Tag: rozwój mózgu

  • Po co czytać książki, skoro i tak je zapominasz

    Po co czytać książki, skoro i tak je zapominasz

    Czy jeśli czytasz kilka bądź kilkanaście książek w ciągu roku, a później kompletnie nic z nich nie pamiętasz, to oznacza, że ten czas czytania był zupełnie stracony? A może masz czasami takie myśli, że czytanie kryminału, romansu czy po prostu fikcji to zwykła strata czasu?

    Muszę się przyznać, że jeszcze kilka lat temu dokładnie miałam takie podejście. Uważałam, że mogę czytać tylko książki naukowe bądź biznesowe, bo cała reszta to jednak trochę strata czasu. Natomiast kiedy zaczęłam szperać w badaniach i zobaczyłam, jak to naprawdę wygląda, bardzo zmieniłam swoje zdanie.

    Chcę Ci pokazać, w jaki sposób czytanie książek wpływa na mózg.

    Wolisz oglądać niż czytać? Obejrzyj odcinek, w którym opowiadam, jak czytanie książek wpływa na mózg i dlaczego nawet kryminały, romanse czy fantasy mogą przynosić nam korzyści.


    Podczas czytania mózg tworzy symulację wydarzeń

    Wyobraź sobie, że bierzesz udział w eksperymencie. Kładą Cię w rezonansie. Masz tylko leżeć i czytać historię.

    Bohater siedzi w samochodzie, po chwili wychodzi, idzie do domu. Podnosi jakiś przedmiot, zmienia swój plan, spotyka drugiego człowieka, a naukowcy przez cały czas obserwują, co robi Twój mózg.

    I teraz pytanie: czy Twój mózg tylko odczytuje słowa? Nie. Okazuje się, że na bieżąco śledzi między innymi, gdzie znajduje się bohater, co właśnie robi, czego chce i z jakimi przedmiotami wchodzi w interakcję. Kiedy sytuacja w historii się zmienia, mózg aktualizuje jej wewnętrzny model.

    Co więcej, częściowo wykorzystuje przy tym systemy, z których korzystamy również wtedy, gdy sami coś robimy, obserwujemy albo sobie coś wyobrażamy.

    Kiedy czytasz historię, nie tylko odczytujesz słowa, ale tworzysz w głowie symulację tego, co się dzieje.


    Literatura może dać Ci bibliotekę cudzych scenariuszy

    Co Ci to daje? Wyobraź sobie swoje własne życie. Masz tylko jedno dzieciństwo, jedną rodzinę. Żyjesz w jednym miejscu i w jednym czasie. Podejmujesz określoną liczbę decyzji.

    Nigdy nie dowiesz się na własnej skórze, jak to było uciekać z kraju podczas II wojny światowej, wychowywać się w Japonii, być oskarżonym o morderstwo, oddawać życie za swoje dzieci, zakochać się w kimś z innej kasty czy urodzić się jako królewna.

    I bardzo dobrze, nie musimy tego wszystkiego próbować osobiście. Historia może jednak pomóc Ci zbudować mentalny model sytuacji, której realnie nigdy nie przeżyłeś.

    Oczywiście to nie jest prawdziwe doświadczenie. To nie jest nagle coś takiego, że już wiesz, jak to jest przeżyć wojnę. Ale nie jest też niczym. Życie daje Ci jedną biografię. Literatura może dać Ci bibliotekę cudzych scenariuszy.

    I właśnie dlatego kryminał, fantasy czy romans wcale nie muszą być poznawczo pustym czasem, bo książka może być czymś w rodzaju symulatora doświadczeń.

    Podczas czytania próbujemy wejść do głowy innych ludzi

    Zróbmy mini eksperyment. Wyobraź sobie taką scenę. Kobieta wraca wcześniej z pracy. Na stole stoją dwa kieliszki. Jej partner szybko zabiera jeden z nich i mówi: „Przyszedł tylko Tomek z pracy”. Ona patrzy na niego przez chwilę i odpowiada: „Jasne, oczywiście”, po czym idzie do sypialni.

    Stop. Co ona teraz czuje? Czy mu wierzy? Co podejrzewa? Dlaczego odpowiedziała właśnie w taki sposób?

    Zauważ coś ciekawego. Ja nie powiedziałam, że kobieta podejrzewa zdradę, a Twój mózg automatycznie próbował wejść do jej głowy. I właśnie to robimy przez ogromną część czytania fikcji.

    Próbujemy odpowiedzieć sobie: co ona wie, co ona czuje, dlaczego to powiedział, czy kłamie, co zrobi za chwilę? Psychologia nazywa ten proces mentalizowaniem, próbą rozumienia stanów psychicznych innych ludzi.

    Czy to oznacza, że czytanie fikcji nagle powoduje, że lepiej rozumiemy innych? Przez lata wyniki eksperymentów były różne. Dlatego dużo bardziej interesowała mnie duża analiza z 2024 roku. Badacze zebrali 70 eksperymentów dotyczących czytania fikcji i efekt nie był gigantyczny, ale był szczególnie właśnie w dwóch obszarach: empatii i rozumienia stanów psychicznych innych ludzi.

    Oczywiście nie możemy powiedzieć, że jedna powieść czyni z nas osobę, która będzie teraz niesamowicie empatyczna. Pomyślmy jednak o czymś innym.

    Jeśli przez lata wchodzisz do głowy dziecka, staruszki, mordercy, ofiary, osoby, która wychowywała się w przemocowym domu, osoby zakochanej, zdradzonej czy kogoś z zupełnie innej kultury, to bez przerwy wykonujesz takie małe ćwiczenie w swoim mózgu: spróbuj zobaczyć świat z miejsca, w którym Ty nie stoisz.

    Dlatego bardzo podoba mi się metafora, że powieść pozwala na chwilę wynająć czyjś umysł. Zawsze marzyłam o tym, żeby wejść w głowę jakiejś innej osoby i zobaczyć, co ona myśli, co czuje. Wydawało mi się to niezwykle ciekawe. I właśnie to możemy zrobić w trakcie czytania powieści.


    Jak czytanie książek wpływa na koncentrację?

    Czy czytanie ma jeszcze jakiś inny pozytywny wpływ, na przykład na naszą koncentrację? Wyobraźmy sobie dwa wieczory.

    Pierwszy wieczór: bierzesz książkę, na przykład kryminał, i postanawiasz, że będziesz czytać przez pół godziny. Otwierasz ją, zaczynasz czytać, masz jednego bohatera, jedną historię. Musisz pamiętać, kto z kim rozmawiał, jakie były wcześniejsze wątki, o czym czytałeś wczoraj i co działo się kilka stron wcześniej.

    Oczywiście myśli mogą gdzieś w trakcie czytania odlatywać. Cały czas możesz jednak pracować nad tym, żeby znowu ściągać je do książki, zastanawiać się, kto zabił, szukać poszlak i myśleć o tym, co się tam dzieje. Możesz ćwiczyć swoją koncentrację właśnie nad tym, żeby zapanować nad automatycznymi myślami, które pojawiają się w Twojej głowie.

    To naprawdę świetny trening skupienia się na czymś przez dłuższy czas.

    Czytanie książki a scrollowanie social mediów

    Teraz wyobraźmy sobie drugą sytuację. Siadasz wieczorem, też masz pół godziny, odpalasz social media i co? Scrollujesz, scrollujesz, scrollujesz… Film, następny, inny człowiek, inny temat, kot, wojna, przepis, taniec, pies tańczący do Beyoncé.

    W ciągu kilku minut dostajesz dziesiątki zmian bodźca. W obu przypadkach korzystasz oczywiście ze swojej uwagi, ale środowisko wymaga od Ciebie czegoś zupełnie innego.

    Kiedy czytasz książkę, wymagasz od siebie tego, aby cały czas podążać za tym, co się w niej dzieje, i tak naprawdę się nie dekoncentrować. Natomiast kiedy scrollujesz social media, cały czas dostajesz informację: sprawdź, czy następna rzecz będzie jeszcze ciekawsza, jeszcze ciekawsza i jeszcze ciekawsza. Non stop przerzucasz swoją uwagę, co jest bardzo mocno obciążające dla Twojego mózgu.

    Wspominałam o tym między innymi w materiale na temat przeciążenia poznawczego: dlaczego jest tak, że często nic nie robimy, a czujemy się niesamowicie zmęczeni.

    Mamy nawet badania podłużne dzieci pokazujące, że rozwój umiejętności czytania i uwagi jest ze sobą powiązany. Czy to oznacza, że pół godziny książki nagle wyleczy Ci koncentrację? Nie. Ale czytanie na pewno jest jedną z tych czynności, która wymusza na nas to, abyśmy potrafili utrzymać uwagę przez dłuższy czas.

    W świecie, w którym ogromna część technologii walczy o to, abyśmy cały czas oddawali jej swoją uwagę, myślę, że to naprawdę bardzo cenne.


    Podczas czytania mimochodem uczymy się nowych słów

    Przejdźmy do kolejnej korzyści czytania, o której często zapominamy. Dam Ci teraz słowo, którego nie znasz. Załóżmy, że będzie to „Florpen”. Nie próbuj go zapamiętać.

    Wyobraź sobie, że czytasz powieść: „Wyciągnął z szuflady Florpen i podpisał dokument”. Kilka rozdziałów dalej: „Florpen przestał pisać, więc potrząsnął nim kilka razy”. Jeszcze później: „Pożyczyła mu swój Florpen, żeby zanotował adres”.

    I teraz pytanie: co to jest Florpen?

    Prawdopodobnie masz już niezłe podejrzenia, mimo że nigdy nie dostałeś polecenia: naucz się definicji słowa Florpen.

    Oczywiście wymyśliłam to słowo, ale dokładnie taki mechanizm badano. Ludzie czytali normalne teksty i nie mieli wkuwać żadnych nowych słów. Później niespodziewanie sprawdzano, czy nauczyli się znaczenia słów, których wcześniej nie znali.

    Kiedy połączono wyniki wielu takich eksperymentów, okazało się, że część nowego słownictwa rzeczywiście przyswajamy mimochodem podczas zwykłego czytania.

    Nie każde słowo, nie po jednym kontakcie, ale pomnóż to przez rok, 5, 10, 1000 stron. Okazuje się, że często mimochodem naprawdę poznajemy nowe słowa, stwierdzenia czy powiedzenia, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia.


    Czytanie dla przyjemności a nauka do egzaminu

    Bardzo ważna rzecz: jeśli chcesz nauczyć się materiału na egzamin, zapamiętać jak najwięcej informacji, definicji czy dat, których wymaga od Ciebie osoba prowadząca, pamiętaj, że nie powinno to wyglądać tak, że po prostu wielokrotnie to czytasz.

    Musisz koniecznie stworzyć sobie system powtórkowy. Musisz stworzyć cały system nauki, aby dobrze to zapamiętywać, bo czytanie w taki sposób byłoby ogromną stratą czasu.

    Czym innym jest czytanie dla przyjemności, gdzie przy okazji możemy mieć różne fajne korzyści, a zupełnie czym innym jest uczenie się do egzaminu. Tutaj reguły gry są inne.


    Czy czytanie w języku obcym pomaga w nauce?

    A jak to jest z czytaniem w języku obcym? Czy to nam coś daje?

    Przyznam szczerze, że naprawdę pokochałam kryminały. Postanowiłam, że zacznę je czytać w języku angielskim właśnie po to, żeby dodatkowo szlifować język.

    Zauważyłam, że rzeczywiście dużo łatwiej po takim czytaniu jest mi myśleć w języku obcym, używać pewnych sformułowań i widzieć, jak ktoś zaczyna zdanie, jak je kończy, jakie ma odzywki i jak po prostu ludzie w języku obcym się komunikują.

    Często w podręcznikach akademickich nie uczymy się takiego normalnego języka. Później jedziemy na przykład za granicę i zaczynamy mówić w sposób bardzo dla nich nienaturalny. Czytanie rzeczywiście bardzo mocno pomogło mi złapać, o co tam tak naprawdę chodzi.

    Nawet kiedy rozmawiam z moją lektorką, ona też zauważyła różnicę. Mam pewne sformułowania czy idiomy. Jest to dla mnie również świetny sposób, żeby zauważyć pewne słówka i zobaczyć, jak działają w określonym kontekście.

    Samo czytanie w języku obcym nie wystarczy

    Znowu: to nie jest tak, że jeśli będę czytała kryminały w języku obcym, automatycznie ta wiedza zapisze się w moim mózgu i będę już pięknie mówić. Nie, to tak nie działa.

    Żeby dobrze mówić, musisz mówić. Żeby mieć coraz bogatsze słownictwo, dobrze, jeśli masz system powtórkowy.

    Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, sprawdź bezpłatne szkolenie: [jak uczyć się słówek z języka obcego bez wkuwania (kliknij tutaj)]. Skorzystało z niego już kilkanaście tysięcy osób i mam nadzieję, że wdrożysz ten system u siebie.

    Na pewno czytanie i codzienny kontakt z językiem bardzo mi pomagały w tym, żeby zauważyć naprawdę znaczącą różnicę. Kiedy połączyłam to z elementami, których dowiesz się na szkoleniu, miałam poczucie, że bardzo mocno pomogło mi to uczyć się języka zdecydowanie lepiej.


    Czy czytanie może mieć znaczenie dla mózgu na starość?

    Wyobraź sobie, że masz na przykład 80 lat. Badacze przez 14 lat obserwowali prawie 2000 starszych osób i osoby, które regularnie czytały, rzadziej doświadczały później spadku sprawności poznawczej.

    Mamy też ogromną metaanalizę obejmującą ponad 2 miliony ludzi, w której aktywności poznawcze w czasie wolnym, do których należy między innymi czytanie, wiązały się z mniejszym ryzykiem demencji.

    I tutaj coś bardzo ważnego: czytanie nie jest szczepionką przeciwko demencji. To są oczywiście głównie badania obserwacyjne, ale wpisują się w dużo szerszy obraz.

    Mózgu po prostu warto używać przez całe swoje życie: uczyć się, czytać, rozwiązywać różne problemy. Najlepiej, jeśli uczymy się rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiliśmy.

    Jeśli na przykład nie mam zielonego pojęcia o muzyce i nagle zacznę uczyć się grać na gitarze, da mi to bardzo dużo. Więcej niż wtedy, gdy całe życie uczyłam się języków i po prostu zacznę uczyć się kolejnego.

    To daje nam taką rezerwę poznawczą, która na starość naprawdę bardzo nam się przyda.


    Papier, czytnik czy tablet – czy sposób czytania ma znaczenie?

    Czy jest różnica między czytaniem książki na papierze a czytaniem na czytniku czy tablecie?

    W 2026 roku opublikowano bardzo ciekawą metaanalizę obejmującą 56 badań, w których porównywano czytanie na papierze, komputerze, tablecie, czytniku i smartfonie. Ogólnie papier wypadał najlepiej, ale kiedy badacze przyjrzeli się warunkom czytania, wyszło coś dużo ciekawszego.

    Kiedy tekst na ekranie trzeba było scrollować, papier miał wyraźniejszą przewagę. Natomiast kiedy tekst cyfrowy był podzielony na strony i nie trzeba go było przewijać, różnice robiły się bardzo małe i niepewne.

    Nie możemy więc powiedzieć, że ekran sam w sobie jest zły. Problem pojawia się wtedy, kiedy staramy się czytać, a za chwilę pojawia się powiadomienie, wiadomość, reklama, coś musimy przeklikiwać i rzeczywiście bardzo mocno zaburza nam to koncentrację.

    Dlaczego sama korzystam z czytnika e-booków?

    Przyznam szczerze, że cały czas korzystam z czytnika e-booków. Jest to dla mnie niezwykle wygodne. Ma oczywiście swoje minusy, ale ma też tak dużo plusów, że praktycznie kompletnie zrezygnowałam z książek papierowych.

    Mogę podkreślać tekst, który czytam, bardzo łatwo do niego wracać i robić z niego odpowiednie fiszki, jeśli na przykład czytam w języku obcym. Mogę też wracać do badań, które zaznaczę jednym kliknięciem. Jest to dla mnie niezwykle istotne, kiedy pracuję na co dzień z tak ogromną ilością materiałów.

    Wygodne jest również to, że kiedy czytam jakiś tekst i czegoś nie rozumiem, mogę to zaznaczyć i na bieżąco sobie wytłumaczyć. To po prostu bardzo duże udogodnienie.

    Nie wspominając już o tym, że jadąc na wakacje, mogę wziąć jeden mały czytnik, który waży kilkaset gramów, zamiast targać za sobą kilka książek w walizce.

    Oczywiście to moje zdanie. Część osób nawet nie chce słyszeć o czytniku, bo uwielbia dotykać i wąchać papier.


    Czy warto czytać książki fikcyjne?

    Wróćmy do pytania z początku. Czy warto czytać książki fikcyjne? Czy warto czytać powieści, z których za dwa lata nie będziemy pamiętać imienia głównego bohatera?

    Moim zdaniem badania bardzo mocno pokazują, że pytanie jest po prostu źle postawione. Podczas czytania możesz symulować sytuacje, których nigdy nie przeżyjesz, wchodzić w perspektywę myślenia innych ludzi i ćwiczyć swoją koncentrację. Możesz zachęcać się do tego, aby podążać za fabułą, mimochodem rozbudowywać swój język i ćwiczyć pewne konstrukcje językowe, na przykład czytając w języku obcym. Możesz też przez całe życie dokładać kolejną wymagającą aktywność do swojego poznawczego stylu życia.

    Czy to oznacza, że fikcja zastąpi nam książki naukowe? Oczywiście, że nie, bo mają zupełnie inny cel.

    Chyba kiedyś właśnie dokładnie o tym zapominałam. Pytałam siebie trochę: czego ja się nauczę z tego kryminału? A przecież nie każda książka ma być podręcznikiem.

    Czytam teraz dla samej przyjemności tego, że nie zastanawiam się, kto zabił. Przy okazji dowiaduję się wielu rzeczy, o których mogłam nawet nie mieć pojęcia. Na przykład o specyfice danego zawodu albo o tym, jak się mieszka w danym kraju. To taka wartość dodana, która znowu rozbudowuje moją wiedzę.

    Fikcja pozwala nam wchodzić w głowę innych ludzi i pokazuje, że nie wszystko jest takie biało-czarne. Nie zawsze jest tak, że osoba, która jest zła, jest do cna zła. Możemy czasami poznać jej historię i zobaczyć, co doprowadziło do takich, a nie innych decyzji.

    Myślę, że to naprawdę bardzo otwiera nasz umysł.


    Czytaj fikcję dla przyjemności, a książki eksperckie wykorzystuj do nauki

    Jeśli lubisz kryminały, romanse czy fantasy, czytaj je dla przyjemności, bez żadnych wyrzutów sumienia.

    Jeśli natomiast chcesz być ekspertem w swojej dziedzinie, być coraz lepszy w tym, co robisz, lepiej prowadzić firmę, lepiej rozwiązywać problemy swoich klientów i być po prostu lepszą osobą w swojej dziedzinie, oczywiście ucz się i czytaj książki biznesowe oraz eksperckie.

    Pamiętaj jednak, że samo czytanie niestety nie załatwia sprawy. Pisałam o tym również w artykule o tym, dlaczego sama liczba przeczytanych książek nie świadczy o rozwoju.

    Jeśli chcesz naprawdę wyciągnąć z książki jak najwięcej, wprowadzenie systemu powtórkowego i wdrożenie pewnego systemu nauki rzeczywiście Ci w tym pomoże. Dzięki temu książka nie będzie po prostu kolejną pozycją, którą przeczytasz, a po trzech miesiącach okaże się, że tak naprawdę nic z niej nie pamiętasz.

    Jeśli chcesz dowiedzieć się, w jaki sposób budować sobie taki system, jak zapamiętywać i jak się uczyć bez kucia, zarywania nocy i stresu, sprawdź moje bezpłatne szkolenie: Jak uczyć się szybciej i zapamiętywać bez stresu.

  • Jak uwolnić się od przekonań, które Cię ograniczają

    Jak uwolnić się od przekonań, które Cię ograniczają

    Przekonania ograniczające to system, który bardzo często decyduje o tym, czy wykorzystujemy swój potencjał. Bez jego zrozumienia nawet najlepsze metody, książki czy szkolenia często nie przynoszą efektów.

    Kiedy kupujesz nowy telefon, ma już wgrany system operacyjny. To dzięki niemu możesz korzystać z aplikacji, nagrywać filmy, robić zdjęcia, pisać notatki, pracować czy siedzieć na social mediach. Natomiast jeśli ten system jest już bardzo stary, przeciążony, pełen błędów i go nie aktualizujesz, to nawet mając najlepsze aplikacje na rynku, będzie Ci bardzo ciężko z nich korzystać i po prostu nie będziesz wykorzystywać ich potencjału.

    Bardzo podobnie jest z nami.

    Może być tak, że zapisujemy się na najlepsze kursy i szkolenia, czytamy świetne książki, naprawdę mamy dostęp do fantastycznej wiedzy, a mimo wszystko nie wykorzystujemy tego. Dlaczego tak się dzieje?

    Bardzo możliwe, że gdzieś pod spodem działa głos, który wcale nie mówi: „Zniszcz swoje życie”, ale podpowiada: „Hej, pamiętaj, Ty masz umysł humanistyczny. Tego się nie nauczysz”. Albo: „Żeby coś osiągnąć, trzeba się urodzić z talentem. Nie ma sensu się tego uczyć”. „Jesteś kobietą. Takie tematy nie są dla Ciebie”.„Jesteś mężczyzną i nie powinieneś się tak zachowywać”.

    I nagle okazuje się, że mimo tego, że chcielibyśmy działać i coś zrobić, jakaś siła nas zatrzymuje. Można byłoby powiedzieć, że to magia albo przepływ energii. Jeśli mnie znacie, to wiecie, że absolutnie w takie rzeczy nie wierzę.

    Natomiast istnieje coś takiego jak samospełniająca się przepowiednia. Istnieje również siła przekonań, która powoduje, że naprawdę zaczynamy zachowywać się zgodnie z tym, w co wierzymy.

    Wolisz oglądać niż czytać? Obejrzyj odcinek, w którym wyjaśniam, skąd biorą się przekonania ograniczające, jak wpływają na nasze decyzje i co możemy zrobić, żeby przestały nas zatrzymywać.


    Dlaczego przekonania ograniczające mają tak ogromny wpływ?

    Jeżeli naprawdę wierzymy, że tylko ciężką pracą można coś osiągnąć, to już na samą myśl o awansie, zmianie pracy czy nauce nowych rzeczy może pojawiać się ogromny opór. Gdy już teraz jesteśmy zmęczeni, w naszej głowie może pojawić się myśl, że osoby, które odnoszą sukces, prowadzą firmy albo dobrze zarabiają, muszą być jeszcze bardziej wyczerpane.

    W efekcie sami zaczynamy się sabotować. Nie podejmujemy decyzji. Zamiast się uczyć, stoimy w miejscu. Nie robimy kolejnych kroków.


    Skąd biorą się nasze przekonania?

    To bardzo dobre pytanie. Przekonania mogą pochodzić ze szkoły, z domu, z telewizji, z książek, które czytamy, z czasopism, które przeglądamy, a także z obserwowania świata.

    Dziecko cały czas patrzy na to, jak rodzice rozmawiają, jak komentują innych ludzi i jak interpretują różne sytuacje. Ja przyznam, że dostałam od mojego taty cały pakiet fantastycznych przekonań.

    Nigdy nie komentował negatywnie bogatych ludzi. Nigdy nie mówił źle o osobach, które się rozwijają, starają albo coś osiągają. Bardzo często widziałam natomiast, jak inne osoby mówiły: „Pewnie ukradł”, „Na pewno dostał od rodziców” albo „Na pewno miał znajomości”.

    Mój tata patrzył na to zupełnie inaczej. Mówił: „Zobacz, oni świetnie rozwijają swoją firmę.” „Zobacz, ten syn przejął gospodarstwo, ale cały czas się rozwija. Jeździ na szkolenia, uczy się, inwestuje, stara się o dotacje. Widać, że to wszystko przynosi efekty.” To był zupełnie inny sposób patrzenia na świat.


    Dziecko nie analizuje świata jak dorosły

    To, co wydaje mi się tutaj niezwykle ważne, to fakt, że dziecko nie analizuje rzeczywistości w taki sposób jak osoba dorosła. Nie pomyśli: „Mama jest sfrustrowana finansowo, bo żyjemy w trudnych czasach, mamy wysoką inflację i problemy ekonomiczne.” Dziecko zapamięta po prostu: „Pieniądze są źródłem problemów.”

    Nie pomyśli również: „Moja nauczycielka jest przemęczona, zestresowana, być może sama nigdy nie nauczyła się skutecznie uczyć innych.” Zapamięta raczej: „Jeżeli popełnię błąd, zostanę wyśmiana.”

    Tak samo wygląda to w domu. Dziecko nie analizuje, że tata od dwudziestu lat nie lubi swojej pracy, ale nic z tym nie robi, nie próbuje nowych rozwiązań, nie rozwija się i nie szuka innych możliwości. Zapamiętuje natomiast bardzo prosty komunikat: „Praca to męka.” „Jak skończę szkołę, dopiero zacznie się prawdziwe cierpienie.”

    I właśnie z takimi przekonaniami ograniczającymi bardzo często idziemy później przez całe życie.


    Nie wszystkie przekonania ograniczające nam służą

    Zanim przejdę do mojej ulubionej techniki pracy z przekonaniami, chcę omówić kilka przekonań, które bardzo często widzę u moich kursantów, uczestników szkoleń, ale również u siebie.

    Bardzo możliwe, że części z nich w ogóle nie masz i nawet zdziwisz się, że ktoś może w ten sposób myśleć. Przy niektórych możesz jednak poczuć lekkie ukłucie. I właśnie ono często mówi: „Hej, chyba coś za tym stoi”.

    Nie chodzi o to, żeby teraz się obwiniać i myśleć: „Jak mogłam mieć takie przekonanie?”. Absolutnie nie o to chodzi.

    Chciałabym raczej, żebyś zastanowiła się, czy rzeczywiście coś takiego jest również u Ciebie. To właśnie tak często działają przekonania ograniczające. Skąd to się wzięło? Co słyszałaś w dzieciństwie? Jakie przekonania mieli Twoi rodzice, nauczyciele albo bliscy? Być może właśnie dlatego dzisiaj pewne myśli wciąż Cię zatrzymują.


    Przekonanie: „Pieniądze psują ludzi”

    To jedno z przekonań, które bardzo często spotykam. Może przybierać różne formy. „Bogaci są źli”, „biedni są dobrzy”, „pieniądze zmieniają ludzi”.

    Mam wrażenie, że część takich przekonań wynika również z tego, co słyszymy od najmłodszych lat. W efekcie zaczynamy postrzegać osoby zamożne jako ludzi o złym charakterze, którzy na pewno kogoś oszukali albo mieli nieuczciwe intencje.

    A przecież pieniądze same w sobie nie mają charakteru. W rękach dobrego człowieka mogą być fantastycznym narzędziem. Mogą pozwolić zadbać o rodzinę, zdrowie, edukację, rozwój czy pomaganie innym.

    Dlaczego więc to przekonanie jest tak ograniczające?

    Bo jeżeli gdzieś z tyłu głowy wierzę, że rozwijanie firmy, proszenie o podwyżkę, awans czy zwiększanie swoich dochodów sprawi, że ludzie będą mnie gorzej oceniać albo że sama stanę się gorszym człowiekiem, bardzo łatwo zaczynam sama siebie sabotować.

    Nie proszę o podwyżkę. Z rozwojem firmy również zwlekam. Często nie podnoszę ceny swoich usług i zdarza się też, że nie uczę się nowych rzeczy.

    Mimo że wiem, że jestem w czymś naprawdę dobra, pojawia się napięcie i jakiś wewnętrzny opór. Pieniądze przestają być neutralnym narzędziem, a zaczynają budzić stres. A przecież wcale nie muszą.


    Czy naprawdę tylko ciężka praca daje efekty?

    Drugie bardzo częste przekonanie brzmi: „Ciężka praca popłaca.”

    I od razu chcę podkreślić jedną rzecz. Nie zachęcam do tego, żeby nic nie robić i czekać, aż wszystko samo spadnie z nieba. Jeśli znasz mnie dłużej, to wiesz, że uważam, iż na swoje efekty trzeba zapracować.

    Problem pojawia się wtedy, gdy wierzymy, że jedyną drogą jest ciągłe cierpienie, przeciążenie i zaciskanie zębów. Wtedy bardzo łatwo odrzucamy rozwiązania, które są po prostu mądrzejsze. Delegowanie zadań. Automatyzację. Lepszą organizację. Naukę od mentorów. Rozwijanie kompetencji. Szukanie skuteczniejszych metod działania.

    To samo dotyczy nauki. Bardzo często słyszę przekonanie, że tylko wielogodzinne siedzenie nad książkami daje efekty. A przecież to nie jest prawda.

    To, że ktoś spędził cztery godziny nad notatkami, wcale nie oznacza, że nauczył się więcej niż osoba, która w godzinę przygotowała dobre fiszki, zrobiła skuteczne powtórki, wykorzystała mnemotechniki i zaplanowała naukę w odpowiedni sposób. Więcej o tym, z czego składa się efektywna nauka, przeczytasz w osobnym artykule.

    Dlatego zawsze będę powtarzać, że nauki nie powinniśmy mierzyć liczbą godzin, ale efektami.


    Czy sukces zależy wyłącznie od talentu?

    Kolejne przekonanie, z którym bardzo często się spotykam, brzmi: „Ja po prostu nie mam talentu.”

    To przekonanie pojawia się przy nauce języków, matematyki, śpiewu, rysowania, prowadzenia firmy i wielu innych umiejętnościach. Ktoś mówi: „Ty masz do tego talent.” „Ja się do tego nie nadaję.” „Mój mózg tak nie działa.”

    Bardzo często zastanawiam się wtedy, skąd właściwie to wiemy. Czy naprawdę sprawdziliśmy wszystkie możliwości? Być może nie wypróbowaliśmy różnych metod albo nie daliśmy sobie wystarczająco dużo czasu na naukę. A może po prostu po kilku nieudanych próbach uznaliśmy, że to nie jest dla nas?

    Bardzo często widzę osoby, które mówią, że nie mają pamięci do języków. Po chwili okazuje się jednak, że przez wiele lat uczyły się w sposób, który zwyczajnie nie działał.

    Nie znały skutecznych metod nauki ani nie wiedziały, jak planować powtórki. Z technik pamięciowych również nie korzystały i nie rozumiały, jak działa mózg. To nie oznacza, że nie miały talentu. Oznacza jedynie, że nikt wcześniej nie pokazał im, jak skutecznie się uczyć.


    Jedna opinia może zostać z nami na lata

    Pamiętam historię jednej dziewczyny, która opowiadała mi o swojej nauczycielce języka angielskiego. Usłyszała od niej, że nigdy nie nauczy się języka.

    Wyobraź sobie, jak ogromny wpływ może mieć jedno takie zdanie. Zwłaszcza jeśli słyszy je dziecko. Później każda kolejna trudność staje się potwierdzeniem tego przekonania. Nie rozumiem tego słówka: „No tak, przecież ja nie mam zdolności do języków.” Zapomniałam wyrażenia: „To dlatego, że nigdy się tego nie nauczę.”

    Tymczasem ktoś inny w identycznej sytuacji pomyśli: „Jeszcze tego nie umiem.” To tylko jedno słowo, ale robi ogromną różnicę.


    „Jeszcze” zmienia sposób myślenia

    Bardzo lubię dodawać do takich zdań słowo „jeszcze”.

    Zamiast mówić: „Nie umiem.” Spróbuj powiedzieć: „Jeszcze tego nie umiem.” Zamiast: „Nigdy się tego nie nauczę.” Powiedz: „Jeszcze się tego nie nauczyłam.”

    To niewielka zmiana, ale pokazuje, że rozwój jest procesem. Nie zamyka Ci drogi. Nie mówi, że coś jest niemożliwe. Pokazuje, że jesteś w określonym miejscu i możesz zrobić kolejny krok.


    „Taka już jestem” – przekonanie, które odbiera sprawczość

    Jest jeszcze jedno przekonanie, które bardzo często słyszę. „Ja już taka jestem.” „Mam słabą pamięć.” „Nie umiem się skupić.” „Nigdy nie byłam systematyczna.”

    Zastanów się, jak często mówisz o sobie w taki sposób.

    Bo jeśli codziennie powtarzasz sobie, że jesteś osobą niesystematyczną, Twój mózg zaczyna traktować to jak fakt. A skoro to fakt, to po co próbować coś zmieniać? Przecież taka właśnie jesteś.

    Ja zdecydowanie bardziej lubię mówić o zachowaniach niż o tożsamości. Zamiast: „Jestem niesystematyczna.” Możesz powiedzieć: „Ostatnio trudno było mi działać regularnie.”

    To ogromna różnica. Pierwsze zdanie opisuje Ciebie. Drugie opisuje sytuację. A sytuację można zmienić.

    .


    To nie przekonania są problemem, ale to, że ich nie zauważamy

    Każdy z nas ma przekonania, również przekonania ograniczające. Nie ma w tym nic złego. Problem zaczyna się wtedy, kiedy traktujemy je jak obiektywną prawdę. Nie zastanawiamy się, skąd się wzięły. Nie sprawdzamy, czy nadal nam służą. Po prostu według nich żyjemy.

    A przecież wiele z nich powstało kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt lat temu. Być może miały chronić Cię jako dziecko. Dzisiaj jednak wcale nie muszą być już prawdziwe.


    Dlaczego mózg szuka potwierdzenia swoich przekonań?

    To, co jest dla mnie niezwykle ciekawe, to fakt, że nasz mózg bardzo często szuka dowodów na to, że nasze przekonania są prawdziwe.

    Jeżeli wierzę, że nie mam pamięci do języków, to każda sytuacja, w której zapomnę jakiegoś słówka, będzie dla mnie kolejnym potwierdzeniem.

    Jednocześnie mogę nie zauważać wszystkich momentów, w których bez problemu porozumiałam się po angielsku, zrozumiałam film albo zapamiętałam nowe wyrażenie. Mózg wybiera bowiem przede wszystkim informacje pasujące do wcześniejszego przekonania.

    To właśnie dlatego przekonania ograniczające tak trudno jest czasami zmienić. Nie dlatego, że są prawdziwe. Dlatego, że nieustannie znajdujemy na nie kolejne dowody.


    Zadaj sobie jedno bardzo ważne pytanie

    Kiedy zauważysz u siebie przekonania ograniczające, zatrzymaj się na chwilę. Zadaj sobie pytanie:

    „Czy to na pewno jest fakt?”

    To pytanie wydaje się bardzo proste. A jednak bardzo często okazuje się, że nie potrafimy odpowiedzieć na nie z całkowitą pewnością. Skąd właściwie wiem, że to prawda? Czy mam na to wystarczające dowody?

    Być może powtarzam coś, co usłyszałam wiele lat temu od nauczyciela, rodzica albo kogoś z otoczenia. Warto też zadać sobie pytanie, czy to przekonanie rzeczywiście jest moje.


    Ćwiczenie, które bardzo lubię

    Jedną z metod pracy z przekonaniami, którą bardzo lubię, jest The Work Byron Katie. Polega ona na zadaniu sobie kilku prostych pytań.

    Pierwsze brzmi: Czy to prawda?

    Drugie: Czy mogę mieć absolutną pewność, że to prawda?

    Już samo zatrzymanie się przy tych pytaniach sprawia, że bardzo często zaczynamy patrzeć na swoje przekonania z zupełnie innej perspektywy. Bo okazuje się, że wiele z nich wcale nie opiera się na faktach. Opiera się na pojedynczych doświadczeniach, zasłyszanych opiniach albo wydarzeniach sprzed wielu lat.


    Jak wyglądałoby Twoje życie bez tego przekonania?

    Kolejne pytanie bardzo mnie porusza. Brzmi ono: Kim byłabyś bez tego przekonania?

    Wyobraź sobie, że przez chwilę go nie ma. Nie słyszysz w głowie: „Nie nadaję się do języków.” „Nie mam talentu.” „Nigdy mi się nie uda.” „Nie jestem wystarczająco dobra.”

    Jak wyglądałoby wtedy Twoje zachowanie? Czy zapisałabyś się na kurs? Może wysłałabyś CV? Być może zaczęłabyś mówić po angielsku, mimo błędów? A może odważyłabyś się spróbować jeszcze raz?

    Bardzo często okazuje się, że to nie brak umiejętności nas zatrzymuje. To właśnie przekonania.


    Przekonania można zmieniać

    To nie jest proces, który dzieje się w jeden dzień. Nie chodzi o to, żeby codziennie powtarzać przed lustrem afirmacje, w które sami nie wierzymy. Dużo bardziej chodzi o świadome zauważanie swoich myśli.

    Chodzi przede wszystkim o sprawdzanie, czy nasze myśli naprawdę są faktami, szukanie nowych doświadczeń i pozwalanie sobie na stopniowe budowanie przekonań, które będą nas wspierały zamiast ograniczać.

    Bo jeśli przez wiele lat powtarzałaś sobie, że czegoś nie potrafisz, nie oczekuj od siebie, że po jednym ćwiczeniu całkowicie zmienisz sposób myślenia. To proces.


    Jak pracować z przekonaniami ograniczającymi?

    Jak już wspominałam, jedną z metod, którą bardzo lubię, jest The Work Byron Katie. To ćwiczenie znajdziesz również w bezpłatnych materiałach. Jest bardzo proste, a jednocześnie potrafi naprawdę otworzyć oczy.

    Na początku zapisujesz swoje przekonanie. Weźmy przykład: „Nauka jest trudna i męcząca.”

    Pierwsze pytanie brzmi: „Czy to jest prawda?” Możesz od razu odpowiedzieć: „Tak. Oczywiście, że tak. Nauka mnie męczy. Jest trudna. Nie lubię się uczyć. Sesja jest okropna. Tego jest za dużo.”

    I bardzo dobrze. Nie chodzi o to, żeby się oszukiwać.

    Praca z przekonaniami nie polega na tworzeniu nowego przekonania będącego zaprzeczeniem starego i powtarzaniu go bez przekonania. Chodzi o to, żeby poszerzyć perspektywę i być wobec siebie naprawdę szczerym.


    Czy możesz mieć absolutną pewność?

    Drugie pytanie brzmi: „Czy możesz mieć absolutną pewność, że to jest prawda?”

    I tutaj bardzo często pojawia się chwila zatrzymania. Czy rzeczywiście każda nauka jest trudna i męcząca? A może przypominasz sobie sytuację, kiedy z ogromną przyjemnością uczyłaś się jazdy na rolkach, łyżwach, nowego programu albo gry?

    Może okazać się, że nie masz absolutnej pewności. Może pojawi się choćby cień myśli, że warto spojrzeć na to z innej strony.

    I właśnie o to chodzi w tym ćwiczeniu – żeby stopniowo budować bardziej elastyczne myślenie i zobaczyć, co kryje się za naszym przekonaniem.


    Jak reagujesz, kiedy wierzysz w tę myśl?

    To pytanie bardzo lubię, ponieważ pokazuje cenę naszych przekonań. Jak reagujesz, kiedy wierzysz, że nauka jest trudna i męcząca?

    Być może napina się Twoje ciało. Może zaczynasz szukać wymówek. Być może scrollujesz media społecznościowe. Zdarza się też, że odkładasz naukę na później. A może porównujesz się do innych i myślisz, że oni mają większy talent albo lepszą pamięć.

    To wszystko pokazuje, jak ogromny wpływ jedno przekonanie może mieć na nasze codzienne decyzje.


    Kim byłabyś bez tego przekonania?

    Kolejne pytanie brzmi: „Kim byłabyś bez tej myśli?” Jak wyglądałoby Twoje życie, gdyby przez chwilę nie było w nim przekonania, że nauka jest trudna i męcząca?

    Być może łatwiej byłoby Ci usiąść do książek. Może odważyłabyś się zapisać na kurs, a zamiast odkładać wszystko na później, po prostu zrobiłabyś pierwszy krok. To ćwiczenie nie ma sprawić, że nagle zaczniesz myśleć wyłącznie pozytywnie.

    Ma pomóc Ci zauważyć, że bardzo często istnieje więcej niż jeden sposób patrzenia na tę samą sytuację.


    Przekonania naprawdę wpływają na nasze życie

    Przekonania mają ogromny wpływ na to, jak się uczymy, jak pracujemy, jakie decyzje podejmujemy i jak patrzymy na samych siebie.

    Mózg bardzo często próbuje nas chronić. Krótkoterminowo sprawia, że unikamy błędów, porażek, wstydu czy lęku. Długoterminowo może jednak bardzo mocno nas ograniczać. Osoby, które przez lata wierzyły, że są mało zdolne albo nie mają talentu, często nie miały gorszego mózgu. Miały po prostu nieskuteczne metody nauki, złe doświadczenia albo ograniczające przekonania.

    Jeżeli prowadzisz szkolenia, uczysz innych albo pracujesz z ludźmi, warto pamiętać również o tym, jakie przekonania mają Twoi kursanci. Bardzo często to właśnie one stoją za brakiem motywacji i szybkim poddawaniem się po pierwszym błędzie.


    Możemy zmieniać swoje przekonania

    Ja sama cały czas pracuję nad własnymi przekonaniami i widzę, jak wiele rzeczy zmieniło się już w moim życiu.

    Dlatego chciałam przygotować ten materiał. Mam nadzieję, że dzięki niemu łatwiej rozpoznasz własne przekonania ograniczające. Chcę przekonywać Cię do tego, że przekonania mają ogromny wpływ, ale jednocześnie możemy nad nimi pracować.

    Mózg jest neuroplastyczny. To oznacza, że przekonania ograniczające nie są czymś stałym i możemy nad nimi pracować. To nie jest tak, że nasze przekonania są wykute w kamieniu i nic nie da się z nimi zrobić.

    Możemy zmieniać nasze przekonania ograniczające i pracować nad nimi tak, żeby żyło nam się łatwiej i spokojniej, a nasze przekonania bardziej nas wspierały niż ograniczały.


    Chcesz lepiej zrozumieć, jak działa Twój mózg?

    Przygotowałam bezpłatne materiały i szkolenia, w których pokazuję, jak skuteczniej się uczyć i lepiej wykorzystywać możliwości swojego mózgu.

    Znajdziesz tam między innymi szkolenie o nauce słówek z języka obcego, szkolenie o efektywnej nauce oraz bezpłatny dostęp do dwóch modułów kursu Mistrz Koncentracji. Pokazuję w nich praktyczne ćwiczenia, eksperymenty pamięciowe i sposoby pracy z koncentracją, które możesz od razu wykorzystać w praktyce.