Czy Twój mózg naprawdę zaczyna „gnić”?
Zaczyna się bardzo niewinnie. Bierzesz do ręki telefon, żeby sprawdzić tylko jedną wiadomość, a chwilę później wpadasz w ciąg kolejnych rolek i krótkich filmików. To właśnie z takim doświadczeniem wiele osób łączy dziś pojęcie brain rot. Twój palec automatycznie kieruje się w stronę Instagrama i zaczynasz oglądać kolejne rolki.
Kiedy odkładasz telefon, nagle okazuje się, że minęło 45 minut, a Ty nawet nie do końca wiesz, co właściwie przed chwilą oglądałaś. Wracasz do pracy i dokument, który masz przed sobą, wydaje się niesamowicie nudny. Jeśli chcesz obejrzeć dłuższy film, nagle wydaje się zbyt męczący. Kiedy próbujesz skupić się na czytaniu książki, już po kilku minutach odczuwasz jakiś dziwny niepokój. Wszystko, co robisz, wydaje się zbyt wolne, zbyt nudne i zbyt męczące. Ludzie mówią za wolno, opowiadają nieciekawie, a jeśli cokolwiek nie zmienia się co dwie sekundy, zaczyna Cię to męczyć.
Czy zdarza Ci się mieć takie poczucie? Być może zadajesz sobie wtedy pytanie: „Czy mój mózg zaczyna gnić?”

Brain rot – co tak naprawdę oznacza to pojęcie?
W ostatnich latach określenie brain rot, czyli „gnicie mózgu”, zyskało ogromną popularność. W 2024 roku zostało nawet wybrane słowem roku przez Oxford University Press. Oxford definiuje brain rot jako domniemane pogorszenie stanu umysłowego albo intelektualnego, szczególnie przypisywane nadmiernemu konsumowaniu banalnych, niewymagających treści internetowych.
Zwróć uwagę na jedno bardzo ważne słowo – „domniemane”.
Brain rot nie jest diagnozą medyczną. Lekarz nie może zrobić Ci rezonansu i powiedzieć: „Słuchaj, masz już drugi stopień zgnicia mózzgu”, bo po prostu czegoś takiego nie widać. A przynajmniej na razie nie wiemy jeszcze, jak moglibyśmy to w taki sposób sprawdzić.
Twój mózg oczywiście nie jest jabłkiem leżącym wśród innych owoców, które nagle zaczyna pokrywać się brązowymi plamami. Nie jest też tak, że obejrzenie trzydziestu rolek typu Skibidi Toilet sprawi, że Twój mózg naprawdę zacznie gnić.
Jednocześnie to określenie bardzo dobrze trafia w doświadczenia wielu osób. Coraz częściej konsumujemy ogromne ilości informacji, coraz mniej z nich pamiętamy i coraz trudniej jest nam zostać przy jednej rzeczy wystarczająco długo, żeby naprawdę ją zrozumieć. A przecież dobrze byłoby jeszcze ją zapamiętać.
Sama absurdalna treść nie jest oczywiście neurologiczną trucizną dla naszego mózgu. Obejrzenie jednego bezsensownego filmiku nie obniży nagle naszej inteligencji. Dokładnie tak samo jak zjedzenie jednego bardzo niezdrowego pączka nie powoduje od razu cukrzycy.
Problem pojawia się wtedy, kiedy podstawą naszej diety stają się właśnie pączki.

Twój mózg również ma swoją dietę
Dokładnie w taki sam sposób możemy myśleć o treściach internetowych. Z jednej strony mamy dietę dla naszego ciała, ale z drugiej strony istnieje również dieta dla naszej uwagi.
Możemy regularnie dostarczać swojemu mózgowi ciekawych rozmów, wartościowych książek, inspirujących tematów do przemyślenia oraz problemów, które wymagają analizy i rozwiązania. Możemy cały czas uczyć się coraz lepiej wykorzystywać własny mózg. Jako trenerka mózgu i trenerka pamięci zawsze będę Was do tego zachęcała, ponieważ sprawdzanie, jak pracuje nasz mózg i jak się uczy, daje nie tylko fantastyczne rezultaty, ale również ogromną satysfakcję.
Z drugiej strony możemy każdego dnia narażać go na wielogodzinne oglądanie krótkich, przypadkowych treści, z których niczego się nie uczymy i które nie sprawiają nawet, że naprawdę odpoczywamy.
Bardzo często tłumaczymy sobie to w prosty sposób: „Jestem już tak zmęczona po całym dniu, że zasługuję na odpoczynek”. Włączamy więc krótkie rolki, TikToki albo Shorts, licząc na to, że kilka minut takiej rozrywki pozwoli nam się zregenerować.
Tylko czy rzeczywiście tak się dzieje?
Mam wrażenie, że bardzo często efekt jest zupełnie odwrotny. Po takim oglądaniu nie czujemy się bardziej wypoczęci. Wręcz przeciwnie – jesteśmy jeszcze bardziej przeciążeni i zmęczeni poznawczo.
Te treści zmieniają się tak szybko, że nasz mózg praktycznie nie ma czasu, żeby cokolwiek przemyśleć. To trochę tak, jakbyśmy bez żadnej refleksji spożywali kolejne porcje informacyjnej papki.
Jeden taki „cukierek informacyjny” oczywiście nie jest problemem. Ale jeśli przez cały dzień żywimy się wyłącznie słodyczami, trudno później dziwić się, że nie mamy ochoty na porządny posiłek. Dokładnie tak samo jest z uwagą. Jeśli przez wiele godzin przyzwyczajamy mózg do krótkich, przypadkowych bodźców, później znacznie trudniej jest nam skoncentrować się, zrozumieć coś głębiej i spokojnie przeanalizować bardziej wymagający materiał. Chcesz lepiej zrozumieć, od czego zależy skuteczna koncentracja i zapamiętywanie? Przeczytaj również wpis o efektywnej nauce.

Jak krótkie filmiki wpływają na uwagę i pamięć?
I tutaj płynnie dochodzimy do krótkich form, czyli shortsów, rolek i TikToków.
Metaanaliza, czyli badanie, które bierze pod uwagę wyniki wielu innych badań, została przeprowadzona w 2025 roku i objęła aż 71 badań oraz 98 tysięcy osób. Naukowcy sprawdzali, jak korzystanie z krótkich filmów wiąże się z funkcjonowaniem poznawczym, czyli tym, jak myślimy, zapamiętujemy, jak działa nasza uwaga, a także z naszym zdrowiem psychicznym.
Okazało się, że częstsze korzystanie z krótkich filmów było powiązane z gorszymi wynikami poznawczymi. Ludzie mieli gorszą uwagę, gorzej zapamiętywali, a wszystkie rzeczy związane z myśleniem rzeczywiście wypadały słabiej. Najsilniej dotyczyło to właśnie uwagi oraz kontroli hamowania.
Chcę jednak, żebyśmy mieli tutaj jasność. Nie chodzi tylko o długość filmu. Chodzi też o to, jak skonstruowana jest cała platforma.
Książka ma swój koniec. Kiedy pracujemy w dokumencie, również widzimy zakończenie. Nawet kiedy jemy paczkę ciastek, widzimy jej koniec. Natomiast infinite scroll, czyli ciągłe przesuwanie kolejnych filmików, nie ma końca. To są tak zwane pętle otwarte. Nie da się tego przescrollować, bo to absolutnie nigdy się nie kończy.
To trochę tak, jakbyśmy przyszli do restauracji, a ktoś bez przerwy dokładał nam jedzenia na talerz, niezależnie od tego, czy jesteśmy jeszcze głodni, czy już najedzeni.
Tak naprawdę nie musimy nawet zastanawiać się, czy chcemy rozpocząć kolejny film. Wystarczy, że automatycznie przesuniemy kciuk do góry i nagle to, co miało być pięciominutową przerwą, staje się 45-minutową sesją.

Dlaczego tak trudno przestać scrollować?
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nieprzewidywalność. Część filmów nam się nie podoba i to również jest zrobione specjalnie, bo tak naprawdę chcemy jak najszybciej przejść do czegoś, co poruszy nasze emocje, mocno nas zdziwi, wzruszy albo sprawi, że będziemy chcieli wysłać to koleżance.
Nie wiem, czy widzicie, jak bardzo przypomina to jednorękiego bandytę. Ciągle chcemy pociągnąć jeszcze raz i czekamy, aż trafimy na nagrodę. Tylko że tutaj nie płacimy pieniędzmi, ale swoją uwagą.
Platformy nie muszą nas zmuszać do zostania. Tak naprawdę sami chcemy oglądać dalej.

Czy naprawdę potrafimy skupić się tylko przez 47 sekund?
Prawdopodobnie słyszałaś, że współczesny człowiek może skupić się tylko przez 47 sekund. Taka informacja brzmi tak, jakbyśmy zaczynali pracować albo się uczyć, a po 47 sekundach nasz mózg przestawał działać i nie był już w stanie skoncentrować się na tym, co chcemy robić dalej.
Badania nie pokazały jednak czegoś takiego.
Naukowcy obserwowali ludzi korzystających z komputerów i sprawdzali, jak długo pozostawali przy jednej czynności, zanim przeszli do czegoś innego. Ktoś pisał dokument, po chwili otwierał pocztę, później sprawdzał komunikator, wracał do dokumentu, a następnie przechodził na inną stronę.
Okazało się, że przeciętnie ludzie zmieniali to, czym zajmowali się na ekranie, mniej więcej co 47 sekund. Nie oznacza to jednak, że nie potrafimy skupić się dłużej. Oznacza jedynie, że w praktyce bardzo często się przełączamy i bez przerwy zmieniamy zadania.
To trochę tak, jakbyśmy obserwowali osobę, która czyta książkę w głośnej kawiarni. Co chwilę ktoś do niej podchodzi, o coś pyta, coś pokazuje albo wyświetla jej coś na ekranie. Taka osoba musi bez przerwy odrywać wzrok od książki i zajmować się tym, co dzieje się wokół niej. To wcale nie oznacza, że nie mogłaby czytać dłużej. Pokazuje tylko, że ktoś ciągle jej przeszkadza.
Liczba 47 sekund mówi więc przede wszystkim o tym, jak często zmieniamy zadania podczas korzystania z technologii. Nie mówi o żadnym biologicznym limicie koncentracji.
Problem polega na tym, że im częściej się przełączamy, tym bardziej przyzwyczajamy się do przerywania. Może się okazać, że moglibyśmy dłużej się uczyć, pracować albo skupić na jednym zadaniu, ale tak bardzo nauczyliśmy się ciągłego przeskakiwania, że sami zaczynamy sobie przeszkadzać. Sięgamy po telefon, otwieramy kolejne karty i wymyślamy nowe zadania, bo wyrobiliśmy sobie nawyk ciągłego przełączania.

Ekran sam w sobie nie jest problemem
Chcę, żebyście dobrze mnie zrozumieli. Nie jestem przeciwna korzystaniu z ekranów. Absolutnie nie. To jest zupełnie co innego, jeśli przez godzinę przygotowujesz prezentację, uczysz się języka albo rozmawiasz z bliską osobą, a zupełnie czym innym, jeśli po prostu karmisz się treściami, które nic Ci nie dają.
Dlatego zamiast sprawdzać wyłącznie, ile minut czy godzin spędzasz przed ekranem, zdecydowanie bardziej polecam test 4K. Pozwala on spojrzeć nie tylko na sam czas, ale przede wszystkim na to, co robisz, w jakich warunkach i jaki jest tego koszt.

Pierwsze K: content, czyli co właściwie konsumujesz?
Pierwsze K to content. Zastanów się, co właściwie konsumujesz. Czy po zakończeniu oglądania filmików coś lepiej rozumiesz? Być może dowiedziałaś się czegoś nowego. Zastanów się też, czy chcesz coś wdrożyć, masz nowy pomysł, nawyk albo coś sobie przemyślałaś. A może nawet naprawdę wypoczęłaś?
Czy raczej czujesz się przeciążona, masz mętlik w głowie i chaos, a do tego takie wrażenie, jakby przejechał po Tobie pociąg złożony ze stu przypadkowych wagonów?
To jest bardzo ważne pytanie, bo sam czas spędzony przed ekranem nie mówi jeszcze wszystkiego. Możesz przez godzinę oglądać wartościowy materiał, który pomaga Ci coś zrozumieć, albo przez tę samą godzinę przeskakiwać między przypadkowymi filmami i na końcu nie pamiętać praktycznie niczego.

Drugie K: kontekst, czyli kiedy korzystasz z technologii?
Drugie K to kontekst. Kiedy korzystasz z technologii? Czy siadasz z planem, że chcesz obejrzeć film o nauce języka, rozwoju zawodowym albo czymś, co pomoże Ci zostać ekspertem w swojej dziedzinie? Czy oglądasz konkretny materiał na YouTubie, nawet ten, po to, żeby się czegoś nauczyć?
To jest zupełnie co innego niż sytuacja, w której siedzisz do pierwszej w nocy, oglądasz kolejne filmy w łóżku, nie możesz przez to zasnąć i uprawiasz tak zwaną senną prokrastynację.
W obu przypadkach korzystasz z ekranu, ale kontekst jest całkowicie inny. Jedna sytuacja może być świadomym wyborem i elementem nauki, a druga zaczyna zabierać Ci sen, energię i koncentrację następnego dnia.

Trzecie K: kontrola, czyli czy kończysz wtedy, kiedy planowałaś?
Trzecie K to kontrola. Czy kończysz oglądanie wtedy, kiedy sobie to zaplanowałaś? Czy rzeczywiście wchodzisz na pięć minut albo oglądasz jeden film, a później odkładasz telefon?
A może orientujesz się dopiero po 45 minutach, że nie zrobiłaś wielu ważnych zadań i tak naprawdę już nie masz kontroli nad tym, co oglądasz?
To jest ogromna różnica. Nie chodzi o to, że każda chwila spędzona w mediach społecznościowych jest zła. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz decydować, ile czasu chcesz tam spędzić, a zaczyna decydować za Ciebie mechanizm platformy i nawyk ciągłego przewijania.

Czwarte K: koszt, czyli co ekran wypiera z Twojego życia?
Czwarte K to koszt. Zastanów się, co ekran wypiera z Twojego życia. Czy przez to, że siedzisz w social mediach, później idziesz spać i następnego dnia jesteś niewypoczęta? Być może nie masz też czasu na ruch, spacer, spotkanie ze znajomymi, naukę języka albo przygotowanie się do egzaminu.
Może przez to, że spędzasz tyle czasu w mediach społecznościowych, zaczynasz zaniedbywać różnego rodzaju obowiązki? A może nie realizujesz rzeczy, o których marzysz?
Być może największym problemem nie jest to, co telefon robi z Twoim mózgiem, ale raczej to, czego nie robisz dla swojego mózgu przez to, że siedzisz na telefonie.
To właśnie ten koszt bardzo często okazuje się najważniejszy. Nie chodzi tylko o samą treść, ale o to, co przez nią tracisz: sen, ruch, relacje, koncentrację, naukę, odpoczynek i czas, który mogłabyś przeznaczyć na coś naprawdę wartościowego.
Kiedy zrobisz sobie taki test, zachęcam Cię również do wdrożenia pięciu nawyków, które pomagają chronić nas przed tym „gniciem mózgu”. Nie są to oczywiście magiczne rozwiązania, które na sto procent uchronią Cię przed wszystkim, ale naprawdę pomagają lepiej funkcjonować na co dzień i utrzymywać swój poziom intelektualny na jak najwyższym poziomie.

Pierwszy nawyk: ruch
Pierwszym nawykiem jest ruch. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale często mam wrażenie, że ludzie myślą o ciele i mózgu jak o dwóch zupełnie oddzielnych rzeczach. Tak jakbyśmy mogli być leniwą kluseczką, prawie się nie ruszać, a mózg i tak miałby funkcjonować fantastycznie.
Badania pokazują jednak coś zupełnie innego. Regularny, codzienny ruch naprawdę świetnie wpływa na to, jak myślimy. Wpływa na to, jak dużo krwi dociera do hipokampa i do całego mózgu, w jaki sposób jest on natleniony, jak się czujemy i jak działa nasza koncentracja uwagi. To jest niesamowicie ważne.
Przyznam, że tutaj, pod moimi nogami, znajduje się bieżnia, z której regularnie korzystam w ciągu dnia. Stoję przy biurku, a tak naprawdę chodzę przy nim, żeby się nie zastać i żeby ten przepływ w moim ciele był jak największy.
Chcę Was zachęcić, żebyście podchodzili do ruchu trochę jak do podlewania rośliny. To nie działa tak, że raz w miesiącu wlejemy do niej dziesięć litrów wody i będzie pięknie rosła. Raczej podlewamy ją po troszeczku i dokładnie tak samo jest z naszym ciałem.
Wybierzcie coś, co naprawdę lubicie. Może to być spacer, bieganie, jazda na rowerze, taniec albo cokolwiek innego, co sprawia, że ciało pozostaje w ruchu. Dzięki temu zdecydowanie lepiej będzie funkcjonował również Wasz mózg.

Drugi nawyk: sen
Drugim bardzo ważnym nawykiem jest sen. Mówię o nim na moim kanale naprawdę często, ponieważ wciąż jest ogromnie niedoceniany.
Ciągle martwi mnie to, że potrafimy chwalić się tym, jak mało śpimy. Mówimy: „Dorota, sześć godzin w zupełności mi wystarcza”. Tylko że bardzo często nawet nie wiemy, jak moglibyśmy funkcjonować, ile mielibyśmy energii i jak dobrze byśmy się czuli, gdybyśmy spali normalnie.
Niedawno wróciłam z Islandii i widziałam, jak wiele osób nie było w stanie funkcjonować bez kilku kaw dziennie. Jednocześnie nie mogły uwierzyć, że ja w ogóle nie piję kawy. I właśnie to pokazuje, jak bardzo nie doceniamy wpływu snu na nasze ciało, myślenie, koncentrację i zapamiętywanie.
Lubię porównywać sen do pracy bibliotekarza. Przez cały dzień wkładamy kolejne książki do ogromnej biblioteki. Układamy je na stosach i wnosimy tam coraz więcej informacji. W trakcie snu pojawia się bibliotekarz, który układa je na odpowiednich regałach, selekcjonuje i wyrzuca to, co jest zbędne.
To jest niezwykle ważne, żebyśmy mogli dobrze myśleć, skoncentrować się kolejnego dnia i zapamiętywać nowe informacje. Bez snu trudno mówić o kreatywności, świetnym humorze, energii i chęci do działania.
Naprawdę uważam, że wiele osób zupełnie nie dba o to, jak funkcjonuje, a później permanentnie nie ma energii. Jeśli interesuje Cię temat snu, koniecznie zajrzyj również do materiału, w którym pokazuję, jak zadbać o jego jakość i jakie wskazówki można wdrożyć od razu.

Trzeci nawyk: robienie jednej rzeczy naraz
Trzecim nawykiem jest robienie jednej rzeczy na raz. Bardzo często czujemy się bardziej produktywni i efektywni, kiedy ogarniamy mnóstwo rzeczy jednocześnie.
Wygląda to tak, że siadamy do pracy, a przy okazji odbieramy telefony, odpowiadamy na maile natychmiast po ich otrzymaniu i mamy poczucie: „Wow, ja naprawdę wszystko kontroluję, tyle rzeczy robię”.
Tylko że to jest w dużej mierze wrażenie.
Dla mózgu taki sposób działania jest atrakcyjny, ponieważ cały czas dostaje zastrzyk dopaminy. Nowy mail, nowe powiadomienie, nowy telefon — ciągle dzieje się coś ciekawego. Badania pokazują jednak coś zupełnie innego. Jeśli przechodzimy od jednego zadania do drugiego płynnie, bez nieustannego przeskakiwania i robienia kilku rzeczy jednocześnie, wykonujemy te zadania lepiej.
Popełniamy mniej błędów, jesteśmy bardziej efektywni, lepiej korzystamy z kreatywności i zdecydowanie łatwiej wyłapujemy różnego rodzaju pomyłki. Po prostu działamy sprawniej, kiedy jesteśmy skoncentrowani na jednej rzeczy.
Bardzo Was zachęcam, żebyście świadomie ćwiczyli tę umiejętność. Obecnie często trenujemy dokładnie coś odwrotnego — ciągłe przerzucanie uwagi pomiędzy różnymi elementami i nieustanne skakanie między zadaniami.
Niektórzy mówią, że mają bardzo podzielną uwagę. Tylko że uwaga jest bardziej przerzutna niż podzielna, a to przerzucanie naprawdę bardzo dużo nas kosztuje. Przez nie jesteśmy bardziej zmęczeni, popełniamy więcej błędów i często nie kończymy zadań, które chcielibyśmy zakończyć. Na koniec dnia zostaje z tego ogrom frustracji.
Jeśli chcesz lepiej zadbać o swoją koncentrację, możesz również skorzystać z dwóch bezpłatnych modułów mojego kursu „Mistrz Koncentracji”. Znajdziesz tam najważniejsze informacje oraz ćwiczenia, które pomogą Ci sprawdzić, z czym masz największy problem.

Czwarty nawyk: kontakt z naturą
Kolejnym nawykiem jest kontakt z naturą. Natura nie działa na nas w magiczny sposób. Jej wpływ wynika raczej z tego, w jakim środowisku na co dzień funkcjonuje nasz mózg.
Kiedy jesteśmy w mieście, otacza nas bardzo uporządkowana przestrzeń. Widzimy podobne budynki, samochody i drogi. Cały czas coś walczy o naszą uwagę. Pojawiają się reklamy, przejeżdżające auta, różnego rodzaju komunikaty i bodźce, które sprawiają, że bez przerwy musimy przerzucać uwagę z jednej rzeczy na drugą. To buduje ogromne zmęczenie. Nawet nie wspominam już o tym, co dokładamy do tego wszystkiego naszymi telefonami.
Kiedy natomiast jesteśmy w naturze, oczywiście najlepiej bez telefonu, wygląda to zupełnie inaczej. Nasza uwaga działa wtedy bardziej mimowolnie. Powoli przenosimy wzrok na przestrzeń, która nie jest tak uporządkowana. Widzimy liście, wodę, chmury czy piasek. To wszystko pomaga mózgowi odpocząć i sprawia, że dużo lepiej się czujemy.
To również przestrzeń, w której możemy pozwolić sobie na chwilę nicnierobienia i myślenia o „niebieskich migdałach”. Jest to niezwykle potrzebne. Coraz częściej zastanawiam się nawet, czy nie przygotować oddzielnego materiału właśnie o tym, jak takie nicnierobienie wpływa na nasze myślenie i pracę mózgu.
Samo przebywanie w naturze również dostarcza mózgowi zupełnie innych bodźców. Weźmy choćby zwykły patyk. Jest szorstki, pachnie żywicą, ma nieregularny kształt i za każdym razem wygląda trochę inaczej. Dla naszego mózgu to coś znacznie ciekawszego niż idealnie zaprojektowana myszka komputerowa, która zawsze wygląda i działa tak samo.
Dlatego bardzo zachęcam Cię do tego, żeby w czasie przerwy od pracy czy nauki wyjść na zewnątrz. Przejść się po parku, pozwolić oczom spojrzeć dalej niż tylko na ekran komputera albo telefonu. Naprawdę można poczuć, jak bardzo pomaga to odpocząć.

Dlaczego warto spędzać więcej czasu na łonie natury?
Ja sama zauważyłam to szczególnie po powrocie z Islandii. Mimo że były tam długie trekkingi, mnóstwo jazdy samochodem, wiele atrakcji i ciągłe przebywanie z nowymi ludźmi, wróciłam naprawdę wypoczęta. Myślę, że ogromne znaczenie miało właśnie przebywanie w naturze, ogromna przestrzeń, cisza, spokój oraz praktycznie całkowite odcięcie się od social mediów i reklam. To był prawdziwy relaks zarówno dla mojego mózgu, jak i całego organizmu.

Piąty nawyk: dbaj o relacje z ludźmi
No i przejdźmy do piątego nawyku, jakim są relacje.
Bardzo często traktujemy spotkania z innymi ludźmi jako nagrodę za dobrze wykonane obowiązki. Myślimy sobie: „Byłam bardzo efektywna przez cały tydzień, więc teraz mogę spotkać się ze znajomymi na godzinę i trochę odpocząć”.
Tymczasem rozmowa z drugim człowiekiem jest dla naszego mózgu jednym z najbardziej złożonych środowisk, w jakich może pracować. Musimy słuchać, interpretować ton głosu, odczytywać emocje i przypominać sobie wcześniejsze informacje. Rozmowa nie jest pustym czasem. To prawdziwy trening społeczny i poznawczy.
Poczucie przynależności, możliwość wygadania się czy wspierania innych ludzi są dla naszego mózgu niezwykle ważne. Dlatego bardzo zachęcam Cię do dbania o relacje, najlepiej podczas spotkań na żywo. Kiedy widzę drugą osobę, obserwuję jej mimikę i reakcje, jest to zupełnie inne doświadczenie niż wymiana wiadomości przez komunikator.
Oczywiście, jeśli nie ma innej możliwości, dobrze, że możemy porozmawiać przez telefon albo napisać do siebie wiadomość. Jednak zawsze zachęcam do tego, żeby wychodzić do ludzi i pielęgnować takie spotkania.
Ja na przykład co dwa tygodnie organizuję spotkania z moimi przyjaciółkami. Spotykamy się, rozmawiamy, chodzimy razem do teatru, rozpalamy ognisko albo po prostu wychodzimy do restauracji i spędzamy razem czas. To są naprawdę cudowne chwile, które mnie ładują i jeszcze bardziej zbliżają nas do siebie.
Bardzo zachęcam Cię do tego, żeby znaleźć czas na takie relacje. Z jednej strony zadbasz o swoich bliskich, a z drugiej zrobisz coś naprawdę dobrego również dla swojego mózgu.

Dbaj o swój mózg każdego dnia
Mam nadzieję, że ten materiał był dla Ciebie wartościowy. Bardzo zależy mi na tym, żeby pokazywać zarówno plusy, jak i minusy technologii. Chciałabym, żebyśmy mieli świadomość, że to, czym karmimy swój mózg i z czym styka się on każdego dnia, naprawdę wpływa na to, jak się rozwija.
Mózg jest niezwykle elastyczny. Cały czas się zmienia i staje się coraz lepszy w tym, w czym regularnie go ćwiczymy. Dlatego warto ćwiczyć go właśnie w tych rzeczach, które naprawdę nam służą.
Ja zawsze będę zachęcała Cię do nauki i rozwoju, ponieważ jestem absolutnie przekonana, że to jedna z najlepszych inwestycji, jakie możemy zrobić. Edukacja daje nam nie tylko ogromną przewagę, ale również mnóstwo satysfakcji.

Chcesz uczyć się łatwiej i skuteczniej?
Jeśli chcesz dowiedzieć się, w jaki sposób uczyć się łatwiej, szybciej i przyjemniej, jako trenerka mózgu z ogromną przyjemnością zapraszam Cię na mój bezpłatny webinar. Opowiadam na nim o tym, jak uczyć się bez stresu, zarywania nocy oraz ciągłego powtarzania i kucia. Pokazuję również, jak wykorzystywać możliwości swojego mózgu, żeby nauka była po prostu skuteczniejsza.
Link do zapisu znajdziesz tutaj.
Zapraszam Cię również na bezpłatne szkolenie dotyczące nauki słówek z języka obcego. Pokażę Ci, w jaki sposób mózg naprawdę uczy się słownictwa, dlaczego najpopularniejsze metody często nie działają i co musi się wydarzyć, żeby nowe słowo rzeczywiście zostało w pamięci, a później można było swobodnie wykorzystać je podczas mówienia i pisania.
Porozmawiamy także o aplikacjach do nauki języków. Wyjaśnię, dlaczego niektóre z nich są według mnie ogromną stratą czasu i na co warto zwrócić uwagę, wybierając narzędzia do nauki.
Link do tego szkolenia również znajdziesz poniżej.
Mam nadzieję, że ten artykuł zachęcił Cię do spojrzenia na technologię z trochę innej perspektywy. Nie chodzi o to, żeby całkowicie z niej rezygnować. Warto natomiast świadomie wybierać to, czym karmimy swój mózg i pamiętać, że każdego dnia ćwiczymy go dokładnie w tym, co robimy najczęściej.
Życzę Ci, żebyś rozwijała swój umysł, korzystała ze swojego potencjału i czerpała z nauki jak najwięcej satysfakcji.

