czyli jak coś zrobić; analogicznych, czyli do czego to jest podobne; koncepcyjnych, czyli jaka zasada za tym stoi; dowodowych, czyli przykłady, dane, badania; i referencyjnych, czyli konkretne nazwy i szczegóły. Problem polega na tym, że większość osób zaczyna właśnie od samego końca, czyli od nazw i szczegółów, a potem dziwi się, że wszystko wypada z głowy.

    To dokładnie jak z dekoracjami i domem. Bardzo często widzę to na przykład w matematyce. Ktoś wkuwa jeden wzór, ale kompletnie nie rozumie całej koncepcji ani podejścia. Albo uczy się nazwy czy daty, ale nie ma pojęcia, co tam się właściwie dzieje. Bez fundamentów szczegóły bardzo łatwo się rozsypują.


    Sen ma ogromny wpływ na zapamiętywanie

    Kolejna rzecz, która bardzo mocno wpływa na to, że nie zapamiętujemy, to oczywiście zarywanie snu. Bo jaki film Doroty mógłby być bez wspomnienia o tym, jak ważny jest sen? Będę to mówiła wiecznie.

    Część osób pisała mi już na Instagramie, że właśnie dzięki temu, że tak często o tym przypominam, naprawdę postanowiła zmienić jakość swojego snu. I bardzo dobrze, bo sen jest niezbędny do tego, żeby informacje zostały zapisane w pamięci długotrwałej. Tylko w trakcie snu to, czego uczysz się w ciągu dnia, zostaje później przenoszone i porządkowane w pamięci długotrwałej.

    W trakcie snu informacje łączą się ze sobą, a jednocześnie zwalnia się pojemność pamięci krótkotrwałej. Jeśli się nie wyśpimy, następnego dnia dużo trudniej przetwarzać nowe informacje. To ogromny problem, o którym bardzo często zapominamy.

    Dlatego naprawdę zachęcam Cię do zadbania o jakość snu. Na kanale mam już o tym film, więc koniecznie możesz do niego wrócić. Sen ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonujesz, jak się uczysz i ile rzeczy faktycznie zostaje w Twojej głowie.


    Masz fantastyczny mózg, tylko potrzebujesz dobrych metod

    Czy wymieniłam już wszystkie rzeczy, które sprawiają, że uczymy się, a nie mamy efektów? Oczywiście, że nie. Jest ich znacznie więcej. Często są to niuanse i drobne elementy, ale wybrałam te, które widzę najczęściej u moich kursantów i które bardzo często wymieniacie jako własne sposoby nauki.

    Chcę, żebyś wiedziała, że masz fantastyczny mózg. Cudowny, wspaniały i przygotowany do tego, żeby naprawdę dużo się uczyć, ale w odpowiedni sposób i odpowiednimi metodami.

    W kolejnym materiale pokażę, jak rozpisałam swój system nauki na siedem głównych filarów. Co warto brać pod uwagę podczas uczenia się, dlaczego każdy z tych filarów ma ogromne znaczenie i jak można go wykorzystać.

    Pamiętaj, że naprawdę jestem po Twojej stronie. Bardzo chcę, żebyś miała świetne rezultaty. Bardzo chcę, żebyście dalej pisały do mnie, że zdałyście trudne egzaminy, awansowałyście albo zmieniłyście swoje życie. Jestem absolutnie przekonana, że nauka zmienia życie. Sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, bogatsi, stajemy się ekspertami w swojej dziedzinie i mamy ogromną satysfakcję z tego, co robimy.

    Zapraszam Cię też serdecznie na dwa szkolenia, które prowadzę. Jedno dotyczy tego, jak efektywnie się uczyć. Pokażę tam prosty eksperyment na pamięci, żebyś od razu zobaczyła, że kiedy uczymy się dobrą metodą, efekt może być natychmiastowy. ZAPISZ SIĘ NA SZKOLENIE TUTAJ.

    Drugie szkolenie jest o tym, jak uczyć się słówek i gramatyki w języku obcym, jak zapamiętywać angielskie słowa tak, żeby zostały z Tobą na długo, a nie żeby uczyć się latami i nadal nie widzieć efektów. SZKOLENIE DOSTĘPNE JEST TUTAJ.

  • JAK ZAPAMIĘTYWAĆ – PROSTY SPOSÓB

    JAK ZAPAMIĘTYWAĆ – PROSTY SPOSÓB

    Przed snem powtarzasz sobie w myślach, że musisz jutro zadzwonić do ciotki bo ma imieniny. Przed wyjściem z domu kilka razy upominasz się aby wziąć parasol, bo popołudniu będzie padać. Idąc do sklepu kilka razy mówisz sobie ,,tylko pamiętaj o tym jagodowym sosie do lodów”. I nie wiesz jak to możliwe, że każda z tych rzeczy jakoś magicznie ulatnia Ci się z głowy. A przecież Dorota na kanale tyle razy mówiła, że mam taki potencjał! Że taką genialną pamięć! A tymczasem mój mózg zupełnie mnie nie słucha… dowiedz się, jak zapamiętywać, by pamiętać!

    No więc od początku. Genialny jesteś, ale samo mówienie sobie w myślach, że masz o czymś pamiętać jest bardzo nieefektywne! Dużo rzeczy do siebie mówisz jednak Twój mózg to nie alladyn, który siedzi w głowie i wysłuchuje Twoich życzeń ale konkretne narzędzie, które rządzi się swoimi prawami.

    Co więc możesz zrobić, jeśli notorycznie o czymś zapominasz?

    Możesz skorzystać z tak zwanych ,,przypominaczy przedmiotowych”. Wyobraź sobie że jesteś już w łóżku, prawie zasypiasz, i nagle przypominasz sobie o tym, że jutro mija termin przeglądu samochodu, oddania książki do biblioteki lub musisz odebrać paczkę z poczty bo dostałeś już 5 awizo. Za nic nie chce Ci się wstawać i zapisać tego na kartce jednak chcesz to zapamiętać.

     Weź więc cokolwiek, co masz pod ręką i rzuć na podłogę, tak żebyś wstając od razu to zobaczył. Może to być długopis, poduszka czy nawet skarpetka. Czy to wystarczy? Nasze Babcie, które miały w zwyczaju zawiązywać supełki na chusteczkach dobrze wiedzą, że często taki przypominacz nie pomaga, bo nie pamiętamy co miał przypominać.

    Jeżeli interesuje Cię ta tematyka, przeczytaj wpis: „JAK POPRAWIĆ PAMIĘĆ? TEGO NIE WIEDZIAŁEŚ„

    Dlatego zanim zaśniesz, poświęć kilka sekund na bardzo obrazowe skojarzenie przedmiotu ze sprawą do załatwienia np. wyobraź sobie że wielkimi długopisami mechanicy w warsztacie dokonują przeglądu Twojego samochodu. Paczkę z poczty odbierasz na czerwonym dywanie gdzie przy fanfarach Pani podaje Ci pakunek na zdobionej poduszce, lub wyobraź sobie, że książkę do biblioteki wkładasz w wielką śmierdzącą skarpetę…Kiedy rano podniesiesz porzucony przedmiot z podłogi wystarczy że zadasz sobie pytanie: ,,co ja z nim wczoraj dziwnego robiłem?”. Jeśli Twoje skojarzenie było wystarczająco szczegółowe, nienormalne i zabawne to z pewnością przypomnisz sobie co masz do wykonania.

    W podobny sposób skojarz inne rzeczy!

    Kiedy chcesz o czymś powiedzieć koleżance przy kolejnym spotkaniu- skojarz ją w dziwny sposób z tym tematem. Kiedy wychodzisz z domu- wyobraź sobie że przy otwieraniu drzwi tak niesamowicie leje, że tylko Twoja parasolka może Cię uratować. A kiedy wiesz, że po powrocie do domu musisz nastawić pranie… wyobraź sobie że podczas wkładania drzwi do zamka wypływa z niej mnóstwo piany a progiem wyłażą mokre skarpetki.

    Zdaje sobie sprawę, że dla osób niewtajemniczonych w nowoczesne techniki nauki tworzenie takich dziwacznych skojarzeń, może być co najmniej dziwne. Jednak wierz mi że Twój mózg to uwielbia zapamiętywać informacje podawane w takiej formie.

    Bardzo mnie też ciekawi co Ty robisz, aby uczyć się coraz lepiej- zostaw mi wiadomość w komentarzu

    Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat tego jak możesz ułatwić sobie zapamiętywanie i szybką naukę koniecznie skorzystaj z mojego bezpłatnego Mini Kursu Efektywnej Nauki: http://dorotafilipiuk.pl/produkty/mini-kurs-efektywnej-nauki/

    “Cześć! Nazywam się Dorota Filipiuk i od 10 lat pomagam ludziom uczyć się efektywnie, wykorzystując wiedzę na temat tego, jak uczy się nasz mózg. Jestem psychologiem, trenerem i coachem w trakcie certyfikacji. Przeprowadziłam ponad 15 tysięcy godzin na sali szkoleniowej i sprzedałam ponad 21 000 kursów online, dlatego ludzie ufają moim umiejętnościom.“

    Zapraszam Cię do zajrzenia na mojego funpaga: Kliknij!

    Dorota jest współautorką produktów wspierających proces diagnozy i rozwoju potencjału zdolnych gimnazjalistów, prelegentką na licznych konferencjach i gościem w wielu podcastach. Prowadzi kanał w serwisie YouTube i podcast ,,Efektywność Osobista”.

    Jej artykuły znajdziesz m.in. w Wysokich Obcasach, Estate i przede wszystkim Forbes’ie.

    Była wykładowcą na dwóch uczelniach wyższych, prowadziła szkolenia m.in. dla MAN, Stella i Bank Polski. W podróży dookoła świata założyła 2 firmy online. Jest szczęśliwą mamą Kornelki, pasjonatką zdrowego stylu życia. W wolnych chwilach kocha malować i uprawiać aerial yogę.

    Czy już wiesz, jak cudowna jest medytacja? ?