Tag: pamięć

  • 5 mini nawyków dla mózgu, które warto wdrożyć każdego dnia

    5 mini nawyków dla mózgu, które warto wdrożyć każdego dnia

    Chyba nie ma takiej osoby na świecie, która nie chciałaby lepiej wykorzystywać swojego własnego mózgu. Właśnie dlatego tak ważne są nawyki dla mózgu, które mogą pomagać nam lepiej się uczyć, pracować, koncentrować i korzystać z pamięci.

    Często myślimy sobie, że jeśli mózg miałby nagle dużo lepiej funkcjonować, to potrzebny jest do tego jakiś bardzo skomplikowany trening, niesamowicie dziwne metody albo zjadanie dziwnych rzeczy, które trudno w ogóle gdziekolwiek kupić i kosztują miliony monet.

    Tymczasem bardzo często jest tak, że drobne, małe zmiany i mini nawyki dla mózgu powodują, że mamy lepszą koncentrację, lepiej się czujemy i lepiej wykorzystujemy swoją pamięć. Ćwiczymy drobne rzeczy, które po jakimś czasie dają naprawdę świetne efekty.

    Chcę Ci przedstawić pięć takich małych rzeczy, których ja specjalnie nie robię każdego dnia jako trenerka mózgu właśnie po to, aby dać sobie szansę na taki mini trening. Jestem przekonana, że wdrażając te maleńkie rzeczy, bardzo szybko poczujesz różnicę.


    Nawyk 1: podczas posiłku nie korzystam z rozpraszaczy

    Bardzo prosty nawyk, który wydaje się nie mieć nic wspólnego z mózgiem, ale pozory mylą. W trakcie posiłku nic nie oglądam i niczego nie słucham. Po prostu cieszę się posiłkiem i spędzam czas z moją rodziną.

    Jest to dla mnie bardzo ważne z wielu względów. Po pierwsze, mózg naprawdę cieszy się z posiłków, chociażby dlatego, że dostaje cały koktajl zmysłowy. Mamy tutaj smak, konsystencję, zapachy i odpowiednią temperaturę. To jest niesamowite dla naszego mózgu: coś rozgryzać, na przykład orzechy, cieszyć się różną konsystencją i wczuwać się w to, jak smaki i zapachy się przeplatają.

    To fantastyczny sposób na to, żeby nasz mózg dostał dużo bardzo fajnych, ciekawych bodźców.


    Jak pełne skupienie podczas jedzenia wpływa na nasz mózg?

    Druga rzecz jest taka, że jeśli jemy w pełnym skupieniu, z jednej strony jesteśmy w stanie cieszyć się posiłkiem, doceniać kunszt jego przygotowania i cieszyć się smakiem, a z drugiej kontrolować, ile jemy.

    Mamy coś takiego jak pamięć posiłku. Okazuje się, że nie tylko na podstawie naszej sytości czujemy, czy przy kolejnym posiłku powinniśmy zjeść więcej bądź mniej. Znaczenie ma również to, jak zapamiętaliśmy, ile zjedliśmy, jak czuliśmy się po posiłku, jak on wyglądał i ile tego jedzenia było.

    Jeśli więc komuś zależy na tym, aby jeść bardziej świadomie, zadbać o swoją wagę i zwracać uwagę na to, co je i co znajduje się na talerzu, naprawdę warto skupić się tylko i wyłącznie na spokojnym celebrowaniu posiłku.

    Posiłek jako trening uważności

    Dla mnie posiłek jest też rewelacyjnym treningiem uważności.

    Ktoś może powiedzieć: „Dobra, Dorota, ale po co w ogóle mamy coś takiego robić?”.

    Wyobraźmy sobie, że wezmę kawałek mango. Wącham go, próbuję, rozgryzam, czuję konsystencję i smak, a w mojej głowie pojawiają się jakieś myśli. Na przykład: „Jejku, muszę jeszcze nagrać film na YouTube, napisać scenariusz, zrobić opis, okładkę, maila, jeszcze to, jeszcze tamto. Trzeba też odpisać na 45 komentarzy w Akademii Geniusza”.

    Staram się cały czas wracać swoimi myślami do mango, do tego, co jem i co spożywam. Odpływam myślami i znowu wracam. Ponownie uziemiam się tym smakiem, zapachem i konsystencją.

    Po co to robię? To fantastyczny trening mojej uwagi.

    Chodzi o to, żeby nauczyć swój mózg, że pojedyncza myśl wcale nie musi powodować, że od razu za nią pójdziemy. Możemy nauczyć mózg, że jeśli myśli gdzieś odpływają, odlatują z „tu i teraz”, to możemy nimi wrócić.

    Mogę sobie powiedzieć: „Hej, hej, hej, okej, mail później, teraz jemy”. Myślisz o jakimś konflikcie, o tym, co będzie działo się jutro albo coś planujesz? Świetnie, zajmiemy się tym za chwilkę, ale teraz jemy mango.

    Chodzi o to, żeby nauczyć swój mózg wracania i zauważania, że odpływa. To fantastyczny trening potrzebny nam na co dzień, kiedy się uczymy, pracujemy czy rozmawiamy z przyjacielem i gdzieś mimo wszystko odpływamy.

    Dlatego traktuję posiłki również jako trening uważności, bycia tutaj i teraz i cieszenia się tym, co mam. Chcę docenić smak i zapach oraz cieszyć się tym, że mam teraz chwilę dla siebie. Dlatego podczas posiłku nic nie oglądam, niczego nie słucham, skupiam się na tym, co jem, i jestem z moją rodziną, co jest dla mnie niezwykle ważne.


    Nawyk 2: bardzo rzadko korzystam z GPS-u

    Kiedy musimy dostać się do jakiegoś miejsca, czy to samochodem, czy na piechotę, nasz mózg musi wykonać mnóstwo obliczeń. Musi zobaczyć, gdzie jesteśmy w przestrzeni, zwracać uwagę często na kierunki świata i podejmować mnóstwo decyzji: gdzie mamy skręcić, czy w prawo, czy w lewo, czy może jechać prosto. Musi też zwracać uwagę na główne punkty orientacyjne.

    To naprawdę mnóstwo rzeczy, które mózg musi w tym czasie wykonać. Badania pokazują, że osoby, które muszą zapamiętywać bardzo dużo informacji przestrzennych, mają powiększone hipokampy. To części znajdujące się w środku naszego mózgu, odpowiedzialne między innymi za zapamiętywanie, ale też za orientację przestrzenną.


    Co zmienia korzystanie z GPS-u?

    Natomiast kiedy korzystamy z GPS-u, sytuacja wygląda już zgoła inaczej. Tak naprawdę patrzymy na urządzenie i mamy podyktowane, czy mamy jechać prosto, czy skręcić. Często nawet nie zwracamy uwagi na to, co nas otacza i gdzie jesteśmy. Nie musimy szukać punktów orientacyjnych.

    Często jest tak, że przejechaliśmy jakiś kawałek drogi i nawet do końca nie wiemy, jak on wyglądał.

    Żeby było jasne: to nie jest tak, że korzystanie z GPS-u zmniejsza nasz hipokamp. Nie jest też tak, że jeśli korzystamy z GPS-u, robimy coś złego albo że jest on w jakikolwiek sposób negatywny. Absolutnie nie.

    Ja sama korzystam z GPS-u, ale bardzo rzadko. Jeśli jestem w dużym mieście, jadę samochodem i wiem, że nie będę wiedziała, w jaki sposób poruszać się po ulicach, wówczas go włączam. Staram się jednak robić to jak najrzadziej, kiedy jadę kolejny raz tą samą drogą.

    Czasami, kiedy wracam, również już go nie włączam. Niekiedy tylko sprawdzam, czy są korki albo która trasa jest najlepsza, a później staram się wrócić z pamięci.

    Orientację przestrzenną można trenować

    Dużo osób mówi mi, że mam naprawdę fantastyczną orientację przestrzenną. Doskonale o tym wiem, ale wiem też, że nie jest to kwestia jakiegoś talentu ani tego, że się taka urodziłam. Świadomie trenuję tę umiejętność.

    Często właśnie to, że nie włączę GPS-u, powoduje, że zwracam uwagę na to, gdzie jest słońce, gdzie się znajduję i jak mogę umieścić się na mapie oraz w przestrzeni.

    Zanim włączę GPS, staram się na przykład wyobrazić sobie, jaka najlepsza droga będzie prowadziła do danego punktu. Zastanawiam się, jak najlepiej się tam dostać i która trasa będzie najbardziej optymalna.

    Uważam, że jest to świetny trening dla naszego mózgu. Mam też poczucie, że właśnie dzięki temu moja orientacja jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie.

    Często, kiedy jestem w nowym mieście i zwiedzam je na piechotę, również staram się sama zapamiętać trasę. Wychodzę, drepczę sobie na przykład po starym mieście, wchodzę w różne uliczki i staram się później wrócić na parking bez korzystania z jakiejkolwiek mapy. Po prostu koncentruję się na tym, gdzie jestem.

    Mam poczucie, że wtedy bardziej zwracam uwagę na to, co mnie otacza, i lepiej zapamiętuję główne punkty orientacyjne. Czuję się z tym dobrze i traktuję to wręcz jako rodzaj zabawy.


    Nawyk 3: pracuję i uczę się w kompletnej ciszy

    Kolejny nawyk jest związany z moją pracą i nauką. Kiedy zależy mi na tym, abym była maksymalnie skoncentrowana, rozwiązuję ważny problem, szukam powiązań, piszę scenariusz na YouTube, planuję szkolenie, wystąpienie na scenie czy kolejne materiały do Akademii Geniusza, zależy mi na kompletnej ciszy.

    Nawet jeśli coś na zewnątrz mnie rozprasza, zakładam wyciszające słuchawki, żeby na przykład nie słyszeć tego, co dzieje się w domu. Staram się maksymalnie wyciszyć.

    Dlaczego jest to dla mnie tak bardzo ważne?

    Kiedy czytacie ten artykuł, słuchacie radia albo pracujecie nad jakimś problemem, wszystko dzieje się na takiej mentalnej tabliczce w Waszym mózgu. Możemy sobie wyobrazić, że jest to mała tabliczka, na której mieści się około pięciu elementów.

    To, co tam sobie zapiszemy, za chwilę znika, ponieważ cały czas pojawiają się nowe rzeczy.

    Jeśli chcemy rozwiązać jakiś problem albo czegoś się uczymy, chcemy coś zrozumieć i jest to trudne, potrzebujemy jak największego tego notatnika. Chcemy wykorzystać to, co już pamiętamy, czego dopiero się nauczyliśmy oraz to, co mamy na przykład otwarte w jakiejś zakładce.

    Jeżeli jednak w międzyczasie czegoś słuchamy, coś oglądamy albo słyszymy coś w tle, część naszej uwagi i tego mentalnego notatnika jest poświęcana na analizowanie słów piosenki, słuchanie tego, co dzieje się w podcaście, czy zwracanie uwagi na to, co nagle dzieje się w telewizji.

    Z jednej strony zabieramy więc sobie to mentalne biureczko w naszej głowie na coś, co jest nieistotne. To powoduje, że gorzej zapamiętujemy, gorzej się uczymy i gorzej rozwiązujemy problemy.

    Dlaczego muzyka i podcast mogą rozpraszać?

    Jest jeszcze druga rzecz. Jeśli słyszę piosenkę o miłości, wyjazdach czy różnych innych rzeczach, mój mózg traktuje ją po prostu jako źródło informacji. Tworzy do niej skojarzenia i mogą nagle uruchamiać się jakieś wspomnienia.

    Wiele osób mówi, że nie może się skoncentrować i odpływa myślami. Między innymi właśnie dlatego.

    Jeśli słuchasz podcastu podczas pracy, bo myślisz sobie: „Dobra, robię jakiegoś nudnego Excela, to posłucham książki albo podcastu”, to jest dokładnie tak samo, jakby ktoś usiadł obok Ciebie na stołeczku i powiedział:

    „O, widzę, że pracujesz. To słuchaj, ja Ci teraz poopowiadam o tym, jak pani Ola zdradziła pana Wojtka. Bo jest taki fajny podcast o tym”.

    I tak sobie trochę o tym opowiadamy. Ty jesteś teraz w tych zdradach, w tej sytuacji i w tych emocjach. I naprawdę myślisz, że w tym samym czasie będziesz efektywnie wyszukiwać błędy, rozwiązywać problemy czy wpisywać formuły?

    To tak nie działa.

    Mózg po prostu traktuje te informacje jako coś ważnego. Czy będzie to podcast, telewizja, radio czy piosenki, których słuchasz, cały czas są one źródłem emocjonalnych wspomnień, rozkmin i skojarzeń. Tak naprawdę za każdym razem uczysz się rozpraszania i tego, żeby co chwilę odpływać gdzieś indziej.


    Kiedy muzyka nie przeszkadza w pracy i nauce?

    Dużo osób mówi mi, że bardzo lubi uczyć się bądź pracować przy muzyce. Pamiętajcie jednak, że to, że coś jest przyjemne, nie oznacza, że nam służy i pomaga.

    Oczywiście ja też lubię muzykę, ale słucham jej tylko wtedy, kiedy wiem, że nie będzie mi przeszkadzała w tym, żeby coś lepiej zrozumieć bądź dobrze się czegoś nauczyć.

    Na przykład idę na trening, jest mi strasznie ciężko i całe to żelastwo naprawdę dużo waży. Wtedy puszczam sobie muzykę i trening jest dużo przyjemniejszy.

    Robisz pranie, prasujesz, chodzisz po domu albo pracujesz w ogródku? Wszystkie takie czynności, które nie wymagają od nas szczególnego myślenia i są bardziej rutynowe oraz zautomatyzowane, mogą być wykonywane przy czymś, czego słuchamy.

    Jeśli jednak potrzebujesz naprawdę coś głęboko rozkminiać, każdy bodziec przychodzący z boku może obniżać jakość wykonania zadania. Może to być pogłaskanie psa, radio czy wyglądanie co chwilę za okno, bo coś dzieje się na ulicy.


    Nawyk 4: nie pracuję ciągiem dłużej niż 90 minut

    Czego jeszcze nie robię podczas pracy i nauki? Nie pracuję ciągiem dłużej niż 90 minut.

    I teraz uwaga na te 90 minut. Wiem, że wiele osób może za chwilę zacząć sprawdzać, czy 90 minut jest idealne, czy może jednak powinno być 85. Moim zdaniem: maksymalnie. Najczęściej jest to nawet godzina.

    Badania też często pokazują, że taki podział: 52 minuty pracy i 17 minut przerwy, jest świetny. U mnie wygląda to mniej więcej podobnie.

    Staram się, żeby nigdy nie było to dłużej niż półtorej godziny. Po prostu wiem, że moja uwaga, efektywność, a nawet chęci często drastycznie spadają po tym czasie.

    Zależy mi na tym, żeby mieć momenty pełnej koncentracji, a później uwagi bardziej mimowolnej. Wychodzę na zewnątrz, trochę myślę o niczym i mam czas, żeby odbudować zasoby mentalne. Mogę pójść napić się wody, przynieść coś do picia do biurka, przytulić się z moimi dzieciaczkami, porozmawiać z Robertem czy zrobić coś w domu.

    To jest około 15 minut odświeżenia i wtedy mogę wrócić do pracy bądź nauki.

    Jest to dla mnie bardzo ważny nawyk, ponieważ ciągła praca często powoduje, że później przerwa musi być dużo dłuższa i potrzebujemy więcej czasu na regenerację.

    Mnie zależy na cykliczności: pracuję, mam przerwę, pracuję, mam przerwę, pracuję, mam długą przerwę i znowu na chwilę wracam do pracy.

    W trakcie pracy staram się również ruszać

    W przerwach, ale teraz również podczas pracy, staram się cały czas ruszać. Nie jest to taka praca, podczas której cały czas siedzę.

    Mam przy biurku bieżnię podbiurkową. Biurko jeździ w górę i w dół, więc podczas pracy najczęściej przez około dwie godziny, czasami nawet trzy, po prostu chodzę.


    Czy chodzenie podczas pracy nie rozprasza?

    Nie jest to szybkie chodzenie. Najczęściej około 2–2,5 km/h, maksymalnie 3 km/h. To bardzo wolno, ale niesamowicie pomaga mi w koncentracji.

    Na początku wydawało mi się, że nie będę mogła się skupić i że będzie to przeciążające. Tymczasem okazało się, że jest wręcz odwrotnie. Mam wrażenie, że kiedy chodzę, jakoś lepiej mi się myśli.

    Mam lepszy przepływ krwi do mózgu. Dochodzi też lekki tonus mięśniowy, czyli napięcie związane z tym, że muszę mieć wyprostowaną postawę ciała i po prostu iść. W porównaniu z sytuacją, kiedy położymy się na fotelu, mam wrażenie, że dzięki temu dużo lepiej i efektywniej pracuję.

    U mnie najczęściej wygląda to tak, że chwilę siedzę, później chodzę, znowu chwilę siedzę i znowu chodzę. Kiedyś było to związane z moimi przerwami, więc chodziłam i ruszałam się tylko w czasie przerwy. Teraz robię to regularnie już od ponad dwóch, trzech lat i chodzę również podczas pracy.

    Jest to mój świetny patent i uwielbiam go. Często o tym wspominam właśnie dlatego, żebyście również mogli z niego skorzystać, ponieważ samo stanie przy biurku jest dla mnie strasznie męczące. Wyginam się w każdą stronę i wydaje mi się, że nie jest to najlepsze dla moich bioder czy kręgosłupa.

    Natomiast chodzenie wygląda już zupełnie inaczej. Na początku jest trochę dziwne. Mamy wrażenie: „Ojejku, muszę myśleć o tych nogach i na pewno nie będę mogła się na niczym skupić”. To wrażenie jednak bardzo szybko mija.

    Dajcie sobie maksymalnie jeden dzień na takie wdrożenie. Później staje się to już tak naturalne, że nawet nie wiecie, że to robicie.


    Nawyk 5: nie obciążam pamięci tradycyjnymi listami

    Czego jeszcze nie robię jako trenerka mózgu?

    Część osób jest przekonana, że wszystkie metody nauki i fantastyczne sposoby na to, aby efektywnie się uczyć i zapamiętywać, są nam potrzebne tylko wtedy, kiedy zdajemy bardzo trudne egzaminy. Jesteśmy po maturze, jesteśmy po egzaminach na uczelni, więc już nam to nie jest potrzebne.

    Guzik prawda!

    Tak naprawdę uczymy się przez całe życie i cały czas możemy z tych metod korzystać. Ja również korzystam z nich na co dzień.


    Techniki pamięciowe przydają się także na co dzień

    Na przykład nie robię sobie list zakupów. Po prostu tego nie potrzebuję. Dużo szybciej jest mi zapamiętać to, co mam kupić, za pomocą mnemotechniki, która jest często dedykowana właśnie zakupom.

    Otwieram lodówkę i momentalnie wykorzystuję ten moment do tego, żeby potrenować swój umysł i zapamiętać to, co chcę kupić. Jest to bardzo fajne, przyjemne i nie muszę później pamiętać o kartce z zakupami.

    Nie tworzę typowych list słówek

    Nie robię też typowej listy słówek do zapamiętywania, kiedy uczę się angielskiego.

    Kiedy oglądam filmy, czytam książki czy słucham podcastów po angielsku, mam pewien system pozyskiwania nowych słówek. Następnie robię z nich odpowiednie fiszki, które są kontekstowe i skojarzeniowe, bo właśnie w taki sposób mózg uczy się języka.

    Nigdy nie robię takich list, jak zwykle robią ludzie, ponieważ są po prostu maksymalnie nieefektywne.


    Jak wykorzystuję mnemotechniki do zapamiętywania imion i innych informacji?

    Jeśli chcecie dowiedzieć się na ten temat więcej, sprawdźcie moje bezpłatne szkolenie o tym, jak uczyć się słówek z języka obcego. Pokazuję tam krok po kroku cały plan stworzenia idealnej fiszki oraz kilka przykładów tego, jak sama to robię, więc możecie zobaczyć to w praktyce.

    Mnemotechniki wykorzystuję również w codziennym życiu

    Czego jeszcze nie robię? Na przykład nie powtarzam sobie w głowie imion nowo poznanych osób. Nie potrzebuję tego robić.

    Do tego również jest oddzielna mnemotechnika, która bardzo mi to ułatwia. Przyznam, że kiedy prowadzę szkolenia, jest dużo stresu i dużo ludzi, a mnie zależy na tym, żeby do każdego mówić po imieniu. Taki sposób zapamiętywania imion daje mi łatwość. Ktoś mi się przedstawia, a ja jestem już spokojna, że pamiętam jego imię i mogę za każdym razem zwracać się do tej osoby po imieniu.

    Ściąga to ze mnie ogromną presję i jest naprawdę bardzo fajne i przyjemne.

    Jest wiele takich rzeczy, przy których często korzystam z tych metod. Muszę zapamiętać jakiś kod albo numery rejestracyjne samochodu, który mnie oblał na ulicy. To oczywiście żart, ale naprawdę jest wiele sytuacji, w których cały czas z tych metod korzystam.

    Nie wybieram więc zwykłych sposobów, które obciążają pamięć, w tym pamięć krótkotrwałą.


    Jak lepiej korzystać ze swojego mózgu?

    Jeśli Ty też chcesz dowiedzieć się, jak lepiej korzystać ze swojego mózgu, lepiej zapamiętywać, nie wkuwać i nie stresować się, zobacz moje bezpłatne szkolenie. Pokazuję w nim najgorsze błędy w nauce, które popełniamy.

    Dlaczego nie mamy efektów? Uczymy się, a nadal nie zapamiętujemy – dlaczego? I dlaczego tak wiele osób uważa, że ma sposoby na naukę, a tak naprawdę powtarza rzeczy, które tylko zabierają czas?

    W szkoleniu zobaczycie również świetny eksperyment pamięciowy i poznacie technikę, która pomoże Wam między innymi zapamiętywać listę zakupów. Link znajdziecie tutaj.

  • Jak wdrożyć nawyk i naprawdę go utrzymać? Najczęstsze błędy

    Jak wdrożyć nawyk i naprawdę go utrzymać? Najczęstsze błędy

    Jak wdrożyć nawyk i utrzymać go na dłużej? To pytanie pojawia się bardzo często u osób ambitnych, które chcą regularnie uczyć się języka, brać suplementy, ćwiczyć, czytać książki czy robić inne rzeczy, które naprawdę im sprzyjają, ale za nic nie mogą tego nawyku utrzymać na dłużej.

    Dlatego chcę porozmawiać o tym, jakie są trzy najczęstsze błędy, które popełniamy, kiedy chcemy zmienić swoje życie, oraz jak wdrożyć nawyk i rzeczywiście go utrzymać. Podzielimy się również najlepszymi nawykami, które u nas fantastycznie działają.

    Ja nazywam się Dorota Filipiuk, jestem psychologiem i trenerką mózgu. Do przygotowania tego artykułu zaprosiłam mojego partnera, Roberta Marchela. Robert jest olimpijczykiem długowieczności i na co dzień testuje oraz optymalizuje zdrowe nawyki na najwyższym poziomie.


    Co mają wspólnego nawyki i olimpiada długowieczności?

    Robert nie jedzie na żadną olimpiadę tak jak ktoś, kto na przykład rzuca oszczepem. W tym przypadku znaczenie ma to, co robi na co dzień, jak wygląda jego dzień i jakie ma nawyki. Wszystko to wpływa na jego prędkość starzenia, bo właśnie ona jest mierzona w olimpiadzie długowieczności.

    Jedną z czołowych postaci jest tam na przykład Brian Johnson, o którym pewnie wiele osób słyszało. Robert optymalizuje swój sen, jedzenie i treningi, a także inne nawyki, takie jak sauna czy komora hiperbaryczna. Ma to duży związek z samodyscypliną, dbaniem o zdrowie i właśnie nawykami.

    W tym momencie Robert zajmuje 104. miejsce na świecie, a w Polsce jest drugi. Do ścisłej czołówki jeszcze trochę mu brakuje, ale w olimpiadzie bierze udział kilkadziesiąt tysięcy osób, więc jest to już całkiem dobre miejsce.

    Ja również wdrażam większość tych nawyków, natomiast nie mierzę ich tak mocno jak Robert. Dlatego chcę pokazać różne podejścia do wdrażania nawyków i to, co może nas powstrzymywać przed ich utrzymaniem.


    Pierwszy błąd: próbujemy zmienić za dużo na raz

    Jednym z najczęściej powtarzających się błędów jest to, że bierzemy na siebie za dużo od samego początku.

    Do tej pory nic nie robiliśmy, byliśmy trochę w takim marazmie, a teraz nagle: dobra, idę na siłownię, zaczynam biegać, zmieniam dietę i jeszcze robię dziesięć innych rzeczy.

    Przez chwilę, kiedy mamy tę początkową energię, może nam się to udawać. Czasami przez kilka dni, czasami tydzień, dwa, może miesiąc. Niektórzy dotrwają dłużej, ale przy tak dużej zmianie, kiedy początkowa energia opada, często wszystkie te nawyki również upadają.

    Dużo lepiej robić to powoli i stopniowo, budując nawyk po nawyku.

    Dlaczego tak się dzieje? Żeby to zrozumieć, trzeba mniej więcej wiedzieć, jak funkcjonuje nasz mózg.

    Mamy ciało migdałowate, które znajduje się w środku naszego mózgu i ma ogromne znaczenie, kiedy w naszym otoczeniu pojawia się jakakolwiek zmiana. Ciało migdałowate nas chroni. Najczęściej, kiedy pojawia się jakaś negatywna zmiana i dzieje się coś złego, informuje nas o tym, że powinniśmy o siebie zadbać.

    Może jednak reagować również wtedy, kiedy wprowadzamy pozytywne zmiany. Nasz mózg jest bardzo mocno uwrażliwiony na jakąkolwiek zmianę, bo może ona oznaczać pewnego rodzaju zagrożenie.

    Jeśli więc wdrażamy mnóstwo nawyków w jednym czasie, ciało migdałowate bardzo mocno reaguje i rzeczywiście znajdujemy się w swego rodzaju stresie.

    Planując zmianę, wyobrażamy sobie idealną przyszłość

    Bardzo ważne jest również to, że kiedy planujemy sobie tak wiele różnych zmian, często kompletnie nie bierzemy pod uwagę tego, jak będzie wyglądała przyszłość.

    Pokazuje to naprawdę mnóstwo eksperymentów. Kiedy ludziom zadawano pytanie, jak będą się w przyszłości czuli i jak będą podchodzili do sportu czy jedzenia, zawsze wybierali taką idealną wersję siebie.

    Na pewno będę mieć wtedy więcej silnej woli. Na pewno będę mieć więcej energii. Z dużo większą przyjemnością będę wstawać rano.

    Mamy trochę taki nałożony różowy filtr, który kompletnie nie bierze pod uwagę tego, że w przyszłości również możemy odczuwać stres w pracy. Nasze dzieci mogą się rozchorować, sami możemy się źle czuć, może nam zabraknąć energii, możemy zachorować albo przechodzić trudne emocjonalnie chwile.

    W planowaniu kompletnie tego nie uwzględniamy. Z jednej strony mózg bardzo mocno chce nas chronić, a z drugiej zbyt optymistycznie podchodzimy do przyszłości.


    Drugi błąd: nie zauważamy efektów małych nawyków

    Kolejny częsty błąd polega na tym, że mózg nie zauważa efektów małych, drobnych nawyków. Pojawia się pytanie: co mi to tak naprawdę daje?

    Mogę naczytać się o tym, że na przykład branie omegi jest dla nas świetne i naprawdę bardzo ją polecamy. Podobnie jest z witaminą D3, której niedobory ma ponad połowa Polaków. Jeśli jednak wezmę ją raz, drugi czy trzeci, tej zmiany po prostu nie widzę.

    My mamy bzika na punkcie snu. Badania bardzo często pokazują, że osoby permanentnie niewyspane nawet nie zauważają, że ich funkcjonowanie jest na dużo niższym poziomie. Dotyczy to chociażby silnej woli czy łatwości wchodzenia w konflikt i zdenerwowania w porównaniu z osobami, które czują się wypoczęte, wyspane i zadowolone.

    Bardzo często tych małych zmian po prostu nie zauważamy.


    Trzeci błąd: zmuszamy się do nawyków, których nie lubimy

    Trzecim dużym błędem jest to, że za bardzo się zmuszamy i wybieramy sobie takie nawyki, które od samego początku trudno wdrożyć. W ogóle nie są przyjemne, a my mamy w głowie coś takiego: „Trudno, nie podoba mi się to, ale zmuszę się i jakoś to będzie”.

    Z doświadczenia Roberta wynika, że zdecydowanie lepiej podejść do tego w taki sposób, żeby wybrać coś, przy czym wyobrażamy sobie, że jesteśmy w stanie wytrwać nawet do końca życia. To nie może być krótkotrwała zmiana na tydzień czy dwa dni, tylko coś na dłuższy okres, najlepiej nawet do końca życia.


    Jak sprawić, żeby nawyk stał się przyjemny?

    Dobrym przykładem jest orbitrek. Robert wielokrotnie próbował zmusić się do tego, żeby na nim ćwiczyć. Czasami udawało mu się przez miesiąc, czasami przez dwa, ale w końcu sobie odpuszczał.

    Dopiero kiedy zaczął oglądać seriale podczas ćwiczeń, wszystko się zmieniło. Wybierał dobry serial, którego nie mógł się doczekać, i ustalał, że ogląda go tylko i wyłącznie na orbitreku. Wtedy w końcu udało mu się wdrożyć ten nawyk i dzisiaj w zasadzie nawet go lubi.

    Stało się to czymś naturalnym, do czego się przyzwyczaił i co już go nie męczy. Po prostu zakłada, że tak ma, a dodatkową przyjemnością jest właśnie oglądanie serialu.

    Ja takich przykładów również mam całe mnóstwo. Zawsze byłam przekonana, że warto byłoby chodzić na przykład na aerobik. Natomiast ja tego nie znoszę. Mało tego, nigdy nie lubiłam nawet jogi. Za to aerial joga, taka powietrzna, połączona z choreografią i tańcem, była dla mnie absolutnie fantastyczna.

    Podobnie jest z chodzeniem na siłownię czy robieniem różnych innych ćwiczeń. W niektórych znajduję ogromną przyjemność, a inne są dla mnie po prostu jedną wielką męką, której nie lubię.

    Jeśli chcemy wdrażać dobre nawyki, to poza unikaniem tych błędów dobrze byłoby wiedzieć, jak funkcjonuje mózg i co najbardziej pomaga nam w tym, żeby nawyk z nami został.

    Nie chodzi przecież tylko o to, żeby przez tydzień czy dwa tygodnie coś regularnie robić. Chodzi o to, żeby nawyki naprawdę z nami zostały, były dla nas łatwe i przyjemne oraz pozwalały czerpać rezultaty z systematyczności.


    Jak wdrożyć nawyk? Ubierz czynność w konkretną rutynę

    Pierwszym bardzo ważnym punktem jest to, żeby daną czynność ubrać w nawyk.

    To nie działa tak, że postanawiam sobie: „Od dzisiaj będę jeździł na orbitreku”, a później po prostu zaczynam to robić wtedy, kiedy mi się przypomni.

    Trzeba zaplanować, kiedy dokładnie będziemy wykonywać daną czynność, i ubrać ją w powtarzalną rutynę. Nasz mózg i ciało uwielbiają właśnie rutyny. Z czasem wykonywanie danej czynności będzie coraz mniej bolesne, bo po prostu się do niej przyzwyczaimy.

    W pewnym momencie nawet bez zastanawiania się nad tym, czy powinniśmy coś zrobić, czy nie, będziemy wykonywali tę czynność. W przypadku Roberta będzie to zejście na dół i wejście na orbitrek.

    Orbitrek jest trochę większą rzeczą, bo jednak jest to trening, ale ta sama zasada dotyczy praktycznie wszystkiego: brania suplementów, medytacji czy regularnej nauki języka.

    Intencja implementacyjna, czyli kiedy dokładnie to zrobię?

    Jeśli chcielibyśmy ubrać to w psychologiczne pojęcie, mówimy o tak zwanej intencji implementacyjnej, czyli określam sobie, kiedy będę wykonywać daną czynność.

    Mnóstwo razy próbowałam na przykład regularnie brać suplementy. Za każdym razem coś się zmieniało, bo nagle okazywało się, że części suplementów nie mogę brać przed śniadaniem, części nie powinnam brać po śniadaniu, niektóre powinnam brać wieczorem, a inne rano. Dlatego warto zobaczyć, kiedy u nas jest odpowiedni moment na konkretny nawyk.

    Jeśli na przykład chcę regularnie uczyć się języka i zawsze podróżuję tramwajem, mogę wyrobić sobie taki nawyk, że kiedy wchodzę do tramwaju, włączam aplikację Anki i przerabiam 10 czy 15 fiszek. Jeśli chcesz lepiej uporządkować cały proces nauki, przeczytaj również artykuł o efektywnej nauce.

    Czynność wyzwalająca musi być konkretna

    Bardzo ważne jest jednak to, żeby czynność uruchamiająca nawyk była konkretna.

    Nie chodzi o: „Po śniadaniu biorę suplementy”.

    Lepiej określić to dokładnie: „Kiedy odłożę talerz do zmywarki, sięgam do szafki, wyciągam suplementy i je biorę”.

    Ta konkretność jest bardzo ważna, ponieważ bez niej nawyk może się zwyczajnie rozmyć. Nie wystarczy powiedzieć sobie, że coś zrobimy rano. Trzeba określić konkretny moment.

    Ja na przykład piję szklankę wody po tym, jak rano umyję zęby. Mam już przygotowany kubeczek, a przy nim stoi żelazo albo magnez, który biorę dokładnie przy tym kubeczku. Nie da się tego ominąć i trudno o tym zapomnieć. To właśnie jest czynność wyzwalająca.

    Jeśli więc gdzieś coś nie idzie i widzicie, że dany sposób się nie sprawdza, nie mówcie sobie od razu: „Ja się do tego nie nadaję” albo „U mnie to nie działa”. To może po prostu oznaczać, że wybrany moment jest za słaby.

    Czasami wybieramy sobie moment typu „po śniadaniu”, a później okazuje się, że jesteśmy wiecznie spóźnieni i nie mamy czasu, żeby wtedy coś wykonać.

    Ja bardzo często miałam tak z medytacją. Zakładałam, że będę medytowała, kiedy położę się do łóżka. Tyle że momentalnie zasypiałam, więc było to kompletnie bez sensu.

    Szukanie swojego idealnego „kiedy” jest pewnego rodzaju wyzwaniem. Jest jednak niezwykle ciekawe, bo możemy obserwować, co nam działa, co niekoniecznie działa i co nam sprzyja.


    Pętla nawyku i nagroda za wykonanie czynności

    Ważną częścią zamknięcia pętli nawyku jest również nagroda.

    Mamy czynność początkową, następnie czynność właściwą, czyli na przykład wzięcie suplementu. Szczególnie podczas wyrabiania nowego nawyku potrzebna jest jeszcze nagroda – taka mała dawka dopaminy za to, że zrobiliśmy to, co trzeba.

    Kiedy powstają złe nawyki, takie jak scrollowanie social mediów, dopamina wydziela się naturalnie. Odkrywamy coś nowego, coś nas rozśmieszyło albo czegoś się dowiedzieliśmy.

    W przypadku dobrego nawyku warto dać sobie dodatkową nagrodę. Świetnie może sprawdzić się na przykład aplikacja do śledzenia nawyków, w której zaznaczamy sobie: „Okej, zrobiłem”. Szczególnie na początku może to działać bardzo dobrze, zwłaszcza jeśli jest dodatkowo zgamifikowane i zdobywamy punkty czy wygrywamy jakiś mecz.

    Zanim jednak przejdziemy do tego, jak można zamienić nudną czynność w grę, warto wrócić do samej czynności, którą mamy wykonać.


    Energia aktywacyjna: nawyk powinien być maksymalnie łatwy

    Mamy więc coś, co przypomina nam, że mamy wykonać daną czynność. U mnie jest na przykład tak, że kiedy włączam przeglądarkę, na stronie startowej pojawia mi się kurs, który obecnie przerabiam. Włączam go na 15 minut i to właśnie uruchamia dany nawyk.

    Bardzo ważne jest jednak również to, żeby na początku określić ten nawyk jako prosty i przyjemny. Tutaj mówimy o tak zwanej energii aktywacyjnej.

    Jeśli musisz włożyć mnóstwo energii w to, żeby zacząć ćwiczyć, brać suplementy czy uczyć się języka, prawdopodobieństwo porzucenia nawyku jest ogromne. Na przykład przed nauką musisz wybrać spośród wielu książek, znaleźć odpowiednią stronę i dopiero zacząć ją przerabiać. Już samo rozpoczęcie wymaga wtedy dużo energii.

    Według mnie idealny wskaźnik tego, czy nawyk, który chcemy wdrożyć, jest dobry, wygląda tak: jest tak krótki, że zawsze masz na niego czas, i tak łatwy, że w ogóle nie musisz się motywować.

    Nie musisz się do tego spinać. To trochę jak z myciem zębów. Nie myślisz: „O Jezu, jeszcze tylko te zęby, muszę sobie puścić w głowie jakąś wewnętrzną mowę motywacyjną”. To się po prostu dzieje. Dokładnie tak samo powinno być z każdym nawykiem, który wdrażamy.

    Zacznij od najłatwiejszej wersji nawyku

    Oczywiście dla jednej osoby 10 minut biegania będzie tak proste, że nawet nie ma po co wkładać butów. Dla mnie jednak właśnie takie podejście było czymś, co najbardziej mi pomogło.

    Buty stały po prostu przy wyjściu. Często się nie przebierałam i nawet biegałam w sukience. Chodziło tylko o to, żebym założyła buty i wyszła z domu.

    To było dla mnie najważniejsze. Nie interesowały mnie żadne inne mierniki, tylko wykonanie tej jednej rzeczy. Dzięki temu wiedziałam, że później będzie mi dużo łatwiej podbiec kilometr więcej czy nawet przebrać się w odpowiednie ubranie. Mogłam też zacząć kojarzyć tę czynność z czymś przyjemnym – z tym, że dobrze się po niej czuję i pojawiają się endorfiny.

    Dlatego, szukając nawyków, powinniśmy szukać sposobu, żeby ich wykonanie było maksymalnie łatwe.

    Jeszcze jeden przykład. Robert bierze mnóstwo suplementów, ja dużo mniej. Natomiast dla mnie otwieranie każdego słoiczka i wysypywanie suplementów zajmowało tyle czasu, że energia aktywacyjna była zbyt wysoka.

    Jeśli jednak poproszę nasze dzieci, żeby podzieliły mi wszystkie suplementy do małych pojemniczków, wszystko się zmienia. Wtedy po prostu otwieram pojemnik, wysypuję suplementy i je łykam. Dla mnie jest to totalny game changer.


    Zmniejszaj tarcie przy dobrych nawykach

    Robert nazywa niską energię aktywacyjną również zmniejszaniem „friction”, czyli zmniejszaniem tarcia. Możemy też dodawać tarcie, jeśli chcemy pozbyć się złego nawyku.

    Warto rozróżnić niską energię aktywacyjną od najmniejszego możliwego kroku. Załóżmy, że dopiero zaczynam wdrażać orbitrek, a normalnie trening powinien trwać pół godziny. Mogę założyć, że mój nawyk zostanie zaliczony nawet wtedy, kiedy zejdę tam tylko na 30 sekund.

    Trening nie będzie wtedy zbyt długi, ale bardzo często dzieje się tak, że kiedy już tam jesteśmy, myślimy: „Dobra, to chociaż przeciągnę to do pięciu minut. Może do dziesięciu”. Być może nie zrobimy pełnych 30 minut, ale trening i tak będzie trochę dłuższy.

    Trochę sami siebie oszukujemy po to, żeby pojawić się w miejscu, w którym nawyk w ogóle może zostać wykonany. Dlatego zaplanowanie najmniejszego możliwego kroku jest bardzo ważne.

    Podobnie działa zmniejszanie tarcia. Możemy na przykład przygotować ubrania przy łóżku. Po wstaniu nie trzeba wtedy zastanawiać się, w co ubrać się na trening. Wszystko jest już gotowe.

    Chcesz pozbyć się złego nawyku? Zwiększ tarcie

    Zwiększanie energii aktywacyjnej, czyli zwiększanie tarcia, jest z kolei bardzo przydatne, kiedy chcemy pozbyć się złego nawyku.

    Jeśli na przykład walczymy z jedzeniem słodyczy, możemy po prostu nie mieć ich w domu. Żeby zjeść coś słodkiego, trzeba będzie najpierw pójść do sklepu.

    Jeżeli chcemy ograniczyć oglądanie Netflixa, możemy wyciągnąć baterie z pilota i położyć je na najwyższej szafce. Jeśli naprawdę będziemy chcieli coś obejrzeć, damy sobie radę. Trzeba będzie jednak przestawić krzesło, wdrapać się na szafkę i wyjąć baterie.

    Nie zdarzy się wtedy przypadkiem, że znowu sięgniemy po pilot i włączymy Netflixa. Energia aktywacyjna będzie po prostu większa.

    Można to dostosować praktycznie do każdego złego nawyku. Możemy chować rzeczy, których chcemy unikać, sprzedać je albo po prostu nigdy ich nie kupować.

    U nas w domu obowiązuje zasada: zero: alkoholu, cukru i przetworzonej żywności. Po prostu takich rzeczy nie mamy i ich nie kupujemy. Rodzinę i znajomych również prosimy, żeby nam ich nie przynosili. Jeśli kiedyś ktoś się pomylił, po prostu musiał zabrać je z powrotem. Mało tego, zabraniamy rodzinie i znajomym przynosić nam takie rzeczy do domu. Kiedyś, jeśli ktoś się pomylił, po prostu musiał z tym wrócić.

    Bardzo staramy się więc o to, żebyśmy w ogóle nie byli narażeni na rzeczy, które nam nie służą.

    Podobnie można podejść do social mediów. Zawsze zachęcam do korzystania z aplikacji, które je blokują. Można określić, ile czasu dziennie możemy spędzić na konkretnym portalu, na przykład pięć minut. Możemy też ustawić godziny, w których w ogóle nie da się tam zalogować.

    U mnie sprawdza się to fantastycznie. Mam takie rozwiązanie zarówno na komputerze, jak i na telefonie. Dzięki temu w określonym czasie po prostu nie mogę z tego skorzystać.

    To są dwie strony tego samego medalu. Wszystko zależy od tego, czy chcemy wyrabiać dobre nawyki, czy pozbywać się tych, które nam nie służą.


    Jaka powinna być nagroda za wykonanie nawyku?

    Wcześniej pojawił się temat nagrody. Część osób może pomyśleć: „Okej, jeśli pobiegłam, to teraz mogę pójść na ciastko”. Albo: „Regularnie ćwiczyłam, uczyłam się czy robiłam coś innego, więc teraz mogę zrobić sobie przerwę”.

    Warto więc powiedzieć trochę więcej o tym, czym właściwie powinna być nagroda.

    Nagroda powinna być mała i natychmiastowa. Zaraz po wykonaniu nawyku dajemy sobie małą dawkę dopaminy. Dobrym rozwiązaniem jest zaznaczenie, że udało nam się coś zrobić, czyli po prostu śledzenie nawyku, który w danym momencie wdrażamy. To świetnie zamyka pętlę nawyku.

    Nie chodzi o lody po treningu, które uzupełnią kalorie, które właśnie spaliliśmy. Chodzi o coś drobnego.

    Czasami wydaje nam się, że nagroda musi być fizyczna. Tak naprawdę sama satysfakcja z obserwowania własnej regularności może być nagrodą.

    Ja na przykład mierzę sobie liczbę pięter. Fantastycznie się czuję, kiedy widzę, że od trzech miesięcy regularnie wykonuję określoną liczbę pięter. Podobnie jest z krokami. Chcę je sobie domknąć i mam satysfakcję z tego, że rzeczywiście to robię.

    Robert ma natomiast jeszcze swój sposób, który odkrył chyba zupełnie przypadkiem. Bardzo mocno zmotywował go do działania i pomógł mu więcej się ruszać oraz być bardziej aktywnym.


    Jak grywalizacja może pomóc utrzymać nawyk?

    Robert już lata temu postanowił sobie, że fajnie byłoby dodać więcej ruchu do swojego życia. Wiedział jednak, że nie może się do tego zmuszać, dlatego chciał, żeby był to pewnego rodzaju sport.

    Postanowił wrócić do tenisa stołowego, który kiedyś bardzo lubił. Kupił stół i ustawił go w garażu podziemnym. Plan był taki, że będzie grał razem z sąsiadami.

    W praktyce wyglądało to jednak tak, że rzeczywiście czasami grali, ale mniej więcej dwa razy w miesiącu przez godzinę czy półtorej. Udało się przekonać jednego albo drugiego sąsiada, żeby zszedł na dół i zagrał.

    W pewnym momencie Robert dowiedział się jednak, że w Lublinie działa liga tenisa stołowego. Co więcej, była to liga drużynowa. Znał kilka osób, które grały, więc wspólnie stworzyli drużynę i zgłosili się do rozgrywek.

    Nagle mieli rozpisane mecze, wiedzieli, kiedy grają i z kim. Pojawiła się tabela ligowa, punktacja, statystyki oraz możliwość sprawdzania, kto ile setów wygrał.

    I to było niesamowite.

    Motywacja do grania w tenisa wzrosła razy dziesięć.

    Ze sportu, który Robert uprawiał okazjonalnie dwa razy w miesiącu, zrobiła się aktywność wykonywana co najmniej dwa razy w tygodniu. Czasami grał nawet częściej. Dzisiaj potrafi grać pięć czy sześć razy w tygodniu, szczególnie wtedy, kiedy trwa sezon ligowy.

    Kiedy zobaczył, jak ogromne znaczenie ma ta forma rywalizacji, pomyślał, że przecież nie istnieje liga medytacji, nauki języka czy dowolnego innego nawyku, który chcielibyśmy wdrożyć.

    Wtedy właśnie zaczęła powstawać idea ligi zdrowych nawyków.


    Od ligi zdrowych nawyków do aplikacji Life Masters

    Na początku wszystko było prowadzone w Excelu. Było to jeszcze około 2022 czy 2023 roku. Wśród znajomych powstała taka liga zdrowych nawyków.

    Z czasem przerodziło się to w pełnoprawną, zaawansowaną aplikację, którą nazwaliśmy Life Masters.

    Każdy wybiera w niej nawyki, które chce śledzić. Nie musi być to tylko jeden nawyk. Można wybrać ich więcej, a także określić rzeczy, z których chcemy zrezygnować, czyli szkodliwe zachowania, których chcemy unikać.

    Każdy tydzień to pojedynek z innym przeciwnikiem, który również śledzi swoje nawyki. Wygrywa osoba, która ma lepszy wynik w danym tygodniu i lepiej trzymała się swoich postanowień.

    Dla Roberta do dziś jest to game changer, ponieważ właśnie w ten sposób gamifikuje swój zdrowy styl życia. Za każdym razem, kiedy chce wdrożyć nowy nawyk i dodaje go do Life Masters, wie, że inni ludzie będą go widzieli. Może to być drużyna własna albo przeciwna, ale samo to ma wpływ na regularność.


    Czym to się różni od zwykłego trackera nawyków?

    Wyobraźmy sobie, że ktoś myśli:

    „Wiem, że cukier mi szkodzi. Nie chcę go więcej jeść. Wiem, że skoki cukru bardzo negatywnie wpływają na moje samopoczucie i mózg. Nie będę więc jadła słodyczy.”

    Można oczywiście użyć zwykłej aplikacji do śledzenia nawyków i codziennie zaznaczać:

    „Check, zrobiłam.”

    W Life Masters różnica polega jednak na tym, że nie grasz sama ze swoimi nawykami.

    To nie jest aplikacja, w której po prostu zaznaczasz coś na telefonie, co równie dobrze można byłoby zrobić na kartce.

    Zawsze grasz mecz z innym człowiekiem albo możesz stworzyć swoją drużynę.

    Jak wygląda taki mecz?

    Od poniedziałku do niedzieli oznaczasz swoje nawyki i jednocześnie widzisz nawyki swojego przeciwnika.

    Aplikacja automatycznie znajduje przeciwnika.

    Nie oznacza to, że obie osoby muszą mieć taki sam nawyk. Jedna osoba może nie jeść cukru, a druga na przykład codziennie zakładać wieczorem okulary blokujące niebieskie światło.

    Każdy wybiera własne nawyki.

    Jedna osoba może mieć trzy, inna dziesięć, a przeciwnik dwa czy pięć. Liczy się procentowa skuteczność, czyli to, kto był bardziej regularny w swoich nawykach.

    Jeśli ja przez pięć dni nie jadłam cukru, ale przez dwa dni w weekend jednak się skusiłam, a druga osoba przez siedem dni regularnie wykonywała swój nawyk, to wygrywa osoba, która była bardziej systematyczna.

    Dostaje wtedy dodatkowe punkty do tabeli ligowej.

    Tabela działa podobnie jak w lidze piłkarskiej. Jest określona liczba zawodników. Osoby znajdujące się na górze po zakończeniu sezonu mogą awansować do wyższej ligi, a osoby na samym dole mogą spaść do niższej.

    To właśnie analogia do ligi sportowej, która wcześniej tak mocno zmotywowała Roberta do regularnego grania w tenisa stołowego.


    Aspekt społeczny mocno zwiększa motywację

    Jeśli dany nawyk staje się już zupełnie automatyczny, możemy dodać kolejny.

    Załóżmy, że przez siedem dni w tygodniu bez problemu nie jem słodyczy. Mogę wtedy pomyśleć:

    „Okej, to już jest automatyczne. Dodam sobie teraz na przykład dziesięć minut biegu trzy razy w tygodniu.”

    Nawyku nie trzeba wykonywać codziennie. Sami określamy, jak często chcemy go realizować.

    Dlaczego taka forma może działać lepiej niż zwykłe zaznaczanie na kartce?

    Dochodzi tutaj aspekt społeczny, który jest bardzo motywujący.

    Jeśli jestem z czymś sama i sama przed sobą odpuszczę, to trudno. Nikt się o tym nie dowiedział.

    Tutaj pojawia się pewnego rodzaju zobowiązanie społeczne. Szczególnie mocno działa to wtedy, kiedy gramy drużynowo ze swoimi znajomymi. Wtedy pracujemy nie tylko na własny wynik, ale również na wynik drużyny.

    To bardzo motywuje i ułatwia utrzymanie nawyku. Jednocześnie zwiększa nagrodę po zaznaczeniu sukcesu, kiedy udało się danego dnia zrealizować swoje postanowienie.


    Możesz stworzyć własną drużynę albo dołączyć do innych

    Można stworzyć własną drużynę ze znajomymi. Można też dołączyć do lokalnej drużyny, na przykład z Lublina.

    Podczas rejestracji w aplikacji można wybrać grę drużynową. System łączy wtedy osoby, które w danej lokalizacji również chcą grać w ten sposób.

    Dzięki temu można poznać innych rozwojowych ludzi, grać wspólnie w drużynie, mieć grupę na WhatsAppie, komunikować się i spotykać.

    Może to być też okazja do poznania nowych znajomych, a być może nawet przyszłego partnera.


    Siedmiodniowe wyzwanie: bez alkoholu, cukru i przetworzonego jedzenia

    Możemy więc zrobić wspólne wyzwanie drużynowe.

    Przez tydzień zero:

    • alkoholu,
    • słodyczy i cukru,
    • przetworzonego jedzenia.

    Nie chodzi o piwo bezalkoholowe czy inne bezalkoholowe zamienniki. Chodzi o rezygnację z alkoholu, słodyczy, ciastek, cukierków oraz mocno przetworzonego jedzenia, które ma bardzo dużą gęstość energetyczną, a jednocześnie bardzo mało wartości odżywczych.

    Przez siedem dni można bezpłatnie dołączyć do aplikacji i sprawdzić, jak taki system działa.

    Co ważne, kiedy zaczynamy osobistą zmianę, czasami ważniejsze od wdrażania nowych nawyków jest najpierw przestanie robić rzeczy, które nam szkodzą.

    Co z tego, że ktoś zacznie biegać albo chodzić na siłownię, jeśli później będzie zalewał organizm cukrem, alkoholem, śmieciowym jedzeniem i dodatkowo spał po sześć godzin?

    Dlatego na początku dobrze jest zacząć właśnie od eliminowania złych rzeczy.


    Nawyk codziennego sprawdzania swoich postępów

    Kiedy już ściągniecie aplikację, ważne jest, żeby pilnować codziennego logowania. Najlepiej podpiąć je pod jakiś nawyk, który już macie. Idealnym przykładem jest wieczorne mycie zębów, bo praktycznie każdy to robi.

    Po zainstalowaniu aplikacji można włączyć powiadomienia mniej więcej o godzinie, o której myjecie zęby. Codziennie po ich umyciu oznaczacie, czy udało się wykonać swoje nawyki, czy nie.

    Samo wyrobienie nawyku sprawdzania checklisty i patrzenia na to, co dzisiaj udało mi się zrobić, jest trochę jak stawanie na wadze. Nawyk regularnego sprawdzania aplikacji jest kluczowy, bo może stać się kamieniem węgielnym do dalszej zmiany.

    Jeśli regularnie będziecie sprawdzać swoje postępy, to nawet gdy wszystkie inne nawyki się posypią, ale ten jeden zostanie, prędzej czy później wrócicie na dobrą drogę.

    Gorzej, jeśli właśnie ten nawyk się wysypie. Nie sprawdzamy wtedy, co zrobiliśmy dobrze, czego nie zrobiliśmy i nie mamy tego przypomnienia.


    Nie wykonałaś nawyku? Sprawdź, dlaczego

    Chodzi tak naprawdę o budowanie świadomości tego, co robię. Nawet jeśli nie wykonałam jakiegoś nawyku, warto uruchomić analizę i zastanowić się, dlaczego tak się stało.

    Może było mi ciężko. Może w żaden sposób się do tego nie przygotowałam. Jeśli chodzi na przykład o ćwiczenia, być może miałam bardzo trudny okres albo nie pomyślałam wcześniej o kilku rzeczach, które mogłyby mi pomóc.

    U mnie bardzo często zdarzało się to przy braniu suplementów. Wiecznie gdzieś je zostawiałam. Pojawiał się więc taki moment: „Dlaczego ja nie biorę tego magnezu, żelaza czy omegi? Co jest tutaj problemem?”.

    Właśnie temu również służy obserwowanie swoich nawyków – żeby analizować, dlaczego coś nam nie wychodzi.


    Jak wybierać dobre nawyki?

    Pojawia się jeszcze jedno ważne pytanie: jak w ogóle wybierać dobre nawyki?

    Ktoś może pomyśleć: „No dobra, ale ja właściwie nie wiem, co mam robić. Nie wiem, od czego zacząć. Czy mam zacząć biegać? Więcej się ruszać? Język już znam. Suplementy biorę albo mam taką dietę, że jem dużo ryb i spędzam sporo czasu na zewnątrz”.

    Od czego więc zacząć?

    Większość ludzi prawdopodobnie ma jedną rzecz, którą najbardziej chciałaby poprawić i jest tego świadoma. Dobrze po prostu usiąść, zastanowić się i wydobyć to gdzieś z siebie.

    Można również zrobić ćwiczenie nazywane kołem życia i zastanowić się nad każdą dziedziną swojego życia. Jak wyglądają moje finanse, relacje, zdrowie?

    Następnie możemy zobaczyć, gdzie znajduje się nasze najsłabsze ogniwo.

    Wtedy najlepiej zacząć właśnie od niego i zastanowić się, co mogę zrobić, żeby podnieść jakość swoich relacji, zdrowia, finansów czy innego obszaru, który tego najbardziej potrzebuje.

    Warto wybrać jedną rzecz. Najlepiej taką, która nie brzmi jak katorga i zmuszanie się do czegoś do końca życia. Chodzi raczej o coś, co wyobrażamy sobie, że możemy robić przez bardzo długi czas, cieszyć się tym i czerpać z tego przyjemność.


    Najpierw dowiedz się, co naprawdę może Ci służyć

    Ogromne znaczenie ma też świadomość tego, co nam służy. Jeśli na przykład widzę, że moje zdrowie podupada albo budzę się bez energii, nie mam siły i jestem permanentnie zmęczona, trzeba zastanowić się, czego właściwie potrzebuję.

    Na początku bardzo zachęcam do tego, żeby sobie o tym poczytać i dowiedzieć się więcej. Jest mnóstwo informacji, również na YouTubie. Możecie zobaczyć na przykład wcześniejszy film dotyczący tego, jakie poranne nawyki powodują, że niszczymy swoją koncentrację.

    Wtedy można się zastanowić: „Okej, może taki nawyk sobie wdrożę albo taki”.

    Może się również okazać, że pójdę na badania i dzięki nim zacznę doskonale widzieć, jaki nawyk warto byłoby wdrożyć. Mogę mieć naprawdę niesamowicie niskie żelazo albo bardzo niski poziom witaminy D3. Wtedy ten nawyk zaczyna się pojawiać właściwie sam.

    Robert podaje świetny przykład ze swojego życia, kiedy kolega zapytał go:

    „Robert, co ja mogę zrobić, żeby podnieść sobie poziom testosteronu? Czuję, że już dawno jest poza optymalną normą. Biorę kozieradkę, TMG i tak dalej”.

    Robert zadał mu proste pytanie:

    „Ile śpisz? Czy chodzisz regularnie spać?”.

    Okazało się, że śpi po pięć godzin.

    Zacznijmy więc od podstaw.


    Zacznijmy od podstaw

    Może właśnie od tego warto zacząć. Przede wszystkim od optymalizacji snu, wyrzucenia z życia śmieciowego jedzenia, alkoholu i słodyczy. Później dochodzą podstawy, takie jak codzienny ruch – na przykład 7000 kroków, a może 10 000, jeśli ktoś jest bardziej ambitny pod tym względem.

    Najpierw przestańmy sobie szkodzić, a później wprowadzajmy rzeczy, które nam sprzyjają.

    Ja zaczęłabym od zdobycia wiedzy na temat tego, co rzeczywiście może nam pomóc. Mam na przykład film o tym, co zrobić, żeby sen był bardziej jakościowy. Jasno mówię tam, jakie elementy mają znaczenie.

    Mogę zacząć nosić okulary blokujące niebieskie światło. Regularnie kłaść się spać o konkretnej godzinie i regularnie o konkretnej godzinie wstawać. Mogę też wychodzić na światło słoneczne po przebudzeniu. To kilka drobnych rzeczy, które możemy sobie wdrożyć.

    Na początku pozbywamy się więc tego, co negatywne. Później przechodzimy do rzeczy, które bardziej nam sprzyjają. Jeśli chcemy, możemy później dołożyć komorę hiperbaryczną, naświetlanie światłem czerwonym czy saunę cztery razy w tygodniu.


    Nie wdrażaliśmy wszystkich nawyków od razu

    Jest tutaj jednak coś bardzo ważnego. Część osób patrzy na nas i kiedy pokazuję posty dotyczące mojej rutyny czy nietypowych nawyków zdrowotnych, pojawiają się komentarze:

    „O Boże, skąd Ty masz na to czas? Jak Ty to ogarniasz? Jejku, jakie to jest skomplikowane”.

    Tylko pamiętajcie, że to wszystko było wdrażane latami. To nie stało się z dnia na dzień. Nie usiadłam któregoś dnia i nie wypisałam sobie nagle ogromnej liczby nawyków, które od tej chwili będę wykonywać.

    Poza tym mam czas na niektóre rzeczy właśnie dlatego, że łączę je z innymi czynnościami. Mogę na przykład chodzić na bieżni w trakcie pracy. Robert również robi w ten sposób wiele kroków.

    Jest to możliwe także dlatego, że mamy przygotowane do tego odpowiednie biurka. Zobaczcie jednak, że w tym czasie coś robimy – na przykład pracujemy. Kiedy jesteśmy w komorze hiperbarycznej, również możemy wtedy pracować.

    Nie jest więc tak, że tracimy mnóstwo czasu na dany nawyk, który jest bardzo długi i wymaga od nas ogromnej energii. Często w tym samym czasie robimy coś innego, o ile oczywiście nie przeszkadza to w tej czynności i nie rujnuje naszej koncentracji uwagi.

    Jedna mała rzecz może uruchomić kolejne zmiany

    My również zaczynaliśmy od bardzo małych, drobnych rzeczy.

    I właśnie to według mnie jest w nawykach absolutnie fantastyczne. Kiedy zaczniecie robić jedną małą rzecz, na przykład pozbędziecie się cukru, alkoholu czy śmieciowego jedzenia, później dużo łatwiej jest zacząć robić coś dodatkowego.

    Może to być na przykład 5000 kroków. Później nagle okazuje się, że jesteście w restauracji i wybieracie trochę zdrowszy posiłek. Następnie zaczynacie pić trochę więcej wody i jesteście bardziej świadomi tego, że warto byłoby wcześniej położyć się spać.

    To po prostu zaczyna się napędzać.

    Dlatego wcale nie polegamy na silnej woli. Chodzi o to, żeby stworzyć pewien system, który po prostu się dzieje. Nie powinien wymagać od nas ciągłego zmuszania się, ogromnej motywacji ani sprawiać, że nasze życie staje się jedną wielką męką.

    Wręcz odwrotnie.


    Nie chodzi o silną wolę, tylko o system

    Wręcz odwrotnie. Widzimy, że dobre nawyki dają nam mnóstwo energii, radości i satysfakcji, a życie jest po prostu dużo fajniejsze.

    To właśnie dlatego nie polegamy wyłącznie na silnej woli. Chodzi o stworzenie systemu, który działa bez ciągłego zmuszania się i bez potrzeby nieustannego motywowania siebie.


    Siedmiodniowe wyzwanie

    Zapraszam Was bardzo serdecznie, żebyście razem ze mną dołączyli do siedmiodniowego wyzwania. Jest ono zupełnie bezpłatne.

    Możecie bezpłatnie pobrać aplikację i, jeśli macie ochotę, wdrożyć dodatkowo jeszcze jakiś jeden nawyk. Jeśli czujecie, że zero alkoholu, cukru czy przetworzonego jedzenia jest dla Was bardzo proste do wykonania, możecie dorzucić sobie jeszcze jeden drobny nawyk i zobaczyć, jak to działa.

    Sprawdźcie, czy działa to na Was motywująco i czy lubicie korzystać z takiego systemu. Logujcie się codziennie i zaznaczajcie swoje postępy.

    Jestem przekonana, że świetnie Wam pójdzie.

    Koniecznie dajcie znać, czy bierzecie udział w tym wyzwaniu. Kiedy już będziecie po nim, napiszcie do mnie albo nagrajcie się i pokażcie, jak Wam poszło.

    Trzymam za Was mocno kciuki i jestem absolutnie przekonana, że po takim tygodniu zadbania o swój organizm będziecie się czuć zdecydowanie lepiej.


  • Dlaczego wiedza nie zawsze wystarcza na egzaminie?

    Dlaczego wiedza nie zawsze wystarcza na egzaminie?

    Dlaczego uczysz się dużo, a wyniki na egzaminie wciąż Cię rozczarowują?

    Zdawanie egzaminów wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z długimi godzinami nauki. Dlaczego jest tak, że czasami uczymy się naprawdę porządnie do jakiegoś egzaminu, przygotowujemy się, czytamy, powtarzamy wiadomości, a później ocena kompletnie tego nie pokazuje? Jest zupełnie niesatysfakcjonująca i nie odzwierciedla wysiłku, który włożyliśmy w naukę.

    Tymczasem inna osoba jedynie przejrzała skrypt, nie przygotowywała się szczególnie i ogólnie uchodzi za kogoś, kto podchodzi do wszystkiego bardzo na luzie. Mimo to dostaje lepszą ocenę.

    Dlaczego tak się dzieje?

    To pytanie bardzo często słyszę od Was na szkoleniach. Mówicie, że czujecie ogromną niesprawiedliwość. Naprawdę przygotowywaliście się do egzaminu, chcieliście go dobrze zaliczyć, a później, kiedy dostaliście arkusz z pytaniami, mieliście wrażenie, że cała wiedza po prostu wyparowała z Waszej głowy.

    I wtedy pojawiają się bardzo przykre myśli. Zaczynamy wierzyć, że brakuje nam zdolności, że nasza pamięć źle działa albo że po prostu jesteśmy mało inteligentni.

    To jednak nie jest prawda.

    Egzamin nie mierzy całej Twojej wiedzy. Egzamin mierzy to, ile swojej wiedzy potrafisz zamienić na punkty w określonych warunkach.


    Dlaczego sama wiedza nie zawsze wystarcza?

    Świetnie pokazuje to historia mojego brata stryjecznego. Opowiadał mi kiedyś o swoim profesorze, który poprosił go o wykonanie instalacji elektrycznej w swoim mieszkaniu. Doskonale wiedział, że mój brat jest w tym naprawdę świetny i bardzo mu ufał.

    Jednocześnie u tego samego profesora ledwo zdawał egzaminy. Był tym bardzo sfrustrowany i mówił:

    – Przecież ja wiem, jak to zrobić. Sam profesor o tym wie.

    Profesor odpowiedział:

    – Wiem. Ale nie potrafisz tego odpowiednio opisać. Brakuje właściwych sformułowań. Nie mogę przyznać Ci punktów, bo odpowiedź nie została zapisana tak, jak oczekuje tego podręcznik i klucz odpowiedzi.

    Nie chcę tutaj oceniać, czy taki system jest dobry czy zły. Ten przykład pokazuje jednak coś bardzo ważnego. Możemy być naprawdę świetni w jakiejś dziedzinie, a mimo to niekoniecznie dobrze zdawać z niej egzaminy.

    Dlatego warto zastanowić się, dlaczego tak często mamy problemy ze zdawaniem egzaminów i co możemy zrobić, żeby radzić sobie z nimi zdecydowanie lepiej.



    Uczysz się rozpoznawania wiedzy, a nie jej wydobywania

    To chyba jeden z najczęstszych powodów.

    Już wielokrotnie mówiłam o tym, że bardzo często uczymy się rozpoznawania informacji zamiast ich przypominania.

    Bierzemy książkę, czytamy kolejne strony i mamy wrażenie, że wszystko kojarzymy. Podkreśliliśmy najważniejsze informacje kolorowymi zakreślaczami, więc wydaje nam się, że na pewno są już zapisane w naszej pamięci.

    Później siadamy do egzaminu i nagle okazuje się, że pamiętamy, iż dana informacja była zaznaczona na zielono. Wiemy, że znajdowała się po prawej stronie obok konkretnego wykresu. Mamy poczucie, że przecież to czytaliśmy i naprawdę to znamy.

    Problem polega na tym, że nie potrafimy tej informacji wydobyć z pamięci.

    I to jest zupełnie normalne.

    Bardzo zależy mi na tym, żebyście zapamiętali jedną rzecz. Rozpoznawanie informacji i zapamiętywanie to dwie zupełnie różne umiejętności.

    To, że mózg coś rozpoznaje i kojarzy, wcale nie oznacza jeszcze, że potrafi później samodzielnie tę informację odtworzyć.

    Można to porównać do banknotów. Większość z nas doskonale wie, jak wyglądają. Rozpoznajemy je bez najmniejszego problemu. Gdyby jednak ktoś poprosił nas o narysowanie banknotu z pamięci, okazałoby się, że jest to znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.

    Podobnie wygląda to podczas nauki języka obcego. Czytasz tekst i rozumiesz wszystkie słowa. Kiedy jednak masz samodzielnie użyć tych samych wyrażeń podczas rozmowy, nagle okazuje się, że ich nie pamiętasz.

    To nie oznacza, że nigdy się ich nie nauczyłaś. Oznacza jedynie, że rozpoznawanie i aktywne wydobywanie wiedzy wymagają zupełnie innych umiejętności.

    Jeżeli oglądałaś mój materiał o tym, dlaczego uczymy się, a później nie pamiętamy, to właśnie o tym tam opowiadam. To jeden z najważniejszych mechanizmów, które warto zrozumieć, jeśli chcesz lepiej zdawać egzaminy.



    Sama wiedza nie wystarczy. Trzeba nauczyć się zdawać egzamin

    Bardzo często uczymy się przedmiotu, ale nie uczymy się samego wykonywania egzaminu.

    Wyobraź sobie świetną pianistkę. Ma ogromną wiedzę, zna wiele utworów, ma doskonały słuch i wieloletnie doświadczenie. Podczas egzaminu dostaje jednak zadanie, aby w ciągu trzech minut zagrać konkretny utwór według określonych kryteriów.

    Czy to oznacza, że skoro ma doświadczenie i wiedzę, to na pewno otrzyma maksymalną liczbę punktów?

    Niestety nie.

    Wszystko zależy od tego, jaki fragment będzie oceniany, na co egzaminator zwróci uwagę, jak poradzi sobie z presją czasu, jak rozłoży swoje umiejętności w wyznaczonym czasie, jak zareaguje na stres i co zrobi, jeśli popełni błąd.

    Jak widzisz, tych elementów jest naprawdę bardzo dużo.


    Dlaczego ogromna wiedza nie zawsze daje najlepszy wynik?

    Sama doskonale pamiętam, jak trudno było mi się z tym pogodzić. Moim ulubionym przedmiotem w szkole zawsze była biologia. Uwielbiałam ją. Ten przedmiot po prostu sam „wchodził” mi do głowy. Zresztą do dziś fascynuje mnie mózg i wszystko, co wiąże się z biologią.

    Pamiętam, że podczas olimpiady biologicznej w części praktycznej byłam jedną z zaledwie trzech osób, które zdobyły maksymalną liczbę punktów. Naprawdę uwielbiałam się tego uczyć.

    Kiedy jednak przyszła matura rozszerzona z biologii, nie udało mi się zdobyć 100%.

    Byłam wtedy naprawdę zła. Zastanawiałam się, jak to w ogóle jest możliwe. Przecież miałam ogromną wiedzę z biologii. Uczyłam się bardzo dużo, a moja wiedza zdecydowanie wykraczała poza materiał z podręcznika.

    Problem polegał jednak na czymś innym.

    Nie potrafiłam odpowiednio wpasować się w klucz odpowiedzi. Nie odpowiadałam w taki sposób, jakiego oczekiwał egzaminator.

    I właśnie tak bardzo często wyglądają egzaminy.

    Jeden egzaminator lubi bardziej rozbudowane odpowiedzi. Widzi dużo tekstu i przyznaje więcej punktów. Inny zdecydowanie bardziej ceni konkret. Woli odpowiedzi zapisane krótko, przejrzyście, z wykorzystaniem odpowiednich słów kluczowych i właściwego sposobu formułowania myśli.

    Dlatego bardzo często musimy nauczyć się nie tylko samego materiału, ale również tego, w jaki sposób dany egzamin lub egzaminator oczekuje od nas przedstawienia wiedzy.

    To właśnie dlatego często powtarzam swoim kursantom, że inaczej przygotowujemy się do egzaminu testowego, inaczej do ustnego, a jeszcze inaczej do pisemnego.

    To są zupełnie różne umiejętności.

    Na każdym z tych egzaminów zwracamy uwagę na inne elementy i niestety musimy się tego również nauczyć. Jest to dodatkowa kompetencja, która często nie pokazuje tego, ile naprawdę wiemy, ale raczej to, jak dobrze potrafimy dopasować się do wymagań egzaminu.



    Znajomość materiału i umiejętność zdania egzaminu to dwie różne rzeczy

    Bardzo dobrze widać to również na przykładzie języka angielskiego.

    Są osoby, które wyjeżdżają za granicę i fantastycznie radzą sobie podczas rozmów z Brytyjczykami, Amerykanami czy osobami z innych krajów. Bez problemu załatwiają sprawy przez telefon, świetnie się komunikują i naprawdę bardzo dobrze posługują się językiem.

    Czy oznacza to, że automatycznie zdobędą maksymalną liczbę punktów na egzaminie?

    Absolutnie nie.

    Na egzaminie ocenianych jest znacznie więcej elementów. Liczy się to, jak mówimy, jak słuchamy, jak piszemy, w jaki sposób wykorzystujemy język i jak dobrze znamy gramatykę.

    Osoba, która biegle mówi po angielsku, wcale nie musi wiedzieć, jakie konstrukcje gramatyczne właśnie zastosowała. Nie musi znać nazw poszczególnych czasów ani wiedzieć, dlaczego dane zdanie zostało zbudowane właśnie w taki sposób.

    Może również nie wiedzieć, jak napisać rozprawkę zgodnie z wymaganiami egzaminacyjnymi albo w jaki sposób rozpocząć formalny list.

    To pokazuje, jak ważna jest znajomość kryteriów oceniania.

    Warto wiedzieć, co będzie brane pod uwagę podczas egzaminu, za co można zdobyć dodatkowe punkty i na czym najbardziej zależy egzaminatorowi.

    Być może dodatkowe punkty otrzymasz za bogate słownictwo, różnorodność językową, używanie idiomów albo bardziej formalnego stylu wypowiedzi zamiast języka potocznego.

    Jeżeli znasz te kryteria wcześniej, dużo łatwiej jest Ci się do nich przygotować.



    Nie wiesz, czego jeszcze nie umiesz

    To jeden z najbardziej podstępnych mechanizmów podczas nauki.

    Większość osób kończy naukę na podstawie własnego przeczucia. Myślimy: „Chyba już to umiem”, „Wydaje mi się, że już wszystko pamiętam”.

    Problem polega na tym, że nasz mózg nie posiada wewnętrznego wskaźnika, który informowałby nas, że wiedza została już opanowana.

    Możesz być całkowicie pewna błędnej odpowiedzi.

    Możesz również bardzo dobrze znać materiał, a mimo to nie mieć w sobie takiego przekonania.

    Dlatego poczucie pewności i rzeczywista gotowość do egzaminu bardzo często nie idą ze sobą w parze.

    Zanim moi kursanci trafili do Akademii Geniusza Plus AI, często pytałam ich, skąd wcześniej wiedzieli, że są już przygotowani do egzaminu.

    Najczęściej odpowiadali:

    – Przeczytałam materiał trzy razy.

    – Uczyłam się przez dwie noce.

    – Spędziłam nad tym naprawdę dużo czasu.

    Ja jednak zawsze powtarzam jedną rzecz.

    Czas nie jest miernikiem nauki.

    To, że ktoś spędził nad materiałem trzydzieści godzin, wcale nie oznacza, że będzie potrafił samodzielnie przywołać tę wiedzę podczas egzaminu.

    A przecież właśnie tego wymaga od nas większość egzaminów.


    Czy stres naprawdę jest głównym problemem podczas egzaminu?

    Kolejnym wyjaśnieniem, o którym bardzo często mi mówicie, jest oczywiście stres.

    Wiele osób uważa, że odczuwa tak silny stres, iż całkowicie blokuje on pamięć. Pojawia się przekonanie, że właśnie dlatego podczas egzaminu wszystko nagle znika z głowy.

    Po części rzeczywiście jest to prawda.

    Badania jasno pokazują, że bardzo silny stres utrudnia przypominanie sobie informacji, szczególnie wtedy, gdy musimy samodzielnie wydobyć odpowiedź z pamięci. Chodzi o sytuacje, w których nie mamy żadnych podpowiedzi ani odpowiedzi do wyboru, tylko sami musimy odtworzyć wiedzę.

    Chcę jednak zwrócić uwagę na coś bardzo ważnego.

    Bardzo często problem nie wynika wyłącznie ze stresu, ale z tego, że wcześniej uczyliśmy się w niewłaściwy sposób. Jeśli chcesz dowiedzieć się, z czego składa się efektywna nauka i jakie elementy naprawdę wpływają na zapamiętywanie, przeczytaj również ten artykuł.

    Będę to powtarzała bardzo często, ponieważ wiele osób dochodzi do wniosku: „To wszystko przez stres”. Tymczasem najczęściej okazuje się, że uczyliśmy się rozpoznawać informacje, zamiast ćwiczyć ich przypominanie. Nigdy wcześniej nie trenowaliśmy wydobywania wiedzy z pamięci, dlatego podczas egzaminu stres jedynie uwidacznia ten problem.

    To nie oznacza, że stres wyczyścił informacje z pamięci.

    One nadal tam są.

    Problem polega na tym, że bardzo trudno jest nam je w danym momencie wydobyć.

    Już wcześniej opowiadałam o pamięci roboczej, czyli takim mentalnym notatniku, który jednocześnie potrafi przechowywać tylko kilka informacji. W sytuacji silnego stresu ten notatnik bardzo szybko się zapełnia.

    Myśli zaczynają się kotłować. Robi nam się gorąco. Organizm zachowuje się tak, jakby przygotowywał się do walki o życie.

    W efekcie znacznie trudniej jest nam skoncentrować się na pytaniu, zrozumieć jego treść i wydobyć z pamięci informacje, które wcześniej zapisaliśmy.


    Stres utrudnia nie tylko egzamin, ale także naukę

    Co więcej, stres często przeszkadza nam już na etapie przygotowań.

    Jeżeli przez cały czas martwię się egzaminem, wyobrażam sobie najgorsze scenariusze i skupiam się głównie na swoim lęku, mój mózg poświęca ogromną ilość energii właśnie na walkę z tym stresem, zamiast na skuteczną naukę.

    Dlatego warto pamiętać, że stres może utrudniać zarówno przygotowanie do egzaminu, jak i samo przypominanie sobie informacji podczas jego pisania.



    Dlaczego nie warto zarywać nocy przed egzaminem?

    Jest jeszcze jedna rzecz, o której chyba będę przypominała w każdym materiale.

    Nie zarywaj nocy przed egzaminem.

    To właśnie podczas snu mózg konsoliduje informacje, czyli przenosi je do pamięci długotrwałej. Sen wpływa również na naszą koncentrację, samopoczucie oraz zdolność przypominania sobie wiedzy następnego dnia.

    A przecież wszystkie te elementy są niezwykle ważne podczas egzaminu.

    To dzięki nim jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć pytanie, wydobyć informacje z pamięci, lepiej radzić sobie ze stresem i spokojniej podejmować decyzje.

    Zarywanie nocy ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonuje nasz mózg.

    Wpływa nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na sposób zarządzania wiedzą, którą wcześniej przyswoiliśmy.

    Dlatego naprawdę bardzo Was proszę, nie róbcie czegoś takiego.

    Bardzo często słyszę:

    „Zarwę noc i zyskam kilka dodatkowych godzin na naukę.”

    To wcale nie jest dobre rozwiązanie.



    Jak przygotowywać się do egzaminów znacznie skuteczniej?

    Pierwszym krokiem jest sprawdzenie, gdzie tak naprawdę leży problem.

    Czy rzeczywiście nie znasz odpowiedzi?

    Czy może znasz ją, ale nie potrafisz wydobyć jej z pamięci?

    A może potrafisz odpowiedzieć, tylko nie mieścisz się w czasie?

    Może Twoja odpowiedź jest poprawna, ale nie spełnia wszystkich kryteriów oceniania?

    Każdy z tych problemów oznacza coś zupełnie innego.

    I każdy będzie wymagał innego sposobu pracy.

    Bardzo ważne jest również to, żeby trenować dokładnie taki rodzaj aktywności, jakiego wymaga egzamin.

    Nie wystarczy po prostu uczyć się języka angielskiego, jeśli przygotowujesz się do konkretnego egzaminu językowego.

    Sama znajomość anatomii też nie wystarczy, jeżeli egzamin polega na analizowaniu przypadków.

    Podobnie z teorią — możesz ją rozumieć, ale jeśli później trzeba zastosować ją do zupełnie nowych danych, potrzebujesz przećwiczyć właśnie taki typ zadania.

    Sposób nauki powinien być jak najbardziej podobny do tego, czego będzie od Ciebie wymagał egzamin.



    Analizuj błędy, a nie tylko wynik

    Po każdym egzaminie większość osób patrzy wyłącznie na liczbę punktów.

    Dostałam 64%.

    I co właściwie z tego wynika?

    Tak naprawdę niewiele.

    Znacznie ważniejsze jest zrozumienie, dlaczego straciłaś te punkty.

    Czy zabrakło Ci wiedzy?

    Może niedokładnie przeczytałaś polecenie?

    Albo problem polegał na tym, że nauczyłaś się rozpoznawać informacje, ale nie potrafiłaś ich przypomnieć?

    A może zabrakło czasu?

    Może nie znałaś kryteriów oceniania?

    Albo stres i brak koncentracji sprawiły, że popełniłaś błędy, których normalnie byś nie zrobiła?

    To właśnie taka analiza pozwala przygotować się znacznie lepiej do kolejnego egzaminu.

    Buduj swoją gotowość na podstawie konkretnych danych, a nie jedynie poczucia, że „chyba już umiem”.

    Świetnym rozwiązaniem może być również wykorzystanie sztucznej inteligencji do symulowania egzaminów.

    To fantastyczny sposób na sprawdzenie, czy rzeczywiście potrafisz samodzielnie wydobywać wiedzę z pamięci. Sama opowiadałam już o tym szerzej w materiale dotyczącym mądrego wykorzystywania AI podczas nauki.


    Ucz się w różnych kontekstach, a łatwiej przypomnisz sobie wiedzę

    Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której warto pamiętać.

    Czasami doskonale znamy odpowiedź na jakieś pytanie, ale zawsze uczymy się jej dokładnie w ten sam sposób. Wystarczy później, że pytanie zostanie zadane trochę inaczej, a my nagle przestajemy wiedzieć, jaka jest odpowiedź.

    Wyobraź sobie, że uczysz się, jak po fińsku powiedzieć „podłoga”.

    Za każdym razem możesz uczyć się tego samego przykładu: pies leży na podłodze. W swojej wyobraźni widzisz psa leżącego na podłodze i właśnie z tym jednym obrazem kojarzysz nowe słowo.

    Można jednak zrobić to inaczej.

    Wyobraź sobie, że mama położyła dywan na podłodze. Możesz też pomyśleć o tym, że na podłodze rozlał Ci się jogurt, że podłoga była śliska i się przewróciłaś albo że widzisz na niej ślady swojego kota.

    Której osobie będzie później łatwiej przypomnieć sobie, jak po fińsku jest „podłoga”?

    Jestem pewna, że znasz odpowiedź.

    Im więcej kontekstów, w których spotykasz daną informację, tym łatwiej później wydobyć ją z pamięci.

    Jeżeli za każdym razem uczysz się materiału w identyczny sposób, z tej samej notatki, tej samej fiszki i w dokładnie tej samej kolejności, to zupełnie normalne, że później masz problem, kiedy choć trochę zmieni się pytanie albo kontekst.

    Bardzo często właśnie wtedy pojawia się myśl:

    „Przecież ja to umiałam. Tylko nie wiedziałam, że chodzi właśnie o to.”

    Dlatego tak ważne jest, aby ćwiczyć wydobywanie wiedzy na różne sposoby i w różnych sytuacjach.

    To właśnie robi egzamin.

    Bardzo często łączy ze sobą dwie różne definicje albo dwa zagadnienia, które wcześniej wydawały się całkowicie niezależne. Możemy doskonale znać każde z nich osobno, ale kiedy trzeba je porównać lub połączyć, nagle okazuje się, że nie wiemy, jak to zrobić.



    Nie ucz się zawsze w tej samej kolejności

    Podobnie wygląda kwestia powtórek.

    Bardzo często uczymy się materiału dokładnie tak, jak został zapisany w naszych notatkach. Zawsze zaczynamy od pierwszego rozdziału, później przechodzimy do drugiego, trzeciego i za każdym razem powtarzamy materiał w identycznej kolejności.

    Egzamin jednak tak nie wygląda.

    Pytania nie pojawiają się zgodnie z układem naszych notatek.

    Dlatego warto mieszać materiał.

    Raz zacząć od końca, innym razem od środka. Łączyć ze sobą zagadnienia, które wcześniej nie występowały obok siebie. Przeskakiwać pomiędzy tematami i cały czas zmuszać mózg do aktywnego przypominania sobie informacji.

    Oczywiście jest to trudniejsze.

    Ale właśnie tego później wymaga egzamin.

    Zawsze zachęcam również do tego, żeby nową wiedzę łączyć z tym, co już dobrze znamy. Dzięki temu mózg znacznie łatwiej tworzy nowe połączenia i sprawniej przypomina sobie informacje wtedy, kiedy są potrzebne.



    Największą pewność daje własny system nauki

    To właśnie dlatego zawsze będę zachęcała Was do budowania własnego systemu nauki.

    Nie chodzi o poznanie jednej techniki czy jednego triku. Chodzi o zrozumienie całego procesu uczenia się.

    Dzięki temu pojawia się coś niezwykle cennego – pewność.

    I właśnie ta pewność bardzo często sprawia, że stres przed egzaminem staje się zdecydowanie mniejszy.

    Na YouTubie staram się pokazywać różne inspiracje i pojedyncze techniki. To jednak nie jest cały system nauki.

    To trochę tak, jakby pokazać komuś jedno ćwiczenie na siłowni i oczekiwać, że dzięki temu zbuduje świetną formę.

    Tak to niestety nie działa.



    Dlaczego nie bałam się poprawić profesora?

    Przypomina mi się pewna sytuacja z czasów studiów.

    Miałam wtedy bardzo trudny egzamin. Znałam już techniki nauki i korzystałam z mnemotechnik. Po zakończeniu egzaminu profesor omawiał odpowiedzi na tablicy, a my wspólnie je sprawdzaliśmy.

    W pewnym momencie zauważyłam, że popełnił błąd.

    Musicie wiedzieć, że był to profesor, któremu raczej nie zwracało się uwagi. Wszyscy wiedzieli, jaki ma charakter.

    Mimo to podniosłam rękę.

    Byłam przekonana, że odpowiedziałam poprawnie i że to właśnie odpowiedź profesora jest błędna.

    Usłyszałam:

    – Absolutnie nie masz racji.

    Odpowiedziałam, że nadal się z tym nie zgadzam.

    Profesor spojrzał na mnie i powiedział:

    – Dobrze. Zejdź teraz do biblioteki, przynieś książkę, w której jest to opisane. Jeżeli się mylisz, nie zdajesz całego egzaminu. Jeżeli masz rację, dostaniesz piątkę.

    Poszłam do biblioteki.

    I okazało się, że miałam rację.

    Dlaczego o tym opowiadam?

    Nie dlatego, żeby pokazać, jaka byłam pewna siebie.

    Ta pewność nie wynikała z mojego charakteru.

    Wynikała z tego, w jaki sposób zapamiętałam tę informację.

    Zapamiętałam ją przy pomocy konkretnej mnemotechniki. Wiedziałam, że nie mogę się pomylić.

    Kiedy uczymy się w zwykły sposób, zawsze istnieje ryzyko, że pomylimy liczbę, nazwę albo jakiś szczegół.

    Natomiast dobrze wykorzystana mnemotechnika daje zupełnie inny poziom pewności.

    Po prostu wiesz.

    Masz stuprocentowe przekonanie, że dana informacja jest poprawna.

    To właśnie dlatego nie bałam się wtedy stanąć przed profesorem i bronić swojej odpowiedzi.

    Dostałam piątkę nie dlatego, że miałam więcej odwagi od innych, ale dlatego, że ufałam swojej pamięci.

    I właśnie do tego zawsze będę Was zachęcała.

    Chcę, żebyście poznali swój sposób uczenia się na tyle dobrze, żeby później naprawdę ufać temu, co potraficie przypomnieć sobie podczas egzaminu.


    Zbuduj system nauki, który daje pewność na egzaminie

    Właśnie dlatego zawsze będę zachęcała Was do poznawania fantastycznych technik nauki, tworzenia własnych systemów pamięciowych i uczenia się mnemotechnik, które są bardzo przydatne wtedy, kiedy trzeba zapamiętać dużą ilość wiedzy szybko, na egzamin, i jednocześnie nie czuć tego okropnego stresu.

    Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, zapraszam Cię na moje bezpłatne szkolenie. Poznasz tam fantastyczny eksperyment, który przekona Cię, że masz naprawdę cudowną pamięć. Pokażę Ci też, jakich błędów nie popełniać i co robić zamiast tego.

    To naprawdę świetnie zainwestowana godzina, która może oszczędzić Ci setki godzin nauki.


    Masz fantastyczny mózg. Naucz się z niego mądrze korzystać

    Bardzo zależy mi na tym, żeby każdy z nas był przekonany, że ma fantastyczny mózg i cudowną pamięć. Bardzo często problem nie polega na tym, że czegoś nam brakuje, tylko na tym, że jeszcze nie wiemy, jak mądrze korzystać z tego, co już mamy.

    Dlatego buduj swój system nauki. Ucz się technik pamięciowych, sprawdzaj, co działa najlepiej u Ciebie, testuj swoją pamięć wcześniej, a nie dopiero na egzaminie. Im lepiej rozumiesz, jak działa Twój mózg, tym spokojniej możesz podejść do nauki i samego egzaminu.

    Dziękuję Ci bardzo i trzymam za Ciebie kciuki.

  • Efektywna nauka to system. 7 filarów, które naprawdę wpływają na Twoje wyniki

    Efektywna nauka to system. 7 filarów, które naprawdę wpływają na Twoje wyniki

    Wyobraź sobie dwie osoby, które uczą się do tego samego, bardzo trudnego egzaminu. Pierwsza z nich siada na łóżku z przygotowanym skryptem, notatkami, książkami i komputerem, na którym ma otwartych kilka zakładek. Obok leżą różnego rodzaju podkreślacze, zakreślacze, karteczki post-it i wszystkie rzeczy, które mają dawać poczucie, że zaraz zacznie się efektywna nauka.

    Ta osoba czyta rozdział za rozdziałem, tezę za tezą, podkreśla najważniejsze informacje, bo jest przekonana, że jest wzrokowcem i to jej pomoże. Dodatkowo zapisuje sobie definicje albo hasła na karteczkach post-it i rozkleja je po pokoju, żeby — według niej — lepiej zapamiętać. Po ośmiu godzinach nauki, kiedy ma już wrażenie, że wszystko przerobiła, idzie spać. Niestety nie śpi zbyt długo, bo nauka zajęła jej naprawdę dużo czasu.

    Następnego dnia podchodzi do egzaminu, dostaje pytania i okazuje się, że za nic nie potrafi wyciągnąć odpowiedzi ze swojej głowy. Ma poczucie: „No zaraz, uczyłam się tego. Pamiętam, gdzie to było na stronie. Pamiętam, że to czytałam, ale nie umiem tego zapisać, nie umiem tego wyciągnąć”. Oczywiście jest przekonana, że ma słabą pamięć, że brakuje jej predyspozycji albo talentu. Tutaj bardzo dobrze widać, że efektywna nauka nie polega na tym, żeby siedzieć nad materiałem jak najdłużej. Należy pracować z nim w odpowiedni sposób.


    Dlaczego jedna osoba uczy się krócej, a pamięta więcej?

    Druga osoba uczy się zdecydowanie krócej, ale w zupełnie inny sposób. Siada do biurka, przygotowuje skrypt, w trakcie robi odpowiednie fiszki, które powtarza na koniec modułu nauki. Robi notatki tak, żeby budować strukturę wiedzy. Zadaje sobie odpowiednie pytania, używa technik, które pomagają jej zapamiętać to, co chce, i zupełnie inaczej pracuje z tekstem. Nie rozprasza się, robi przerwy, przygotowuje powtórki, a za każdym razem, kiedy idzie na przerwę, powtarza sobie z głowy, co właśnie przeczytała i czego się nauczyła. Cały czas testuje swoją pamięć, wykorzystuje też AI w taki sposób, żeby robić sobie egzaminy trochę „na sucho”.

    Następnego dnia, dzięki temu, że uczyła się krócej, jest wyspana i bez problemu odpowiada na pytania, które otrzymała na kartce egzaminacyjnej.

    Dlaczego tak się dzieje? Czy dlatego, że ta druga osoba jest zdolniejsza, ma talent albo większe predyspozycje? Nie. Jestem pewna, że już to widzisz: tutaj chodzi o zupełnie inny sposób nauki i zupełnie inny system.


    Nauka jest jak orkiestra

    Prowadząc naprawdę setki szkoleń — zarówno na żywo, jak i online — bardzo często dostaję pytania w stylu: „Dorota, tylko tak na szybko, w dwóch minutach, jaką najlepszą technikę nauki wybrać?”, „Jaka jest Twoja ulubiona mnemotechnika?”, „Powiedz mi w jednym zdaniu, jak mam nauczyć się anatomii” albo „Jak mam zdać ten bardzo trudny egzamin sędziowski?”.

    I ja zawsze mam wtedy w głowie: hej, to tak nie wygląda.

    Efektywna nauka jest trochę jak orkiestra. To nie jest kwestia tego, że nauczysz się dobrze grać na trąbce i to wystarczy. Jeśli wszystkie inne elementy nie grają najlepiej, to mamy jeden wielki hałas, jeden wielki chaos, a nie piękny koncert. Jedna dobra metoda nie uratuje całej nauki, jeśli reszta systemu nie działa.

    Chodzi raczej o to, żeby wiedzieć, co w ogóle wpływa na efektywną naukę i jakie elementy warto uwzględnić, aby zdecydowanie lepiej wykorzystywać swój własny mózg. Bo chyba najbardziej nie mogę znieść tego, że ktoś mógłby przejść przez życie, nawet nie będąc świadomym, jak fantastyczny ma mózg i jak cudowną machinę do uczenia się ma w swojej głowie.

    Dlatego chcę Was do tego przekonywać. Chcę, żebyście mieli w sobie takie przekonanie: „Mam cudowny mózg, mam fantastyczną pamięć, naprawdę stać mnie na wiele, tylko po prostu mam złe metody”. Dlatego chcę pokazać, co warto wziąć pod uwagę, żeby efektywna nauka była czymś, co świadomie budujesz każdego dnia.


    Koncentracja to drzwi do pamięci

    Jeśli oglądasz moje filmy, to na pewno wiesz, co jest pierwszym, ogromnie ważnym elementem efektywnej nauki. Oczywiście jest nim koncentracja uwagi.

    Bez koncentracji efektywna nauka jest praktycznie niemożliwa. Nie ma mowy — i będę to powtarzała jak mantrę — że przejdziemy do rozumienia, a później zapamiętania bez koncentracji. Koncentracja jest jak drzwi do naszej pamięci. To ona decyduje, co w ogóle wpuści dalej, a na co nawet nie zwrócimy uwagi.

    Dlatego zawsze będę powtarzała, że jeśli czytasz coś bez koncentracji, to po prostu przesuwasz wzrok po tekście i nic więcej się z nim nie dzieje. Możesz patrzeć na tekst przez 20 minut i jednocześnie w ogóle go nie przetwarzać. Twoje oczy pracują, ale Ty jesteś zupełnie gdzie indziej.

    Kiedy nie dbasz o koncentrację, czyli na przykład uczysz się, ale co chwilę sprawdzasz social media i przerzucasz uwagę w inne miejsca. Twój mózg musi cały czas zmieniać punkt skupienia. Pamiętaj, że nie mówimy tutaj o podzielności uwagi, ale o jej przerzutności.


    Ile kosztuje Cię przerzucanie uwagi?

    Badania pokazują, że jeśli przetwarzasz jakieś informacje, wchodzisz głęboko w problem. Starasz się go zrozumieć, masz już mniej więcej kontekst zadania. Potem nagle klikasz, żeby odebrać wiadomość od koleżanki, szybko jej odpisujesz i wracasz do nauki, to ten powrót może Cię kosztować nawet 23 minuty. I oczywiście nie chodzi o to, że przez 23 minuty siedzisz i gapisz się w kartkę. Chodzi o to, że przez ten czas mózg znowu szuka kontekstu. Próbuje wrócić na stare tory myślenia, zbiera myśli i często skupia się głównie na tym, żeby wrócić.

    Jest jeszcze jedna rzecz. Mówimy o czymś takim jak residuum uwagi. Gdy przerzucasz uwagę na wiadomość, to bardzo często część tej uwagi tam zostaje. Myślisz o koleżance, o tym, co napisała, o jutrzejszym egzaminie albo o emocjach, które ta wiadomość w Tobie wzbudziła. I czytając dalej to, co masz przed sobą, nadal gdzieś myślami jesteś tam.

    W taki sposób bardzo trudno głęboko przetwarzać informacje, rozumieć, łączyć wątki i budować wiedzę. A właśnie na tym powinna polegać nauka: na łączeniu tego, czego się uczymy, z tym, co już wiemy.

    Bez koncentracji notatki są przypadkowe, czytanie jest powierzchowne, a zapamiętywanie zdecydowanie trudniejsze, bo mózg po prostu nie wie, co ma kodować. Bez koncentracji AI też bardzo często staje się ucieczką — sposobem na to, żeby nie uczyć się głęboko i intensywnie, tylko udawać, że przetwarzamy informacje, zlecając narzędziu coś, co powinien zrobić nasz mózg.

    Koncentracja to nie dodatek. To zapłon do nauki. A bez tego zapłonu nawet najpiękniejszy samochód z najpiękniejszą mapą niestety nie ruszy.


    Efektywne czytanie to praca z tekstem

    Kiedy mamy już koncentrację, możemy przejść do drugiego filaru, czyli efektywnego czytania.

    Efektywne czytanie nie polega na tym, że po prostu przerzucasz wzrok po linijkach albo podkreślasz wszystkie najważniejsze informacje. To jest raczej praca z tekstem. Zastanawiasz się, co autor miał na myśli, co się z czym łączy i w jaki sposób możesz z tego skorzystać.

    Ja często trochę kłócę się z tekstem. Zastanawiam się, co jest prawdą, z czym się nie zgadzam, co jest wyjątkiem, co jest ciekawostką. Cały czas prowadzę rozmowę z tekstem i zastanawiam się, jak mogę z niego skorzystać. Czytając, koncentruję się, mogę robić odpowiednie notatki i zapamiętywać informacje, ale chodzi też o to, żeby dobrze z tym tekstem pracować. Dlatego efektywna nauka nie polega wyłącznie na szybkim czytaniu, ale na prawdziwej pracy z tekstem.


    Czy szybkie czytanie naprawdę rozwiązuje problem z nauką?

    Mimo że uczę efektywnego i szybkiego czytania, wcale nie zachęcam Was do tego, żeby bić rekordy prędkości. Bardzo dużo osób zapisuje się na kursy szybkiego czytania, bo myśli, że to rozwiąże każdy problem z nauką. Absolutnie tak nie jest. Jeśli przeczytasz bardzo dużo, ale i tak wszystko zapomnisz, to niczym nie różnisz się od osoby, która tego nie przeczytała, bo obie nie pamiętacie nic z tekstu.

    Wiem, że dla części osób może to brzmieć oczywiście, ale widzę, z czym przychodzą do mnie ludzie. „Naucz mnie szybkiego czytania i to rozwiąże każdy problem z nauką, bo będę szybciej przetwarzać informacje”. Zwiększenie tempa czytania rzeczywiście może trochę pomagać, bo jeśli czytamy za wolno, mózg zaczyna się nudzić i odpływać. Czasami lekkie zwiększenie szybkości czytania, tak żeby było optymalne, pomaga nawet w koncentracji.

    Zresztą w samym kursie szybkiego czytania daję dużo ćwiczeń na koncentrację, poszerzenie pola widzenia, naukę tego, jak oczy powinny współpracować z tekstem, jak płynnie przechodzić od linijki do linijki i jak nie tracić czasu, chociażby dzięki wykorzystaniu wskaźnika. Ale pamiętajcie: nie chodzi tylko o to, żeby szybko czytać. Chodzi przede wszystkim o to, żeby czytać efektywnie.


    Zapamiętywanie to nie jedna technika

    Tutaj możemy bardzo płynnie przejść do trzeciego elementu, czyli zapamiętywania.

    Tak jak wspomniałam, sama byłam przekonana, kiedy szłam na kurs szybkiego czytania, że to będzie rozwiązanie wszystkich moich problemów na studiach. Miałam ogromną ilość materiałów do przeczytania i naprawdę zastanawiałam się, jak mam to wszystko przetworzyć. Myślałam: jeśli nauczę się szybko czytać, to chyba wszystko się rozwiąże, prawda?

    No właśnie nie.

    W trakcie nauki szybkiego czytania starałam się czytać w ramach treningu nawet 500 stron dziennie. Bardzo szybko przeczytałam wszystkie książki w swoim domu, więc wybrałam się do Empiku i tam czytałam kolejne książki. Przeczytałam cały dział psychologii i wtedy uświadomiłam sobie, że w szybkim czytaniu bardzo brakuje mi zapamiętywania.

    Kiedy uświadomiłam sobie, jak ważna jest pamięć, postanowiłam nauczyć się najlepszych technik i sposobów zapamiętywania informacji. A tych technik jest naprawdę mnóstwo. Właśnie dlatego efektywna nauka wymaga nie tylko technik zapamiętywania, ale też dobrego systemu powtórek.


    Dlaczego mnemotechniki to dopiero początek?

    Mamy mnemotechniki, które pomagają nam w tym, żeby pamięć krótkotrwała — która, jak już wiecie, jest dosyć mała — trochę się powiększała. One sprawiają, że jak balonik ta pamięć krótkotrwała może się zwiększyć. Ale to nie oznacza, że automatycznie zapamiętujemy wszystko na zawsze. Mnemotechniki pomagają często zapamiętywać na dużo dłużej, sprawiają, że nauka jest przyjemniejsza i świetnie działają wtedy, kiedy chcemy coś zapamiętać na jutro na egzamin, ale niekoniecznie na całe życie, bo są to na przykład jakieś „widzimisie” wykładowcy.

    Mnemotechnik jest bardzo dużo. Inna będzie dobra do zapamiętywania imion, inna do liczb, inna do kolejności. Możecie znaleźć ich naprawdę sporo. Natomiast najważniejsze jest to, że mnemotechniki to nie wszystko. One pomagają powiększyć pamięć krótkotrwałą, ale jeśli chcemy uczyć się języka, zostać ekspertami w swojej dziedzinie albo zapamiętywać coś na lata, potrzebujemy też systemów powtórkowych.

    Jeśli jesteś lekarzem, uczysz się i chcesz później świetnie pomagać ludziom, system powtórkowy jest niezbędny. Można nauczyć się naprawdę wielu rzeczy: jak taki system robić, jak odpowiednio rozpisywać wiedzę, żeby nie przeciążać pamięci krótkotrwałej, jak łączyć system powtórek z mnemotechnikami, jak tworzyć dobre fiszki do różnych rodzajów wiedzy — inaczej do anatomii, inaczej do definicji i tak dalej.

    Jest tutaj naprawdę bardzo dużo wiedzy i ten temat mógłby trwać wiele godzin. Chcę jednak pokazać, że z pamięcią można pracować na różne sposoby. Z jednej strony uczymy się technik, które pomagają zapamiętać coś tu i teraz, na jutro. Z drugiej strony są też sposoby, które pozwalają zapamiętywać coś na długo.

    W ramach zapamiętywania mówię też bardzo często o technikach, które pomagają lepiej rozumieć treść, lepiej ją rozpisać i lepiej przekazywać dalej. To kolejna umiejętność, którą można rozwijać po to, żeby naprawdę lepiej się uczyć.


    Notowanie ma pomagać myśleć, a nie tylko przepisywać

    Kiedy mamy już koncentrację, czytanie i zapamiętywanie, warto wspomnieć o notowaniu, bo ono nadal jest bardzo ważne. Tylko nigdy nie powinno wyglądać tak, że po prostu przepisujemy coś z jednego miejsca na drugie, na przykład z książki do notatnika albo z Wikipedii do pliku.

    Nie na tym polega notowanie.

    Notowanie powinno pomagać głębiej przetwarzać informacje. Powinno pomagać nam lepiej je rozumieć i tworzyć strukturę, w której przechodzimy od bardziej ogólnych informacji do coraz bardziej szczegółowych, bo właśnie w taki sposób nasz mózg buduje wiedzę.

    Mapy myśli są do tego fantastycznym narzędziem, ale nie grafy i nie takie mapki, które często widzę w internecie. Jeśli wpiszecie w Google „mapa myśli grafika”, to naprawdę 95% tych map nie powinno się tak nazywać. Ważne jest więc, żeby mapy były dobrze zrobione.

    Notowanie nigdy nie powinno być zwykłym przepisywaniem z miejsca na miejsce. Ono powinno służyć do tego, żeby coś lepiej zrozumieć, połączyć obecną wiedzę z tym, czego chcesz się nauczyć, dopisywać przykłady i tworzyć swoje miejsce do myślenia oraz rozmowy z tekstem. Zobacz, jak pięknie łączy się to z efektywną pracą z tekstem.

    Często pytacie mnie też, czy lepiej pisać na kartce, czy na klawiaturze. Badania rzeczywiście pokazują, że zwykle lepiej robić to na kartce, bo mózg jest wtedy bardziej zaangażowany. Kiedy piszemy na klawiaturze, ruch jest cały czas podobny. Przy pisaniu ręcznym dzieje się więcej i bardziej uruchomiona jest kora ruchowa. Ale jeśli robisz to w zły sposób i po prostu przepisujesz, to nadal nie będzie działało dobrze. Pisanie na klawiaturze ma tę zaletę, że zwykle robimy to szybciej, ale znowu — jeśli zrobimy to odpowiednio, również może być bardzo pomocne. W efektywnej nauce notowanie ma pomagać myśleć, a nie tylko przepisywać informacje.


    Zarządzanie wiedzą: nie wszystko musisz trzymać w głowie

    Bardzo płynnie przechodzimy do kolejnego ważnego filaru, czyli zarządzania wiedzą. Dobrze zorganizowana wiedza to bardzo ważny element tego, czym naprawdę jest efektywna nauka.

    Nie wszystkie informacje zawsze musimy zapamiętywać. Jeśli chciałabym napisać 100 najlepszych nagłówków na bloga, nie muszę ich trzymać w swojej głowie. Mogę po prostu stworzyć notatkę, do której będę wracać. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami. Nie musisz zapamiętywać wszystkich wzorów matematycznych, dat czy innych informacji, jeśli możesz odpowiednio nimi zarządzać.

    Tylko jak większość osób zarządza wiedzą? Zapisuje posty na Instagramie, robi screeny na Facebooku, robi zdjęcia, notuje coś w kalendarzu albo na przypadkowych kartkach. Bardzo często widzę, że ktoś bierze swój kalendarz i na wolnych stronach zapisuje wiedzę z bardzo drogiego szkolenia, na które wydał ogromne pieniądze. Inni zapisują wszystko na oddzielnych kartkach, które później gdzieś wrzucają i nie wiedzą, co się z czym łączy.

    Później mamy sytuację, w której mogliśmy wydać mnóstwo pieniędzy na szkolenia, kupić mnóstwo książek, przeczytać wiele artykułów, ale ta wiedza jest wszędzie. W żaden sposób się ze sobą nie łączy. I kiedy chcemy usiąść do pracy, napisać scenariusz na YouTube, przygotować wystąpienie, kurs, szkolenie albo mentoring, nagle trudno to wszystko pozbierać.

    Jeśli jednak nauczę się zarządzać wiedzą, mogę w odpowiedni sposób korzystać z różnych aplikacji. I wierzcie mi, to naprawdę jest wtórne, czy ta aplikacja nazywa się Evernote, Obsidian czy jeszcze inaczej. Najważniejsze jest to, w jaki sposób zarządzam wiedzą. Jeśli mam dobrze stworzony system, mogę dwoma kliknięciami w bardzo łatwy sposób korzystać z tego, czego już się nauczyłam.

    To jest niezwykle ważne w dzisiejszym świecie, gdzie nadmiar informacji jest przeogromny. Chodzi o to, żeby móc wracać do ważnych informacji, za które już zapłaciliście, z którymi już się zapoznaliście i które naprawdę mogą Wam pomóc.


    Higiena umysłu: bez niej trudno mówić o efektywnej nauce

    Poza koncentracją, notowaniem, czytaniem, zapamiętywaniem i zarządzaniem wiedzą warto powiedzieć też o higienie umysłu. Trudno mówić o tym, że działa efektywna nauka, jeśli mózg jest niewyspany, przeciążony i zestresowany.

    Co mam na myśli?

    Jeśli nie śpisz — a wiesz, że chyba w każdym filmie muszę wspomnieć o tym, żeby dbać o jakość snu — to trudno oczekiwać, że mózg będzie działał idealnie. Tylko w trakcie snu informacje zapisują się w pamięci długotrwałej. Nawet jeśli znasz najlepsze techniki, ale pracujesz z mózgiem niewyspanym, przeciążonym i zestresowanym, to niestety daleko nie pociągniesz.

    To dokładnie tak, jakbyśmy chcieli otworzyć superprogram na komputerze, który ma 3% baterii. Włączy się na chwilę, ale za długo nie podziała. Tak samo jest z nami.

    Sen nie jest miłym dodatkiem. Jest elementem nauki.

    Jeśli jesteś zestresowana, też warto się temu przyjrzeć. Mały stres, takie lekkie napięcie związane z tym, że chcesz się dobrze nauczyć, może być dobry. Natomiast jeśli permanentnie czujesz ogromny stres, Twój hipokamp nie działa dobrze, nie przyjmuje informacji i bardzo ciężko później cokolwiek odtwarzać. To ten moment, kiedy ktoś mówi: „Świetnie się nauczyłam, wszystko znałam, ale stres mnie zjadł, odcięło mnie”. To również jest umiejętność, której warto się nauczyć.

    Higiena umysłu wiąże się też z przekonaniami. Jeśli cały czas masz w głowie: „Nie będę się tego uczyć, bo nie mam matematycznego umysłu” albo „Ja mam umysł humanistyczny”, to motywacja do nauki będzie bardzo niska i będzie się to przekładało na sabotowanie własnych działań.

    Higiena umysłu obejmuje więc pracę ze stresem, przekonaniami, dietą, snem i ruchem. Chodzi o to, żeby mózg był w naprawdę dobrej formie. Bardzo często odpowiedni ruch da Ci więcej niż siedzenie przez kolejne godziny nad nauką i picie kolejnej kawy.


    AI w nauce: trener, nie winda

    Mamy jeszcze siódmy element, który wydaje mi się niezbędny i który dodałam do swojego programu efektywnej nauki jako kolejny filar. To wykorzystanie AI, ale wykorzystanie mądre. W efektywnej nauce AI powinno być trenerem, a nie windą, która robi wszystko za nas.

    Nagrywałam już materiał o tym, jak korzystać z AI, żeby nas nie ogłupiało. Niestety, jeśli zlecamy sztucznej inteligencji wszystko: „zapisz za mnie”, „przygotuj streszczenie”, „zrób notatkę”, „napisz materiał”, to tak naprawdę zlecamy jej to, co ma nam pomagać w nauce.

    Wtedy nie wykorzystujemy AI jako trenera, który nas wspiera, pomaga i rozwija nasze umiejętności, ale jako windę, która bardzo szybko zawiezie nas w odpowiednie miejsce. Tylko że mięśni wtedy nie ćwiczymy. Stajemy się słabsi w podsumowywaniu, analizie, wyciąganiu wniosków, rozpisywaniu argumentów, kreatywności i wielu innych obszarach.

    To, co zlecasz sztucznej inteligencji, może później bardzo mocno Ci brakować.

    AI można jednak wykorzystywać mądrze. Na przykład do szybszego i lepszego tworzenia fiszek, do planowania nauki, do rozpisywania materiału w czasie, do tego, żeby była świetnym egzaminatorem, dawała wartościowy feedback i pomagała zobaczyć, nad czym warto pracować.

    W Akademii Geniusza + AI, którą znajdziesz TUTAJ mam kilkadziesiąt lekcji uzupełnionych o takie narzędzia, bo wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach powinniśmy optymalizować naukę. Nie po to, żeby długo siedzieć i dziubać przy rzeczach, które niewiele dają, ale po to, żeby skupić się na tym, co naprawdę wpływa na rozwój i cudownie ćwiczy naszą pamięć.


    Efektywna nauka to nie jedna sztuczka

    Jestem bardzo ciekawa, na którym z tych filarów najbardziej się koncentrowałaś, a który najbardziej pomijałaś. Czy podchodzisz do nauki jak do pewnego systemu, czy raczej szukasz jednej niezawodnej sztuczki, metody albo triku z TikToka, który od razu da super efekty?

    Przygotowałam ten materiał przede wszystkim po to, żebyśmy byli świadomi, że nawet jeśli użyjemy jednego triku, a efektów nie ma, to nie wynika z tego, że nasza pamięć jest słaba, że jesteśmy beznadziejni albo że czegoś nam brakuje. Absolutnie nie. To wynika z tego, że nauka jest całym systemem.

    To nie jest tak, że jeśli samochód ma dobre opony, to od razu świetnie jeździ. Ważnych jest wiele elementów.


    Sprawdź, czy Twój system nauki działa

    Dlatego patrz na naukę właśnie w ten sposób. Sprawdź, czy masz koncentrację, która jest bramą do tego, żeby zacząć się uczyć. Zobacz, czy robisz mądre notatki, które pomagają Ci rozumieć, a nie tylko tracić czas na przepisywanie. Zastanów się, czy zapamiętujesz tak, żeby informacje rzeczywiście zostały w Twojej głowie. Nie chodzi o to, żeby po prostu zakończyć pięć stron, ale o to, żeby zbudować w głowie pewną koncepcję.

    Warto też zapytać siebie, czy dbasz o swój mózg i podchodzisz do niego z myślą: „Okej, zadbam teraz o Ciebie, żebyś działał idealnie”, czy raczej ubijasz go stresem, brakiem snu, kolejną kawą i brakiem ruchu. Sprawdź też, czy korzystasz z AI mądrze, czy raczej się ogłupiasz, oraz czy umiesz zarządzać wiedzą, którą zdobywasz, czy ona po prostu przelatuje przez Twoją głowę, a Ty tracisz czas i pieniądze. Efektywna nauka to nie jedna sztuczka, ale cały system, który pozwala naprawdę lepiej wykorzystywać własny mózg.

    Uwierz, że Twój mózg potrafi znacznie więcej

    Moją wewnętrzną misją jest to, żebyśmy byli przekonani, że nasze mózgi są świetne. My po prostu nigdzie nie uczymy się, jak się uczyć. I to bardzo często powoduje, że nie wierzymy w siebie, nie lubimy nauki i traktujemy ją jako coś trudnego, męczącego, służącego tylko do zdawania egzaminów.

    A efektywna nauka może być czymś zupełnie innym. Może pomagać nam stawać się ekspertami w swojej dziedzinie, dawać satysfakcję, radość z procesu i realnie zmieniać życie.

    Tego Wam życzę.

  • Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Uczyłaś się przez kilka godzin, siedziałaś nad książką, zrobiłaś sobie piękne notatki, podkreśliłaś wszystkie najważniejsze informacje, być może nawet wracałaś kilka razy do tego samego fragmentu i masz takie poczucie: „Hm, chyba się nauczyłam, chyba wiem, co i jak”. Kiedy robisz sobie przegląd, mniej więcej rozpoznajesz wszystkie informacje, więc pojawia się wrażenie, że do egzaminu jesteś przygotowana. A następnego dnia wstajesz rano i nagle uświadamiasz sobie, że jednak tego nie pamiętasz, tamtego też nie pamiętasz i w sumie nie umiesz powiedzieć tego własnymi słowami. Kiedy siadasz do egzaminu, okazuje się, że doskonale wiesz, gdzie to było zaznaczone w skrypcie, pamiętasz nawet, jakim kolorem to podkreślałaś, ale za nic nie umiesz wyciągnąć tego z głowy. Zastanawiasz się dlaczego nauka nie przynosi efektów.

    I wtedy bardzo łatwo zaczynają pojawiać się przekonania typu: „Mam słabą pamięć”, „Może brakuje mi talentu albo predyspozycji”, „Może powinnam jeszcze dłużej siedzieć i jeszcze dłużej się uczyć, żeby mieć efekty”. Tylko problem polega na tym, że efektywnej nauki nigdy nie liczymy w jednostkach czasu. I właśnie o tym warto sobie powiedzieć raz na zawsze.


    Czas nie jest jednostką uczenia się

    To nie jest tak, że jeśli uczysz się dużo dłużej, to automatycznie masz lepsze efekty i więcej zapamiętujesz, a osoba, która uczyła się krótko, od razu jest skazana na porażkę. Absolutnie nie. Jeśli są tutaj trenerzy personalni, to na pewno potwierdzą, że nie chodzi tylko o długość treningu. Chodzi też o to, jaki ten trening jest, jak aktywuje mięśnie, z jakim jest obciążeniem i oczywiście o to, co robimy po treningu: co jemy, jak odpoczywamy i jak się regenerujemy.

    Dokładnie tak samo jest z nauką. Nie chodzi o to, żeby kurczowo trzymać się liczby godzin, bo moi kursanci bardzo często przychodzą i mówią: „Uczę się trzy lata języka i nadal nie potrafię mówić” albo „Uczyłam się przez dwa weekendy do egzaminu i go nie zaliczyłam, więc pewnie coś jest ze mną nie tak”. A ja wtedy pytam: pokaż mi, jak się uczysz. Pokaż mi, jak przetwarzasz informacje w tej jednostce czasu.

    Bo jedna osoba będzie uczyła się trzy godziny i będzie bardzo głęboko przetwarzała informacje. Będzie je analizować, zastanawiać się nad nimi, szukać wyjątków, nie zgadzać się z czymś, łączyć wiedzę z tym, co już wie. Im więcej wiedzy mamy w danym temacie, tym łatwiej później zapamiętujemy kolejne informacje. Druga osoba natomiast będzie siedzieć, czytać, coś sobie podkreśli, zrobi notatkę, przepisze definicję z jednego miejsca na drugie i będzie miała poczucie, że się uczy. Tylko że to wcale nie oznacza, że ta informacja automatycznie zapisuje się w głowie.

    Dlaczego jakość nauki jest ważniejsza niż liczba godzin?

    Dlatego tak ważne jest nie tylko to, ile czasu spędzasz nad materiałem, ale przede wszystkim to, jaka jest jakość tego czasu. Jeśli głęboko przetwarzasz informacje, jeśli później rzeczywiście jesteś w stanie wyciągać je z własnej pamięci i cały czas tę pamięć testujesz, to świetnie. Ale jeśli siedzisz godzinami, trzymasz telefon pod ręką, coś scrollujesz, słuchasz radia, rozmawiasz z koleżanką i tylko podkreślasz najważniejsze fragmenty w książce, to może minąć wiele godzin, a w Twojej pamięci nadal niewiele zostanie.


    Twój mózg nie zapamiętuje wszystkiego, co widzi

    To działa trochę tak, jakbyśmy poszli na zakupy, a później mieli pretensje do swojego mózgu: „Dlaczego nie zapamiętałeś każdej wystawy w sklepie? Dlaczego nie zapamiętałeś każdej ceny produktu? Dlaczego nie zapamiętałeś każdego samochodu i każdej rejestracji?”. No właśnie. Przecież przez cały czas przepływają przez nas różne informacje, a nasz mózg musi decydować: to jest ważne, to nie jest ważne, to jest istotne, tego nie muszę zatrzymywać.

    Ale jeśli zobaczysz, że Twoja ulubiona przyprawa albo ulubiony produkt jest nagle o połowę tańszy, a Ty wiesz, że ostatnio mocno przepłaciłaś, to tę informację prawdopodobnie zapamiętasz od razu. Dlaczego? Bo powiążesz ją z tym, co już wiesz. Będzie dla Ciebie ważna i może być też emocjonalna. I właśnie dlatego tak bardzo trzeba zapamiętać: czas nie jest jednostką uczenia się. Naprawdę nie warto brać tego jako głównego miernika, bo to kompletnie nie ma sensu.


    Bez koncentracji nie ma nauki

    Kolejna rzecz, która sprawia, że uczymy się, a efektów nie mamy, to brak koncentracji na tym, czego chcemy się nauczyć. Mamy włączone social media, telefon pod ręką, często z powiadomieniami, których większość osób jednak nie wyłącza. Smartfon cały czas przypomina, że gdzieś tam czeka wiadomość do sprawdzenia, a my zaczynamy czekać na tę dopaminkę, która przyjdzie razem z powiadomieniem.

    Przez cały czas przerzucamy uwagę na coś innego i to naprawdę bardzo dużo nas kosztuje. Ja cały film o koncentracji uwagi już nagrałam, więc jeśli ten temat Cię interesuje, koniecznie do niego wróć. Tutaj chcę jeszcze raz mocno podkreślić, że bez koncentracji nie ma nauki.

    Dlaczego rozproszenie tak bardzo utrudnia zapamiętywanie?

    Jeśli chcę głęboko przetwarzać informacje, szukać wyjątków, powiązań i przykładów, czyli naprawdę rozumieć to, czego się uczę, to jak mam to zrobić, jednocześnie odpisując na wiadomości, myśląc o wczorajszej imprezie i zastanawiając się nad tym, co czeka mnie jutro? To jest po prostu niemożliwe. Mamy bardzo ograniczone zasoby. Nasza pamięć długotrwała jest ogromna i można w niej zapisywać mnóstwo informacji, ale pamięć robocza, czyli taki mentalny notatnik, na którym zapisujesz wszystko, co w tej sekundzie pojawia się w głowie, jest bardzo mocno ograniczona.

    Tam mieszczą się dosłownie kilka elementów. Jeśli wykorzystujesz je na głaskanie pieska, rozmowę z koleżanką i scrollowanie Zalando, to nie ma już miejsca na efektywną naukę. A później pojawia się myśl: „Całą noc siedziałam nad materiałem i nic nie zapamiętałam. Co się dzieje? Czy mój mózg wcale nie jest taki fantastyczny?”. Jest fantastyczny. Oczywiście, że jest. Tylko bez koncentracji nie ma przejścia do rozumienia, a później do zapamiętania.

    Dużo lepiej uczyć się krócej, ale naprawdę się skupić. Możesz pracować na przykład przez 52 minuty, a później przez 17 minut zrobić coś innego: pójść na spacer, porozmawiać z koleżanką, zadzwonić do kogoś. Social media są tutaj bardzo niewygodne, bo mocno podbijają poziom dopaminy, a potem, kiedy siadasz do czegoś, co nie jest szczególnie porywające, wszystko wydaje się jeszcze nudniejsze. Każdy element, który pojawia się dookoła i Cię rozprasza, powoduje, że uczysz się gorzej.


    Przepisywanie informacji nie zapisuje ich magicznie w pamięci

    Kolejna rzecz, która zabiera mnóstwo czasu, a bardzo często nie daje efektów, to przepisywanie informacji z jednego miejsca na drugie. To przekonanie, że „ręka pamięta”, że jeśli mam książkę i przepiszę coś do skryptu, a później jeszcze raz na inną kartkę, to jakoś magicznie to zapamiętam.

    Niestety, to działa mniej więcej tak, jakbyśmy przepisywali znaczki po chińsku. Jeśli przez całe życie będę przepisywać jeden tekst po chińsku, to czy nagle nauczę się chińskiego? Czy będę rozumiała, co piszę? No nie. To jest bardzo płytkie przetwarzanie informacji. Jeśli tylko przepisuję coś z jednego miejsca na drugie, to niestety nie oznacza, że to zostanie w mojej głowie.

    Dlatego uczę między innymi tego, jak zapisywać informacje na mapach myśli, bo one wymuszają przechodzenie od ogółu do coraz bardziej szczegółowych informacji i pokazują, jak idzie ścieżka myślenia. Dlatego to są mapy myśli. Zwykłe przepisywanie najczęściej nie daje efektów, a zajmuje mnóstwo czasu. Naprawdę wolałabym robić cokolwiek innego.


    Karteczki na ścianie też nie zawsze działają

    Czego jeszcze bym nie robiła? Nie rozwieszałabym sobie wszędzie karteczek post-it, na przykład po pokoju albo po mieszkaniu. Kiedyś oczywiście sama to robiłam, bo nie wiedziałam, że to po prostu nie działa. My bardzo szybko się habituujemy. Jeśli cały czas widzę jakąś karteczkę przy monitorze, to po pewnym czasie przestaję ją zauważać.

    To trochę jak rozrzucone brudne skarpetki. Na początku je widzimy, a później już niekoniecznie. Bardzo mocno przyzwyczajamy się do tego, co jest stale wokół nas. Druga rzecz jest taka, że bez intencji zapamiętywania nie ma nauki. Muszę mieć intencję, że chcę coś zapamiętać. Muszę usiąść, przetworzyć to głęboko i mieć koncentrację.

    To nie dzieje się tak, że ja po prostu gdzieś to widzę i automatycznie sobie zapamiętuję. Jeśli informacja nie ma dla mnie żadnego większego znaczenia, działa dokładnie tak jak przypadkowy billboard mijany podczas zakupów. Widzę różne rzeczy, ale jeśli nic mi to nie robi i nie wzbudza żadnych emocji, to mózg nie ma powodu, żeby to zatrzymać. A jeśli mówimy o kawałku tekstu zawieszonym gdzieś na ścianie, to tym bardziej szkoda czasu.

    Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale ja robię coś takiego i mi pomaga”. Bardzo możliwe, że jeśli robisz ściągi, to może Ci to pomagać, bo próbujesz zmieścić długi tekst w kilku najważniejszych zdaniach. Wtedy rzeczywiście przetwarzasz informację głębiej, wyciągasz esencję i to może działać. Ściągi są naprawdę świetnym pomysłem na uczenie się wyciągania esencji z dłuższego tekstu. Ale nie oszukujmy się: samo rozklejenie informacji wszędzie nie sprawi, że kiedy będziesz na nie zerkać w drodze do łazienki, nagle zapiszą się w głowie.


    Wielokrotne czytanie daje iluzję wiedzy

    Bardzo płynnie przechodzimy tutaj do kolejnej rzeczy, którą jestem prawie pewna, że robisz. Czytanie wielokrotnie tego samego z przekonaniem, że wtedy „wejdzie do głowy”. Przecież w szkole często słyszeliśmy: powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj, wtedy zapisze Ci się w głowie.

    Tylko że mamy absolutnie fantastyczny umysł, cudowną machinę do nauki, a uczenie mechaniczne, czyli powtarzanie bez zrozumienia, to po prostu kucie. I to jest naprawdę bardzo słaby pomysł. Szczerze mówiąc, niesamowite jest to, że mózg i tak czasem jest w stanie coś w ten sposób zapamiętać.

    Dlaczego wielokrotne czytanie tworzy iluzję wiedzy?

    Problem polega na tym, że wielokrotnie czytając to samo, bardzo często wpadamy w iluzję wiedzy. Więcej na temat iluzji wiedzy, przeczytasz w tym wpisie. Czytasz coś kolejny raz i masz wrażenie: „Okej, uczę się. Kojarzę to. Przeczytam jeszcze dwa razy i będę kojarzyć jeszcze bardziej”. Za trzecim czy czwartym razem pojawia się poczucie: „To było, to kojarzę, to wiem, rzeczywiście tak było. Dobra, to ja już to pamiętam”.

    No właśnie niekoniecznie.

    Później idziesz na egzamin, siadasz i nagle okazuje się, że pamiętasz, że to było podkreślone na zielono. Pamiętasz, że było w skrypcie po lewej stronie na dole. Przysięgasz, że to tam było, ale nie umiesz wyciągnąć tego z głowy.

    Czy to świadczy o złej pamięci? Nie. To świadczy o tym, że nauczyłaś mózg rozpoznawania informacji, a nie zapamiętywania. A to są dwie kompletnie inne rzeczy. Mózg, czytając kilka razy to samo, uznał, że czujesz się z tym coraz bardziej znajomo. Tylko że znajomość nie oznacza jeszcze dostępu do informacji bez materiału przed oczami.

    Dlatego kiedy siadasz do egzaminu i nie masz rozpoznawania typu „zakreśl A, B albo C”, robi się bardzo ciężko. A nawet przy testach nie zawsze będzie łatwo, jeśli wcześniej nie przetworzyłaś tych informacji odpowiednio głęboko. Iluzja wiedzy nie świadczy o złej pamięci. Świadczy o tym, że nie testowałaś tej pamięci w trakcie nauki. Nie wyciągałaś informacji z głowy na przygotowane pytania, tylko po prostu czytałaś. Dla mózgu i pamięci to są dwie zupełnie inne rzeczy.

    Jeśli masz poczucie, że czytałaś coś wielokrotnie, a później nie potrafiłaś przypomnieć sobie tego na egzaminie, chcę, żebyś wiedziała jasno: Twoja pamięć działa bardzo dobrze. Wszystko jest z Tobą w porządku. Po prostu metoda, którą stosujesz, jest zła.


    Podkreślanie tekstu nie wystarczy

    Może teraz pomyślisz: „No dobra, to może jeszcze powiesz, że podkreślanie jest złe”. No powiem. I wiem, że wiele osób powie: „Przecież to jest moja metoda nauki. Podkreślam. Mam swój system. Dwiema liniami nazwiska, falowaną linią daty. I co, to nie działa?”.

    Nie mówię tego ze złośliwości ani dlatego, że tak sobie pomyślałam. Mówię to dlatego, że czytam mnóstwo badań i analiz, które pokazują, że samo podkreślanie praktycznie nie działa albo ma znikomy wpływ. Ten znikomy wpływ często wynika raczej z tego, że osoby, które podkreślają, są przez chwilę bardziej skoncentrowane. Działa więc koncentracja, a nie magiczna moc koloru.

    To nie jest tak, że jeśli coś zamaluję na kolorowo, to automatycznie zostanie w mojej głowie. Nie zostanie.

    Nigdy nie zapomnę sytuacji ze studiów. Uczyłam się już wtedy efektywnych technik nauki i czasem siedziałam w pokojach cichej nauki. Któregoś dnia patrzę kątem oka na dziewczynę siedzącą obok. Ona bierze skrypt i jedzie fluorescencyjnym żółtym flamastrem linijka po linijce. Odkłada jeden skrypt, bierze kolejny i robi dokładnie to samo.

    Nie wytrzymałam. Podeszłam i zapytałam: „Słuchaj, co Ty robisz? Dlaczego tak to podkreślasz?”. A ona odpowiedziała: „Bo to wszystko jest ważne. Ja muszę to zapamiętać”.

    Nie mówię tego po to, żeby kogoś oceniać. Mówię to po to, żebyś zobaczyła, że jeśli to robisz i nie masz efektów, to znowu wszystko jest z Tobą okej. Po prostu mózg tak nie działa. On tego nie potrzebuje i taki sposób nie będzie go szczególnie wspierał.


    Nie zaczynaj od szczegółów, jeśli nie masz fundamentów

    Jest jeszcze wiele rzeczy, które wpływają na to, że uczymy się, a efektów nie ma. Ten temat mógłby trwać naprawdę długo. Ale jedna rzecz jest szczególnie ważna: wiele osób zaczyna naukę od szczegółów i detali, a nie ma jeszcze żadnych fundamentów.

    To trochę tak, jakbyśmy zastanawiali się, jak będziemy dekorować dom i co będziemy w nim wieszać, a nie mieli jeszcze pojęcia, gdzie będą ściany, jak dom będzie wyglądał, jakie będą fundamenty i dach. Zaczynamy od końca.

    Jest taki system, który mówi o różnych typach informacji: proceduralnych, czyli jak coś zrobić; analogicznych, czyli do czego to jest podobne; koncepcyjnych, czyli jaka zasada za tym stoi; dowodowych, czyli przykłady, dane, badania; i referencyjnych, czyli konkretne nazwy i szczegóły. Problem polega na tym, że większość osób zaczyna właśnie od samego końca, czyli od nazw i szczegółów, a potem dziwi się, że wszystko wypada z głowy.

    To dokładnie jak z dekoracjami i domem. Bardzo często widzę to na przykład w matematyce. Ktoś wkuwa jeden wzór, ale kompletnie nie rozumie całej koncepcji ani podejścia. Albo uczy się nazwy czy daty, ale nie ma pojęcia, co tam się właściwie dzieje. Bez fundamentów szczegóły bardzo łatwo się rozsypują.


    Sen ma ogromny wpływ na zapamiętywanie

    Kolejna rzecz, która bardzo mocno wpływa na to, że nie zapamiętujemy, to oczywiście zarywanie snu. Bo jaki film Doroty mógłby być bez wspomnienia o tym, jak ważny jest sen? Będę to mówiła wiecznie.

    Część osób pisała mi już na Instagramie, że właśnie dzięki temu, że tak często o tym przypominam, naprawdę postanowiła zmienić jakość swojego snu. I bardzo dobrze, bo sen jest niezbędny do tego, żeby informacje zostały zapisane w pamięci długotrwałej. Tylko w trakcie snu to, czego uczysz się w ciągu dnia, zostaje później przenoszone i porządkowane w pamięci długotrwałej.

    W trakcie snu informacje łączą się ze sobą, a jednocześnie zwalnia się pojemność pamięci krótkotrwałej. Jeśli się nie wyśpimy, następnego dnia dużo trudniej przetwarzać nowe informacje. To ogromny problem, o którym bardzo często zapominamy.

    Dlatego naprawdę zachęcam Cię do zadbania o jakość snu. Na kanale mam już o tym film, więc koniecznie możesz do niego wrócić. Sen ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonujesz, jak się uczysz i ile rzeczy faktycznie zostaje w Twojej głowie.


    Masz fantastyczny mózg, tylko potrzebujesz dobrych metod

    Czy wymieniłam już wszystkie rzeczy, które sprawiają, że uczymy się, a nie mamy efektów? Oczywiście, że nie. Jest ich znacznie więcej. Często są to niuanse i drobne elementy, ale wybrałam te, które widzę najczęściej u moich kursantów i które bardzo często wymieniacie jako własne sposoby nauki.

    Chcę, żebyś wiedziała, że masz fantastyczny mózg. Cudowny, wspaniały i przygotowany do tego, żeby naprawdę dużo się uczyć, ale w odpowiedni sposób i odpowiednimi metodami.

    W kolejnym materiale pokażę, jak rozpisałam swój system nauki na siedem głównych filarów. Co warto brać pod uwagę podczas uczenia się, dlaczego każdy z tych filarów ma ogromne znaczenie i jak można go wykorzystać.

    Pamiętaj, że naprawdę jestem po Twojej stronie. Bardzo chcę, żebyś miała świetne rezultaty. Bardzo chcę, żebyście dalej pisały do mnie, że zdałyście trudne egzaminy, awansowałyście albo zmieniłyście swoje życie. Jestem absolutnie przekonana, że nauka zmienia życie. Sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, bogatsi, stajemy się ekspertami w swojej dziedzinie i mamy ogromną satysfakcję z tego, co robimy.

    Zapraszam Cię też serdecznie na dwa szkolenia, które prowadzę. Jedno dotyczy tego, jak efektywnie się uczyć. Pokażę tam prosty eksperyment na pamięci, żebyś od razu zobaczyła, że kiedy uczymy się dobrą metodą, efekt może być natychmiastowy. ZAPISZ SIĘ NA SZKOLENIE TUTAJ.

    Drugie szkolenie jest o tym, jak uczyć się słówek i gramatyki w języku obcym, jak zapamiętywać angielskie słowa tak, żeby zostały z Tobą na długo, a nie żeby uczyć się latami i nadal nie widzieć efektów. SZKOLENIE DOSTĘPNE JEST TUTAJ.

  • Jak uczyć się na ostatnią chwilę? System nauki last minute, który naprawdę działa

    Jak uczyć się na ostatnią chwilę? System nauki last minute, który naprawdę działa

    Masz egzamin jutro albo za dwa dni. Otwierasz skrypt. Widzisz 80 stron, 120 tez i myślisz sobie: „Okej, jakoś to ogarnę. Przeczytam wszystko. Noc jest długa, więc powinienem zdążyć”. Może zastanawiasz się jak uczyć się na ostatnią chwilę.

    To chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie możesz zrobić w tej sytuacji.

    Nauka na ostatnią chwilę nie polega na tym, żeby wcisnąć jak najwięcej informacji do swojego mózgu. Polega na tym, żeby jak najszybciej zrozumieć, co jest naprawdę ważne, co się z czym łączy i jakie pytania mogą z tego wyniknąć.

    W tym artykule chcę Ci pokazać system nauki last minute, który nie opiera się na panicznym czytaniu w kółko tych samych notatek, ale na myśleniu, selekcji i szybkim testowaniu siebie.


    Nauka last minute to nie jest zwykła nauka robiona szybciej

    Gdy masz dużo czasu, możesz działać krok po kroku. Przeczytać rozdział, zrobić notatki, wrócić do nich po jakimś czasie, rozwiązać zadania, powtórzyć materiał i wdrożyć wszystkie systemy, których uczę w Akademii Geniusza + AI.

    Ale jak się uczyć na ostatnią chwilę? Gdy masz jeden wieczór albo jeden weekend, nie możesz udawać, że jesteś w idealnym świecie. Musisz zrezygnować z metod, które są wygodne, ale niestety bardzo powolne.

    Zawsze mówię moim kursantom, żeby nie korzystali z pasywnego czytania. Czyli sytuacji, w której po prostu czytasz, czytasz i czytasz, a tak naprawdę jedynie oswajasz oczy z tekstem. Nie korzystaj też z przepisywania notatek. Wciąż mamy gdzieś zakodowane w głowie przekonanie, że jeśli przepiszemy informację z jednej strony na drugą, to ona w magiczny sposób zapisze się w pamięci.

    Tak to nie działa.


    Największy błąd, gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę: próba zapamiętania wszystkiego po kolei

    Kolejnym błędem jest próba zapamiętywania wszystkiego po kolei. „Tak było w skrypcie, więc tak powinnam się tego uczyć”.

    To trochę tak, jakbyśmy chcieli ewakuować się z płonącego budynku i zaczęli pakować wszystkie skarpetki według kolorów. Na początku zabieramy to, co naprawdę ma znaczenie.

    W nauce jest bardzo podobnie. Nie każda informacja jest równie ważna. Nie każda definicja jest warta tyle samo i nie każdy szczegół zasługuje na Twoją uwagę w pierwszej kolejności. Pamiętaj, że gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę nie wygrywa osoba, która przeczytała najwięcej informacji. Wygrywa osoba, która zapamiętała ich najwięcej.

    Dlatego najważniejsze pytanie brzmi: Co zrobić, żeby rzeczywiście te informacje zapamiętać?


    Nie zaczynaj od pytania: „Co mam zapamiętać?”

    Większość osób zaczyna naukę od najniższego poziomu. Zadaje sobie pytanie: „Co mam zapamiętać? Definicje, daty, nazwy, pojęcia, fragmenty z notatek”. Problem polega na tym, że przy nauce last minute jest to bardzo nieefektywne.

    Jeśli próbujesz zapamiętywać fakty bez zrozumienia, Twój mózg traktuje je trochę jak luźne kartki wyrzucone na wiatr. Pojawiają się nazwy, definicje i daty, ale nie łączą się ze sobą w żadną logiczną całość. Bardzo często nie rozumiemy wtedy, czego właściwie się uczymy.

    Mamy takie wrażenie, że już kiedyś to czytaliśmy, coś było na wykładzie, coś brzmi znajomo, a mimo to nadal nie widzimy połączeń między informacjami. Dlatego warto odwrócić ten proces.

    Zamiast zaczynać od pytania: „Co mam zapamiętać?”, dużo lepiej zacząć od zastanowienia się, dlaczego dana informacja jest ważna, z czym się łączy, co z niej wynika, jaki problem rozwiązuje, co by się stało, gdyby tego mechanizmu nie było, albo czym różni się on od podobnego pojęcia. Właśnie wtedy zaczynamy dostrzegać strukturę i zależności między informacjami.

    Brzmi to trudniej niż przeczytanie definicji? Oczywiście. Ale właśnie dlatego działa.


    Zrozumienie przyspiesza naukę

    Kiedy próbujesz zrozumieć, po co coś istnieje, jak działa i z czym się łączy, fakty zaczynają przyklejać się do siebie jako naturalny efekt uboczny. Dzięki temu nie uczysz się pojedynczych cegieł, ale budujesz całą konstrukcję. A właśnie o to nam chodzi.

    Zdecydowanie łatwiej jest wtedy zapamiętywać informacje, a później również uczyć się kolejnych rzeczy, które są z nimi powiązane. Dlatego nawet jeśli masz wrażenie: „Nie mam na to czasu”, chcę Ci powiedzieć, że to jest tylko wrażenie.

    Wyobraź sobie, że uczysz się o inflacji. Słaba nauka last minute polega na tym, że mówisz sobie: „Inflacja to wzrost ogólnego poziomu cen w gospodarce”. Okej, to jest definicja. Ale jeśli tylko ją wyklepiesz, bardzo łatwo ją pomylić, spłaszczyć albo zapomnieć połowę informacji.

    Dużo lepsza nauka polega na zadaniu sobie kilku prostych pytań. Dlaczego inflacja jest problemem? Kto na niej traci, a kto może czasami na niej zyskać? Jak inflacja łączy się ze stopami procentowymi? Co może zrobić bank centralny w takiej sytuacji? Dlaczego wzrost ceny jednego produktu nie musi jeszcze oznaczać inflacji?

    Nagle okazuje się, że zaczynasz rozumieć cały mechanizm, a nie tylko pojedynczą definicję.


    Czytanie bez końca nie jest nauką

    Kolejny ogromny błąd w nauce last minute to nieustanne czytanie. Strona za stroną. Prezentacja za prezentacją. Slajd za slajdem. Zakreślacz jedzie po tekście jak kosiarka po trawie i wszystko robi się kolorowe. Wydaje nam się wtedy, że skoro tyle materiału przerobiliśmy, to nauka idzie świetnie.
    Tylko że najważniejsze pytanie brzmi: Ile z tego materiału zostało w głowie?

    Bo taka nauka przypomina trochę oglądanie programów kulinarnych i oczekiwanie, że od samego patrzenia będziemy najedzeni. Tak to nie działa.

    Informacja, która wpada do głowy, nie jest jeszcze wiedzą. Wiedza to informacja, którą potrafisz przetworzyć, połączyć, zastosować i odtworzyć. Czyli zrobić z nią coś konkretnego. Dlatego tak ważna jest różnica między konsumpcją informacji a ich trawieniem.

    Konsumpcja to moment, kiedy po prostu czytasz. Trawienie zaczyna się wtedy, kiedy zamykasz notatki i sprawdzasz, co z tego zostało.

    Konsumpcja mówi: „Kojarzę to.” „Rozpoznaję to.” „Chyba już to czytałam.”

    I właśnie tutaj pojawia się iluzja wiedzy. Więcej o tym czym jest iluzja wiedzy, przeczytasz w tym artykule.

    Natomiast trawienie pyta: „Wyjaśnij to własnymi słowami.” „Jak zastosujesz to w praktyce?” „Jaka jest różnica między tym a tym?” I właśnie dlatego sama znajomość materiału nie wystarczy.


    10 minut czytania, 5 minut trawienia

    Jest jedna bardzo prosta zasada, którą możesz wdrożyć praktycznie od razu. Zamiast robić 90 minut ciągłego czytania, dużo lepiej zastosować zasadę: 10 minut czytania i 5 minut trawienia.

    Po krótkim fragmencie przeczytanego materiału zatrzymaj się i bez patrzenia w notatki odpowiedz sobie: – Co było najważniejsze?
    – Jakie są trzy kluczowe informacje?
    – Czego nadal nie rozumiem?
    – Jakie pytania egzaminacyjne mogłyby z tego powstać?
    – Jak ten temat łączy się z poprzednim?

    Możesz też wykorzystać bardzo prostą technikę. Po przeczytaniu jednej strony zakryj ją i powiedz: „Gdybym miała wytłumaczyć to koleżance w 60 sekund, powiedziałabym…” Nie musi być idealnie. Nie musi brzmieć jak podręcznik. Ma być z głowy, aktywne przetworzone przez Ciebie.

    Jeśli nie potrafisz powiedzieć tego własnymi słowami, to znaczy, że jeszcze tego nie trawisz. Po prostu zatrzymałaś się na etapie konsumpcji. Widziałaś materiał. Ale on jeszcze nie został w Twojej głowie.

    I właśnie dlatego zdanie: „Przecież widziałam to w swoich notatkach” jest jednym z najbardziej zdradliwych zdań przed egzaminem. Wiemy, na której stronie coś było. Pamiętamy nawet obrazek obok. Mamy wrażenie, że się tego nauczyliśmy. A tak naprawdę bardzo często jest to tylko iluzja wiedzy.

    Będę to powtarzała cały czas: Rozpoznawanie i zapamiętywanie to są dwie kompletnie różne rzeczy.


    Dlaczego zwykłe notatki często nie działają?

    Kiedy uczysz się na ostatnią chwilę, robienie linearnych notatek, linijka po linijce, jest bardzo nieefektywne. Większość osób robi je w taki sposób, że przepisuje informacje z jednego miejsca do drugiego. Problem polega na tym, że często przepisujemy nawet te rzeczy, których do końca nie rozumiemy. Dlatego takie zwykłe notatki bardzo często nie pomagają nam zapamiętywać. Sprawiają jedynie wrażenie nauki. A to ogromna różnica.

    W Akademii Geniusza + AI zawsze pokazuję, jak tworzyć notatki, które rzeczywiście wspierają pamięć, zamiast tylko zabierać czas.

    Mapy myśli działają jak GPS dla mózgu

    Co możesz zrobić zamiast tego? Jeśli nie umiesz jeszcze tworzyć rozbudowanych map myśli, zacznij od bardzo prostych.

    Na środku kartki wpisujesz temat. Na przykład: romantyzm. Od niego tworzysz kolejne odnogi: kontekst historyczny, cechy epoki, bohater romantyczny, natura, bunt, najważniejsze utwory, porównanie z pozytywizmem, typowe pytania egzaminacyjne.

    Jeżeli uczysz się biologii i masz temat „układ nerwowy”, możesz stworzyć odnogi takie jak budowa neuronu, impuls nerwowy, synapsa, podziały, choroby czy reakcje.

    Chodzi o to, żeby stworzyć mapę, która działa trochę jak GPS. Nasz mózg uwielbia widzieć zależności. Lubi rozumieć przyczyny, skutki i połączenia między informacjami.

    A na egzaminie bardzo często wygrywa osoba, która pamięta nie najwięcej pojedynczych zdań, ale ta, która potrafi przejść od jednego pojęcia do drugiego i rozumie, jak wszystko łączy się w całość.


    Fundamenty są ważniejsze niż szczegóły

    Kiedy uczysz się na ostatnią chwilę, nie możesz traktować całego materiału tak samo.

    Niektóre informacje są trochę jak fundament domu, a inne jak dekoracje. Jeśli masz mało czasu, nie zaczynasz przecież od dekoracji. Nie zaczynasz od wkuwania drobnych dat, nazwisk, wyjątków, numerków, definicji słowo w słowo ani szczegółów, które jeszcze nic Ci nie mówią.

    Zaczynasz od tego, co pomaga zrozumieć cały temat. Od pytań:
    O co tutaj chodzi? Jak to działa? Dlaczego to jest ważne? Co z czego wynika? Jakie są przyczyny i skutki? Jak mogę to zastosować w odpowiedzi albo w zadaniu?

    Jeżeli zrozumiesz główny mechanizm, szczegóły dużo łatwiej dokleją się do tej podstawowej konstrukcji. Jeśli natomiast zaczynasz od szczegółów, bardzo szybko kończysz z głową pełną pojedynczych informacji, które nie tworzą żadnej całości.

    To trochę jak układanie puzzli bez obrazka z pudełka. Masz mnóstwo elementów, ale kompletnie nie wiesz, gdzie je położyć. Dlatego najpierw szukasz obrazka z pudełka, czyli ogólnego sensu. Dopiero później zajmujesz się szczegółami.

    Jeżeli uczysz się historii, nie zaczynaj od wkuwania dat. Najpierw zrozum, co się wydarzyło, dlaczego się wydarzyło, kto z kim był w konflikcie i jakie były konsekwencje tych wydarzeń. Dopiero później dokładaj najważniejsze daty.

    Jeżeli uczysz się biologii, nie zaczynaj od zapamiętywania wszystkich enzymów. Najpierw zrozum cały proces. Co w niego wchodzi? A Co się zmienia? Co z niego wychodzi? Po co organizm w ogóle coś takiego robi?

    Dopiero później dokładaj nazwy. To naprawdę bardzo ważne.

    Dlatego jedna z najprostszych zasad nauki last minute brzmi: Najpierw zrozum główny mechanizm, dopiero później ucz się szczegółów. Nigdy odwrotnie.

    Bardzo często robimy dokładnie na odwrót. Uczymy się pojedynczych szczególików, nie mając pojęcia, o co właściwie chodzi w całym temacie. A szczegóły bez zrozumienia są trochę jak pojedyncze słowa w języku, którego nie znasz. Możesz je sobie powtarzać, ale trudno będzie Ci zbudować z nich jakiekolwiek zdanie.


    Rozpoznawanie to nie to samo co zapamiętywanie

    To jedna z najważniejszych rzeczy, jakie warto zrozumieć przed egzaminem. Wiele osób myli rozpoznawanie z zapamiętywaniem.

    Rozpoznawanie pojawia się wtedy, kiedy patrzysz na swoje notatki i myślisz: „O, kojarzę to.” „Rzeczywiście, czytałam to.” „Pamiętam, że coś takiego było.” I to jest bardzo przyjemne uczucie.

    Problem polega na tym, że nie ma ono wiele wspólnego z prawdziwym zapamiętaniem. Pamiętanie zaczyna się wtedy, kiedy notatek już nie ma, a Ty nadal potrafisz coś powiedzieć, wyjaśnić albo opisać własnymi słowami.

    To są dwie zupełnie różne rzeczy.

    Przed egzaminem najbardziej potrzebujesz nie tego, żeby materiał wyglądał znajomo, ale tego, żeby mieć do niego dostęp bez żadnej pomocy. Dlatego warto co jakiś czas robić coś, co nazywam „zrzutem z głowy”.

    Bierzesz pustą kartkę papieru. Na środku zapisujesz temat, na przykład „fotosynteza”, i przez trzy minuty wypisujesz wszystko, co jesteś w stanie odtworzyć bez patrzenia do notatek.

    Dopiero później sprawdzasz materiał i zadajesz sobie pytania: Czego nie pamiętam? Co pomyliłam? Czego nadal nie rozumiem?

    I właśnie to jest Twoje złoto. Bo dobra nauka last minute nie polega na tym, żeby trzeci raz przeczytać to, co już umiesz. Polega na tym, żeby znaleźć dziury w moście, zanim wejdziesz na egzamin.


    Dlaczego warto przeplatać tematy, gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę?

    Większość osób przez trzy godziny siedzi nad jednym działem. To daje bardzo przyjemne poczucie postępu. Po godzinie wszystko zaczyna wyglądać znajomo. Zadania są podobne, pojęcia są świeże, a mózg dokładnie wie, czego się spodziewać.

    Tylko że egzamin zwykle tak nie wygląda. Na egzaminie tematy są pomieszane. Pytania zmieniają kontekst. Najpierw musisz rozpoznać, z jakim problemem masz do czynienia, a dopiero później dobrać odpowiednie narzędzia.

    Dlatego gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę, zamiast spędzać trzy godziny nad jednym działem, dużo lepiej przeplatać materiał. Możesz przez 20 minut uczyć się jednego tematu, przez kolejne 20 minut drugiego, a następnie przejść do trzeciego.

    Dopiero później wracasz do pierwszego, ale już w formie pytań. Następnie do drugiego i znowu sprawdzasz się pytaniami. Przy trzecim możesz zrobić porównania albo próbować tłumaczyć materiał własnymi słowami.

    Oczywiście jest to mniej komfortowe. Nie wygląda jak siedzenie pod kocem z kubkiem kakao i kolorowym zakreślaczem. Ale właśnie o to chodzi. Jeżeli nauka przez cały czas jest łatwa, przyjemna i przewidywalna, bardzo często oznacza to, że jedynie odtwarzasz schemat, który masz przed oczami.

    Przeplatanie tematów zmusza natomiast mózg do podejmowania decyzji. Z czym mam teraz do czynienia? Który mechanizm tutaj pasuje? Jaką procedurę powinnam zastosować? Czy to jest podobne do poprzedniego tematu, czy tylko wygląda podobnie? I właśnie dlatego taka nauka wymaga większego skupienia oraz znacznie głębszej analizy informacji.


    Sen to nie luksus. To część nauki

    Teraz punkt, który dla większości studentów pewnie będzie najtrudniejszy do zaakceptowania. Sen. Kiedy masz egzamin jutro, sen wydaje się pierwszą rzeczą do poświęcenia. Myślisz sobie: „Jeśli nie pójdę spać, zyskam osiem dodatkowych godzin na naukę”. Brzmi jak idealny plan. Tylko że to nie jest takie proste.

    Pytanie nie brzmi, ile godzin będziesz siedzieć z otwartymi notatkami, patrzeć na nie i wrzucać kolejne informacje do swojej głowy. Pytanie brzmi: W jakim stanie będzie mój mózg, moja uwaga i moja pamięć, kiedy dostanę arkusz z pytaniami?

    Sen nie jest luksusem. Sen jest częścią nauki. Na Instagramie wielokrotnie mówiłam o tym, jak ogromne znaczenie ma sen. Na moim kanale znajdziesz również materiały dotyczące tego, jak dbać o jego jakość.

    Ale powiem to jeszcze raz. To właśnie podczas snu mózg wykonuje ogromną część swojej pracy. Przenosi informacje z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Selekcjonuje je. Łączy ze sobą. Układa w większą całość. Dlatego tak często zdarza się, że wieczorem jakiś temat wydaje się kompletnie niezrozumiały, a rano nagle wszystko zaczyna mieć sens. To nie jest magia. Tak po prostu działa nasz mózg.

    Jest jeszcze jedna rzecz. Jeżeli przez cały dzień ładujesz informacje do pamięci krótkotrwałej, w pewnym momencie zaczyna brakować w niej miejsca. To trochę jak małe pudełko, które stopniowo się zapełnia. Podczas snu to pudełko zostaje opróżnione, ponieważ informacje są przenoszone do pamięci długotrwałej. A jej możliwości są nieporównywalnie większe.

    Dlatego sen jest tak ważny. Jeżeli następnego dnia chcesz dalej się uczyć, potrzebujesz miejsca na nowe informacje. Bez tego po prostu nie jesteś w stanie efektywnie pracować. Nie ma możliwości, żebyśmy skutecznie zapamiętywali bez snu. To po prostu niemożliwe.

    Dlaczego zarywanie nocy przed egzaminem nie działa?

    Lubię porównywać to do pieczenia ciasta. Możesz przygotować najlepsze składniki. Możesz mieć świetną mąkę, jajka, mleko i wszystkie dodatki. Ale jeśli nie włożysz tego ciasta do piekarnika, to go nie upieczesz. I dokładnie tak samo jest z nauką. Nauka jest wrzucaniem składników. Sen jest piekarnikiem.

    Liczy się nie to, co wpada do głowy, ale to, co w niej zostaje. A sen pomaga temu zostać. Dlatego zamiast robić całonocną, chaotyczną sesję nauki, dużo lepiej zrobić intensywną powtórkę i zostawić sobie chociaż blok snu.

    Nie zawsze da się przespać osiem godzin. Ale warto zadać sobie jedno pytanie: Czy kolejna godzina półprzytomnego czytania naprawdę da mi więcej niż godzina snu? Najczęściej odpowiedź brzmi: nie.


    Jak wykorzystać AI do nauki przed egzaminem?

    Ostatnio nagrałam też materiał o tym, jak używać sztucznej inteligencji do nauki w taki sposób, żeby nas nie ogłupiała. W Akademii Geniusza + AI znajdziesz kilkadziesiąt promptów i technik pokazujących, jak wykorzystywać AI do wspierania nauki. Dzisiaj chcę podzielić się jednym z najprostszych sposobów.

    Większość osób wpisuje do sztucznej inteligencji: „Wytłumacz mi ten temat”. I co dostaje? Kolejną ścianę tekstu. Kolejne informacje. Kolejne rzeczy do przeczytania.

    A przecież problemem bardzo często nie jest brak materiałów. Problemem jest to, że nie potrafimy sprawdzić, co już wiemy. Dlatego dużo lepiej wykorzystać AI do generowania pytań.

    Możesz napisać: „Mam egzamin z tego przedmiotu. Tematy obejmują: … Wygeneruj mi 20 pytań egzaminacyjnych na poziomie analizy i oceny. Nie chcę prostych definicji. Chcę pytania typu: porównaj, wyjaśnij przyczynę, przewidź skutki, zastosuj pojęcie w przykładzie”.

    I teraz najważniejsze. Nie czytasz od razu odpowiedzi. Najpierw próbujesz odpowiedzieć samodzielnie. Dopiero później sprawdzasz odpowiedź w książce, notatkach albo materiałach źródłowych. AI ma być trenerem, który rzuca Ci piłkę. Nie kimś, kto rozgrywa cały mecz za Ciebie.


    Zamiast paniki zrób listę luk

    Pod koniec nauki wiele osób robi coś bardzo niebezpiecznego. Wraca na początek. Jeszcze raz otwiera cały materiał. Na nowo przegląda wszystkie notatki. Jeszcze raz wpada w panikę.

    Zamiast tego dużo lepiej stworzyć listę luk. Lista luk nie jest kolejną notatką. To krótka lista rzeczy, które wymagają Twojej interwencji. Na przykład: „Nie umiem odróżnić mitozy od mejozy.” „Mylę funkcję banku centralnego.” „Nie wiem, kiedy stosować ten wzór.” „Nie umiem podać przykładu do tej teorii.” „Pamiętam definicję, ale nie potrafię jej zastosować.”

    I właśnie na tych rzeczach warto skupić ostatnią godzinę nauki. To trochę jak naprawianie przecieków w łodzi. Nie malujesz całej łodzi od nowa. Szukasz miejsc, przez które naprawdę wpada woda.


    Chcesz uczyć się na ostatnią chwilę? To sztuka podejmowania dobrych decyzji

    Na koniec chcę zostawić Cię z jedną myślą. Gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę, pamiętaj że nauka wtedy nie polega na tym, by czytać wszystko, ale szybciej. Polega na tym, żeby szybciej podjąć dobre decyzje. Co jest fundamentem? Co mogę odłożyć, naprawdę zrozumieć? Jak coś wyjaśnić? Jakie pytania mogą pojawić się na egzaminie?

    Zawsze będę zachęcała Cię do tego, żeby przestać jedynie konsumować materiał i zacząć go trawić. Zamykaj notatki. Odtwarzaj informacje z głowy. Ucz się mnemotechnik. Korzystaj z systemów pamięciowych. Naucz się zarządzać informacjami i tworzyć mapy myśli, które pomagają dostrzegać połączenia.

    To tylko niewielki fragment wiedzy na temat efektywnej nauki, ale mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Ci podejmować lepsze decyzje wtedy, gdy czasu jest naprawdę mało. Bo skuteczna nauka nie zaczyna się od większej liczby godzin. Zaczyna się od lepszej strategii.


    Chcesz uczyć się szybciej i skuteczniej nie tylko na ostatnią chwilę?

    Przygotowałam również bezpłatne szkolenie, na których pokazuję, jak uczyć się efektywnie i wykorzystywać możliwości swojego mózgu znacznie lepiej.

    Podczas jednego z nich wykonamy wspólnie prosty eksperyment pamięciowy, dzięki któremu przekonasz się, że Twoja pamięć działa dużo lepiej, niż Ci się wydaje. Pokażę Ci również, na jakich metodach nauki wiele osób niepotrzebnie traci czas i co zrobić, żeby uczyć się łatwiej, szybciej i skuteczniej.

    Jeżeli uczysz się języków obcych, koniecznie zajrzyj także na moje szkolenie dotyczące nauki słówek i gramatyki. To szkolenie stworzyłam szczególnie dla osób, które mają poczucie, że ciągle uczą się tych samych słów od nowa i chciałyby w końcu dojść do momentu, w którym nowe słówko zostaje w głowie na dłużej, a nie wraca do nauki kilka razy w roku.

    Trzymam za Ciebie kciuki.

    Powodzenia na egzaminie. 💛

  • Dlaczego uczę się i nie pamiętam? To nie problem pamięci

    Dlaczego uczę się i nie pamiętam? To nie problem pamięci

    Pewnie też tak masz — siadasz do nauki, czytasz, słuchasz podcastów, wracasz do notatek. Robisz wszystko tak, jak „powinno się robić”. A potem mija miesiąc, patrzysz wstecz i myślisz: no tak, to było ciekawe. Ale co konkretnie z tego pamiętam? I zaczyna się takie nieprzyjemne uczucie: czytałam, słuchałam, poświęciłam czas — i po co? Dlaczego uczę się i nie pamiętam?

    To jest jeden z najbardziej frustrujących momentów w nauce. Nie dlatego, że się nie starałaś. Właśnie dlatego, że się starałaś.

    I w tym miejscu bardzo wiele osób dochodzi do tego samego wniosku: chyba po prostu mam słabą pamięć. Albo: może nauka po prostu nie jest dla mnie.

    Chcę ci powiedzieć coś ważnego: to nie jest prawda.

    Problem jest zupełnie gdzie indziej, niż myślisz


    Przez lata pracy z ludźmi — studentami, profesjonalistami, osobami, które uczą się dla siebie — widzę ten sam schemat. Ludzie, którzy mówią, że mają złą pamięć, bardzo często mają po prostu złe metody. Albo żadnych metod. I to nie jest ich wina — nikt ich tego nigdy nie nauczył.

    Wyobraź sobie taką sytuację. Czytasz artykuł o jakimś ciekawym zagadnieniu. Wszystko jest jasne, logiczne, ma sens. Masz takie poczucie: tak, rozumiem to. Zamykasz przeglądarkę i po kilku dniach ktoś cię pyta o tamten temat. I nagle… pustka. Coś tam było, ale co dokładnie? Dlaczego to działało? Jak to się nazywało?

    Dlaczego uczę się i nie pamiętam mimo nauki?

    To nie jest kwestia pamięci. To jest złudzenie, które nas wszystkich dotyczy — i które ma konkretną nazwę: iluzja wiedzy. Rozpoznajesz coś, bo to widziałaś. Ale rozpoznawanie to nie to samo, co umiejętność powiedzenia tego samodzielnie, bez podpowiedzi.

    Wyobraź sobie, że masz przed oczami mapę miasta, które dobrze znasz. Wiesz, gdzie co jest. Zamykasz mapę — i nagle nie możesz narysować tej mapy z głowy. Wszystko było znajome, kiedy na to patrzyłaś. Ale wiedzy tam nie ma.

    Iluzja wiedzy — dlaczego nam się wydaje, że umiemy, a tak naprawdę nie umiemy

    Twój mózg jest niesamowicie sprawnym filtrem. Każdego dnia dociera do niego ogromna ilość informacji — twarze mijanych osób, reklamy na billboardach, ceny w sklepie, numery rejestracyjne samochodów. Gdyby mózg próbował zapamiętać to wszystko, byłaby to katastrofa. Nie mogłabyś normalnie funkcjonować.

    Więc mózg robi coś genialnego — odrzuca to, co uznaje za nieważne. I robi to automatycznie, bez pytania cię o zdanie.

    Problem polega na tym, że dopóki nie pokażemy mózgowi, że dana informacja jest dla nas ważna — że warto ją zatrzymać — on potraktuje ją dokładnie jak billboardy mijane na ulicy. Widział, przetworzyło się, minęło. Nie dlatego, że jest leniwy. Dlatego, że działa optymalnie.

    Twój mózg działa dokładnie tak, jak powinien

    I tu jest ta ulga, którą chcę, żebyś poczuła: Twój mózg nie jest uszkodzony. On działa dokładnie tak, jak powinien działać. Jest po prostu bardzo, bardzo egoistyczny — w dobrym sensie tego słowa.

    Zatrzymuje tylko to, co uzna za ważne. To, co ma znaczenie. To, do czego wracasz. To, z czym coś łączysz.

    Jeśli dajesz mu suchy tekst, raz, bez kontekstu, bez połączeń, bez powrotu — on to wyrzuci. Nie dlatego, że jest leniwy. Dlatego, że działa optymalnie.

    Prawda jest taka, że to nie brak talentu jest tutaj problemem. To nie brak motywacji. To brak systemu, który sprawia, że mózg dostaje sygnał: ta informacja jest ważna, zatrzymaj ją.

    Jak naprawdę działa zapamiętywanie 


    Pomyśl o pamięci nie jak o szufladzie, do której wkładasz rzeczy. Pomyśl o niej jak o sieci pajęczej. Każda nowa informacja, którą przyswajasz, musi się zaczepić o coś, co już jest w tej sieci. Im więcej haczyków — czyli im więcej już wiesz na dany temat — tym łatwiej coś nowego „wisi” i nie wypada.

    Dlatego właśnie ekspertom tak łatwo się uczyć w swojej dziedzinie. Nie dlatego, że są mądrzejsi. Dlatego, że mają już dużo haczyków. Nowa wiedza ma się gdzie przyczepiać.

    I tutaj jest piękna pętla: im więcej wiesz, tym łatwiej się uczysz. A żeby zacząć tę pętlę, musisz tylko wiedzieć, jak ją uruchomić.

    Pięć rzeczy, które naprawdę pomagają mózgowi zapamiętywać


    Po pierwsze: sprawdzaj, a nie tylko czytaj.

    To jest jeden z najważniejszych przełomów, jeśli chodzi o naukę. Zamiast po raz kolejny patrzeć na notatki — zamknij je i spróbuj powiedzieć to, co pamiętasz, bez podpowiedzi. Z głowy. Na początku może być to trochę niekomfortowe, bo nagle okaże się, że dużo mniej pamiętasz niż myślałaś. I to jest dokładnie to, czego potrzebujesz. To, czego nie pamiętasz, jest cenniejsze niż to, co pamiętasz — bo pokazuje ci, nad czym faktycznie warto popracować. To właśnie nazywamy active recall, czyli aktywnym przywoływaniem wiedzy. Dzięki temu, już nigdy nie zapytasz dlaczego uczę się i nie pamiętam 😉

    Po drugie: wracaj do materiału — ale z głowy, nie z notatek.

    Powtórki mają sens tylko wtedy, gdy są aktywne. Przejrzenie notatek to bierne rozpoznawanie. Mózg jest grzeczny, kiwa głową, mówi „tak, znam to” — i nic z tego nie wynika. Prawdziwa powtórka to próba przypomnienia sobie czegoś, zanim zajrzysz do źródła. Wtedy mózg dostaje sygnał: ta informacja jest potrzebna. I zaczyna ją trzymać.

    Po trzecie: łącz nowe z tym, co już wiesz.

    Kiedy uczysz się czegoś nowego, zadaj sobie pytanie: z czym mi się to kojarzy? Co mi to przypomina? Gdzie już coś podobnego widziałam? Im więcej połączeń stworzysz, tym trwalej ta wiedza zostanie. Wiedza to klocki LEGO — nie wystarczy je mieć, trzeba je połączyć w coś, co stoi.

    Po czwarte: mózg zapamiętuje obrazy, nie słowa.

    Kiedy słyszysz słowo „truskawka”, w głowie pojawia ci się obraz. Kiedy słyszysz abstrakcyjne pojęcie — nic się nie pojawia. Dlatego tak trudno zapamiętać suche definicje. Jeśli chcesz, żeby coś zostało — zamień to na obraz, historię, metaforę. Ktoś mi kiedyś powiedział, że pamięć krótkotrwała to taki „żółty notes na biurku” — mieści mało, szybko się zapełnia, i trzeba szybko przepisać ważne rzeczy do szuflady. To proste zdanie — i od razu wiem, o co chodzi.

    Po piąte: sen to nie jest strata czasu — to jest przetwarzanie.

    W czasie snu mózg dosłownie „segreguje” to, czego się uczyłaś w ciągu dnia. Odkłada ważne rzeczy, wyrzuca zbędne. Jeśli uczysz się do późna kosztem snu, dajesz mózgowi materiał, który nigdy nie trafi do magazynu długoterminowego. To tak, jakbyś pisała coś ważnego na kartce i wyrzucała ją przed pójściem spać.

    Dlaczego to ważniejsze niż myślisz — i to nie tylko ze względu na egzaminy


    Jest coś, o czym rzadko się mówi w kontekście nauki, a co uważam za absolutnie kluczowe.

    Jakość naszego myślenia zależy od tego, co mamy w głowie. Nie od tego, co mamy pod ręką w telefonie. Nie od tego, co możemy sprawdzić w Google. Od tego, co jest zakodowane w naszej pamięci długoterminowej.

    To dlatego dwie osoby patrzące na ten sam problem widzą zupełnie co innego. Jedna ma więcej haczyków w sieci pajęczej — i dlatego zobaczy więcej możliwości, więcej powiązań, więcej rozwiązań. Kreatywność to nie jest magiczny talent. Kreatywność to łączenie wiedzy, którą masz. Nie możesz połączyć czegoś, czego nie masz.

    I jest jeszcze jedna rzecz, o której warto powiedzieć wprost: im mniej wiemy o jakimś temacie, tym łatwiej nas w tym temacie oszukać. Im więcej wiemy, tym lepiej rozumiemy, jakich pytań nie zadaliśmy. Wiedza to nie tylko użyteczność — to też ochrona.

    Dobra wiadomość: masz dobry mózg. Po prostu nikt nie pokazał Ci, jak go używać.


    I właśnie dlatego powstała Akademia Geniusza + AI.

    To najbardziej kompleksowy program o efektywnej nauce, jaki stworzyłam. Krok po kroku prowadzi Cię przez siedem obszarów, które razem budują prawdziwy system uczenia się: koncentrację, czytanie, notowanie, zapamiętywanie, zarządzanie wiedzą, higienę umysłu i wykorzystanie AI w nauce.

    Nie chodzi o to, żebyś uczyła się więcej. Chodzi o to, żebyś zaczęła uczyć się tak, żeby to zostało.

    W Akademii znajdziesz konkretne lekcje poświęcone temu, o czym czytałaś wyżej: jak pracować z active recall, jak budować system powtórek opartych na krzywej zapominania, jak tworzyć fiszki, które pomagają zapamiętywać na długo — a nie tylko na chwilę. A oprócz tego ponad 100 innych lekcji, które pokazują, jak naprawdę korzystać z potencjału swojego mózgu.

    Nie musisz być bardziej zdolna. Nie musisz mieć więcej czasu. Potrzebujesz tylko odpowiedniego systemu.

    Na koniec — to, co chcę, żebyś zabrała z tego artykułu


    Nie masz złej pamięci. Masz mózg, który działa tak, jak powinien — i który czeka na odpowiednie warunki, żeby zacząć zatrzymywać to, co ważne.

    Jeśli przez lata czułaś, że nauka jest dla Ciebie trudna, że za mało pamiętasz, że inni jakoś sobie radzą, a Ty nie — to naprawdę nie jest Twoja wina. Nikt Cię tego nie nauczył. Szkoła uczyła treści, ale nie uczyła, jak się uczyć.

    Najlepszy moment na zmianę był dawno temu. Drugi najlepszy moment jest teraz.

    Do zobaczenia w Akademii Geniusza + AI!

    Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, jak się uczysz i co u Ciebie działa, możesz zrobić ten krótki quiz o stylu uczenia się.

  • JAK POPRAWIĆ PAMIĘĆ? TEGO NIE WIEDZIAŁEŚ

    JAK POPRAWIĆ PAMIĘĆ? TEGO NIE WIEDZIAŁEŚ

    Przez całe moje życie nigdy nie spotkałam osoby, która powiedziałaby, że ma świetną PAMIĘĆ. Za to wiele razy słyszałam o tym, że : ,,nie mam pamięci do imion”, ,,nie mam głowy do dat”, ,,w tym wieku pamięć już nie taka”, że tę pamięć trzeba poprawić itp.

    Tymczasem prawda o naszej pamięci jest zupełnie inna a Ty sam żyjesz w bardzo błędnym przekonaniu o swoich możliwościach umysłowych.

    Zobacz to wideo i ZASKOCZ SIĘ!

    Domyślam się, że bardzo poprawi Ci to samopoczucie ?

    Nie od dziś wiadomo, że możliwości ludzkiego umysłu są NIEPRZEBRANE.

    Naukowcy biją na alarm- wykorzystujemy zaledwie małą część naszego POTENCJAŁU! Nasz mózg jest najbardziej rozwiniętą strukturą we Wszechświecie. Składa się z ok.  100 000 000 000 neuronów, które umożliwiają dokonywanie kwadryliona operacji na sekundę. Żeby lepiej zobrazować jego możliwości, wyobraźmy sobie system telefoniczny obsługujący całą naszą planetę. Nasz mózg posiada taką samą skalę skomplikowania i możliwości przetwarzania zawartą w … JEDNEJ KOMÓRCE.

    Dzięki temu cudownemu narzędziu może zapamiętywać niezliczone ilości nowych informacji. W dodatku szybko adaptować się do nowych warunków, kreatywnie rozwiązywać nowe problemy. O używaniu intuicji, wiedzy i instynktu już nie wypominając! Jesteśmy zdolni uczyć się nawet SZEŚCIU JĘZYKÓW na raz, zapamiętywać ludzi, miejsca, wspomnienia na całe życie. Tymczasem… idąc do sklepu na zakupy zapominamy o niektórych produktach, nie pamiętamy numerów telefonów ( czasami NAWET WŁASNEGO! ). Powiem więcej – nie zapamiętujemy imion nowo poznanych osób, uczymy się kilkakrotnie tych samych rzeczy.

    Kto więc ma rację: naukowcy, którzy twierdza że możliwości mózgu są nieprzebrane, czy my ,,zwykli użytkownicy” fascynującego mózgu?

    Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, zadajmy jeszcze jedno:

    Ile przeciętny człowiek wie o swoim mózgu?

    Okazuję się, że niewiele. Zdecydowanie więcej wie na temat tego, jak działają telefony, komputery czy samochód, niż o tym jak funkcjonuje narzędzie, którym pracujemy przez CAŁE ŻYCIE! Notujemy wbrew temu jak pracuje nasz mózg. Kujemy zamiast szybko i łatwo zapamiętywać wykorzystując prawa naszej pamięci. Blokujemy naszą kreatywność i nie mamy pojęcia o naszych predyspozycjach.

    Czytając nieodpowiednio- nudzimy mózg, a ucząc się w niesprzyjających warunkach jeszcze bardziej pogarszamy skupienie uwagi, bez którego praktycznie nie możliwe jest ŚWIADOME ZAPAMIĘTYWANIE… Jako właściciele GENIALNEGO NARZĘDZIA PRACY (przekraczającego możliwości najlepszych komputerów!), powinniśmy umiejętnie się nim posługiwać aby zwiększyć swoją EFEKTYWNOŚĆ. Nie zdając sobie sprawy na co tak naprawdę nas stać nie zwracamy uwagi na to, że uczymy się błędnie.

    Dlaczego nie uczymy się na miarę naszego potencjału?

    Mózg chłonie informację niczym gąbka a uczenie sprawia mu przyjemność do czasu aż… PÓJDZIE DO SZKOŁY. Niestety system edukacji obdarowuje nas złymi nawykami. Zabija TWÓRCZE MYŚLENIE i wkłada nas w RAMY- bariery, które były obce naszemu umysłowi. Szkoła nie tylko nie pokazuje jak się poprawnie uczyć to jeszcze wzmacnia nieefektywne sposoby przyswajania wiedzy.

    Nie tylko szkołę należy obarczać za niewykorzystywanie potencjału mózgu, ale nas samych którzy nie poszukujemy żadnych informacji jak się nim efektywnie posługiwać. Oprócz błędnych TECHNIK NAUKI, NAWYKÓW CZYTANIA, zapamiętywania, wykorzystania zmysłów itd. fundujemy naszemu umysłowi takie ,,dobrodziejstwa” obecnych czasów jak telewizja, osiadły tryb życia oraz brak rozwoju talentów, które KAŻDY z nas posiada.

    Jeżeli interesuje Cię ta tematyka, przeczytaj wpis: „JAK POKAZAĆ SIĘ Z DOBREJ STRONY?”

    Tym sposobem nasz mózg zamiast się rozwijać jest wprowadzany w stan uśpienia. Sytuacja pogarsza się kiedy kończymy szkołę- wykonywanie ciągle tych samych zajęć, brak rozwoju, czytania i stymulowania umysłu powoduje, że funkcjonuje on coraz gorzej.

    A jeśli chcesz nauczyć się zarządzać nadmiarem obowiązków i mieć godzinę więcej każdego dnia to koniecznie sprawdź jeden z moich kursów, dzięki któremu ludzie potrafią zarządzać sobą w czasie. W dużym skrócie, otrzymasz wiedzę nt:

    -jak zarządzać nadmiarem obowiązków- genialny patent
    -jaki jest naprawdę skuteczny sposób na to by mieć godzinę więcej dziennie
    -jakie błędy w planowaniu, robi większość ludzi- nie trać więcej swojego czasu!
    -jak nie odkładać wszystkiego na później i skupić się na pracy
    -jaka jest największa pułapka produktywności w którą wpada dużo osób

    Sprawdź GENERATOR CZASU – Kliknij!

    „Cześć! Nazywam się Dorota Filipiuk i od 10 lat pomagam ludziom uczyć się efektywnie, wykorzystując wiedzę na temat tego, jak uczy się nasz mózg. Jestem psychologiem, trenerem i coachem w trakcie certyfikacji. Przeprowadziłam ponad 15 tysięcy godzin na sali szkoleniowej i sprzedałam ponad 21 000 kursów online, dlatego ludzie ufają moim umiejętnościom.„

    Zapraszam Cię do zajrzenia na mojego funpaga: Kliknij!

    Dorota jest współautorką produktów wspierających proces diagnozy i rozwoju potencjału zdolnych gimnazjalistów, prelegentką na licznych konferencjach i gościem w wielu podcastach. Prowadzi kanał w serwisie YouTube i podcast ,,Efektywność Osobista”.

    Jej artykuły znajdziesz m.in. w Wysokich Obcasach, Estate i przede wszystkim Forbes’ie.

    Była wykładowcą na dwóch uczelniach wyższych, prowadziła szkolenia m.in. dla MAN, Stella i Bank Polski. W podróży dookoła świata założyła 2 firmy online. Jest szczęśliwą mamą Kornelki, pasjonatką zdrowego stylu życia. W wolnych chwilach kocha malować i uprawiać aerial yogę.

    Czy już wiesz, jak poprawić pamięć? 🙂