Tag: uwaga

  • Błądzenie myślami – dlaczego jest tak ważne dla naszego mózgu?

    Błądzenie myślami – dlaczego jest tak ważne dla naszego mózgu?

    Błądzenie myślami zna chyba każdy z nas. Znasz ten moment, kiedy czytasz książkę, przechodzisz między kolejnymi wersami tekstu i nagle po jakimś czasie orientujesz się, że kompletnie nie masz pojęcia, o czym właśnie przeczytałaś? Twoje oczy cały czas były w książce, natomiast myśli gdzieś zupełnie indziej. Planowałaś jutrzejszy dzień, przypominałaś sobie szczegóły rozmowy sprzed tygodnia, myślałaś o jakimś problemie do rozwiązania czy planowałaś na przykład wakacje.

    W takiej sytuacji bardzo często myślimy: „No nie, znowu się rozproszyłam. Co jest nie tak z moją koncentracją uwagi?”.

    A teraz wyobraźmy sobie drugą sytuację. Od dwóch godzin próbujesz znaleźć rozwiązanie jakiegoś problemu. Siedzisz, wymyślasz, analizujesz, zastanawiasz się i niestety nic z tego nie wychodzi. W końcu rezygnujesz i stwierdzasz: „Idę pod prysznic, pójdę sobie na spacer czy zajmę się wypakowywaniem zmywarki”. I nagle w Twojej głowie pojawia się myśl: „Mam to! Przecież to jest takie proste. Jak wcześniej mogłam nie wpaść na ten pomysł?”.

    A co, jeśli Ci powiem, że obie te sytuacje łączy jeden wspólny mechanizm? Jest on niezwykle ważny dla naszego mózgu, a my często nawet nie jesteśmy go świadomi.Ten sam mechanizm, przez który tracisz fragment czytanej książki, może pomóc Ci zaplanować przyszłość, zrozumieć własne emocje i znaleźć pomysł, którego nie byłaś w stanie wydusić z siebie przez dwie godziny.

    Dzisiaj chcę Ci przekazać więcej informacji na temat błądzenia myślami. Dlaczego jest tak niezwykle ważne, jak sobie z nim radzić, kiedy nam przeszkadza i utrudnia życie, a także jak z niego skorzystać, abyśmy lepiej korzystali z własnego mózgu.


    Czym właściwie jest błądzenie myślami?

    Wyobraź sobie, że Twoja uwaga jest jak reflektor.Kiedy na przykład czytasz książkę, reflektor jest skierowany na tekst. Podczas rozmowy z drugą osobą oświetla jej twarz, słowa i gesty. Z kolei gdy prowadzisz samochód, powinien oświetlać drogę, znaki i innych uczestników ruchu.

    Ale czasami ten reflektor odwraca się od świata zewnętrznego i zaczyna świecić do środka. Nagle nie myślisz już o tym, co widzisz albo co robisz. Myślisz o wspomnieniach, przyszłej rozmowie, którą masz do przeprowadzenia na przykład ze swoim pracownikiem albo szefem, czy o rozmowie rekrutacyjnej, do której się przygotowujesz.

    Możesz też myśleć o jakiejś trudnej sytuacji, która wydarzyła się jakiś czas temu, problemach w pracy czy na uczelni albo o osobie, która Cię zdenerwowała: „Co ja mogłam jej wtedy odpowiedzieć i dlaczego tak nie odpowiedziałam? W sumie kolejnym razem powiem jej to i to”. Czasami myślimy też o czymś kompletnie absurdalnym, siedzimy, wymyślamy i zastanawiamy się, po co w ogóle o tym myślimy.

    I właśnie to najczęściej nazywamy błądzeniem myślami. Uwaga odłącza się od tego, co robię tutaj, gdzie jestem, i jakby zagląda do środka. Widzi teraz myśli, wspomnienia, plany – po prostu to, co jest wewnątrz nas.

    Co dzieje się wtedy w naszym mózgu?

    I tutaj zaczyna się najciekawsza część. Kiedy stoisz przy oknie i patrzysz na przykład na to, co dzieje się za nim, z zewnątrz może wyglądać tak, jakbyś po prostu niczego nie robiła. Tymczasem w Twoim mózgu trwa bardzo intensywna praca.

    Za część tej pracy odpowiada system nazywany domyślną siecią mózgu, czyli default mode network, w skrócie DMN. To grupa współpracujących ze sobą części mózgu, które uczestniczą między innymi w przypominaniu sobie własnej przeszłości, wyobrażaniu sobie przyszłości, myśleniu o sobie, rozumieniu innych ludzi i łączeniu informacji w większą, sensowną całość.

    Można powiedzieć, że kiedy Twój reflektor uwagi jest skierowany na zewnątrz, patrzy na to, co dzieje się wokół Ciebie. Kiedy natomiast kieruje się do środka, Twój mózg zajmuje się wszystkim tym, co to dla niego znaczy, co ma wspólnego z Twoją historią, jak wpływa na Twoje plany, co może wydarzyć się dalej, co mogła mieć na myśli druga osoba i jak te wszystkie rozsypane elementy można ze sobą połączyć.

    Współczesne badania pokazują, że DMN, czyli domyślna sieć mózgu, uczestniczy właśnie w integrowaniu pamięci, wiedzy i znaczeń, które pomagają nam budować wewnętrzny model siebie oraz otaczającego nas świata.

    Nie jest jednak jedyną siecią aktywną podczas błądzenia, bo mózg cały czas dynamicznie łączy wtedy także układy odpowiedzialne za kontrolę czy monitorowanie myśli. Nie chcę więc, żeby wyglądało to tak, że kiedy odpływasz myślami, włącza się jedna konkretna część mózgu, a cała reszta się wyłącza. Absolutnie tak to nie wygląda. Ale żebyśmy mogli sobie to lepiej wyobrazić, reflektor będzie dobrą metaforą.

    Jest za tym jednak coś jeszcze, co jest bardzo ważne. Kiedy myślimy, że odpływamy myślami, często wydaje nam się, że nic nie robimy, że mózg jakby przestał pracować. Tak naprawdę oznacza to raczej, że po prostu pracuje nad czymś innym – niekoniecznie nad tym, nad czym Tobie aktualnie zależy.


    Kiedy odpływamy najczęściej?

    Pomyśl o sytuacjach, w których najczęściej przychodzą Ci do głowy myśli niezwiązane z aktualną czynnością. Może to być prysznic, składanie prania, wyciąganie rzeczy ze zmywarki, spacer znaną trasą czy jazda samochodem tam, gdzie byłaś już setki razy. Może to być podlewanie roślin, sprzątanie albo leżenie przed snem.

    To wszystko nie jest przypadkiem. Mózg szczególnie często odpływa wtedy, kiedy wykonujemy czynności, które są w jakiś sposób powtarzalne, nudne, proste i nie wymagają ciągłego podejmowania decyzji. Ciało jest czymś zajęte, ale zadanie nie zużywa całej dostępnej uwagi czy naszej energii. Wtedy część reflektora może po prostu obrócić się do środka.

    Błądzenie myślami częściej pojawia się również wtedy, kiedy czynność jest nudna, mało interesująca lub trwa bardzo długo. Duża analiza wielu badań pokazała, że wraz z czasem spędzonym nad zadaniem prawdopodobieństwo odpływania myślami zwykle rośnie.

    Dlatego często jest tak, że pierwsze strony książki możemy czytać z pełnym zaangażowaniem, ale już po kilkudziesięciu minutach może się okazać, że czytamy, czytamy, a tak naprawdę w głowie planujemy sobie, nie wiem, remont kuchni.

    Myśli często wracają do tego, co jest dla nas ważne

    Jest jeszcze jeden bardzo ważny powód. Nasze myśli bardzo często odpływają w kierunku tego, co jest dla nas emocjonalnie ważne. Do jakiegoś niedokończonego projektu, kłótni, która wydarzyła się tydzień temu, czy zbliżającej się rozmowy, która bardzo mocno nas stresuje.

    Ogólnie jest tak, że jeśli odczuwamy bardzo duży stres w naszym życiu, to zwykle częściej błądzimy myślami. Mogą to być też decyzje, których jeszcze nie podjęliśmy, a które są bardzo ważne, czy problem, na który nie potrafimy znaleźć rozwiązania.

    Twój mózg wybiera tematy nie na podstawie Twojej listy zadań, ale na podstawie tego, co według niego jest emocjonalnie ważne. Szuka tego osobistego znaczenia.

    Ja bardzo często widziałam to na sali szkoleniowej. Kiedy daję jakieś zadanie kursantom, oni pracują, zastanawiają się, szukają, a później robimy sobie przerwę i nagle po przerwie jest wysyp pomysłów.

    Okazuje się, że mózg obrabiał sobie odpowiedź, szukał rozwiązania i nagle: „Mam to!”.

    Naprawdę świetnie to widać. I dlatego właśnie często jest tak, że rozwiązanie pojawia nam się wtedy, kiedy przestajemy je tak naprawdę ścigać.


    Cztery szczególnie ważne zadania błądzącego mózgu

    Co konkretnie robi mózg, kiedy tak odpływamy i myślimy o różnych rzeczach, które są dla nas emocjonalnie istotne? Możemy wyróżnić cztery szczególnie ważne zadania.

    Zadanie pierwsze: podróżowanie w czasie

    Możesz fizycznie być w środę o godzinie 18:00 przy stole w swojej kuchni, ale w głowie możesz cofnąć się o trzy lata, być w sobotę na imprezie i wspominać rozmowę ze swoim eks, cały konflikt, całą sytuację i pamiętać wiele różnych szczegółów.

    Możesz też wyobrazić sobie, że jesteś właśnie na rozmowie kwalifikacyjnej: jak się ubierzesz, co będziesz robić, jakie dostaniesz pytania, jak na nie odpowiesz i jak to wszystko będzie wyglądało.

    Mózg wraca do przeszłości, aby próbować ją zrozumieć: co się właściwie wydarzyło? Dlaczego tak zareagowałam, a nie inaczej? Dlaczego ta osoba tak zareagowała? Czy czegoś wtedy nie zauważyłam? Czy moja perspektywa dzisiaj jest zupełnie inna na ten temat? Co mogę zrobić inaczej następnym razem?

    Bardzo duża część błądzenia myślami oczywiście nie dotyczy tylko przeszłości, ale też tego, co dopiero się wydarzy. Bardzo często myślimy o tym, co powiemy na spotkaniu, jak zareaguje druga osoba, jak musimy się przygotować, jak możemy rozwiązać problem albo co się stanie, jeśli wybierzemy konkretną opcję.

    Mózg tworzy coś w stylu symulatora lotu. Pilot w symulatorze lotu może przećwiczyć awarię, zanim ona w ogóle się pojawi. Ty możesz przećwiczyć prezentację, ważną rozmowę albo przyszłą decyzję, zanim znajdziesz się w tej sytuacji.

    Oczywiście nasz symulator nie zawsze jest idealny. Czasami tworzy dobry plan, czasami dostrzega jakieś możliwe zagrożenia, ale dobrze wiemy, że czasami produkuje również katastroficzne filmy, które nie mają kompletnie nic wspólnego z rzeczywistością.

    Jednak sama zdolność opuszczenia teraźniejszości, myślenia o przeszłości i o tym, co dopiero się wydarzy, jest dla człowieka niezwykle ważna. Nasz mózg nie został stworzony tylko i wyłącznie do tego, żeby reagować na bodźce, które są wokół nas. Został stworzony również do tego, abyśmy potrafili przewidywać.


    Zadanie drugie: łączenie kropek

    Czasami jest tak, że szukamy rozwiązania jakiegoś problemu i cały czas podążamy utartą ścieżką. Siedzimy, zastanawiamy się, próbujemy coś rozrysować, ale za nic nie jesteśmy w stanie zobaczyć tego problemu z boku, z innej perspektywy.

    To trochę tak, jak rybka nie jest w stanie zobaczyć akwarium z zewnątrz. Jesteśmy w środku problemu i po prostu się w nim zapętlamy.

    Błądzenie myślami, pójście na spacer, wzięcie prysznica czy nawet po prostu sen mogą sprawić, że mózg zaczyna łączyć różne informacje i tworzyć nowe skojarzenia. Nagle przypomina nam się jakaś myśl, którą ktoś kiedyś powiedział, jakieś wspomnienie sytuacji, która miała podobny przebieg, albo fragment książki, który nagle zaczyna pasować do problemu, nad którym pracujemy.

    I wtedy pojawia się to: „Wow, to się przecież z tym łączy!”.

    Mózg zaczyna łączyć różne fakty w taki sposób, żebyśmy mogli znaleźć rozwiązanie i spojrzeć na problem z zupełnie innej perspektywy. To nie jest tak, że natchnął nas szampon pod prysznicem. Po prostu mózg nadal obrabia informacje, kiedy my już przestajemy świadomie nad nimi pracować.

    Co pokazuje eksperyment dotyczący kreatywności?

    W jednym z najbardziej znanych eksperymentów dotyczących kreatywności uczestnicy mieli wymyślać nietypowe zastosowania zwyczajnych przedmiotów.

    Na przykład zastanawiali się, co można zrobić z cegłą poza zbudowaniem ściany. Można użyć jej jako podpórki do drzwi, dekoracji, ciężarka, podstawki czy nawet hantelki.

    Po pierwszej próbie uczestnicy dostawali przerwę. Jedna grupa wykonywała trudne i bardzo wymagające zadanie. Inna miała proste, monotonne zajęcie, podczas którego umysł mógł swobodnie odpływać. Kolejna grupa po prostu odpoczywała, a jeszcze inna nie dostała żadnej przerwy.

    Później wszyscy wrócili do wcześniejszych problemów.

    I właśnie osoby wykonujące proste zadanie sprzyjające błądzeniu myślami znalazły więcej nowych zastosowań przedmiotów.

    Jest tutaj jednak bardzo ważny szczegół. Ta przerwa pomogła przede wszystkim przy problemach, z którymi uczestnicy zetknęli się już wcześniej. Nie sprawiła, że nagle stali się genialni w zupełnie nowym zadaniu.

    To pokazuje coś bardzo ważnego: najpierw musimy dać naszemu mózgowi materiał, który później będzie obrabiał.

    Najpierw dajemy mu pytanie, wiedzę albo konkretny problem, który chcemy rozwiązać. Dopiero później możemy odejść od stołu i pozwolić, żeby te elementy zaczęły się ze sobą łączyć.

    Kreatywny jest więc ten mózg, który wcześniej został nakarmiony problemem, a później dostał chwilę, podczas której nie kontrolowałaś każdego jego kroku.


    Zadanie trzecie: próbujemy zrozumieć siebie i innych ludzi

    Podczas błądzenia myślami nie tylko wspominamy albo planujemy. Próbujemy też odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytania:

    Kim jestem?

    Czego ja tak naprawdę chcę?

    Dlaczego ta sytuacja tak bardzo na mnie wpłynęła?

    Czy moje decyzje są zgodne z tym, co jest dla mnie ważne?

    Wewnętrzne myślenie pomaga nam połączyć różne sytuacje w jedną spójną opowieść, historię o nas samych.

    Nie jesteśmy przecież wyłącznie osobami, które właśnie teraz czytają ten artykuł. Mamy własne wspomnienia, przeżycia, emocje, wartości, plany oraz wyobrażenia tego, kim chcemy się stać.

    Mózg próbuje to wszystko połączyć w jedną historię, żebyśmy mieli poczucie spójności: „Ja to ja”.

    Błądzenie myślami pomaga nam też rozumieć innych

    Próbujemy oczywiście zrozumieć również innych ludzi.

    Po rozmowie możemy zastanawiać się:

    „Dlaczego ona tak zareagowała?”

    „Dlaczego tak powiedziała?”

    „Co tak naprawdę miała na myśli?”

    „A może ja źle się wyraziłam?”

    „Może on się obraził?”

    „Może kolejnym razem powinnam wyjaśnić to inaczej?”

    W naszej głowie powstaje wtedy pewnego rodzaju roboczy model drugiej osoby. Oczywiście nie jest on idealny, bo nie potrafimy czytać w myślach innych ludzi, ale bez tej zdolności nasze relacje byłyby naprawdę bardzo chaotyczne.

    Domyślna sieć mózgu uczestniczy właśnie w przetwarzaniu informacji dotyczących nas samych, pamięci autobiograficznej oraz rozumienia perspektywy innych osób.

    Można więc powiedzieć, że kiedy myślisz o niebieskich migdałach, Twój mózg wcale nie musi myśleć o czymś nieważnym. Być może w Twojej głowie pojawia się wtedy jedno z najważniejszych pytań: kim ja tak naprawdę jestem i jak pasuję do rzeczywistości, która mnie otacza?


    Zadanie czwarte: utrwalanie wiedzy

    Chciałabym zrobić tutaj jedno ważne rozróżnienie. To oczywiście nie jest tak, że zawsze kiedy kończymy naukę, wystarczy usiąść, pomyśleć o niebieskich migdałach i nagle w jakiś magiczny sposób wszystkie informacje, które zapamiętywałyśmy podczas nauki, zostaną zapisane. Absolutnie to tak nie działa.

    To, co jest tutaj bardzo ważne, to fakt, że kiedy się uczę, później potrzebuję również odpoczynku. Idealnie, jeśli będzie to właśnie taka uwaga mimowolna. Mogę po prostu patrzeć na piękną zieleń, pójść na spacer, nie pracować konkretnie nad żadnym problemem do rozwiązania i dać sobie wolny czas, który niczego ode mnie nie wymaga.

    To jest szczególnie ważne dlatego, że jeśli podczas odpoczynku po nauce dostarczam sobie kolejnych informacji, na przykład scrolluję rolki, przeglądam social media czy czytam wiadomości, to nadal zalewam swój mózg nowymi treściami. Więcej o tym, jak nadmiar krótkich treści może wpływać na naszą uwagę, przeczytasz we wpisie o brain rot. Często jest on już przeciążony tą pułapką informacyjną i naprawdę nie ma kiedy tej wiedzy obrobić. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, czym jest przeciążenie poznawcze i jak wpływa na pracę mózgu, przeczytaj również mój wpis o przeciążeniu poznawczym.

    Ma to również duże znaczenie przed snem. Potrzebujemy chwili na obrobienie tych informacji, ponieważ to właśnie podczas snu dochodzi do konsolidacji pamięci, czyli zapisania informacji w pamięci długotrwałej. A przecież właśnie na tym bardzo nam zależy.


    Skoro błądzenie myślami jest potrzebne, to dlaczego tak często nam przeszkadza?

    Nie chodzi tylko i wyłącznie o to, czy nasz umysł odpływa. Ważne są trzy rzeczy: kiedy odpływa, dokąd odpływa i czy potrafi wrócić.

    Błądzenie myślami może nam pomagać, kiedy spacerujemy, bierzemy prysznic albo wykonujemy rutynowe czynności, na przykład składamy pranie. Są to czynności powtarzalne i bezpieczne.

    Może nam jednak przeszkadzać, kiedy czytamy bardzo trudny tekst, staramy się coś zrozumieć, prowadzimy ważną rozmowę albo wykonujemy czynność, która powinna być cały czas monitorowana przez naszą uwagę.

    Badania pokazują, że błądzenie podczas czytania wiąże się przeciętnie ze słabszym rozumieniem tekstu. W metaanalizie 25 publikacji zauważono wyraźny negatywny związek między odpływaniem uwagi a tym, ile czytelnik rozumiał i zapamiętywał.

    To oczywiście ma sens. Kiedy oczy przesuwają się po tekście, ale nasz reflektor uwagi oświetla przyszłe wakacje, mózg nie buduje dokładnego znaczenia czytanego tekstu i nie potrafi wbudować nowych informacji w to, co już wie.

    Dlatego jako trenerka mózgu nigdy nie będę mówiła, żeby zawsze pozwalać swoim myślom odpływać, bo wtedy na przykład poprawiamy kreatywność. Absolutnie nie.

    Podczas uczenia się nowych informacji, pracy czy nauki zależy nam na tym, żeby być jak najbardziej skoncentrowani. Chcemy, żeby nasza uwaga była jak laser skierowany dokładnie na to, na czym w danym momencie najbardziej nam zależy.

    To również można oczywiście ćwiczyć. Jeśli chcesz, możesz skorzystać z dwóch bezpłatnych modułów mojego kursu „Mistrz Koncentracji”.

    Najpierw skupienie, później odpuszczenie

    Po intensywnym kontakcie z materiałem możemy stworzyć sobie przestrzeń, w której uwaga nie musi być już tak mocno kontrolowana.

    Najpierw mamy więc skupienie, a później odpuszczenie.

    Na początku jesteśmy skoncentrowani i nasza uwaga działa jak laser. Następnie przechodzimy do uwagi mimowolnej. Patrzymy na przykład na to, co dzieje się dookoła nas, nie zajmujemy się w głowie konkretnym zadaniem i nie dostarczamy mózgowi kolejnej porcji informacji z social mediów.

    To jest właśnie taki zdrowy tryb pracy mózgu. Raz jesteśmy skupieni, a raz pozwalamy sobie na błądzenie myślami i bardziej mimowolną uwagę.


    Pułapka: błądzenie myślami a ruminacje

    Tutaj może pojawić się jeszcze jedna pułapka.

    Możemy pomyśleć: „Skoro moje myśli cały czas wracają do jakiegoś problemu, to znaczy, że mój mózg bardzo intensywnie nad nim pracuje, prawda?”.

    Niekoniecznie.

    Produktywne błądzenie myślami przypomina trochę spacer. Myśl przechodzi od jednego tematu do kolejnego. Pojawiają się nowe skojarzenia, inna perspektywa, wspomnienia, plany czy możliwe rozwiązania danej sytuacji. Nawet jeśli rozwiązanie nie jest jeszcze gotowe i idealne, nasz sposób patrzenia na problem trochę się zmienia.

    Ruminacja bardziej przypomina rondo. Wciąż wracamy do tego samego miejsca: „Dlaczego ja to powiedziałam? Jak mogłam się tak zachować? Jak on mógł to zrobić? Na pewno wszystko się nie uda. Co oni sobie o mnie pomyślą?”.

    Robimy jedno okrążenie, drugie, dziesiąte i pięćdziesiąte, a każde z nich wygląda dokładnie tak samo. Nie pojawiają się nowe informacje, nowe decyzje ani nowe możliwości rozwiązania problemu. Rośnie jedynie napięcie i stres.

    Dlatego warto zadać sobie pytanie: „Czy dzięki temu myśleniu widzę coś nowego? A może po raz kolejny oglądam dokładnie ten sam film?”

    Nie każda trudna chwila musi oczywiście oznaczać ruminację. Czasami naprawdę potrzebujemy przeboleć jakąś sytuację i jest to zupełnie normalne. Różnicę widać jednak w ruchu. Warto sprawdzić, czy myśl się rozwija i czy pojawiają się nowe elementy. Zastanów się też, czy to myślenie w jakiś sposób Ci pomaga. Czy napięcia jest coraz mniej, czy coraz więcej? A może dochodzisz do nowego wniosku, decyzji albo większego zrozumienia? Być może po prostu odtwarzasz wciąż ten sam fragment i czujesz się coraz gorzej.


    Przyjrzyj się temu, jak wygląda Twoje błądzenie myślami

    Przyjrzyj się temu, jak funkcjonujesz. Czy Twoje błądzenie myślami pojawia się właśnie w takich bezpiecznych, rutynowych i powtarzalnych sytuacjach, w których ciało nie wykorzystuje całej Twojej energii mentalnej i może sobie pozwolić na opracowywanie innych treści w tle?

    Czy może jest też tak, że nie możesz przeczytać książki, spokojnie porozmawiać z przyjaciółką czy nawet obejrzeć filmu, bo Twoje myśli non stop odpływają?

    Warto to zauważyć i zobaczyć również, czy te myśli są bardziej negatywne, pozytywne czy neutralne. Jak to wygląda u Ciebie?


    Jak dobrze skorzystać z błądzenia myślami? Pięć prostych rad

    Zastanówmy się teraz, jak dobrze skorzystać z błądzenia myślami. Mam dla Ciebie pięć bardzo prostych rad.

    Zasada pierwsza: nie wypełniaj każdej pustej chwili jakąś treścią

    Żeby to było jasne: ja też kocham słuchać podcastów, uwielbiam audiobooki, czytam książkę za książką i naprawdę to lubię. Uwielbiam się uczyć i wykorzystywać czasami takie niepozorne chwile, żeby dowiedzieć się czegoś nowego.

    Natomiast uświadomiłam sobie, że mój mózg naprawdę bardzo potrzebuje tego błądzenia. Dlatego często wychodzę na spacer, na który nie zabieram ze sobą słuchawek. Kiedy wychodzę na przykład popracować w ogrodzie, specjalnie nie biorę ze sobą nic, nawet nie słucham muzyki, żeby dać sobie chwilę na to, aby o niczym nie myśleć.

    Kiedy idę się odprężyć – nie wiem, do sauny, jacuzzi czy po prostu chcę sobie poleżeć – bardzo często świadomie rezygnuję z tego, żeby czegokolwiek słuchać albo z kimkolwiek rozmawiać.

    Jeśli czuję się przeciążona na przykład po całym dniu, intencjonalnie decyduję się na to, żeby odciąć się od bodźców i dać sobie ten czas dla siebie. Czas na myślenie, zastanawianie się i na to, żeby myśli po prostu przepływały przez moją głowę. Naprawdę czuję ogromną różnicę.

    Nie wiem, czy Ty też to stosujesz, czy raczej jest tak, że czujesz przebodźcowanie i zmęczenie po całym dniu, ale siadasz i myślisz: „Okej, kolejny odcinek serialu trzeba obejrzeć, przejrzeć rolki albo dowiedzieć się, co dzieje się na świecie w kolejnych wiadomościach”.

    Zasada druga: najpierw zasil swój mózg pytaniem

    Jeśli chcesz wykorzystać błądzenie myślami do znalezienia odpowiedzi na jakiś nurtujący Cię problem, dobrze, jeśli na początku pokażesz swojemu mózgowi, nad czym w ogóle ma pracować.

    Możesz przeczytać informacje, zebrać dane, zapisać coś na kartce albo zrobić mapę myśli – do czego zawsze bardzo zachęcam moich kursantów. Możesz rozpisać problem, nad którym pracujesz, na przykład stworzyć gałązki na mapie myśli, które chcesz uzupełnić i na które jeszcze nie masz odpowiedzi.

    Później możesz pójść na spacer z taką intencją: „Okej, jak mogłabym na przykład zaplanować mój kurs trenerski?”.

    To jest właśnie zagadnienie, z którym ja od dłuższego czasu bardzo często wybieram się na spacer: co jeszcze mogłabym w mojej akademii trenerskiej dodać? Co mogłabym odjąć? Jak to mogłoby wyglądać?

    Nie jest oczywiście tak, że wychodzę na spacer i mielę to non stop w swojej głowie. Mam jednak taką intencję i poczucie, że gdzieś tam mój mózg jest ukierunkowany na to, żeby sobie o tym pomyśleć.

    Zasada trzecia: wybierz prostą czynność bez nowych treści

    Może to być podlewanie kwiatków, prasowanie, składanie ubrań czy gotowanie. Chodzi o moment, w którym świadomie decydujesz się na to, żeby się nie uczyć, tylko dać sobie czas na to, żeby po prostu być tutaj i teraz.

    Dajesz sobie wtedy chwilę spokoju.

    Zasada czwarta: zapisuj to, co przynosi Ci Twój mózg

    Pomysły, które często przychodzą nam pod prysznicem albo właśnie w takim stanie relaksu, są bardzo ulotne. Mamy wrażenie, że oczywiście je zapamiętamy, a później okazuje się, że uleciały. Nie mamy ich i nie możemy ich już nigdzie złapać.

    Dlatego często warto je sobie zapisać, a później nad nimi pracować. Czasami wystarczy zapisać nawet jedną myśl: co nowego się pojawiło, może jakieś nowe skojarzenie albo nowe rozwiązanie. To jest coś, z czego później będziemy mogli korzystać garściami.

    Zasada piąta: trenuj nie tylko odpływanie, ale również powracanie myślami

    To jest coś, czego jako trenerka mózgu zawsze uczę moich kursantów. To zupełnie normalne, że w naszej głowie pojawiają się myśli, tylko że my tymi myślami nie jesteśmy. Możemy je zauważać i decydować, co dalej z nimi zrobimy.

    Jeśli pracuję, uczę się i nagle pojawia mi się myśl: „Słuchaj, idź zrób sobie kawę”, to nie znaczy, że od razu mam wstać i po nią iść. Mogę zdecydować: „Okej, pojawiła się taka myśl, ale jeszcze mam do dokończenia ten projekt. Jak go skończę i rzeczywiście będę miała ochotę na tę kawę, to mogę pójść ją zrobić”.

    Tak samo jest w Twoim przypadku. Jeśli czytasz i nagle poczujesz potrzebę: „Ojejku, może zobaczę, co tam jest na Instagramie, sprawdzę wiadomości, zobaczę, jaka będzie jutro pogoda albo zaplanuję, w co mam się jutro ubrać”, możesz sobie powiedzieć: „Okej, taka myśl jest, ale teraz nie chcę o tym myśleć, nie chcę nad tym pracować”.

    Możesz zapisać ją na karteczce, jeśli jest ważna. Jeśli ta myśl powraca i powraca, na przykład że mamy ułożyć menu na gościnę, być może jest to coś stresującego, o czym boimy się zapomnieć. Możemy więc sobie to zapisać.

    To bardzo fajny sposób na zrzucanie myśli na papier, ale też na nauczenie się tego, żeby powracać do czynności, którą wykonuję i na której mi zależy.

    Naucz się świadomie kierować swoją uwagą

    Uczę się też uwagi kontrolowanej. Zdaję sobie sprawę, że myśli mogą pojawiać się w mojej głowie, ale muszę nauczyć się utrzymywać uwagę i pomóc tym myślom się rozpłynąć.

    Mogę sobie wyobrazić: „Okej, ta myśl się pojawiła, a teraz wyobrażam sobie, że rozpuszcza się w mojej głowie, może się tak jakby rozpadać”. Możemy wyobrazić sobie, że trochę ją „sczyszczamy” i po prostu wracamy do zadania, które chcemy ukończyć.

    Nie chodzi przecież o to, żeby cały czas podlegać błądzeniu myślami. Absolutnie nie. Chodzi o to, żebyśmy mieli elastyczną uwagę i elastycznie podchodzili do problemów.

    Jeśli teraz czytam, oglądam film, rozmawiam, mam ważną prezentację i chcę być skupiona – nagrywam film i chcę być skupiona – to jestem skupiona, bo tak zdecydowałam.

    Natomiast jeśli po tym filmie usiądę i zechcę popatrzeć za oknem, bo mam przepiękny widok, albo po prostu pomyśleć o niczym, mogę sobie na to pozwolić. Wiem, że przez bardzo długi czas byłam mocno skoncentrowana, mój mózg może być trochę zmęczony, więc dam mu odpocząć.

    Nie oznacza to, że od razu włączę grę, będę siedziała w social mediach albo zadzwonię do przyjaciółki. Dam sobie po prostu chwilę na taki odpoczynek.


    Błądzenie myślami – jak wygląda u Ciebie?

    Jestem bardzo ciekawa, czy kiedykolwiek wcześniej myśleliście w ten sposób o błądzeniu myślami i czy jest to temat, który Was zaciekawił. Jakie inne tematy byłyby dla Was ciekawe? Jest mi bardzo miło, kiedy do mnie piszecie.

    Możecie też napisać, jakie są Wasze największe wyzwania związane z nauką i efektywną pracą, żebym mogła przygotowywać kolejne materiały, które pomogą Wam rozwiązywać różnego rodzaju wyzwania związane z efektywną pracą naszego mózgu.

    Bezpłatne szkolenia o skutecznej nauce

    Już teraz możecie zapisać się na moje bezpłatne szkolenia dotyczące tego, w jaki sposób uczyć się dużo łatwiej, szybciej i przyjemniej.

    Zrobimy tam świetny eksperyment, dzięki któremu przekonacie się, że Wasza pamięć jest fantastyczna. Pokażę Wam, jak wykorzystywać różnego rodzaju techniki nauki w codziennym życiu i jakich błędów nie popełniać, żeby nie mieć efektu, że siedzicie, uczycie się, a później tych efektów kompletnie nie widać.

    Drugie szkolenie dotyczy tego, w jaki sposób mózg uczy się słówek z języka obcego. Pokażę Wam, jak powinniśmy uczyć się słówek, żeby zapamiętać je raz na zawsze. Czego na pewno nie robić, dlaczego stare systemy typu „wypisuję sobie słówko i tłumaczenie na liście słówek” kompletnie nie działają oraz co zrobić, żeby robić to dużo lepiej.

  • Czy Twój mózg naprawdę gnije? Czym jest brain rot i jak wpływa na koncentrację?

    Czy Twój mózg naprawdę gnije? Czym jest brain rot i jak wpływa na koncentrację?

    Czy Twój mózg naprawdę zaczyna „gnić”?

    Zaczyna się bardzo niewinnie. Bierzesz do ręki telefon, żeby sprawdzić tylko jedną wiadomość, a chwilę później wpadasz w ciąg kolejnych rolek i krótkich filmików. To właśnie z takim doświadczeniem wiele osób łączy dziś pojęcie brain rot. Twój palec automatycznie kieruje się w stronę Instagrama i zaczynasz oglądać kolejne rolki.

    Kiedy odkładasz telefon, nagle okazuje się, że minęło 45 minut, a Ty nawet nie do końca wiesz, co właściwie przed chwilą oglądałaś. Wracasz do pracy i dokument, który masz przed sobą, wydaje się niesamowicie nudny. Jeśli chcesz obejrzeć dłuższy film, nagle wydaje się zbyt męczący. Kiedy próbujesz skupić się na czytaniu książki, już po kilku minutach odczuwasz jakiś dziwny niepokój. Wszystko, co robisz, wydaje się zbyt wolne, zbyt nudne i zbyt męczące. Ludzie mówią za wolno, opowiadają nieciekawie, a jeśli cokolwiek nie zmienia się co dwie sekundy, zaczyna Cię to męczyć.

    Czy zdarza Ci się mieć takie poczucie? Być może zadajesz sobie wtedy pytanie: „Czy mój mózg zaczyna gnić?”


    Brain rot – co tak naprawdę oznacza to pojęcie?

    W ostatnich latach określenie brain rot, czyli „gnicie mózgu”, zyskało ogromną popularność. W 2024 roku zostało nawet wybrane słowem roku przez Oxford University Press. Oxford definiuje brain rot jako domniemane pogorszenie stanu umysłowego albo intelektualnego, szczególnie przypisywane nadmiernemu konsumowaniu banalnych, niewymagających treści internetowych.

    Zwróć uwagę na jedno bardzo ważne słowo – „domniemane”.

    Brain rot nie jest diagnozą medyczną. Lekarz nie może zrobić Ci rezonansu i powiedzieć: „Słuchaj, masz już drugi stopień zgnicia mózzgu”, bo po prostu czegoś takiego nie widać. A przynajmniej na razie nie wiemy jeszcze, jak moglibyśmy to w taki sposób sprawdzić.

    Twój mózg oczywiście nie jest jabłkiem leżącym wśród innych owoców, które nagle zaczyna pokrywać się brązowymi plamami. Nie jest też tak, że obejrzenie trzydziestu rolek typu Skibidi Toilet sprawi, że Twój mózg naprawdę zacznie gnić.

    Jednocześnie to określenie bardzo dobrze trafia w doświadczenia wielu osób. Coraz częściej konsumujemy ogromne ilości informacji, coraz mniej z nich pamiętamy i coraz trudniej jest nam zostać przy jednej rzeczy wystarczająco długo, żeby naprawdę ją zrozumieć. A przecież dobrze byłoby jeszcze ją zapamiętać.

    Sama absurdalna treść nie jest oczywiście neurologiczną trucizną dla naszego mózgu. Obejrzenie jednego bezsensownego filmiku nie obniży nagle naszej inteligencji. Dokładnie tak samo jak zjedzenie jednego bardzo niezdrowego pączka nie powoduje od razu cukrzycy.

    Problem pojawia się wtedy, kiedy podstawą naszej diety stają się właśnie pączki.


    Twój mózg również ma swoją dietę

    Dokładnie w taki sam sposób możemy myśleć o treściach internetowych. Z jednej strony mamy dietę dla naszego ciała, ale z drugiej strony istnieje również dieta dla naszej uwagi.

    Możemy regularnie dostarczać swojemu mózgowi ciekawych rozmów, wartościowych książek, inspirujących tematów do przemyślenia oraz problemów, które wymagają analizy i rozwiązania. Możemy cały czas uczyć się coraz lepiej wykorzystywać własny mózg. Jako trenerka mózgu i trenerka pamięci zawsze będę Was do tego zachęcała, ponieważ sprawdzanie, jak pracuje nasz mózg i jak się uczy, daje nie tylko fantastyczne rezultaty, ale również ogromną satysfakcję.

    Z drugiej strony możemy każdego dnia narażać go na wielogodzinne oglądanie krótkich, przypadkowych treści, z których niczego się nie uczymy i które nie sprawiają nawet, że naprawdę odpoczywamy.

    Bardzo często tłumaczymy sobie to w prosty sposób: „Jestem już tak zmęczona po całym dniu, że zasługuję na odpoczynek”. Włączamy więc krótkie rolki, TikToki albo Shorts, licząc na to, że kilka minut takiej rozrywki pozwoli nam się zregenerować.

    Tylko czy rzeczywiście tak się dzieje?

    Mam wrażenie, że bardzo często efekt jest zupełnie odwrotny. Po takim oglądaniu nie czujemy się bardziej wypoczęci. Wręcz przeciwnie – jesteśmy jeszcze bardziej przeciążeni i zmęczeni poznawczo.

    Te treści zmieniają się tak szybko, że nasz mózg praktycznie nie ma czasu, żeby cokolwiek przemyśleć. To trochę tak, jakbyśmy bez żadnej refleksji spożywali kolejne porcje informacyjnej papki.

    Jeden taki „cukierek informacyjny” oczywiście nie jest problemem. Ale jeśli przez cały dzień żywimy się wyłącznie słodyczami, trudno później dziwić się, że nie mamy ochoty na porządny posiłek. Dokładnie tak samo jest z uwagą. Jeśli przez wiele godzin przyzwyczajamy mózg do krótkich, przypadkowych bodźców, później znacznie trudniej jest nam skoncentrować się, zrozumieć coś głębiej i spokojnie przeanalizować bardziej wymagający materiał. Chcesz lepiej zrozumieć, od czego zależy skuteczna koncentracja i zapamiętywanie? Przeczytaj również wpis o efektywnej nauce.


    Jak krótkie filmiki wpływają na uwagę i pamięć?

    I tutaj płynnie dochodzimy do krótkich form, czyli shortsów, rolek i TikToków.

    Metaanaliza, czyli badanie, które bierze pod uwagę wyniki wielu innych badań, została przeprowadzona w 2025 roku i objęła aż 71 badań oraz 98 tysięcy osób. Naukowcy sprawdzali, jak korzystanie z krótkich filmów wiąże się z funkcjonowaniem poznawczym, czyli tym, jak myślimy, zapamiętujemy, jak działa nasza uwaga, a także z naszym zdrowiem psychicznym.

    Okazało się, że częstsze korzystanie z krótkich filmów było powiązane z gorszymi wynikami poznawczymi. Ludzie mieli gorszą uwagę, gorzej zapamiętywali, a wszystkie rzeczy związane z myśleniem rzeczywiście wypadały słabiej. Najsilniej dotyczyło to właśnie uwagi oraz kontroli hamowania.

    Chcę jednak, żebyśmy mieli tutaj jasność. Nie chodzi tylko o długość filmu. Chodzi też o to, jak skonstruowana jest cała platforma.

    Książka ma swój koniec. Kiedy pracujemy w dokumencie, również widzimy zakończenie. Nawet kiedy jemy paczkę ciastek, widzimy jej koniec. Natomiast infinite scroll, czyli ciągłe przesuwanie kolejnych filmików, nie ma końca. To są tak zwane pętle otwarte. Nie da się tego przescrollować, bo to absolutnie nigdy się nie kończy.

    To trochę tak, jakbyśmy przyszli do restauracji, a ktoś bez przerwy dokładał nam jedzenia na talerz, niezależnie od tego, czy jesteśmy jeszcze głodni, czy już najedzeni.

    Tak naprawdę nie musimy nawet zastanawiać się, czy chcemy rozpocząć kolejny film. Wystarczy, że automatycznie przesuniemy kciuk do góry i nagle to, co miało być pięciominutową przerwą, staje się 45-minutową sesją.


    Dlaczego tak trudno przestać scrollować?

    Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nieprzewidywalność. Część filmów nam się nie podoba i to również jest zrobione specjalnie, bo tak naprawdę chcemy jak najszybciej przejść do czegoś, co poruszy nasze emocje, mocno nas zdziwi, wzruszy albo sprawi, że będziemy chcieli wysłać to koleżance.

    Nie wiem, czy widzicie, jak bardzo przypomina to jednorękiego bandytę. Ciągle chcemy pociągnąć jeszcze raz i czekamy, aż trafimy na nagrodę. Tylko że tutaj nie płacimy pieniędzmi, ale swoją uwagą.

    Platformy nie muszą nas zmuszać do zostania. Tak naprawdę sami chcemy oglądać dalej.


    Czy naprawdę potrafimy skupić się tylko przez 47 sekund?

    Prawdopodobnie słyszałaś, że współczesny człowiek może skupić się tylko przez 47 sekund. Taka informacja brzmi tak, jakbyśmy zaczynali pracować albo się uczyć, a po 47 sekundach nasz mózg przestawał działać i nie był już w stanie skoncentrować się na tym, co chcemy robić dalej.

    Badania nie pokazały jednak czegoś takiego.

    Naukowcy obserwowali ludzi korzystających z komputerów i sprawdzali, jak długo pozostawali przy jednej czynności, zanim przeszli do czegoś innego. Ktoś pisał dokument, po chwili otwierał pocztę, później sprawdzał komunikator, wracał do dokumentu, a następnie przechodził na inną stronę.

    Okazało się, że przeciętnie ludzie zmieniali to, czym zajmowali się na ekranie, mniej więcej co 47 sekund. Nie oznacza to jednak, że nie potrafimy skupić się dłużej. Oznacza jedynie, że w praktyce bardzo często się przełączamy i bez przerwy zmieniamy zadania.

    To trochę tak, jakbyśmy obserwowali osobę, która czyta książkę w głośnej kawiarni. Co chwilę ktoś do niej podchodzi, o coś pyta, coś pokazuje albo wyświetla jej coś na ekranie. Taka osoba musi bez przerwy odrywać wzrok od książki i zajmować się tym, co dzieje się wokół niej. To wcale nie oznacza, że nie mogłaby czytać dłużej. Pokazuje tylko, że ktoś ciągle jej przeszkadza.

    Liczba 47 sekund mówi więc przede wszystkim o tym, jak często zmieniamy zadania podczas korzystania z technologii. Nie mówi o żadnym biologicznym limicie koncentracji.

    Problem polega na tym, że im częściej się przełączamy, tym bardziej przyzwyczajamy się do przerywania. Może się okazać, że moglibyśmy dłużej się uczyć, pracować albo skupić na jednym zadaniu, ale tak bardzo nauczyliśmy się ciągłego przeskakiwania, że sami zaczynamy sobie przeszkadzać. Sięgamy po telefon, otwieramy kolejne karty i wymyślamy nowe zadania, bo wyrobiliśmy sobie nawyk ciągłego przełączania.


    Ekran sam w sobie nie jest problemem

    Chcę, żebyście dobrze mnie zrozumieli. Nie jestem przeciwna korzystaniu z ekranów. Absolutnie nie. To jest zupełnie co innego, jeśli przez godzinę przygotowujesz prezentację, uczysz się języka albo rozmawiasz z bliską osobą, a zupełnie czym innym, jeśli po prostu karmisz się treściami, które nic Ci nie dają.

    Dlatego zamiast sprawdzać wyłącznie, ile minut czy godzin spędzasz przed ekranem, zdecydowanie bardziej polecam test 4K. Pozwala on spojrzeć nie tylko na sam czas, ale przede wszystkim na to, co robisz, w jakich warunkach i jaki jest tego koszt.


    Pierwsze K: content, czyli co właściwie konsumujesz?

    Pierwsze K to content. Zastanów się, co właściwie konsumujesz. Czy po zakończeniu oglądania filmików coś lepiej rozumiesz? Być może dowiedziałaś się czegoś nowego. Zastanów się też, czy chcesz coś wdrożyć, masz nowy pomysł, nawyk albo coś sobie przemyślałaś. A może nawet naprawdę wypoczęłaś?

    Czy raczej czujesz się przeciążona, masz mętlik w głowie i chaos, a do tego takie wrażenie, jakby przejechał po Tobie pociąg złożony ze stu przypadkowych wagonów?

    To jest bardzo ważne pytanie, bo sam czas spędzony przed ekranem nie mówi jeszcze wszystkiego. Możesz przez godzinę oglądać wartościowy materiał, który pomaga Ci coś zrozumieć, albo przez tę samą godzinę przeskakiwać między przypadkowymi filmami i na końcu nie pamiętać praktycznie niczego.


    Drugie K: kontekst, czyli kiedy korzystasz z technologii?

    Drugie K to kontekst. Kiedy korzystasz z technologii? Czy siadasz z planem, że chcesz obejrzeć film o nauce języka, rozwoju zawodowym albo czymś, co pomoże Ci zostać ekspertem w swojej dziedzinie? Czy oglądasz konkretny materiał na YouTubie, nawet ten, po to, żeby się czegoś nauczyć?

    To jest zupełnie co innego niż sytuacja, w której siedzisz do pierwszej w nocy, oglądasz kolejne filmy w łóżku, nie możesz przez to zasnąć i uprawiasz tak zwaną senną prokrastynację.

    W obu przypadkach korzystasz z ekranu, ale kontekst jest całkowicie inny. Jedna sytuacja może być świadomym wyborem i elementem nauki, a druga zaczyna zabierać Ci sen, energię i koncentrację następnego dnia.


    Trzecie K: kontrola, czyli czy kończysz wtedy, kiedy planowałaś?

    Trzecie K to kontrola. Czy kończysz oglądanie wtedy, kiedy sobie to zaplanowałaś? Czy rzeczywiście wchodzisz na pięć minut albo oglądasz jeden film, a później odkładasz telefon?

    A może orientujesz się dopiero po 45 minutach, że nie zrobiłaś wielu ważnych zadań i tak naprawdę już nie masz kontroli nad tym, co oglądasz?

    To jest ogromna różnica. Nie chodzi o to, że każda chwila spędzona w mediach społecznościowych jest zła. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz decydować, ile czasu chcesz tam spędzić, a zaczyna decydować za Ciebie mechanizm platformy i nawyk ciągłego przewijania.


    Czwarte K: koszt, czyli co ekran wypiera z Twojego życia?

    Czwarte K to koszt. Zastanów się, co ekran wypiera z Twojego życia. Czy przez to, że siedzisz w social mediach, później idziesz spać i następnego dnia jesteś niewypoczęta? Być może nie masz też czasu na ruch, spacer, spotkanie ze znajomymi, naukę języka albo przygotowanie się do egzaminu.

    Może przez to, że spędzasz tyle czasu w mediach społecznościowych, zaczynasz zaniedbywać różnego rodzaju obowiązki? A może nie realizujesz rzeczy, o których marzysz?

    Być może największym problemem nie jest to, co telefon robi z Twoim mózgiem, ale raczej to, czego nie robisz dla swojego mózgu przez to, że siedzisz na telefonie.

    To właśnie ten koszt bardzo często okazuje się najważniejszy. Nie chodzi tylko o samą treść, ale o to, co przez nią tracisz: sen, ruch, relacje, koncentrację, naukę, odpoczynek i czas, który mogłabyś przeznaczyć na coś naprawdę wartościowego.

    Kiedy zrobisz sobie taki test, zachęcam Cię również do wdrożenia pięciu nawyków, które pomagają chronić nas przed tym „gniciem mózgu”. Nie są to oczywiście magiczne rozwiązania, które na sto procent uchronią Cię przed wszystkim, ale naprawdę pomagają lepiej funkcjonować na co dzień i utrzymywać swój poziom intelektualny na jak najwyższym poziomie.


    Pierwszy nawyk: ruch

    Pierwszym nawykiem jest ruch. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale często mam wrażenie, że ludzie myślą o ciele i mózgu jak o dwóch zupełnie oddzielnych rzeczach. Tak jakbyśmy mogli być leniwą kluseczką, prawie się nie ruszać, a mózg i tak miałby funkcjonować fantastycznie.

    Badania pokazują jednak coś zupełnie innego. Regularny, codzienny ruch naprawdę świetnie wpływa na to, jak myślimy. Wpływa na to, jak dużo krwi dociera do hipokampa i do całego mózgu, w jaki sposób jest on natleniony, jak się czujemy i jak działa nasza koncentracja uwagi. To jest niesamowicie ważne.

    Przyznam, że tutaj, pod moimi nogami, znajduje się bieżnia, z której regularnie korzystam w ciągu dnia. Stoję przy biurku, a tak naprawdę chodzę przy nim, żeby się nie zastać i żeby ten przepływ w moim ciele był jak największy.

    Chcę Was zachęcić, żebyście podchodzili do ruchu trochę jak do podlewania rośliny. To nie działa tak, że raz w miesiącu wlejemy do niej dziesięć litrów wody i będzie pięknie rosła. Raczej podlewamy ją po troszeczku i dokładnie tak samo jest z naszym ciałem.

    Wybierzcie coś, co naprawdę lubicie. Może to być spacer, bieganie, jazda na rowerze, taniec albo cokolwiek innego, co sprawia, że ciało pozostaje w ruchu. Dzięki temu zdecydowanie lepiej będzie funkcjonował również Wasz mózg.


    Drugi nawyk: sen

    Drugim bardzo ważnym nawykiem jest sen. Mówię o nim na moim kanale naprawdę często, ponieważ wciąż jest ogromnie niedoceniany.

    Ciągle martwi mnie to, że potrafimy chwalić się tym, jak mało śpimy. Mówimy: „Dorota, sześć godzin w zupełności mi wystarcza”. Tylko że bardzo często nawet nie wiemy, jak moglibyśmy funkcjonować, ile mielibyśmy energii i jak dobrze byśmy się czuli, gdybyśmy spali normalnie.

    Niedawno wróciłam z Islandii i widziałam, jak wiele osób nie było w stanie funkcjonować bez kilku kaw dziennie. Jednocześnie nie mogły uwierzyć, że ja w ogóle nie piję kawy. I właśnie to pokazuje, jak bardzo nie doceniamy wpływu snu na nasze ciało, myślenie, koncentrację i zapamiętywanie.

    Lubię porównywać sen do pracy bibliotekarza. Przez cały dzień wkładamy kolejne książki do ogromnej biblioteki. Układamy je na stosach i wnosimy tam coraz więcej informacji. W trakcie snu pojawia się bibliotekarz, który układa je na odpowiednich regałach, selekcjonuje i wyrzuca to, co jest zbędne.

    To jest niezwykle ważne, żebyśmy mogli dobrze myśleć, skoncentrować się kolejnego dnia i zapamiętywać nowe informacje. Bez snu trudno mówić o kreatywności, świetnym humorze, energii i chęci do działania.

    Naprawdę uważam, że wiele osób zupełnie nie dba o to, jak funkcjonuje, a później permanentnie nie ma energii. Jeśli interesuje Cię temat snu, koniecznie zajrzyj również do materiału, w którym pokazuję, jak zadbać o jego jakość i jakie wskazówki można wdrożyć od razu.


    Trzeci nawyk: robienie jednej rzeczy naraz

    Trzecim nawykiem jest robienie jednej rzeczy na raz. Bardzo często czujemy się bardziej produktywni i efektywni, kiedy ogarniamy mnóstwo rzeczy jednocześnie.

    Wygląda to tak, że siadamy do pracy, a przy okazji odbieramy telefony, odpowiadamy na maile natychmiast po ich otrzymaniu i mamy poczucie: „Wow, ja naprawdę wszystko kontroluję, tyle rzeczy robię”.

    Tylko że to jest w dużej mierze wrażenie.

    Dla mózgu taki sposób działania jest atrakcyjny, ponieważ cały czas dostaje zastrzyk dopaminy. Nowy mail, nowe powiadomienie, nowy telefon — ciągle dzieje się coś ciekawego. Badania pokazują jednak coś zupełnie innego. Jeśli przechodzimy od jednego zadania do drugiego płynnie, bez nieustannego przeskakiwania i robienia kilku rzeczy jednocześnie, wykonujemy te zadania lepiej.

    Popełniamy mniej błędów, jesteśmy bardziej efektywni, lepiej korzystamy z kreatywności i zdecydowanie łatwiej wyłapujemy różnego rodzaju pomyłki. Po prostu działamy sprawniej, kiedy jesteśmy skoncentrowani na jednej rzeczy.

    Bardzo Was zachęcam, żebyście świadomie ćwiczyli tę umiejętność. Obecnie często trenujemy dokładnie coś odwrotnego — ciągłe przerzucanie uwagi pomiędzy różnymi elementami i nieustanne skakanie między zadaniami.

    Niektórzy mówią, że mają bardzo podzielną uwagę. Tylko że uwaga jest bardziej przerzutna niż podzielna, a to przerzucanie naprawdę bardzo dużo nas kosztuje. Przez nie jesteśmy bardziej zmęczeni, popełniamy więcej błędów i często nie kończymy zadań, które chcielibyśmy zakończyć. Na koniec dnia zostaje z tego ogrom frustracji.

    Jeśli chcesz lepiej zadbać o swoją koncentrację, możesz również skorzystać z dwóch bezpłatnych modułów mojego kursu „Mistrz Koncentracji”. Znajdziesz tam najważniejsze informacje oraz ćwiczenia, które pomogą Ci sprawdzić, z czym masz największy problem.


    Czwarty nawyk: kontakt z naturą

    Kolejnym nawykiem jest kontakt z naturą. Natura nie działa na nas w magiczny sposób. Jej wpływ wynika raczej z tego, w jakim środowisku na co dzień funkcjonuje nasz mózg.

    Kiedy jesteśmy w mieście, otacza nas bardzo uporządkowana przestrzeń. Widzimy podobne budynki, samochody i drogi. Cały czas coś walczy o naszą uwagę. Pojawiają się reklamy, przejeżdżające auta, różnego rodzaju komunikaty i bodźce, które sprawiają, że bez przerwy musimy przerzucać uwagę z jednej rzeczy na drugą. To buduje ogromne zmęczenie. Nawet nie wspominam już o tym, co dokładamy do tego wszystkiego naszymi telefonami.

    Kiedy natomiast jesteśmy w naturze, oczywiście najlepiej bez telefonu, wygląda to zupełnie inaczej. Nasza uwaga działa wtedy bardziej mimowolnie. Powoli przenosimy wzrok na przestrzeń, która nie jest tak uporządkowana. Widzimy liście, wodę, chmury czy piasek. To wszystko pomaga mózgowi odpocząć i sprawia, że dużo lepiej się czujemy.

    To również przestrzeń, w której możemy pozwolić sobie na chwilę nicnierobienia i myślenia o „niebieskich migdałach”. Jest to niezwykle potrzebne. Coraz częściej zastanawiam się nawet, czy nie przygotować oddzielnego materiału właśnie o tym, jak takie nicnierobienie wpływa na nasze myślenie i pracę mózgu.

    Samo przebywanie w naturze również dostarcza mózgowi zupełnie innych bodźców. Weźmy choćby zwykły patyk. Jest szorstki, pachnie żywicą, ma nieregularny kształt i za każdym razem wygląda trochę inaczej. Dla naszego mózgu to coś znacznie ciekawszego niż idealnie zaprojektowana myszka komputerowa, która zawsze wygląda i działa tak samo.

    Dlatego bardzo zachęcam Cię do tego, żeby w czasie przerwy od pracy czy nauki wyjść na zewnątrz. Przejść się po parku, pozwolić oczom spojrzeć dalej niż tylko na ekran komputera albo telefonu. Naprawdę można poczuć, jak bardzo pomaga to odpocząć.


    Dlaczego warto spędzać więcej czasu na łonie natury?

    Ja sama zauważyłam to szczególnie po powrocie z Islandii. Mimo że były tam długie trekkingi, mnóstwo jazdy samochodem, wiele atrakcji i ciągłe przebywanie z nowymi ludźmi, wróciłam naprawdę wypoczęta. Myślę, że ogromne znaczenie miało właśnie przebywanie w naturze, ogromna przestrzeń, cisza, spokój oraz praktycznie całkowite odcięcie się od social mediów i reklam. To był prawdziwy relaks zarówno dla mojego mózgu, jak i całego organizmu.


    Piąty nawyk: dbaj o relacje z ludźmi

    No i przejdźmy do piątego nawyku, jakim są relacje.

    Bardzo często traktujemy spotkania z innymi ludźmi jako nagrodę za dobrze wykonane obowiązki. Myślimy sobie: „Byłam bardzo efektywna przez cały tydzień, więc teraz mogę spotkać się ze znajomymi na godzinę i trochę odpocząć”.

    Tymczasem rozmowa z drugim człowiekiem jest dla naszego mózgu jednym z najbardziej złożonych środowisk, w jakich może pracować. Musimy słuchać, interpretować ton głosu, odczytywać emocje i przypominać sobie wcześniejsze informacje. Rozmowa nie jest pustym czasem. To prawdziwy trening społeczny i poznawczy.

    Poczucie przynależności, możliwość wygadania się czy wspierania innych ludzi są dla naszego mózgu niezwykle ważne. Dlatego bardzo zachęcam Cię do dbania o relacje, najlepiej podczas spotkań na żywo. Kiedy widzę drugą osobę, obserwuję jej mimikę i reakcje, jest to zupełnie inne doświadczenie niż wymiana wiadomości przez komunikator.

    Oczywiście, jeśli nie ma innej możliwości, dobrze, że możemy porozmawiać przez telefon albo napisać do siebie wiadomość. Jednak zawsze zachęcam do tego, żeby wychodzić do ludzi i pielęgnować takie spotkania.

    Ja na przykład co dwa tygodnie organizuję spotkania z moimi przyjaciółkami. Spotykamy się, rozmawiamy, chodzimy razem do teatru, rozpalamy ognisko albo po prostu wychodzimy do restauracji i spędzamy razem czas. To są naprawdę cudowne chwile, które mnie ładują i jeszcze bardziej zbliżają nas do siebie.

    Bardzo zachęcam Cię do tego, żeby znaleźć czas na takie relacje. Z jednej strony zadbasz o swoich bliskich, a z drugiej zrobisz coś naprawdę dobrego również dla swojego mózgu.


    Dbaj o swój mózg każdego dnia

    Mam nadzieję, że ten materiał był dla Ciebie wartościowy. Bardzo zależy mi na tym, żeby pokazywać zarówno plusy, jak i minusy technologii. Chciałabym, żebyśmy mieli świadomość, że to, czym karmimy swój mózg i z czym styka się on każdego dnia, naprawdę wpływa na to, jak się rozwija.

    Mózg jest niezwykle elastyczny. Cały czas się zmienia i staje się coraz lepszy w tym, w czym regularnie go ćwiczymy. Dlatego warto ćwiczyć go właśnie w tych rzeczach, które naprawdę nam służą.

    Ja zawsze będę zachęcała Cię do nauki i rozwoju, ponieważ jestem absolutnie przekonana, że to jedna z najlepszych inwestycji, jakie możemy zrobić. Edukacja daje nam nie tylko ogromną przewagę, ale również mnóstwo satysfakcji.


    Chcesz uczyć się łatwiej i skuteczniej?

    Jeśli chcesz dowiedzieć się, w jaki sposób uczyć się łatwiej, szybciej i przyjemniej, jako trenerka mózgu z ogromną przyjemnością zapraszam Cię na mój bezpłatny webinar. Opowiadam na nim o tym, jak uczyć się bez stresu, zarywania nocy oraz ciągłego powtarzania i kucia. Pokazuję również, jak wykorzystywać możliwości swojego mózgu, żeby nauka była po prostu skuteczniejsza.

    Link do zapisu znajdziesz tutaj.

    Zapraszam Cię również na bezpłatne szkolenie dotyczące nauki słówek z języka obcego. Pokażę Ci, w jaki sposób mózg naprawdę uczy się słownictwa, dlaczego najpopularniejsze metody często nie działają i co musi się wydarzyć, żeby nowe słowo rzeczywiście zostało w pamięci, a później można było swobodnie wykorzystać je podczas mówienia i pisania.

    Porozmawiamy także o aplikacjach do nauki języków. Wyjaśnię, dlaczego niektóre z nich są według mnie ogromną stratą czasu i na co warto zwrócić uwagę, wybierając narzędzia do nauki.

    Link do tego szkolenia również znajdziesz poniżej.

    Mam nadzieję, że ten artykuł zachęcił Cię do spojrzenia na technologię z trochę innej perspektywy. Nie chodzi o to, żeby całkowicie z niej rezygnować. Warto natomiast świadomie wybierać to, czym karmimy swój mózg i pamiętać, że każdego dnia ćwiczymy go dokładnie w tym, co robimy najczęściej.

    Życzę Ci, żebyś rozwijała swój umysł, korzystała ze swojego potencjału i czerpała z nauki jak najwięcej satysfakcji.