Chyba nie ma takiej osoby na świecie, która nie chciałaby lepiej wykorzystywać swojego własnego mózgu. Właśnie dlatego tak ważne są nawyki dla mózgu, które mogą pomagać nam lepiej się uczyć, pracować, koncentrować i korzystać z pamięci.
Często myślimy sobie, że jeśli mózg miałby nagle dużo lepiej funkcjonować, to potrzebny jest do tego jakiś bardzo skomplikowany trening, niesamowicie dziwne metody albo zjadanie dziwnych rzeczy, które trudno w ogóle gdziekolwiek kupić i kosztują miliony monet.
Tymczasem bardzo często jest tak, że drobne, małe zmiany i mini nawyki dla mózgu powodują, że mamy lepszą koncentrację, lepiej się czujemy i lepiej wykorzystujemy swoją pamięć. Ćwiczymy drobne rzeczy, które po jakimś czasie dają naprawdę świetne efekty.
Chcę Ci przedstawić pięć takich małych rzeczy, których ja specjalnie nie robię każdego dnia jako trenerka mózgu właśnie po to, aby dać sobie szansę na taki mini trening. Jestem przekonana, że wdrażając te maleńkie rzeczy, bardzo szybko poczujesz różnicę.

Nawyk 1: podczas posiłku nie korzystam z rozpraszaczy
Bardzo prosty nawyk, który wydaje się nie mieć nic wspólnego z mózgiem, ale pozory mylą. W trakcie posiłku nic nie oglądam i niczego nie słucham. Po prostu cieszę się posiłkiem i spędzam czas z moją rodziną.
Jest to dla mnie bardzo ważne z wielu względów. Po pierwsze, mózg naprawdę cieszy się z posiłków, chociażby dlatego, że dostaje cały koktajl zmysłowy. Mamy tutaj smak, konsystencję, zapachy i odpowiednią temperaturę. To jest niesamowite dla naszego mózgu: coś rozgryzać, na przykład orzechy, cieszyć się różną konsystencją i wczuwać się w to, jak smaki i zapachy się przeplatają.
To fantastyczny sposób na to, żeby nasz mózg dostał dużo bardzo fajnych, ciekawych bodźców.

Jak pełne skupienie podczas jedzenia wpływa na nasz mózg?
Druga rzecz jest taka, że jeśli jemy w pełnym skupieniu, z jednej strony jesteśmy w stanie cieszyć się posiłkiem, doceniać kunszt jego przygotowania i cieszyć się smakiem, a z drugiej kontrolować, ile jemy.
Mamy coś takiego jak pamięć posiłku. Okazuje się, że nie tylko na podstawie naszej sytości czujemy, czy przy kolejnym posiłku powinniśmy zjeść więcej bądź mniej. Znaczenie ma również to, jak zapamiętaliśmy, ile zjedliśmy, jak czuliśmy się po posiłku, jak on wyglądał i ile tego jedzenia było.
Jeśli więc komuś zależy na tym, aby jeść bardziej świadomie, zadbać o swoją wagę i zwracać uwagę na to, co je i co znajduje się na talerzu, naprawdę warto skupić się tylko i wyłącznie na spokojnym celebrowaniu posiłku.
Posiłek jako trening uważności
Dla mnie posiłek jest też rewelacyjnym treningiem uważności.
Ktoś może powiedzieć: „Dobra, Dorota, ale po co w ogóle mamy coś takiego robić?”.
Wyobraźmy sobie, że wezmę kawałek mango. Wącham go, próbuję, rozgryzam, czuję konsystencję i smak, a w mojej głowie pojawiają się jakieś myśli. Na przykład: „Jejku, muszę jeszcze nagrać film na YouTube, napisać scenariusz, zrobić opis, okładkę, maila, jeszcze to, jeszcze tamto. Trzeba też odpisać na 45 komentarzy w Akademii Geniusza”.
Staram się cały czas wracać swoimi myślami do mango, do tego, co jem i co spożywam. Odpływam myślami i znowu wracam. Ponownie uziemiam się tym smakiem, zapachem i konsystencją.
Po co to robię? To fantastyczny trening mojej uwagi.
Chodzi o to, żeby nauczyć swój mózg, że pojedyncza myśl wcale nie musi powodować, że od razu za nią pójdziemy. Możemy nauczyć mózg, że jeśli myśli gdzieś odpływają, odlatują z „tu i teraz”, to możemy nimi wrócić.
Mogę sobie powiedzieć: „Hej, hej, hej, okej, mail później, teraz jemy”. Myślisz o jakimś konflikcie, o tym, co będzie działo się jutro albo coś planujesz? Świetnie, zajmiemy się tym za chwilkę, ale teraz jemy mango.
Chodzi o to, żeby nauczyć swój mózg wracania i zauważania, że odpływa. To fantastyczny trening potrzebny nam na co dzień, kiedy się uczymy, pracujemy czy rozmawiamy z przyjacielem i gdzieś mimo wszystko odpływamy.
Dlatego traktuję posiłki również jako trening uważności, bycia tutaj i teraz i cieszenia się tym, co mam. Chcę docenić smak i zapach oraz cieszyć się tym, że mam teraz chwilę dla siebie. Dlatego podczas posiłku nic nie oglądam, niczego nie słucham, skupiam się na tym, co jem, i jestem z moją rodziną, co jest dla mnie niezwykle ważne.

Nawyk 2: bardzo rzadko korzystam z GPS-u
Kiedy musimy dostać się do jakiegoś miejsca, czy to samochodem, czy na piechotę, nasz mózg musi wykonać mnóstwo obliczeń. Musi zobaczyć, gdzie jesteśmy w przestrzeni, zwracać uwagę często na kierunki świata i podejmować mnóstwo decyzji: gdzie mamy skręcić, czy w prawo, czy w lewo, czy może jechać prosto. Musi też zwracać uwagę na główne punkty orientacyjne.
To naprawdę mnóstwo rzeczy, które mózg musi w tym czasie wykonać. Badania pokazują, że osoby, które muszą zapamiętywać bardzo dużo informacji przestrzennych, mają powiększone hipokampy. To części znajdujące się w środku naszego mózgu, odpowiedzialne między innymi za zapamiętywanie, ale też za orientację przestrzenną.

Co zmienia korzystanie z GPS-u?
Natomiast kiedy korzystamy z GPS-u, sytuacja wygląda już zgoła inaczej. Tak naprawdę patrzymy na urządzenie i mamy podyktowane, czy mamy jechać prosto, czy skręcić. Często nawet nie zwracamy uwagi na to, co nas otacza i gdzie jesteśmy. Nie musimy szukać punktów orientacyjnych.
Często jest tak, że przejechaliśmy jakiś kawałek drogi i nawet do końca nie wiemy, jak on wyglądał.
Żeby było jasne: to nie jest tak, że korzystanie z GPS-u zmniejsza nasz hipokamp. Nie jest też tak, że jeśli korzystamy z GPS-u, robimy coś złego albo że jest on w jakikolwiek sposób negatywny. Absolutnie nie.
Ja sama korzystam z GPS-u, ale bardzo rzadko. Jeśli jestem w dużym mieście, jadę samochodem i wiem, że nie będę wiedziała, w jaki sposób poruszać się po ulicach, wówczas go włączam. Staram się jednak robić to jak najrzadziej, kiedy jadę kolejny raz tą samą drogą.
Czasami, kiedy wracam, również już go nie włączam. Niekiedy tylko sprawdzam, czy są korki albo która trasa jest najlepsza, a później staram się wrócić z pamięci.
Orientację przestrzenną można trenować
Dużo osób mówi mi, że mam naprawdę fantastyczną orientację przestrzenną. Doskonale o tym wiem, ale wiem też, że nie jest to kwestia jakiegoś talentu ani tego, że się taka urodziłam. Świadomie trenuję tę umiejętność.
Często właśnie to, że nie włączę GPS-u, powoduje, że zwracam uwagę na to, gdzie jest słońce, gdzie się znajduję i jak mogę umieścić się na mapie oraz w przestrzeni.
Zanim włączę GPS, staram się na przykład wyobrazić sobie, jaka najlepsza droga będzie prowadziła do danego punktu. Zastanawiam się, jak najlepiej się tam dostać i która trasa będzie najbardziej optymalna.
Uważam, że jest to świetny trening dla naszego mózgu. Mam też poczucie, że właśnie dzięki temu moja orientacja jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie.
Często, kiedy jestem w nowym mieście i zwiedzam je na piechotę, również staram się sama zapamiętać trasę. Wychodzę, drepczę sobie na przykład po starym mieście, wchodzę w różne uliczki i staram się później wrócić na parking bez korzystania z jakiejkolwiek mapy. Po prostu koncentruję się na tym, gdzie jestem.
Mam poczucie, że wtedy bardziej zwracam uwagę na to, co mnie otacza, i lepiej zapamiętuję główne punkty orientacyjne. Czuję się z tym dobrze i traktuję to wręcz jako rodzaj zabawy.

Nawyk 3: pracuję i uczę się w kompletnej ciszy
Kolejny nawyk jest związany z moją pracą i nauką. Kiedy zależy mi na tym, abym była maksymalnie skoncentrowana, rozwiązuję ważny problem, szukam powiązań, piszę scenariusz na YouTube, planuję szkolenie, wystąpienie na scenie czy kolejne materiały do Akademii Geniusza, zależy mi na kompletnej ciszy.
Nawet jeśli coś na zewnątrz mnie rozprasza, zakładam wyciszające słuchawki, żeby na przykład nie słyszeć tego, co dzieje się w domu. Staram się maksymalnie wyciszyć.
Dlaczego jest to dla mnie tak bardzo ważne?
Kiedy czytacie ten artykuł, słuchacie radia albo pracujecie nad jakimś problemem, wszystko dzieje się na takiej mentalnej tabliczce w Waszym mózgu. Możemy sobie wyobrazić, że jest to mała tabliczka, na której mieści się około pięciu elementów.
To, co tam sobie zapiszemy, za chwilę znika, ponieważ cały czas pojawiają się nowe rzeczy.
Jeśli chcemy rozwiązać jakiś problem albo czegoś się uczymy, chcemy coś zrozumieć i jest to trudne, potrzebujemy jak największego tego notatnika. Chcemy wykorzystać to, co już pamiętamy, czego dopiero się nauczyliśmy oraz to, co mamy na przykład otwarte w jakiejś zakładce.
Jeżeli jednak w międzyczasie czegoś słuchamy, coś oglądamy albo słyszymy coś w tle, część naszej uwagi i tego mentalnego notatnika jest poświęcana na analizowanie słów piosenki, słuchanie tego, co dzieje się w podcaście, czy zwracanie uwagi na to, co nagle dzieje się w telewizji.
Z jednej strony zabieramy więc sobie to mentalne biureczko w naszej głowie na coś, co jest nieistotne. To powoduje, że gorzej zapamiętujemy, gorzej się uczymy i gorzej rozwiązujemy problemy.
Dlaczego muzyka i podcast mogą rozpraszać?
Jest jeszcze druga rzecz. Jeśli słyszę piosenkę o miłości, wyjazdach czy różnych innych rzeczach, mój mózg traktuje ją po prostu jako źródło informacji. Tworzy do niej skojarzenia i mogą nagle uruchamiać się jakieś wspomnienia.
Wiele osób mówi, że nie może się skoncentrować i odpływa myślami. Między innymi właśnie dlatego.
Jeśli słuchasz podcastu podczas pracy, bo myślisz sobie: „Dobra, robię jakiegoś nudnego Excela, to posłucham książki albo podcastu”, to jest dokładnie tak samo, jakby ktoś usiadł obok Ciebie na stołeczku i powiedział:
„O, widzę, że pracujesz. To słuchaj, ja Ci teraz poopowiadam o tym, jak pani Ola zdradziła pana Wojtka. Bo jest taki fajny podcast o tym”.
I tak sobie trochę o tym opowiadamy. Ty jesteś teraz w tych zdradach, w tej sytuacji i w tych emocjach. I naprawdę myślisz, że w tym samym czasie będziesz efektywnie wyszukiwać błędy, rozwiązywać problemy czy wpisywać formuły?
To tak nie działa.
Mózg po prostu traktuje te informacje jako coś ważnego. Czy będzie to podcast, telewizja, radio czy piosenki, których słuchasz, cały czas są one źródłem emocjonalnych wspomnień, rozkmin i skojarzeń. Tak naprawdę za każdym razem uczysz się rozpraszania i tego, żeby co chwilę odpływać gdzieś indziej.

Kiedy muzyka nie przeszkadza w pracy i nauce?
Dużo osób mówi mi, że bardzo lubi uczyć się bądź pracować przy muzyce. Pamiętajcie jednak, że to, że coś jest przyjemne, nie oznacza, że nam służy i pomaga.
Oczywiście ja też lubię muzykę, ale słucham jej tylko wtedy, kiedy wiem, że nie będzie mi przeszkadzała w tym, żeby coś lepiej zrozumieć bądź dobrze się czegoś nauczyć.
Na przykład idę na trening, jest mi strasznie ciężko i całe to żelastwo naprawdę dużo waży. Wtedy puszczam sobie muzykę i trening jest dużo przyjemniejszy.
Robisz pranie, prasujesz, chodzisz po domu albo pracujesz w ogródku? Wszystkie takie czynności, które nie wymagają od nas szczególnego myślenia i są bardziej rutynowe oraz zautomatyzowane, mogą być wykonywane przy czymś, czego słuchamy.
Jeśli jednak potrzebujesz naprawdę coś głęboko rozkminiać, każdy bodziec przychodzący z boku może obniżać jakość wykonania zadania. Może to być pogłaskanie psa, radio czy wyglądanie co chwilę za okno, bo coś dzieje się na ulicy.

Nawyk 4: nie pracuję ciągiem dłużej niż 90 minut
Czego jeszcze nie robię podczas pracy i nauki? Nie pracuję ciągiem dłużej niż 90 minut.
I teraz uwaga na te 90 minut. Wiem, że wiele osób może za chwilę zacząć sprawdzać, czy 90 minut jest idealne, czy może jednak powinno być 85. Moim zdaniem: maksymalnie. Najczęściej jest to nawet godzina.
Badania też często pokazują, że taki podział: 52 minuty pracy i 17 minut przerwy, jest świetny. U mnie wygląda to mniej więcej podobnie.
Staram się, żeby nigdy nie było to dłużej niż półtorej godziny. Po prostu wiem, że moja uwaga, efektywność, a nawet chęci często drastycznie spadają po tym czasie.
Zależy mi na tym, żeby mieć momenty pełnej koncentracji, a później uwagi bardziej mimowolnej. Wychodzę na zewnątrz, trochę myślę o niczym i mam czas, żeby odbudować zasoby mentalne. Mogę pójść napić się wody, przynieść coś do picia do biurka, przytulić się z moimi dzieciaczkami, porozmawiać z Robertem czy zrobić coś w domu.
To jest około 15 minut odświeżenia i wtedy mogę wrócić do pracy bądź nauki.
Jest to dla mnie bardzo ważny nawyk, ponieważ ciągła praca często powoduje, że później przerwa musi być dużo dłuższa i potrzebujemy więcej czasu na regenerację.
Mnie zależy na cykliczności: pracuję, mam przerwę, pracuję, mam przerwę, pracuję, mam długą przerwę i znowu na chwilę wracam do pracy.
W trakcie pracy staram się również ruszać
W przerwach, ale teraz również podczas pracy, staram się cały czas ruszać. Nie jest to taka praca, podczas której cały czas siedzę.
Mam przy biurku bieżnię podbiurkową. Biurko jeździ w górę i w dół, więc podczas pracy najczęściej przez około dwie godziny, czasami nawet trzy, po prostu chodzę.

Czy chodzenie podczas pracy nie rozprasza?
Nie jest to szybkie chodzenie. Najczęściej około 2–2,5 km/h, maksymalnie 3 km/h. To bardzo wolno, ale niesamowicie pomaga mi w koncentracji.
Na początku wydawało mi się, że nie będę mogła się skupić i że będzie to przeciążające. Tymczasem okazało się, że jest wręcz odwrotnie. Mam wrażenie, że kiedy chodzę, jakoś lepiej mi się myśli.
Mam lepszy przepływ krwi do mózgu. Dochodzi też lekki tonus mięśniowy, czyli napięcie związane z tym, że muszę mieć wyprostowaną postawę ciała i po prostu iść. W porównaniu z sytuacją, kiedy położymy się na fotelu, mam wrażenie, że dzięki temu dużo lepiej i efektywniej pracuję.
U mnie najczęściej wygląda to tak, że chwilę siedzę, później chodzę, znowu chwilę siedzę i znowu chodzę. Kiedyś było to związane z moimi przerwami, więc chodziłam i ruszałam się tylko w czasie przerwy. Teraz robię to regularnie już od ponad dwóch, trzech lat i chodzę również podczas pracy.
Jest to mój świetny patent i uwielbiam go. Często o tym wspominam właśnie dlatego, żebyście również mogli z niego skorzystać, ponieważ samo stanie przy biurku jest dla mnie strasznie męczące. Wyginam się w każdą stronę i wydaje mi się, że nie jest to najlepsze dla moich bioder czy kręgosłupa.
Natomiast chodzenie wygląda już zupełnie inaczej. Na początku jest trochę dziwne. Mamy wrażenie: „Ojejku, muszę myśleć o tych nogach i na pewno nie będę mogła się na niczym skupić”. To wrażenie jednak bardzo szybko mija.
Dajcie sobie maksymalnie jeden dzień na takie wdrożenie. Później staje się to już tak naturalne, że nawet nie wiecie, że to robicie.

Nawyk 5: nie obciążam pamięci tradycyjnymi listami
Czego jeszcze nie robię jako trenerka mózgu?
Część osób jest przekonana, że wszystkie metody nauki i fantastyczne sposoby na to, aby efektywnie się uczyć i zapamiętywać, są nam potrzebne tylko wtedy, kiedy zdajemy bardzo trudne egzaminy. Jesteśmy po maturze, jesteśmy po egzaminach na uczelni, więc już nam to nie jest potrzebne.
Guzik prawda!
Tak naprawdę uczymy się przez całe życie i cały czas możemy z tych metod korzystać. Ja również korzystam z nich na co dzień.

Techniki pamięciowe przydają się także na co dzień
Na przykład nie robię sobie list zakupów. Po prostu tego nie potrzebuję. Dużo szybciej jest mi zapamiętać to, co mam kupić, za pomocą mnemotechniki, która jest często dedykowana właśnie zakupom.
Otwieram lodówkę i momentalnie wykorzystuję ten moment do tego, żeby potrenować swój umysł i zapamiętać to, co chcę kupić. Jest to bardzo fajne, przyjemne i nie muszę później pamiętać o kartce z zakupami.
Nie tworzę typowych list słówek
Nie robię też typowej listy słówek do zapamiętywania, kiedy uczę się angielskiego.
Kiedy oglądam filmy, czytam książki czy słucham podcastów po angielsku, mam pewien system pozyskiwania nowych słówek. Następnie robię z nich odpowiednie fiszki, które są kontekstowe i skojarzeniowe, bo właśnie w taki sposób mózg uczy się języka.
Nigdy nie robię takich list, jak zwykle robią ludzie, ponieważ są po prostu maksymalnie nieefektywne.

Jak wykorzystuję mnemotechniki do zapamiętywania imion i innych informacji?
Jeśli chcecie dowiedzieć się na ten temat więcej, sprawdźcie moje bezpłatne szkolenie o tym, jak uczyć się słówek z języka obcego. Pokazuję tam krok po kroku cały plan stworzenia idealnej fiszki oraz kilka przykładów tego, jak sama to robię, więc możecie zobaczyć to w praktyce.
Mnemotechniki wykorzystuję również w codziennym życiu
Czego jeszcze nie robię? Na przykład nie powtarzam sobie w głowie imion nowo poznanych osób. Nie potrzebuję tego robić.
Do tego również jest oddzielna mnemotechnika, która bardzo mi to ułatwia. Przyznam, że kiedy prowadzę szkolenia, jest dużo stresu i dużo ludzi, a mnie zależy na tym, żeby do każdego mówić po imieniu. Taki sposób zapamiętywania imion daje mi łatwość. Ktoś mi się przedstawia, a ja jestem już spokojna, że pamiętam jego imię i mogę za każdym razem zwracać się do tej osoby po imieniu.
Ściąga to ze mnie ogromną presję i jest naprawdę bardzo fajne i przyjemne.
Jest wiele takich rzeczy, przy których często korzystam z tych metod. Muszę zapamiętać jakiś kod albo numery rejestracyjne samochodu, który mnie oblał na ulicy. To oczywiście żart, ale naprawdę jest wiele sytuacji, w których cały czas z tych metod korzystam.
Nie wybieram więc zwykłych sposobów, które obciążają pamięć, w tym pamięć krótkotrwałą.

Jak lepiej korzystać ze swojego mózgu?
Jeśli Ty też chcesz dowiedzieć się, jak lepiej korzystać ze swojego mózgu, lepiej zapamiętywać, nie wkuwać i nie stresować się, zobacz moje bezpłatne szkolenie. Pokazuję w nim najgorsze błędy w nauce, które popełniamy.
Dlaczego nie mamy efektów? Uczymy się, a nadal nie zapamiętujemy – dlaczego? I dlaczego tak wiele osób uważa, że ma sposoby na naukę, a tak naprawdę powtarza rzeczy, które tylko zabierają czas?
W szkoleniu zobaczycie również świetny eksperyment pamięciowy i poznacie technikę, która pomoże Wam między innymi zapamiętywać listę zakupów. Link znajdziecie tutaj.

