Wyobraź sobie dwie koleżanki — Martę i Asię. Obie postanawiają uczyć się języka angielskiego i zaczynają na podobnym poziomie, dokładnie w tym samym czasie. Mają podobny poziom inteligencji, uczą się mniej więcej tyle samo czasu dziennie, ale różnice między nimi są ogromne. Czy popełniają te same błędy w nauce języka?
Po pięciu miesiącach Marta bez problemu jest w stanie dogadać się z native speakerem i postanawia zdawać egzaminy na poziomie B2. Asia niestety bardzo boi się mówić. Ma duże problemy z tym, aby nawet zrozumieć jakieś bardziej zaawansowane zdania i można byłoby powiedzieć, że bardziej utknęła na takim poziomie A2–B1.
Większość osób pewnie powie, że Marta ma po prostu predyspozycje językowe. To, że poświęcała dokładnie tyle samo czasu co Asia na naukę, świadczy tylko i wyłącznie o tym, że ma po prostu talent do języków.
Natomiast ja kompletnie się z tym nie zgodzę.
Chcę Cię dzisiaj przekonać, że nauki nigdy nie powinniśmy liczyć czasem, bo to nie jest jednostka nauki, ale jakością i metodami, jakie stosujemy.
Pokażę Ci dzisiaj trzy metody, które stosuje większość osób i jest przekonana, że świetnie działają. Niestety bardzo mocno sabotują nasze wyniki i nie dają dobrych efektów. Zobacz, czy ty też popełniasz te błędy w nauce języka.
Przyznam, że przeszłam je wszystkie. Oczywiście popełniałam te błędy w nauce języka i widziałam też, jak bardzo negatywnie wpływały na moją psychikę.
Pokażę Ci również trzy sposoby, które fantastycznie działają na nasz mózg i wykorzystują to, jak zapamiętujemy.
Jeśli więc chcesz poznać sposoby na naukę według trenerki mózgu, zapraszam.
Błąd nr 1: „Otocz się językiem, a zaczniesz mówić”

Chcę zacząć od czegoś, co na pewno słyszałaś.
Wystarczy, że będziesz słuchać podcastów w języku angielskim. Włączysz sobie angielskie radio. Włączysz telewizję. Będziesz oglądać filmy w języku angielskim.
Po prostu otoczysz się językiem, a po jakimś czasie twój mózg jak gąbeczka będzie go chłonął i zaczniesz mówić. No niestety tak to nie działa.
Zróbmy sobie krótki eksperyment.
Weź kartkę papieru i narysuj na niej swój zegarek — ten, który masz na ręce, jeśli taki nosisz. Narysuj wszystkie elementy, które się na nim znajdują. Jak wyglądają dokładnie cyfry? W jaki sposób wyglądają wskazówki? Jakie są dodatkowe elementy, ozdobniki, koperta i tak dalej?
Domyślam się, że jest to dla Ciebie dosyć trudne zadanie. Jeśli ten zegarek jest chociaż trochę bardziej skomplikowany niż najprostszy model, bardzo ciężko odtworzyć to, jak dokładnie wygląda, mimo że patrzysz na niego nawet kilkadziesiąt razy dziennie.
I właśnie tak wygląda nauka pasywna.
Twój mózg jest genialny. Możesz sobie pomyśleć: „Jaki on jest genialny, skoro nie potrafi zapamiętać tego, jak wygląda mój zegarek, na który tak często patrzę?”.
Mózg jest bardzo wybredny w tym, co będzie zapamiętywać. Nie uczy się wszystkiego, na co patrzysz. Uczy się tego, co aktywnie przetwarzasz, napotykasz w różnych kontekstach i aktywnie stosujesz.
Twój mózg ma aż trzy etapy zapamiętywania.
Pierwszy to dekodowanie informacji, czyli świadome jej przetworzenie i decyzja: „hej, warto to zapamiętać”. Drugi to przechowywanie. Trzeci to przypominanie. Jeśli nie ma tego pierwszego etapu, dwa kolejne właściwie nie istnieją. A błędy w nauce języka , występują na wszystkich tych poziomach.
Oglądanie materiałów w języku obcym to bardzo przyjemne spędzanie czasu i oczywiście nie ma w tym nic złego. Jeśli jednak tylko słuchasz i patrzysz, bez aktywnego przypominania sobie informacji, bez intencji zapamiętania konkretnych fraz, kontekstów, idiomów czy słów, wchodzisz w tryb, który nazywa się pasywnym kontaktem z językiem. I on oczywiście nie jest kompletnie bezużyteczny.
Taki pasywny kontakt pomaga osłuchać się z melodią języka, jego rytmem i wymową. Sam w sobie nie buduje jednak bogatego słownictwa, dobrej gramatyki i nie sprawia, że nagle w magiczny sposób zaczniesz mówić.
Wyobraź sobie, że chcesz nauczyć się jeździć na rowerze. Siadasz więc na kanapie i godzinami oglądasz Tour de France. Widzisz technikę jazdy, słyszysz komentarze o tym, jak kolarze pokonują zakręty, ale czy to oznacza, że po roku takiego intensywnego oglądania wsiądziesz na rower i zaczniesz świetnie jeździć?
Znasz odpowiedź.
Pasywna nauka języka jest właśnie takim oglądaniem Tour de France godzinami. To wiara w to, że nagle zaczniemy fantastycznie mówić i biegle używać języka tak jak aktorzy, których oglądamy na ekranie.
Dlaczego tak bardzo ją lubimy? Bo jest bardzo przyjemna. Jest bardzo wygodna. Nie boli w żaden sposób. I daje nam bardzo przyjemne złudzenie produktywności — poczucie, że naprawdę coś robimy.
Błąd nr 2: Aplikacje do nauki języków

Jestem pewna, że tym sposobem wielu osobom zajdę za skórę, a część osób poczuje ogromną ulgę.
Mam na myśli wykorzystywanie różnego rodzaju aplikacji, które obiecują nam, że dzięki nim będziemy świetnie mówić w języku obcym. Co jest w tym nie tak?
Przecież te aplikacje mają mnóstwo sposobów na to, żebyśmy zaglądali do nich codziennie. Mają mnóstwo sposobów na to, żeby nauka była bardzo przyjemna. Rosną nam postępy, pojawiają się dźwięki i brzęczyki, można uratować dzień, który gdzieś wcześniej zaniedbaliśmy. Mała sówka patrzy na nas takim wzrokiem, jakbyśmy za chwilę mieli złamać jej maleńkie serduszko.
I wszystko się tutaj zgadza. Jeśli chodzi o psychologię, to jest naprawdę majstersztyk. Ale właśnie w tym kryje się pewien problem.
To, że te aplikacje działają tak dobrze, wynika między innymi z tego, że działają trochę jak hazard dla naszego mózgu. Dostajemy strzały dopaminy raz za razem. Zdobywamy kolejne punkty, mamy bardzo szybką informację zwrotną i wszystko to sprawia, że rzeczywiście chcemy tam wracać. Logujemy się, korzystamy, wracamy następnego dnia i kolejnego. To naprawdę bardzo mocno nas wciąga, bo tej dopaminy jest tam po prostu dużo. Aplikacje wykorzystują mechanizmy, które bardzo dobrze znamy chociażby z hazardu.
No więc w czym jest problem? Problem polega na tym, że bardzo często pojawia się pewne złudzenie. Skoro logowałam się do aplikacji przez 1000 dni, to powinnam już dobrze mówić w tym języku, prawda?
Jestem pewna, że znasz takie osoby. A być może sama jesteś jedną z nich. Miałaś bardzo długą passę, logowałaś się regularnie, naprawdę byłaś systematyczna, a mimo wszystko nadal nie czujesz się swobodnie, kiedy trzeba coś powiedzieć.
I wtedy wiele osób wyciąga błędny wniosek. Skoro poświęciłam tyle czasu na naukę, skoro byłam tak regularna, skoro wszędzie słyszę, że regularność jest ważna i że lepiej uczyć się 15 minut dziennie niż raz w tygodniu przez godzinę, to dlaczego nie widzę efektów?
I tutaj trzeba powiedzieć jedną bardzo ważną rzecz. Regularność jest świetna. Naprawdę jest. Tylko że regularność nie oznacza automatycznie skuteczności. To, że codziennie odznaczasz kolejne dni, nie oznacza jeszcze, że sama nauka jest efektywna.
Co mam na myśli?
Przede wszystkim jest ona bardzo bierna. W żaden sposób nie wymusza na nas aktywności mózgu, tego, żebyśmy sami napisali, jak minął nam dzień, sami zastanowili się, jak zamówić kawę w kawiarni, jak rozwiązać jakiś problem albo jak coś napisać. A przecież właśnie o to chodzi w języku. Żeby był jak najbardziej aktywny. Nie chodzi o to, żeby zaznaczać kolejne elementy na ekranie czy przesuwać słówka i układać z nich zdania.
Chodzi o to, żebyśmy sami wyprodukowali ten język z własnego mózgu. Dopiero wtedy zaczyna to działać.
I to jest niesamowicie ważne, żeby mieć tego świadomość, bo długa passa i regularne odznaczanie kolejnych dni nie zamówią za Ciebie kawy w Londynie, nie porozmawiają za Ciebie z lekarzem, kiedy coś Ci się stanie, i nie przejdą za Ciebie rozmowy kwalifikacyjnej. To bardzo ważne, żeby sobie to uświadomić.
Te wszystkie brzęczyki i elementy gamifikacyjne są fantastyczne. Naprawdę. Tylko że nie o to chodzi w nauce języka.
Wyobraź sobie, że chcesz zbudować siłę. Chodzisz na siłownię każdego dnia, ale przez trzy lata podnosisz dokładnie te same hantle o wadze dwóch kilogramów. Czy zbudujesz nawyk? Oczywiście, że tak. Ale czy staniesz się dużo silniejsza? Niekoniecznie.
Żeby mięsień rósł, musi być przeciążany. I trochę podobnie jest z nauką języka, mimo że oczywiście pamięć nie działa jak mięsień.
Zobacz, co dzieje się w takich aplikacjach. Uczysz się rozpoznawać obrazki, dopasowujesz słówka, wybierasz poprawne odpowiedzi. To jest umiejętność rozpoznawania, a nie produkowania i aktywnego przetwarzania informacji.
A przecież właśnie o to nam chodzi. Żebyśmy mówili, pisali. Żebyśmy myśleli w tym języku. To dlatego nawet przy dużej regularności możesz mieć naprawdę słabe efekty.
Błąd nr 3: Listy słówek bez kontekstu

Nie znam takiej osoby, która nie robiłaby list słówek z języka obcego. Pogoda. Części ciała. Członkowie rodziny. Albo jakiekolwiek inne zestawienia. Chociażby słynne „słówka z unitu siódmego”. Ja sama oczywiście coś takiego robiłam. Byłam przekonana, że to najlepszy sposób, żeby zapamiętywać dużą liczbę słów. A to tylko błędy a nauce języka…
Natomiast zobacz, że nasz mózg nie uczy się słów w ten sposób.
Ucząc się nowego słowa, zawsze potrzebujemy pewnego kontekstu, w którym możemy go użyć. I to jest bardzo ważne, żeby właśnie w ten sposób na to patrzeć. Jeśli wypiszesz sobie listę słówek i po prostu patrzysz na nią, powtarzając te słowa wielokrotnie, to oczywiście działa tutaj pamięć mechaniczna. Jeśli chcesz poznać skuteczniejsze sposoby nauki słówek, przeczytaj również mój artykuł o tym, jak uczyć się słówek z języka obcego.
Problem polega na tym, że bardzo często wygląda to tak: zdajesz egzamin z danego unitu, zaliczasz sprawdzian i wszystko wydaje się w porządku. A później mija miesiąc. I nagle okazuje się, że prawie nic nie pamiętasz. Zostaje kilka najważniejszych słówek, ale po jakimś czasie większość z nich po prostu znika.
Brzmi znajomo?
To nie wynika z tego, że Twoja pamięć źle działa. Wręcz przeciwnie. Bardzo często wynika to z tego, że nie wykorzystujemy jej w odpowiedni sposób. Nasz mózg znacznie lepiej zapamiętuje informacje, które są osadzone w jakimś kontekście. Takie, które można wykorzystać w praktyce, połączyć z innymi informacjami albo umieścić w konkretnej sytuacji.
Dlatego samo patrzenie na listę słówek i wielokrotne ich powtarzanie daje często bardzo krótkotrwały efekt. Na chwilę działa. Na egzamin czasami również. Ale niekoniecznie sprawia, że te słowa zostają z nami na dłużej.
I właśnie dlatego tak wiele osób ma później poczucie, że ciągle uczy się tych samych słówek od nowa. Nie dlatego, że mają słabą pamięć. Dlatego, że uczą się w sposób, który nie wykorzystuje pełnego potencjału tej pamięci.
Czy Ty też popełniasz te błędy w nauce języka?Co zamiast tego?

Jeśli rozpoznałaś się w którymś z tych trzech błędów, mam dla Ciebie dobrą wiadomość.
To nie oznacza, że masz słabą pamięć. Nie oznacza też, że nie masz talentu do języków. Bardzo często oznacza tylko tyle, że korzystasz z metod, które nie wykorzystują pełnego potencjału Twojego mózgu.
Pozostaje jednak pytanie: Co robić zamiast tego?
W jaki sposób tworzyć kontekstowe fiszki ze słownictwa i gramatyki? Jak uczyć się tak, żeby słowa zostawały w głowie na dłużej? Jak wykorzystywać mnemotechniki? I w jaki sposób używać sztucznej inteligencji, żeby naprawdę wspierała naukę języka? Właśnie o tym opowiem podczas bezpłatnego webinaru.
Pokażę Ci krok po kroku, jak tworzyć skuteczne fiszki, jak się z nich uczyć, jak wykorzystywać mnemotechniki i jak połączyć to wszystko ze sztuczną inteligencją, żeby nauka była szybsza i skuteczniejsza.
Będę pokazywać wszystko na przykładzie języka angielskiego, ale same zasady możesz wykorzystać również podczas nauki innych języków.
🎓 BEZPŁATNY WEBINAR O SKUTECZNEJ NAUCE SŁÓWEK
Zapisz się tutaj: https://kurs.dorotafilipiuk.pl/obcy
A w następnym wpisie pokażę Ci 3 sposoby nauki języka, które naprawdę działają i które wykorzystują to, jak nasz mózg uczy się i zapamiętuje informacje. Bo skuteczna nauka języka nie polega na spędzaniu większej liczby godzin nad materiałem. Polega na stosowaniu właściwych metod.

