Tag: nauka do egzaminu

  • Dlaczego wiedza nie zawsze wystarcza na egzaminie?

    Dlaczego wiedza nie zawsze wystarcza na egzaminie?

    Dlaczego uczysz się dużo, a wyniki na egzaminie wciąż Cię rozczarowują?

    Zdawanie egzaminów wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z długimi godzinami nauki. Dlaczego jest tak, że czasami uczymy się naprawdę porządnie do jakiegoś egzaminu, przygotowujemy się, czytamy, powtarzamy wiadomości, a później ocena kompletnie tego nie pokazuje? Jest zupełnie niesatysfakcjonująca i nie odzwierciedla wysiłku, który włożyliśmy w naukę.

    Tymczasem inna osoba jedynie przejrzała skrypt, nie przygotowywała się szczególnie i ogólnie uchodzi za kogoś, kto podchodzi do wszystkiego bardzo na luzie. Mimo to dostaje lepszą ocenę.

    Dlaczego tak się dzieje?

    To pytanie bardzo często słyszę od Was na szkoleniach. Mówicie, że czujecie ogromną niesprawiedliwość. Naprawdę przygotowywaliście się do egzaminu, chcieliście go dobrze zaliczyć, a później, kiedy dostaliście arkusz z pytaniami, mieliście wrażenie, że cała wiedza po prostu wyparowała z Waszej głowy.

    I wtedy pojawiają się bardzo przykre myśli. Zaczynamy wierzyć, że brakuje nam zdolności, że nasza pamięć źle działa albo że po prostu jesteśmy mało inteligentni.

    To jednak nie jest prawda.

    Egzamin nie mierzy całej Twojej wiedzy. Egzamin mierzy to, ile swojej wiedzy potrafisz zamienić na punkty w określonych warunkach.


    Dlaczego sama wiedza nie zawsze wystarcza?

    Świetnie pokazuje to historia mojego brata stryjecznego. Opowiadał mi kiedyś o swoim profesorze, który poprosił go o wykonanie instalacji elektrycznej w swoim mieszkaniu. Doskonale wiedział, że mój brat jest w tym naprawdę świetny i bardzo mu ufał.

    Jednocześnie u tego samego profesora ledwo zdawał egzaminy. Był tym bardzo sfrustrowany i mówił:

    – Przecież ja wiem, jak to zrobić. Sam profesor o tym wie.

    Profesor odpowiedział:

    – Wiem. Ale nie potrafisz tego odpowiednio opisać. Brakuje właściwych sformułowań. Nie mogę przyznać Ci punktów, bo odpowiedź nie została zapisana tak, jak oczekuje tego podręcznik i klucz odpowiedzi.

    Nie chcę tutaj oceniać, czy taki system jest dobry czy zły. Ten przykład pokazuje jednak coś bardzo ważnego. Możemy być naprawdę świetni w jakiejś dziedzinie, a mimo to niekoniecznie dobrze zdawać z niej egzaminy.

    Dlatego warto zastanowić się, dlaczego tak często mamy problemy ze zdawaniem egzaminów i co możemy zrobić, żeby radzić sobie z nimi zdecydowanie lepiej.



    Uczysz się rozpoznawania wiedzy, a nie jej wydobywania

    To chyba jeden z najczęstszych powodów.

    Już wielokrotnie mówiłam o tym, że bardzo często uczymy się rozpoznawania informacji zamiast ich przypominania.

    Bierzemy książkę, czytamy kolejne strony i mamy wrażenie, że wszystko kojarzymy. Podkreśliliśmy najważniejsze informacje kolorowymi zakreślaczami, więc wydaje nam się, że na pewno są już zapisane w naszej pamięci.

    Później siadamy do egzaminu i nagle okazuje się, że pamiętamy, iż dana informacja była zaznaczona na zielono. Wiemy, że znajdowała się po prawej stronie obok konkretnego wykresu. Mamy poczucie, że przecież to czytaliśmy i naprawdę to znamy.

    Problem polega na tym, że nie potrafimy tej informacji wydobyć z pamięci.

    I to jest zupełnie normalne.

    Bardzo zależy mi na tym, żebyście zapamiętali jedną rzecz. Rozpoznawanie informacji i zapamiętywanie to dwie zupełnie różne umiejętności.

    To, że mózg coś rozpoznaje i kojarzy, wcale nie oznacza jeszcze, że potrafi później samodzielnie tę informację odtworzyć.

    Można to porównać do banknotów. Większość z nas doskonale wie, jak wyglądają. Rozpoznajemy je bez najmniejszego problemu. Gdyby jednak ktoś poprosił nas o narysowanie banknotu z pamięci, okazałoby się, że jest to znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.

    Podobnie wygląda to podczas nauki języka obcego. Czytasz tekst i rozumiesz wszystkie słowa. Kiedy jednak masz samodzielnie użyć tych samych wyrażeń podczas rozmowy, nagle okazuje się, że ich nie pamiętasz.

    To nie oznacza, że nigdy się ich nie nauczyłaś. Oznacza jedynie, że rozpoznawanie i aktywne wydobywanie wiedzy wymagają zupełnie innych umiejętności.

    Jeżeli oglądałaś mój materiał o tym, dlaczego uczymy się, a później nie pamiętamy, to właśnie o tym tam opowiadam. To jeden z najważniejszych mechanizmów, które warto zrozumieć, jeśli chcesz lepiej zdawać egzaminy.



    Sama wiedza nie wystarczy. Trzeba nauczyć się zdawać egzamin

    Bardzo często uczymy się przedmiotu, ale nie uczymy się samego wykonywania egzaminu.

    Wyobraź sobie świetną pianistkę. Ma ogromną wiedzę, zna wiele utworów, ma doskonały słuch i wieloletnie doświadczenie. Podczas egzaminu dostaje jednak zadanie, aby w ciągu trzech minut zagrać konkretny utwór według określonych kryteriów.

    Czy to oznacza, że skoro ma doświadczenie i wiedzę, to na pewno otrzyma maksymalną liczbę punktów?

    Niestety nie.

    Wszystko zależy od tego, jaki fragment będzie oceniany, na co egzaminator zwróci uwagę, jak poradzi sobie z presją czasu, jak rozłoży swoje umiejętności w wyznaczonym czasie, jak zareaguje na stres i co zrobi, jeśli popełni błąd.

    Jak widzisz, tych elementów jest naprawdę bardzo dużo.


    Dlaczego ogromna wiedza nie zawsze daje najlepszy wynik?

    Sama doskonale pamiętam, jak trudno było mi się z tym pogodzić. Moim ulubionym przedmiotem w szkole zawsze była biologia. Uwielbiałam ją. Ten przedmiot po prostu sam „wchodził” mi do głowy. Zresztą do dziś fascynuje mnie mózg i wszystko, co wiąże się z biologią.

    Pamiętam, że podczas olimpiady biologicznej w części praktycznej byłam jedną z zaledwie trzech osób, które zdobyły maksymalną liczbę punktów. Naprawdę uwielbiałam się tego uczyć.

    Kiedy jednak przyszła matura rozszerzona z biologii, nie udało mi się zdobyć 100%.

    Byłam wtedy naprawdę zła. Zastanawiałam się, jak to w ogóle jest możliwe. Przecież miałam ogromną wiedzę z biologii. Uczyłam się bardzo dużo, a moja wiedza zdecydowanie wykraczała poza materiał z podręcznika.

    Problem polegał jednak na czymś innym.

    Nie potrafiłam odpowiednio wpasować się w klucz odpowiedzi. Nie odpowiadałam w taki sposób, jakiego oczekiwał egzaminator.

    I właśnie tak bardzo często wyglądają egzaminy.

    Jeden egzaminator lubi bardziej rozbudowane odpowiedzi. Widzi dużo tekstu i przyznaje więcej punktów. Inny zdecydowanie bardziej ceni konkret. Woli odpowiedzi zapisane krótko, przejrzyście, z wykorzystaniem odpowiednich słów kluczowych i właściwego sposobu formułowania myśli.

    Dlatego bardzo często musimy nauczyć się nie tylko samego materiału, ale również tego, w jaki sposób dany egzamin lub egzaminator oczekuje od nas przedstawienia wiedzy.

    To właśnie dlatego często powtarzam swoim kursantom, że inaczej przygotowujemy się do egzaminu testowego, inaczej do ustnego, a jeszcze inaczej do pisemnego.

    To są zupełnie różne umiejętności.

    Na każdym z tych egzaminów zwracamy uwagę na inne elementy i niestety musimy się tego również nauczyć. Jest to dodatkowa kompetencja, która często nie pokazuje tego, ile naprawdę wiemy, ale raczej to, jak dobrze potrafimy dopasować się do wymagań egzaminu.



    Znajomość materiału i umiejętność zdania egzaminu to dwie różne rzeczy

    Bardzo dobrze widać to również na przykładzie języka angielskiego.

    Są osoby, które wyjeżdżają za granicę i fantastycznie radzą sobie podczas rozmów z Brytyjczykami, Amerykanami czy osobami z innych krajów. Bez problemu załatwiają sprawy przez telefon, świetnie się komunikują i naprawdę bardzo dobrze posługują się językiem.

    Czy oznacza to, że automatycznie zdobędą maksymalną liczbę punktów na egzaminie?

    Absolutnie nie.

    Na egzaminie ocenianych jest znacznie więcej elementów. Liczy się to, jak mówimy, jak słuchamy, jak piszemy, w jaki sposób wykorzystujemy język i jak dobrze znamy gramatykę.

    Osoba, która biegle mówi po angielsku, wcale nie musi wiedzieć, jakie konstrukcje gramatyczne właśnie zastosowała. Nie musi znać nazw poszczególnych czasów ani wiedzieć, dlaczego dane zdanie zostało zbudowane właśnie w taki sposób.

    Może również nie wiedzieć, jak napisać rozprawkę zgodnie z wymaganiami egzaminacyjnymi albo w jaki sposób rozpocząć formalny list.

    To pokazuje, jak ważna jest znajomość kryteriów oceniania.

    Warto wiedzieć, co będzie brane pod uwagę podczas egzaminu, za co można zdobyć dodatkowe punkty i na czym najbardziej zależy egzaminatorowi.

    Być może dodatkowe punkty otrzymasz za bogate słownictwo, różnorodność językową, używanie idiomów albo bardziej formalnego stylu wypowiedzi zamiast języka potocznego.

    Jeżeli znasz te kryteria wcześniej, dużo łatwiej jest Ci się do nich przygotować.



    Nie wiesz, czego jeszcze nie umiesz

    To jeden z najbardziej podstępnych mechanizmów podczas nauki.

    Większość osób kończy naukę na podstawie własnego przeczucia. Myślimy: „Chyba już to umiem”, „Wydaje mi się, że już wszystko pamiętam”.

    Problem polega na tym, że nasz mózg nie posiada wewnętrznego wskaźnika, który informowałby nas, że wiedza została już opanowana.

    Możesz być całkowicie pewna błędnej odpowiedzi.

    Możesz również bardzo dobrze znać materiał, a mimo to nie mieć w sobie takiego przekonania.

    Dlatego poczucie pewności i rzeczywista gotowość do egzaminu bardzo często nie idą ze sobą w parze.

    Zanim moi kursanci trafili do Akademii Geniusza Plus AI, często pytałam ich, skąd wcześniej wiedzieli, że są już przygotowani do egzaminu.

    Najczęściej odpowiadali:

    – Przeczytałam materiał trzy razy.

    – Uczyłam się przez dwie noce.

    – Spędziłam nad tym naprawdę dużo czasu.

    Ja jednak zawsze powtarzam jedną rzecz.

    Czas nie jest miernikiem nauki.

    To, że ktoś spędził nad materiałem trzydzieści godzin, wcale nie oznacza, że będzie potrafił samodzielnie przywołać tę wiedzę podczas egzaminu.

    A przecież właśnie tego wymaga od nas większość egzaminów.


    Czy stres naprawdę jest głównym problemem podczas egzaminu?

    Kolejnym wyjaśnieniem, o którym bardzo często mi mówicie, jest oczywiście stres.

    Wiele osób uważa, że odczuwa tak silny stres, iż całkowicie blokuje on pamięć. Pojawia się przekonanie, że właśnie dlatego podczas egzaminu wszystko nagle znika z głowy.

    Po części rzeczywiście jest to prawda.

    Badania jasno pokazują, że bardzo silny stres utrudnia przypominanie sobie informacji, szczególnie wtedy, gdy musimy samodzielnie wydobyć odpowiedź z pamięci. Chodzi o sytuacje, w których nie mamy żadnych podpowiedzi ani odpowiedzi do wyboru, tylko sami musimy odtworzyć wiedzę.

    Chcę jednak zwrócić uwagę na coś bardzo ważnego.

    Bardzo często problem nie wynika wyłącznie ze stresu, ale z tego, że wcześniej uczyliśmy się w niewłaściwy sposób. Jeśli chcesz dowiedzieć się, z czego składa się efektywna nauka i jakie elementy naprawdę wpływają na zapamiętywanie, przeczytaj również ten artykuł.

    Będę to powtarzała bardzo często, ponieważ wiele osób dochodzi do wniosku: „To wszystko przez stres”. Tymczasem najczęściej okazuje się, że uczyliśmy się rozpoznawać informacje, zamiast ćwiczyć ich przypominanie. Nigdy wcześniej nie trenowaliśmy wydobywania wiedzy z pamięci, dlatego podczas egzaminu stres jedynie uwidacznia ten problem.

    To nie oznacza, że stres wyczyścił informacje z pamięci.

    One nadal tam są.

    Problem polega na tym, że bardzo trudno jest nam je w danym momencie wydobyć.

    Już wcześniej opowiadałam o pamięci roboczej, czyli takim mentalnym notatniku, który jednocześnie potrafi przechowywać tylko kilka informacji. W sytuacji silnego stresu ten notatnik bardzo szybko się zapełnia.

    Myśli zaczynają się kotłować. Robi nam się gorąco. Organizm zachowuje się tak, jakby przygotowywał się do walki o życie.

    W efekcie znacznie trudniej jest nam skoncentrować się na pytaniu, zrozumieć jego treść i wydobyć z pamięci informacje, które wcześniej zapisaliśmy.


    Stres utrudnia nie tylko egzamin, ale także naukę

    Co więcej, stres często przeszkadza nam już na etapie przygotowań.

    Jeżeli przez cały czas martwię się egzaminem, wyobrażam sobie najgorsze scenariusze i skupiam się głównie na swoim lęku, mój mózg poświęca ogromną ilość energii właśnie na walkę z tym stresem, zamiast na skuteczną naukę.

    Dlatego warto pamiętać, że stres może utrudniać zarówno przygotowanie do egzaminu, jak i samo przypominanie sobie informacji podczas jego pisania.



    Dlaczego nie warto zarywać nocy przed egzaminem?

    Jest jeszcze jedna rzecz, o której chyba będę przypominała w każdym materiale.

    Nie zarywaj nocy przed egzaminem.

    To właśnie podczas snu mózg konsoliduje informacje, czyli przenosi je do pamięci długotrwałej. Sen wpływa również na naszą koncentrację, samopoczucie oraz zdolność przypominania sobie wiedzy następnego dnia.

    A przecież wszystkie te elementy są niezwykle ważne podczas egzaminu.

    To dzięki nim jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć pytanie, wydobyć informacje z pamięci, lepiej radzić sobie ze stresem i spokojniej podejmować decyzje.

    Zarywanie nocy ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonuje nasz mózg.

    Wpływa nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na sposób zarządzania wiedzą, którą wcześniej przyswoiliśmy.

    Dlatego naprawdę bardzo Was proszę, nie róbcie czegoś takiego.

    Bardzo często słyszę:

    „Zarwę noc i zyskam kilka dodatkowych godzin na naukę.”

    To wcale nie jest dobre rozwiązanie.



    Jak przygotowywać się do egzaminów znacznie skuteczniej?

    Pierwszym krokiem jest sprawdzenie, gdzie tak naprawdę leży problem.

    Czy rzeczywiście nie znasz odpowiedzi?

    Czy może znasz ją, ale nie potrafisz wydobyć jej z pamięci?

    A może potrafisz odpowiedzieć, tylko nie mieścisz się w czasie?

    Może Twoja odpowiedź jest poprawna, ale nie spełnia wszystkich kryteriów oceniania?

    Każdy z tych problemów oznacza coś zupełnie innego.

    I każdy będzie wymagał innego sposobu pracy.

    Bardzo ważne jest również to, żeby trenować dokładnie taki rodzaj aktywności, jakiego wymaga egzamin.

    Nie wystarczy po prostu uczyć się języka angielskiego, jeśli przygotowujesz się do konkretnego egzaminu językowego.

    Sama znajomość anatomii też nie wystarczy, jeżeli egzamin polega na analizowaniu przypadków.

    Podobnie z teorią — możesz ją rozumieć, ale jeśli później trzeba zastosować ją do zupełnie nowych danych, potrzebujesz przećwiczyć właśnie taki typ zadania.

    Sposób nauki powinien być jak najbardziej podobny do tego, czego będzie od Ciebie wymagał egzamin.



    Analizuj błędy, a nie tylko wynik

    Po każdym egzaminie większość osób patrzy wyłącznie na liczbę punktów.

    Dostałam 64%.

    I co właściwie z tego wynika?

    Tak naprawdę niewiele.

    Znacznie ważniejsze jest zrozumienie, dlaczego straciłaś te punkty.

    Czy zabrakło Ci wiedzy?

    Może niedokładnie przeczytałaś polecenie?

    Albo problem polegał na tym, że nauczyłaś się rozpoznawać informacje, ale nie potrafiłaś ich przypomnieć?

    A może zabrakło czasu?

    Może nie znałaś kryteriów oceniania?

    Albo stres i brak koncentracji sprawiły, że popełniłaś błędy, których normalnie byś nie zrobiła?

    To właśnie taka analiza pozwala przygotować się znacznie lepiej do kolejnego egzaminu.

    Buduj swoją gotowość na podstawie konkretnych danych, a nie jedynie poczucia, że „chyba już umiem”.

    Świetnym rozwiązaniem może być również wykorzystanie sztucznej inteligencji do symulowania egzaminów.

    To fantastyczny sposób na sprawdzenie, czy rzeczywiście potrafisz samodzielnie wydobywać wiedzę z pamięci. Sama opowiadałam już o tym szerzej w materiale dotyczącym mądrego wykorzystywania AI podczas nauki.


    Ucz się w różnych kontekstach, a łatwiej przypomnisz sobie wiedzę

    Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której warto pamiętać.

    Czasami doskonale znamy odpowiedź na jakieś pytanie, ale zawsze uczymy się jej dokładnie w ten sam sposób. Wystarczy później, że pytanie zostanie zadane trochę inaczej, a my nagle przestajemy wiedzieć, jaka jest odpowiedź.

    Wyobraź sobie, że uczysz się, jak po fińsku powiedzieć „podłoga”.

    Za każdym razem możesz uczyć się tego samego przykładu: pies leży na podłodze. W swojej wyobraźni widzisz psa leżącego na podłodze i właśnie z tym jednym obrazem kojarzysz nowe słowo.

    Można jednak zrobić to inaczej.

    Wyobraź sobie, że mama położyła dywan na podłodze. Możesz też pomyśleć o tym, że na podłodze rozlał Ci się jogurt, że podłoga była śliska i się przewróciłaś albo że widzisz na niej ślady swojego kota.

    Której osobie będzie później łatwiej przypomnieć sobie, jak po fińsku jest „podłoga”?

    Jestem pewna, że znasz odpowiedź.

    Im więcej kontekstów, w których spotykasz daną informację, tym łatwiej później wydobyć ją z pamięci.

    Jeżeli za każdym razem uczysz się materiału w identyczny sposób, z tej samej notatki, tej samej fiszki i w dokładnie tej samej kolejności, to zupełnie normalne, że później masz problem, kiedy choć trochę zmieni się pytanie albo kontekst.

    Bardzo często właśnie wtedy pojawia się myśl:

    „Przecież ja to umiałam. Tylko nie wiedziałam, że chodzi właśnie o to.”

    Dlatego tak ważne jest, aby ćwiczyć wydobywanie wiedzy na różne sposoby i w różnych sytuacjach.

    To właśnie robi egzamin.

    Bardzo często łączy ze sobą dwie różne definicje albo dwa zagadnienia, które wcześniej wydawały się całkowicie niezależne. Możemy doskonale znać każde z nich osobno, ale kiedy trzeba je porównać lub połączyć, nagle okazuje się, że nie wiemy, jak to zrobić.



    Nie ucz się zawsze w tej samej kolejności

    Podobnie wygląda kwestia powtórek.

    Bardzo często uczymy się materiału dokładnie tak, jak został zapisany w naszych notatkach. Zawsze zaczynamy od pierwszego rozdziału, później przechodzimy do drugiego, trzeciego i za każdym razem powtarzamy materiał w identycznej kolejności.

    Egzamin jednak tak nie wygląda.

    Pytania nie pojawiają się zgodnie z układem naszych notatek.

    Dlatego warto mieszać materiał.

    Raz zacząć od końca, innym razem od środka. Łączyć ze sobą zagadnienia, które wcześniej nie występowały obok siebie. Przeskakiwać pomiędzy tematami i cały czas zmuszać mózg do aktywnego przypominania sobie informacji.

    Oczywiście jest to trudniejsze.

    Ale właśnie tego później wymaga egzamin.

    Zawsze zachęcam również do tego, żeby nową wiedzę łączyć z tym, co już dobrze znamy. Dzięki temu mózg znacznie łatwiej tworzy nowe połączenia i sprawniej przypomina sobie informacje wtedy, kiedy są potrzebne.



    Największą pewność daje własny system nauki

    To właśnie dlatego zawsze będę zachęcała Was do budowania własnego systemu nauki.

    Nie chodzi o poznanie jednej techniki czy jednego triku. Chodzi o zrozumienie całego procesu uczenia się.

    Dzięki temu pojawia się coś niezwykle cennego – pewność.

    I właśnie ta pewność bardzo często sprawia, że stres przed egzaminem staje się zdecydowanie mniejszy.

    Na YouTubie staram się pokazywać różne inspiracje i pojedyncze techniki. To jednak nie jest cały system nauki.

    To trochę tak, jakby pokazać komuś jedno ćwiczenie na siłowni i oczekiwać, że dzięki temu zbuduje świetną formę.

    Tak to niestety nie działa.



    Dlaczego nie bałam się poprawić profesora?

    Przypomina mi się pewna sytuacja z czasów studiów.

    Miałam wtedy bardzo trudny egzamin. Znałam już techniki nauki i korzystałam z mnemotechnik. Po zakończeniu egzaminu profesor omawiał odpowiedzi na tablicy, a my wspólnie je sprawdzaliśmy.

    W pewnym momencie zauważyłam, że popełnił błąd.

    Musicie wiedzieć, że był to profesor, któremu raczej nie zwracało się uwagi. Wszyscy wiedzieli, jaki ma charakter.

    Mimo to podniosłam rękę.

    Byłam przekonana, że odpowiedziałam poprawnie i że to właśnie odpowiedź profesora jest błędna.

    Usłyszałam:

    – Absolutnie nie masz racji.

    Odpowiedziałam, że nadal się z tym nie zgadzam.

    Profesor spojrzał na mnie i powiedział:

    – Dobrze. Zejdź teraz do biblioteki, przynieś książkę, w której jest to opisane. Jeżeli się mylisz, nie zdajesz całego egzaminu. Jeżeli masz rację, dostaniesz piątkę.

    Poszłam do biblioteki.

    I okazało się, że miałam rację.

    Dlaczego o tym opowiadam?

    Nie dlatego, żeby pokazać, jaka byłam pewna siebie.

    Ta pewność nie wynikała z mojego charakteru.

    Wynikała z tego, w jaki sposób zapamiętałam tę informację.

    Zapamiętałam ją przy pomocy konkretnej mnemotechniki. Wiedziałam, że nie mogę się pomylić.

    Kiedy uczymy się w zwykły sposób, zawsze istnieje ryzyko, że pomylimy liczbę, nazwę albo jakiś szczegół.

    Natomiast dobrze wykorzystana mnemotechnika daje zupełnie inny poziom pewności.

    Po prostu wiesz.

    Masz stuprocentowe przekonanie, że dana informacja jest poprawna.

    To właśnie dlatego nie bałam się wtedy stanąć przed profesorem i bronić swojej odpowiedzi.

    Dostałam piątkę nie dlatego, że miałam więcej odwagi od innych, ale dlatego, że ufałam swojej pamięci.

    I właśnie do tego zawsze będę Was zachęcała.

    Chcę, żebyście poznali swój sposób uczenia się na tyle dobrze, żeby później naprawdę ufać temu, co potraficie przypomnieć sobie podczas egzaminu.


    Zbuduj system nauki, który daje pewność na egzaminie

    Właśnie dlatego zawsze będę zachęcała Was do poznawania fantastycznych technik nauki, tworzenia własnych systemów pamięciowych i uczenia się mnemotechnik, które są bardzo przydatne wtedy, kiedy trzeba zapamiętać dużą ilość wiedzy szybko, na egzamin, i jednocześnie nie czuć tego okropnego stresu.

    Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, zapraszam Cię na moje bezpłatne szkolenie. Poznasz tam fantastyczny eksperyment, który przekona Cię, że masz naprawdę cudowną pamięć. Pokażę Ci też, jakich błędów nie popełniać i co robić zamiast tego.

    To naprawdę świetnie zainwestowana godzina, która może oszczędzić Ci setki godzin nauki.


    Masz fantastyczny mózg. Naucz się z niego mądrze korzystać

    Bardzo zależy mi na tym, żeby każdy z nas był przekonany, że ma fantastyczny mózg i cudowną pamięć. Bardzo często problem nie polega na tym, że czegoś nam brakuje, tylko na tym, że jeszcze nie wiemy, jak mądrze korzystać z tego, co już mamy.

    Dlatego buduj swój system nauki. Ucz się technik pamięciowych, sprawdzaj, co działa najlepiej u Ciebie, testuj swoją pamięć wcześniej, a nie dopiero na egzaminie. Im lepiej rozumiesz, jak działa Twój mózg, tym spokojniej możesz podejść do nauki i samego egzaminu.

    Dziękuję Ci bardzo i trzymam za Ciebie kciuki.

  • Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Uczyłaś się przez kilka godzin, siedziałaś nad książką, zrobiłaś sobie piękne notatki, podkreśliłaś wszystkie najważniejsze informacje, być może nawet wracałaś kilka razy do tego samego fragmentu i masz takie poczucie: „Hm, chyba się nauczyłam, chyba wiem, co i jak”. Kiedy robisz sobie przegląd, mniej więcej rozpoznajesz wszystkie informacje, więc pojawia się wrażenie, że do egzaminu jesteś przygotowana. A następnego dnia wstajesz rano i nagle uświadamiasz sobie, że jednak tego nie pamiętasz, tamtego też nie pamiętasz i w sumie nie umiesz powiedzieć tego własnymi słowami. Kiedy siadasz do egzaminu, okazuje się, że doskonale wiesz, gdzie to było zaznaczone w skrypcie, pamiętasz nawet, jakim kolorem to podkreślałaś, ale za nic nie umiesz wyciągnąć tego z głowy. Zastanawiasz się dlaczego nauka nie przynosi efektów.

    I wtedy bardzo łatwo zaczynają pojawiać się przekonania typu: „Mam słabą pamięć”, „Może brakuje mi talentu albo predyspozycji”, „Może powinnam jeszcze dłużej siedzieć i jeszcze dłużej się uczyć, żeby mieć efekty”. Tylko problem polega na tym, że efektywnej nauki nigdy nie liczymy w jednostkach czasu. I właśnie o tym warto sobie powiedzieć raz na zawsze.


    Czas nie jest jednostką uczenia się

    To nie jest tak, że jeśli uczysz się dużo dłużej, to automatycznie masz lepsze efekty i więcej zapamiętujesz, a osoba, która uczyła się krótko, od razu jest skazana na porażkę. Absolutnie nie. Jeśli są tutaj trenerzy personalni, to na pewno potwierdzą, że nie chodzi tylko o długość treningu. Chodzi też o to, jaki ten trening jest, jak aktywuje mięśnie, z jakim jest obciążeniem i oczywiście o to, co robimy po treningu: co jemy, jak odpoczywamy i jak się regenerujemy.

    Dokładnie tak samo jest z nauką. Nie chodzi o to, żeby kurczowo trzymać się liczby godzin, bo moi kursanci bardzo często przychodzą i mówią: „Uczę się trzy lata języka i nadal nie potrafię mówić” albo „Uczyłam się przez dwa weekendy do egzaminu i go nie zaliczyłam, więc pewnie coś jest ze mną nie tak”. A ja wtedy pytam: pokaż mi, jak się uczysz. Pokaż mi, jak przetwarzasz informacje w tej jednostce czasu.

    Bo jedna osoba będzie uczyła się trzy godziny i będzie bardzo głęboko przetwarzała informacje. Będzie je analizować, zastanawiać się nad nimi, szukać wyjątków, nie zgadzać się z czymś, łączyć wiedzę z tym, co już wie. Im więcej wiedzy mamy w danym temacie, tym łatwiej później zapamiętujemy kolejne informacje. Druga osoba natomiast będzie siedzieć, czytać, coś sobie podkreśli, zrobi notatkę, przepisze definicję z jednego miejsca na drugie i będzie miała poczucie, że się uczy. Tylko że to wcale nie oznacza, że ta informacja automatycznie zapisuje się w głowie.

    Dlaczego jakość nauki jest ważniejsza niż liczba godzin?

    Dlatego tak ważne jest nie tylko to, ile czasu spędzasz nad materiałem, ale przede wszystkim to, jaka jest jakość tego czasu. Jeśli głęboko przetwarzasz informacje, jeśli później rzeczywiście jesteś w stanie wyciągać je z własnej pamięci i cały czas tę pamięć testujesz, to świetnie. Ale jeśli siedzisz godzinami, trzymasz telefon pod ręką, coś scrollujesz, słuchasz radia, rozmawiasz z koleżanką i tylko podkreślasz najważniejsze fragmenty w książce, to może minąć wiele godzin, a w Twojej pamięci nadal niewiele zostanie.


    Twój mózg nie zapamiętuje wszystkiego, co widzi

    To działa trochę tak, jakbyśmy poszli na zakupy, a później mieli pretensje do swojego mózgu: „Dlaczego nie zapamiętałeś każdej wystawy w sklepie? Dlaczego nie zapamiętałeś każdej ceny produktu? Dlaczego nie zapamiętałeś każdego samochodu i każdej rejestracji?”. No właśnie. Przecież przez cały czas przepływają przez nas różne informacje, a nasz mózg musi decydować: to jest ważne, to nie jest ważne, to jest istotne, tego nie muszę zatrzymywać.

    Ale jeśli zobaczysz, że Twoja ulubiona przyprawa albo ulubiony produkt jest nagle o połowę tańszy, a Ty wiesz, że ostatnio mocno przepłaciłaś, to tę informację prawdopodobnie zapamiętasz od razu. Dlaczego? Bo powiążesz ją z tym, co już wiesz. Będzie dla Ciebie ważna i może być też emocjonalna. I właśnie dlatego tak bardzo trzeba zapamiętać: czas nie jest jednostką uczenia się. Naprawdę nie warto brać tego jako głównego miernika, bo to kompletnie nie ma sensu.


    Bez koncentracji nie ma nauki

    Kolejna rzecz, która sprawia, że uczymy się, a efektów nie mamy, to brak koncentracji na tym, czego chcemy się nauczyć. Mamy włączone social media, telefon pod ręką, często z powiadomieniami, których większość osób jednak nie wyłącza. Smartfon cały czas przypomina, że gdzieś tam czeka wiadomość do sprawdzenia, a my zaczynamy czekać na tę dopaminkę, która przyjdzie razem z powiadomieniem.

    Przez cały czas przerzucamy uwagę na coś innego i to naprawdę bardzo dużo nas kosztuje. Ja cały film o koncentracji uwagi już nagrałam, więc jeśli ten temat Cię interesuje, koniecznie do niego wróć. Tutaj chcę jeszcze raz mocno podkreślić, że bez koncentracji nie ma nauki.

    Dlaczego rozproszenie tak bardzo utrudnia zapamiętywanie?

    Jeśli chcę głęboko przetwarzać informacje, szukać wyjątków, powiązań i przykładów, czyli naprawdę rozumieć to, czego się uczę, to jak mam to zrobić, jednocześnie odpisując na wiadomości, myśląc o wczorajszej imprezie i zastanawiając się nad tym, co czeka mnie jutro? To jest po prostu niemożliwe. Mamy bardzo ograniczone zasoby. Nasza pamięć długotrwała jest ogromna i można w niej zapisywać mnóstwo informacji, ale pamięć robocza, czyli taki mentalny notatnik, na którym zapisujesz wszystko, co w tej sekundzie pojawia się w głowie, jest bardzo mocno ograniczona.

    Tam mieszczą się dosłownie kilka elementów. Jeśli wykorzystujesz je na głaskanie pieska, rozmowę z koleżanką i scrollowanie Zalando, to nie ma już miejsca na efektywną naukę. A później pojawia się myśl: „Całą noc siedziałam nad materiałem i nic nie zapamiętałam. Co się dzieje? Czy mój mózg wcale nie jest taki fantastyczny?”. Jest fantastyczny. Oczywiście, że jest. Tylko bez koncentracji nie ma przejścia do rozumienia, a później do zapamiętania.

    Dużo lepiej uczyć się krócej, ale naprawdę się skupić. Możesz pracować na przykład przez 52 minuty, a później przez 17 minut zrobić coś innego: pójść na spacer, porozmawiać z koleżanką, zadzwonić do kogoś. Social media są tutaj bardzo niewygodne, bo mocno podbijają poziom dopaminy, a potem, kiedy siadasz do czegoś, co nie jest szczególnie porywające, wszystko wydaje się jeszcze nudniejsze. Każdy element, który pojawia się dookoła i Cię rozprasza, powoduje, że uczysz się gorzej.


    Przepisywanie informacji nie zapisuje ich magicznie w pamięci

    Kolejna rzecz, która zabiera mnóstwo czasu, a bardzo często nie daje efektów, to przepisywanie informacji z jednego miejsca na drugie. To przekonanie, że „ręka pamięta”, że jeśli mam książkę i przepiszę coś do skryptu, a później jeszcze raz na inną kartkę, to jakoś magicznie to zapamiętam.

    Niestety, to działa mniej więcej tak, jakbyśmy przepisywali znaczki po chińsku. Jeśli przez całe życie będę przepisywać jeden tekst po chińsku, to czy nagle nauczę się chińskiego? Czy będę rozumiała, co piszę? No nie. To jest bardzo płytkie przetwarzanie informacji. Jeśli tylko przepisuję coś z jednego miejsca na drugie, to niestety nie oznacza, że to zostanie w mojej głowie.

    Dlatego uczę między innymi tego, jak zapisywać informacje na mapach myśli, bo one wymuszają przechodzenie od ogółu do coraz bardziej szczegółowych informacji i pokazują, jak idzie ścieżka myślenia. Dlatego to są mapy myśli. Zwykłe przepisywanie najczęściej nie daje efektów, a zajmuje mnóstwo czasu. Naprawdę wolałabym robić cokolwiek innego.


    Karteczki na ścianie też nie zawsze działają

    Czego jeszcze bym nie robiła? Nie rozwieszałabym sobie wszędzie karteczek post-it, na przykład po pokoju albo po mieszkaniu. Kiedyś oczywiście sama to robiłam, bo nie wiedziałam, że to po prostu nie działa. My bardzo szybko się habituujemy. Jeśli cały czas widzę jakąś karteczkę przy monitorze, to po pewnym czasie przestaję ją zauważać.

    To trochę jak rozrzucone brudne skarpetki. Na początku je widzimy, a później już niekoniecznie. Bardzo mocno przyzwyczajamy się do tego, co jest stale wokół nas. Druga rzecz jest taka, że bez intencji zapamiętywania nie ma nauki. Muszę mieć intencję, że chcę coś zapamiętać. Muszę usiąść, przetworzyć to głęboko i mieć koncentrację.

    To nie dzieje się tak, że ja po prostu gdzieś to widzę i automatycznie sobie zapamiętuję. Jeśli informacja nie ma dla mnie żadnego większego znaczenia, działa dokładnie tak jak przypadkowy billboard mijany podczas zakupów. Widzę różne rzeczy, ale jeśli nic mi to nie robi i nie wzbudza żadnych emocji, to mózg nie ma powodu, żeby to zatrzymać. A jeśli mówimy o kawałku tekstu zawieszonym gdzieś na ścianie, to tym bardziej szkoda czasu.

    Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale ja robię coś takiego i mi pomaga”. Bardzo możliwe, że jeśli robisz ściągi, to może Ci to pomagać, bo próbujesz zmieścić długi tekst w kilku najważniejszych zdaniach. Wtedy rzeczywiście przetwarzasz informację głębiej, wyciągasz esencję i to może działać. Ściągi są naprawdę świetnym pomysłem na uczenie się wyciągania esencji z dłuższego tekstu. Ale nie oszukujmy się: samo rozklejenie informacji wszędzie nie sprawi, że kiedy będziesz na nie zerkać w drodze do łazienki, nagle zapiszą się w głowie.


    Wielokrotne czytanie daje iluzję wiedzy

    Bardzo płynnie przechodzimy tutaj do kolejnej rzeczy, którą jestem prawie pewna, że robisz. Czytanie wielokrotnie tego samego z przekonaniem, że wtedy „wejdzie do głowy”. Przecież w szkole często słyszeliśmy: powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj, wtedy zapisze Ci się w głowie.

    Tylko że mamy absolutnie fantastyczny umysł, cudowną machinę do nauki, a uczenie mechaniczne, czyli powtarzanie bez zrozumienia, to po prostu kucie. I to jest naprawdę bardzo słaby pomysł. Szczerze mówiąc, niesamowite jest to, że mózg i tak czasem jest w stanie coś w ten sposób zapamiętać.

    Dlaczego wielokrotne czytanie tworzy iluzję wiedzy?

    Problem polega na tym, że wielokrotnie czytając to samo, bardzo często wpadamy w iluzję wiedzy. Więcej na temat iluzji wiedzy, przeczytasz w tym wpisie. Czytasz coś kolejny raz i masz wrażenie: „Okej, uczę się. Kojarzę to. Przeczytam jeszcze dwa razy i będę kojarzyć jeszcze bardziej”. Za trzecim czy czwartym razem pojawia się poczucie: „To było, to kojarzę, to wiem, rzeczywiście tak było. Dobra, to ja już to pamiętam”.

    No właśnie niekoniecznie.

    Później idziesz na egzamin, siadasz i nagle okazuje się, że pamiętasz, że to było podkreślone na zielono. Pamiętasz, że było w skrypcie po lewej stronie na dole. Przysięgasz, że to tam było, ale nie umiesz wyciągnąć tego z głowy.

    Czy to świadczy o złej pamięci? Nie. To świadczy o tym, że nauczyłaś mózg rozpoznawania informacji, a nie zapamiętywania. A to są dwie kompletnie inne rzeczy. Mózg, czytając kilka razy to samo, uznał, że czujesz się z tym coraz bardziej znajomo. Tylko że znajomość nie oznacza jeszcze dostępu do informacji bez materiału przed oczami.

    Dlatego kiedy siadasz do egzaminu i nie masz rozpoznawania typu „zakreśl A, B albo C”, robi się bardzo ciężko. A nawet przy testach nie zawsze będzie łatwo, jeśli wcześniej nie przetworzyłaś tych informacji odpowiednio głęboko. Iluzja wiedzy nie świadczy o złej pamięci. Świadczy o tym, że nie testowałaś tej pamięci w trakcie nauki. Nie wyciągałaś informacji z głowy na przygotowane pytania, tylko po prostu czytałaś. Dla mózgu i pamięci to są dwie zupełnie inne rzeczy.

    Jeśli masz poczucie, że czytałaś coś wielokrotnie, a później nie potrafiłaś przypomnieć sobie tego na egzaminie, chcę, żebyś wiedziała jasno: Twoja pamięć działa bardzo dobrze. Wszystko jest z Tobą w porządku. Po prostu metoda, którą stosujesz, jest zła.


    Podkreślanie tekstu nie wystarczy

    Może teraz pomyślisz: „No dobra, to może jeszcze powiesz, że podkreślanie jest złe”. No powiem. I wiem, że wiele osób powie: „Przecież to jest moja metoda nauki. Podkreślam. Mam swój system. Dwiema liniami nazwiska, falowaną linią daty. I co, to nie działa?”.

    Nie mówię tego ze złośliwości ani dlatego, że tak sobie pomyślałam. Mówię to dlatego, że czytam mnóstwo badań i analiz, które pokazują, że samo podkreślanie praktycznie nie działa albo ma znikomy wpływ. Ten znikomy wpływ często wynika raczej z tego, że osoby, które podkreślają, są przez chwilę bardziej skoncentrowane. Działa więc koncentracja, a nie magiczna moc koloru.

    To nie jest tak, że jeśli coś zamaluję na kolorowo, to automatycznie zostanie w mojej głowie. Nie zostanie.

    Nigdy nie zapomnę sytuacji ze studiów. Uczyłam się już wtedy efektywnych technik nauki i czasem siedziałam w pokojach cichej nauki. Któregoś dnia patrzę kątem oka na dziewczynę siedzącą obok. Ona bierze skrypt i jedzie fluorescencyjnym żółtym flamastrem linijka po linijce. Odkłada jeden skrypt, bierze kolejny i robi dokładnie to samo.

    Nie wytrzymałam. Podeszłam i zapytałam: „Słuchaj, co Ty robisz? Dlaczego tak to podkreślasz?”. A ona odpowiedziała: „Bo to wszystko jest ważne. Ja muszę to zapamiętać”.

    Nie mówię tego po to, żeby kogoś oceniać. Mówię to po to, żebyś zobaczyła, że jeśli to robisz i nie masz efektów, to znowu wszystko jest z Tobą okej. Po prostu mózg tak nie działa. On tego nie potrzebuje i taki sposób nie będzie go szczególnie wspierał.


    Nie zaczynaj od szczegółów, jeśli nie masz fundamentów

    Jest jeszcze wiele rzeczy, które wpływają na to, że uczymy się, a efektów nie ma. Ten temat mógłby trwać naprawdę długo. Ale jedna rzecz jest szczególnie ważna: wiele osób zaczyna naukę od szczegółów i detali, a nie ma jeszcze żadnych fundamentów.

    To trochę tak, jakbyśmy zastanawiali się, jak będziemy dekorować dom i co będziemy w nim wieszać, a nie mieli jeszcze pojęcia, gdzie będą ściany, jak dom będzie wyglądał, jakie będą fundamenty i dach. Zaczynamy od końca.

    Jest taki system, który mówi o różnych typach informacji: proceduralnych, czyli jak coś zrobić; analogicznych, czyli do czego to jest podobne; koncepcyjnych, czyli jaka zasada za tym stoi; dowodowych, czyli przykłady, dane, badania; i referencyjnych, czyli konkretne nazwy i szczegóły. Problem polega na tym, że większość osób zaczyna właśnie od samego końca, czyli od nazw i szczegółów, a potem dziwi się, że wszystko wypada z głowy.

    To dokładnie jak z dekoracjami i domem. Bardzo często widzę to na przykład w matematyce. Ktoś wkuwa jeden wzór, ale kompletnie nie rozumie całej koncepcji ani podejścia. Albo uczy się nazwy czy daty, ale nie ma pojęcia, co tam się właściwie dzieje. Bez fundamentów szczegóły bardzo łatwo się rozsypują.


    Sen ma ogromny wpływ na zapamiętywanie

    Kolejna rzecz, która bardzo mocno wpływa na to, że nie zapamiętujemy, to oczywiście zarywanie snu. Bo jaki film Doroty mógłby być bez wspomnienia o tym, jak ważny jest sen? Będę to mówiła wiecznie.

    Część osób pisała mi już na Instagramie, że właśnie dzięki temu, że tak często o tym przypominam, naprawdę postanowiła zmienić jakość swojego snu. I bardzo dobrze, bo sen jest niezbędny do tego, żeby informacje zostały zapisane w pamięci długotrwałej. Tylko w trakcie snu to, czego uczysz się w ciągu dnia, zostaje później przenoszone i porządkowane w pamięci długotrwałej.

    W trakcie snu informacje łączą się ze sobą, a jednocześnie zwalnia się pojemność pamięci krótkotrwałej. Jeśli się nie wyśpimy, następnego dnia dużo trudniej przetwarzać nowe informacje. To ogromny problem, o którym bardzo często zapominamy.

    Dlatego naprawdę zachęcam Cię do zadbania o jakość snu. Na kanale mam już o tym film, więc koniecznie możesz do niego wrócić. Sen ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonujesz, jak się uczysz i ile rzeczy faktycznie zostaje w Twojej głowie.


    Masz fantastyczny mózg, tylko potrzebujesz dobrych metod

    Czy wymieniłam już wszystkie rzeczy, które sprawiają, że uczymy się, a nie mamy efektów? Oczywiście, że nie. Jest ich znacznie więcej. Często są to niuanse i drobne elementy, ale wybrałam te, które widzę najczęściej u moich kursantów i które bardzo często wymieniacie jako własne sposoby nauki.

    Chcę, żebyś wiedziała, że masz fantastyczny mózg. Cudowny, wspaniały i przygotowany do tego, żeby naprawdę dużo się uczyć, ale w odpowiedni sposób i odpowiednimi metodami.

    W kolejnym materiale pokażę, jak rozpisałam swój system nauki na siedem głównych filarów. Co warto brać pod uwagę podczas uczenia się, dlaczego każdy z tych filarów ma ogromne znaczenie i jak można go wykorzystać.

    Pamiętaj, że naprawdę jestem po Twojej stronie. Bardzo chcę, żebyś miała świetne rezultaty. Bardzo chcę, żebyście dalej pisały do mnie, że zdałyście trudne egzaminy, awansowałyście albo zmieniłyście swoje życie. Jestem absolutnie przekonana, że nauka zmienia życie. Sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, bogatsi, stajemy się ekspertami w swojej dziedzinie i mamy ogromną satysfakcję z tego, co robimy.

    Zapraszam Cię też serdecznie na dwa szkolenia, które prowadzę. Jedno dotyczy tego, jak efektywnie się uczyć. Pokażę tam prosty eksperyment na pamięci, żebyś od razu zobaczyła, że kiedy uczymy się dobrą metodą, efekt może być natychmiastowy. ZAPISZ SIĘ NA SZKOLENIE TUTAJ.

    Drugie szkolenie jest o tym, jak uczyć się słówek i gramatyki w języku obcym, jak zapamiętywać angielskie słowa tak, żeby zostały z Tobą na długo, a nie żeby uczyć się latami i nadal nie widzieć efektów. SZKOLENIE DOSTĘPNE JEST TUTAJ.

  • Jak uczyć się na ostatnią chwilę? System nauki last minute, który naprawdę działa

    Jak uczyć się na ostatnią chwilę? System nauki last minute, który naprawdę działa

    Masz egzamin jutro albo za dwa dni. Otwierasz skrypt. Widzisz 80 stron, 120 tez i myślisz sobie: „Okej, jakoś to ogarnę. Przeczytam wszystko. Noc jest długa, więc powinienem zdążyć”. Może zastanawiasz się jak uczyć się na ostatnią chwilę.

    To chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie możesz zrobić w tej sytuacji.

    Nauka na ostatnią chwilę nie polega na tym, żeby wcisnąć jak najwięcej informacji do swojego mózgu. Polega na tym, żeby jak najszybciej zrozumieć, co jest naprawdę ważne, co się z czym łączy i jakie pytania mogą z tego wyniknąć.

    W tym artykule chcę Ci pokazać system nauki last minute, który nie opiera się na panicznym czytaniu w kółko tych samych notatek, ale na myśleniu, selekcji i szybkim testowaniu siebie.


    Nauka last minute to nie jest zwykła nauka robiona szybciej

    Gdy masz dużo czasu, możesz działać krok po kroku. Przeczytać rozdział, zrobić notatki, wrócić do nich po jakimś czasie, rozwiązać zadania, powtórzyć materiał i wdrożyć wszystkie systemy, których uczę w Akademii Geniusza + AI.

    Ale jak się uczyć na ostatnią chwilę? Gdy masz jeden wieczór albo jeden weekend, nie możesz udawać, że jesteś w idealnym świecie. Musisz zrezygnować z metod, które są wygodne, ale niestety bardzo powolne.

    Zawsze mówię moim kursantom, żeby nie korzystali z pasywnego czytania. Czyli sytuacji, w której po prostu czytasz, czytasz i czytasz, a tak naprawdę jedynie oswajasz oczy z tekstem. Nie korzystaj też z przepisywania notatek. Wciąż mamy gdzieś zakodowane w głowie przekonanie, że jeśli przepiszemy informację z jednej strony na drugą, to ona w magiczny sposób zapisze się w pamięci.

    Tak to nie działa.


    Największy błąd, gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę: próba zapamiętania wszystkiego po kolei

    Kolejnym błędem jest próba zapamiętywania wszystkiego po kolei. „Tak było w skrypcie, więc tak powinnam się tego uczyć”.

    To trochę tak, jakbyśmy chcieli ewakuować się z płonącego budynku i zaczęli pakować wszystkie skarpetki według kolorów. Na początku zabieramy to, co naprawdę ma znaczenie.

    W nauce jest bardzo podobnie. Nie każda informacja jest równie ważna. Nie każda definicja jest warta tyle samo i nie każdy szczegół zasługuje na Twoją uwagę w pierwszej kolejności. Pamiętaj, że gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę nie wygrywa osoba, która przeczytała najwięcej informacji. Wygrywa osoba, która zapamiętała ich najwięcej.

    Dlatego najważniejsze pytanie brzmi: Co zrobić, żeby rzeczywiście te informacje zapamiętać?


    Nie zaczynaj od pytania: „Co mam zapamiętać?”

    Większość osób zaczyna naukę od najniższego poziomu. Zadaje sobie pytanie: „Co mam zapamiętać? Definicje, daty, nazwy, pojęcia, fragmenty z notatek”. Problem polega na tym, że przy nauce last minute jest to bardzo nieefektywne.

    Jeśli próbujesz zapamiętywać fakty bez zrozumienia, Twój mózg traktuje je trochę jak luźne kartki wyrzucone na wiatr. Pojawiają się nazwy, definicje i daty, ale nie łączą się ze sobą w żadną logiczną całość. Bardzo często nie rozumiemy wtedy, czego właściwie się uczymy.

    Mamy takie wrażenie, że już kiedyś to czytaliśmy, coś było na wykładzie, coś brzmi znajomo, a mimo to nadal nie widzimy połączeń między informacjami. Dlatego warto odwrócić ten proces.

    Zamiast zaczynać od pytania: „Co mam zapamiętać?”, dużo lepiej zacząć od zastanowienia się, dlaczego dana informacja jest ważna, z czym się łączy, co z niej wynika, jaki problem rozwiązuje, co by się stało, gdyby tego mechanizmu nie było, albo czym różni się on od podobnego pojęcia. Właśnie wtedy zaczynamy dostrzegać strukturę i zależności między informacjami.

    Brzmi to trudniej niż przeczytanie definicji? Oczywiście. Ale właśnie dlatego działa.


    Zrozumienie przyspiesza naukę

    Kiedy próbujesz zrozumieć, po co coś istnieje, jak działa i z czym się łączy, fakty zaczynają przyklejać się do siebie jako naturalny efekt uboczny. Dzięki temu nie uczysz się pojedynczych cegieł, ale budujesz całą konstrukcję. A właśnie o to nam chodzi.

    Zdecydowanie łatwiej jest wtedy zapamiętywać informacje, a później również uczyć się kolejnych rzeczy, które są z nimi powiązane. Dlatego nawet jeśli masz wrażenie: „Nie mam na to czasu”, chcę Ci powiedzieć, że to jest tylko wrażenie.

    Wyobraź sobie, że uczysz się o inflacji. Słaba nauka last minute polega na tym, że mówisz sobie: „Inflacja to wzrost ogólnego poziomu cen w gospodarce”. Okej, to jest definicja. Ale jeśli tylko ją wyklepiesz, bardzo łatwo ją pomylić, spłaszczyć albo zapomnieć połowę informacji.

    Dużo lepsza nauka polega na zadaniu sobie kilku prostych pytań. Dlaczego inflacja jest problemem? Kto na niej traci, a kto może czasami na niej zyskać? Jak inflacja łączy się ze stopami procentowymi? Co może zrobić bank centralny w takiej sytuacji? Dlaczego wzrost ceny jednego produktu nie musi jeszcze oznaczać inflacji?

    Nagle okazuje się, że zaczynasz rozumieć cały mechanizm, a nie tylko pojedynczą definicję.


    Czytanie bez końca nie jest nauką

    Kolejny ogromny błąd w nauce last minute to nieustanne czytanie. Strona za stroną. Prezentacja za prezentacją. Slajd za slajdem. Zakreślacz jedzie po tekście jak kosiarka po trawie i wszystko robi się kolorowe. Wydaje nam się wtedy, że skoro tyle materiału przerobiliśmy, to nauka idzie świetnie.
    Tylko że najważniejsze pytanie brzmi: Ile z tego materiału zostało w głowie?

    Bo taka nauka przypomina trochę oglądanie programów kulinarnych i oczekiwanie, że od samego patrzenia będziemy najedzeni. Tak to nie działa.

    Informacja, która wpada do głowy, nie jest jeszcze wiedzą. Wiedza to informacja, którą potrafisz przetworzyć, połączyć, zastosować i odtworzyć. Czyli zrobić z nią coś konkretnego. Dlatego tak ważna jest różnica między konsumpcją informacji a ich trawieniem.

    Konsumpcja to moment, kiedy po prostu czytasz. Trawienie zaczyna się wtedy, kiedy zamykasz notatki i sprawdzasz, co z tego zostało.

    Konsumpcja mówi: „Kojarzę to.” „Rozpoznaję to.” „Chyba już to czytałam.”

    I właśnie tutaj pojawia się iluzja wiedzy. Więcej o tym czym jest iluzja wiedzy, przeczytasz w tym artykule.

    Natomiast trawienie pyta: „Wyjaśnij to własnymi słowami.” „Jak zastosujesz to w praktyce?” „Jaka jest różnica między tym a tym?” I właśnie dlatego sama znajomość materiału nie wystarczy.


    10 minut czytania, 5 minut trawienia

    Jest jedna bardzo prosta zasada, którą możesz wdrożyć praktycznie od razu. Zamiast robić 90 minut ciągłego czytania, dużo lepiej zastosować zasadę: 10 minut czytania i 5 minut trawienia.

    Po krótkim fragmencie przeczytanego materiału zatrzymaj się i bez patrzenia w notatki odpowiedz sobie: – Co było najważniejsze?
    – Jakie są trzy kluczowe informacje?
    – Czego nadal nie rozumiem?
    – Jakie pytania egzaminacyjne mogłyby z tego powstać?
    – Jak ten temat łączy się z poprzednim?

    Możesz też wykorzystać bardzo prostą technikę. Po przeczytaniu jednej strony zakryj ją i powiedz: „Gdybym miała wytłumaczyć to koleżance w 60 sekund, powiedziałabym…” Nie musi być idealnie. Nie musi brzmieć jak podręcznik. Ma być z głowy, aktywne przetworzone przez Ciebie.

    Jeśli nie potrafisz powiedzieć tego własnymi słowami, to znaczy, że jeszcze tego nie trawisz. Po prostu zatrzymałaś się na etapie konsumpcji. Widziałaś materiał. Ale on jeszcze nie został w Twojej głowie.

    I właśnie dlatego zdanie: „Przecież widziałam to w swoich notatkach” jest jednym z najbardziej zdradliwych zdań przed egzaminem. Wiemy, na której stronie coś było. Pamiętamy nawet obrazek obok. Mamy wrażenie, że się tego nauczyliśmy. A tak naprawdę bardzo często jest to tylko iluzja wiedzy.

    Będę to powtarzała cały czas: Rozpoznawanie i zapamiętywanie to są dwie kompletnie różne rzeczy.


    Dlaczego zwykłe notatki często nie działają?

    Kiedy uczysz się na ostatnią chwilę, robienie linearnych notatek, linijka po linijce, jest bardzo nieefektywne. Większość osób robi je w taki sposób, że przepisuje informacje z jednego miejsca do drugiego. Problem polega na tym, że często przepisujemy nawet te rzeczy, których do końca nie rozumiemy. Dlatego takie zwykłe notatki bardzo często nie pomagają nam zapamiętywać. Sprawiają jedynie wrażenie nauki. A to ogromna różnica.

    W Akademii Geniusza + AI zawsze pokazuję, jak tworzyć notatki, które rzeczywiście wspierają pamięć, zamiast tylko zabierać czas.

    Mapy myśli działają jak GPS dla mózgu

    Co możesz zrobić zamiast tego? Jeśli nie umiesz jeszcze tworzyć rozbudowanych map myśli, zacznij od bardzo prostych.

    Na środku kartki wpisujesz temat. Na przykład: romantyzm. Od niego tworzysz kolejne odnogi: kontekst historyczny, cechy epoki, bohater romantyczny, natura, bunt, najważniejsze utwory, porównanie z pozytywizmem, typowe pytania egzaminacyjne.

    Jeżeli uczysz się biologii i masz temat „układ nerwowy”, możesz stworzyć odnogi takie jak budowa neuronu, impuls nerwowy, synapsa, podziały, choroby czy reakcje.

    Chodzi o to, żeby stworzyć mapę, która działa trochę jak GPS. Nasz mózg uwielbia widzieć zależności. Lubi rozumieć przyczyny, skutki i połączenia między informacjami.

    A na egzaminie bardzo często wygrywa osoba, która pamięta nie najwięcej pojedynczych zdań, ale ta, która potrafi przejść od jednego pojęcia do drugiego i rozumie, jak wszystko łączy się w całość.


    Fundamenty są ważniejsze niż szczegóły

    Kiedy uczysz się na ostatnią chwilę, nie możesz traktować całego materiału tak samo.

    Niektóre informacje są trochę jak fundament domu, a inne jak dekoracje. Jeśli masz mało czasu, nie zaczynasz przecież od dekoracji. Nie zaczynasz od wkuwania drobnych dat, nazwisk, wyjątków, numerków, definicji słowo w słowo ani szczegółów, które jeszcze nic Ci nie mówią.

    Zaczynasz od tego, co pomaga zrozumieć cały temat. Od pytań:
    O co tutaj chodzi? Jak to działa? Dlaczego to jest ważne? Co z czego wynika? Jakie są przyczyny i skutki? Jak mogę to zastosować w odpowiedzi albo w zadaniu?

    Jeżeli zrozumiesz główny mechanizm, szczegóły dużo łatwiej dokleją się do tej podstawowej konstrukcji. Jeśli natomiast zaczynasz od szczegółów, bardzo szybko kończysz z głową pełną pojedynczych informacji, które nie tworzą żadnej całości.

    To trochę jak układanie puzzli bez obrazka z pudełka. Masz mnóstwo elementów, ale kompletnie nie wiesz, gdzie je położyć. Dlatego najpierw szukasz obrazka z pudełka, czyli ogólnego sensu. Dopiero później zajmujesz się szczegółami.

    Jeżeli uczysz się historii, nie zaczynaj od wkuwania dat. Najpierw zrozum, co się wydarzyło, dlaczego się wydarzyło, kto z kim był w konflikcie i jakie były konsekwencje tych wydarzeń. Dopiero później dokładaj najważniejsze daty.

    Jeżeli uczysz się biologii, nie zaczynaj od zapamiętywania wszystkich enzymów. Najpierw zrozum cały proces. Co w niego wchodzi? A Co się zmienia? Co z niego wychodzi? Po co organizm w ogóle coś takiego robi?

    Dopiero później dokładaj nazwy. To naprawdę bardzo ważne.

    Dlatego jedna z najprostszych zasad nauki last minute brzmi: Najpierw zrozum główny mechanizm, dopiero później ucz się szczegółów. Nigdy odwrotnie.

    Bardzo często robimy dokładnie na odwrót. Uczymy się pojedynczych szczególików, nie mając pojęcia, o co właściwie chodzi w całym temacie. A szczegóły bez zrozumienia są trochę jak pojedyncze słowa w języku, którego nie znasz. Możesz je sobie powtarzać, ale trudno będzie Ci zbudować z nich jakiekolwiek zdanie.


    Rozpoznawanie to nie to samo co zapamiętywanie

    To jedna z najważniejszych rzeczy, jakie warto zrozumieć przed egzaminem. Wiele osób myli rozpoznawanie z zapamiętywaniem.

    Rozpoznawanie pojawia się wtedy, kiedy patrzysz na swoje notatki i myślisz: „O, kojarzę to.” „Rzeczywiście, czytałam to.” „Pamiętam, że coś takiego było.” I to jest bardzo przyjemne uczucie.

    Problem polega na tym, że nie ma ono wiele wspólnego z prawdziwym zapamiętaniem. Pamiętanie zaczyna się wtedy, kiedy notatek już nie ma, a Ty nadal potrafisz coś powiedzieć, wyjaśnić albo opisać własnymi słowami.

    To są dwie zupełnie różne rzeczy.

    Przed egzaminem najbardziej potrzebujesz nie tego, żeby materiał wyglądał znajomo, ale tego, żeby mieć do niego dostęp bez żadnej pomocy. Dlatego warto co jakiś czas robić coś, co nazywam „zrzutem z głowy”.

    Bierzesz pustą kartkę papieru. Na środku zapisujesz temat, na przykład „fotosynteza”, i przez trzy minuty wypisujesz wszystko, co jesteś w stanie odtworzyć bez patrzenia do notatek.

    Dopiero później sprawdzasz materiał i zadajesz sobie pytania: Czego nie pamiętam? Co pomyliłam? Czego nadal nie rozumiem?

    I właśnie to jest Twoje złoto. Bo dobra nauka last minute nie polega na tym, żeby trzeci raz przeczytać to, co już umiesz. Polega na tym, żeby znaleźć dziury w moście, zanim wejdziesz na egzamin.


    Dlaczego warto przeplatać tematy, gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę?

    Większość osób przez trzy godziny siedzi nad jednym działem. To daje bardzo przyjemne poczucie postępu. Po godzinie wszystko zaczyna wyglądać znajomo. Zadania są podobne, pojęcia są świeże, a mózg dokładnie wie, czego się spodziewać.

    Tylko że egzamin zwykle tak nie wygląda. Na egzaminie tematy są pomieszane. Pytania zmieniają kontekst. Najpierw musisz rozpoznać, z jakim problemem masz do czynienia, a dopiero później dobrać odpowiednie narzędzia.

    Dlatego gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę, zamiast spędzać trzy godziny nad jednym działem, dużo lepiej przeplatać materiał. Możesz przez 20 minut uczyć się jednego tematu, przez kolejne 20 minut drugiego, a następnie przejść do trzeciego.

    Dopiero później wracasz do pierwszego, ale już w formie pytań. Następnie do drugiego i znowu sprawdzasz się pytaniami. Przy trzecim możesz zrobić porównania albo próbować tłumaczyć materiał własnymi słowami.

    Oczywiście jest to mniej komfortowe. Nie wygląda jak siedzenie pod kocem z kubkiem kakao i kolorowym zakreślaczem. Ale właśnie o to chodzi. Jeżeli nauka przez cały czas jest łatwa, przyjemna i przewidywalna, bardzo często oznacza to, że jedynie odtwarzasz schemat, który masz przed oczami.

    Przeplatanie tematów zmusza natomiast mózg do podejmowania decyzji. Z czym mam teraz do czynienia? Który mechanizm tutaj pasuje? Jaką procedurę powinnam zastosować? Czy to jest podobne do poprzedniego tematu, czy tylko wygląda podobnie? I właśnie dlatego taka nauka wymaga większego skupienia oraz znacznie głębszej analizy informacji.


    Sen to nie luksus. To część nauki

    Teraz punkt, który dla większości studentów pewnie będzie najtrudniejszy do zaakceptowania. Sen. Kiedy masz egzamin jutro, sen wydaje się pierwszą rzeczą do poświęcenia. Myślisz sobie: „Jeśli nie pójdę spać, zyskam osiem dodatkowych godzin na naukę”. Brzmi jak idealny plan. Tylko że to nie jest takie proste.

    Pytanie nie brzmi, ile godzin będziesz siedzieć z otwartymi notatkami, patrzeć na nie i wrzucać kolejne informacje do swojej głowy. Pytanie brzmi: W jakim stanie będzie mój mózg, moja uwaga i moja pamięć, kiedy dostanę arkusz z pytaniami?

    Sen nie jest luksusem. Sen jest częścią nauki. Na Instagramie wielokrotnie mówiłam o tym, jak ogromne znaczenie ma sen. Na moim kanale znajdziesz również materiały dotyczące tego, jak dbać o jego jakość.

    Ale powiem to jeszcze raz. To właśnie podczas snu mózg wykonuje ogromną część swojej pracy. Przenosi informacje z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Selekcjonuje je. Łączy ze sobą. Układa w większą całość. Dlatego tak często zdarza się, że wieczorem jakiś temat wydaje się kompletnie niezrozumiały, a rano nagle wszystko zaczyna mieć sens. To nie jest magia. Tak po prostu działa nasz mózg.

    Jest jeszcze jedna rzecz. Jeżeli przez cały dzień ładujesz informacje do pamięci krótkotrwałej, w pewnym momencie zaczyna brakować w niej miejsca. To trochę jak małe pudełko, które stopniowo się zapełnia. Podczas snu to pudełko zostaje opróżnione, ponieważ informacje są przenoszone do pamięci długotrwałej. A jej możliwości są nieporównywalnie większe.

    Dlatego sen jest tak ważny. Jeżeli następnego dnia chcesz dalej się uczyć, potrzebujesz miejsca na nowe informacje. Bez tego po prostu nie jesteś w stanie efektywnie pracować. Nie ma możliwości, żebyśmy skutecznie zapamiętywali bez snu. To po prostu niemożliwe.

    Dlaczego zarywanie nocy przed egzaminem nie działa?

    Lubię porównywać to do pieczenia ciasta. Możesz przygotować najlepsze składniki. Możesz mieć świetną mąkę, jajka, mleko i wszystkie dodatki. Ale jeśli nie włożysz tego ciasta do piekarnika, to go nie upieczesz. I dokładnie tak samo jest z nauką. Nauka jest wrzucaniem składników. Sen jest piekarnikiem.

    Liczy się nie to, co wpada do głowy, ale to, co w niej zostaje. A sen pomaga temu zostać. Dlatego zamiast robić całonocną, chaotyczną sesję nauki, dużo lepiej zrobić intensywną powtórkę i zostawić sobie chociaż blok snu.

    Nie zawsze da się przespać osiem godzin. Ale warto zadać sobie jedno pytanie: Czy kolejna godzina półprzytomnego czytania naprawdę da mi więcej niż godzina snu? Najczęściej odpowiedź brzmi: nie.


    Jak wykorzystać AI do nauki przed egzaminem?

    Ostatnio nagrałam też materiał o tym, jak używać sztucznej inteligencji do nauki w taki sposób, żeby nas nie ogłupiała. W Akademii Geniusza + AI znajdziesz kilkadziesiąt promptów i technik pokazujących, jak wykorzystywać AI do wspierania nauki. Dzisiaj chcę podzielić się jednym z najprostszych sposobów.

    Większość osób wpisuje do sztucznej inteligencji: „Wytłumacz mi ten temat”. I co dostaje? Kolejną ścianę tekstu. Kolejne informacje. Kolejne rzeczy do przeczytania.

    A przecież problemem bardzo często nie jest brak materiałów. Problemem jest to, że nie potrafimy sprawdzić, co już wiemy. Dlatego dużo lepiej wykorzystać AI do generowania pytań.

    Możesz napisać: „Mam egzamin z tego przedmiotu. Tematy obejmują: … Wygeneruj mi 20 pytań egzaminacyjnych na poziomie analizy i oceny. Nie chcę prostych definicji. Chcę pytania typu: porównaj, wyjaśnij przyczynę, przewidź skutki, zastosuj pojęcie w przykładzie”.

    I teraz najważniejsze. Nie czytasz od razu odpowiedzi. Najpierw próbujesz odpowiedzieć samodzielnie. Dopiero później sprawdzasz odpowiedź w książce, notatkach albo materiałach źródłowych. AI ma być trenerem, który rzuca Ci piłkę. Nie kimś, kto rozgrywa cały mecz za Ciebie.


    Zamiast paniki zrób listę luk

    Pod koniec nauki wiele osób robi coś bardzo niebezpiecznego. Wraca na początek. Jeszcze raz otwiera cały materiał. Na nowo przegląda wszystkie notatki. Jeszcze raz wpada w panikę.

    Zamiast tego dużo lepiej stworzyć listę luk. Lista luk nie jest kolejną notatką. To krótka lista rzeczy, które wymagają Twojej interwencji. Na przykład: „Nie umiem odróżnić mitozy od mejozy.” „Mylę funkcję banku centralnego.” „Nie wiem, kiedy stosować ten wzór.” „Nie umiem podać przykładu do tej teorii.” „Pamiętam definicję, ale nie potrafię jej zastosować.”

    I właśnie na tych rzeczach warto skupić ostatnią godzinę nauki. To trochę jak naprawianie przecieków w łodzi. Nie malujesz całej łodzi od nowa. Szukasz miejsc, przez które naprawdę wpada woda.


    Chcesz uczyć się na ostatnią chwilę? To sztuka podejmowania dobrych decyzji

    Na koniec chcę zostawić Cię z jedną myślą. Gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę, pamiętaj że nauka wtedy nie polega na tym, by czytać wszystko, ale szybciej. Polega na tym, żeby szybciej podjąć dobre decyzje. Co jest fundamentem? Co mogę odłożyć, naprawdę zrozumieć? Jak coś wyjaśnić? Jakie pytania mogą pojawić się na egzaminie?

    Zawsze będę zachęcała Cię do tego, żeby przestać jedynie konsumować materiał i zacząć go trawić. Zamykaj notatki. Odtwarzaj informacje z głowy. Ucz się mnemotechnik. Korzystaj z systemów pamięciowych. Naucz się zarządzać informacjami i tworzyć mapy myśli, które pomagają dostrzegać połączenia.

    To tylko niewielki fragment wiedzy na temat efektywnej nauki, ale mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Ci podejmować lepsze decyzje wtedy, gdy czasu jest naprawdę mało. Bo skuteczna nauka nie zaczyna się od większej liczby godzin. Zaczyna się od lepszej strategii.


    Chcesz uczyć się szybciej i skuteczniej nie tylko na ostatnią chwilę?

    Przygotowałam również bezpłatne szkolenie, na których pokazuję, jak uczyć się efektywnie i wykorzystywać możliwości swojego mózgu znacznie lepiej.

    Podczas jednego z nich wykonamy wspólnie prosty eksperyment pamięciowy, dzięki któremu przekonasz się, że Twoja pamięć działa dużo lepiej, niż Ci się wydaje. Pokażę Ci również, na jakich metodach nauki wiele osób niepotrzebnie traci czas i co zrobić, żeby uczyć się łatwiej, szybciej i skuteczniej.

    Jeżeli uczysz się języków obcych, koniecznie zajrzyj także na moje szkolenie dotyczące nauki słówek i gramatyki. To szkolenie stworzyłam szczególnie dla osób, które mają poczucie, że ciągle uczą się tych samych słów od nowa i chciałyby w końcu dojść do momentu, w którym nowe słówko zostaje w głowie na dłużej, a nie wraca do nauki kilka razy w roku.

    Trzymam za Ciebie kciuki.

    Powodzenia na egzaminie. 💛