Blog

  • Jak przeciążenie poznawcze wpływa na Twój mózg?

    Jak przeciążenie poznawcze wpływa na Twój mózg?

    Jest taki rodzaj zmęczenia, który czasami trudno wytłumaczyć komuś z zewnątrz. To właśnie przeciążenie poznawcze — stan, w którym Twój mózg przez cały dzień przetwarza ogromną liczbę informacji, decyzji i bodźców. Kiedy ktoś pyta: „Czym Ty jesteś tak naprawdę zmęczona?”, sami często mamy problem z odpowiedzią.

    Przecież nie przebiegliśmy kilku maratonów, nie staliśmy dwanaście godzin przy linii produkcyjnej ani nie przerzucaliśmy ton węgla. A mimo wszystko czujemy ogromne zmęczenie.

    Być może Twój dzień wyglądał zupełnie zwyczajnie. Wstałaś rano, miałaś kilka ważnych obowiązków do wykonania, siedziałaś przy komputerze i przez cały czas realizowałaś kolejne zadania.

    Odebrałaś kilka telefonów, odebrałaś dzieci z przedszkola, pojechałaś na zakupy, załatwiłaś kilka spraw na mieście i przeszłaś się ruchliwą ulicą. Może znalazłaś też chwilę na relaks, scrollowanie social mediów albo obejrzenie serialu na Netflixie. A mimo to wieczorem czujesz się naprawdę wyczerpana.

    Z zewnątrz może to nie wyglądać jak szczególnie ciężka praca. Twój mózg przez cały dzień wykonał jednak naprawdę ogromny wysiłek.

    Jestem Dorota Filipiuk, trenerka mózgu, i chcę opowiedzieć Ci więcej o tym, czym jest przeciążenie poznawcze oraz dlaczego tak często nie zauważamy, co naprawdę nas męczy.


    Dlaczego przeciążenie poznawcze jest tak trudne do zauważenia?

    Często mamy problem z tym, że kompletnie nie dostrzegamy, czym tak naprawdę męczy się nasz mózg. Zwykle liczymy tylko te obowiązki, które widać. Liczbę godzin pracy, liczbę zadań do wykonania, spotkań czy odebranych telefonów.

    Nie liczymy natomiast tego, czego nie widać. Informacji, które musieliśmy odfiltrować. Reklam mijanych na ulicy. Powiadomień pojawiających się na telefonie. Wiadomości, które przeczytaliśmy. Telefonów, które odebraliśmy. Decyzji, które cały czas podejmowaliśmy.

    Do tego dochodzą myśli, z którymi próbujemy sobie poradzić, emocje, które regulujemy, stres, który nam towarzyszy, oraz wszystkie niedokończone sprawy pozostające gdzieś z tyłu głowy.

    Właśnie dlatego wieczorem możemy czuć się naprawdę wyczerpani, mimo że z pozoru był to całkiem zwyczajny dzień. Nie męczymy się wyłącznie od pracy fizycznej.

    Mózg męczy się również od przetwarzania informacji, wybierania, ignorowania i hamowania impulsów. Męczy się wtedy, kiedy chcesz coś zrobić, choć wiesz, że nie powinnaś, albo kiedy próbujesz zmotywować się do działania, mimo że pogoda za oknem skutecznie do tego zniechęca.

    Męczy się od ciągłego przełączania się między zadaniami, od trzymania wielu rzeczy w pamięci i od życia w środowisku, w którym przez cały czas coś walczy o naszą uwagę.

    Dlatego zanim pomyślisz: „Brakuje mi motywacji”, „Jestem leniwa” albo „Coś jest ze mną nie tak”, warto najpierw zastanowić się, czy problemem nie jest właśnie przeciążenie poznawcze.


    Niewidzialne obciążenie, które nosimy każdego dnia

    Wyobraź sobie bardzo zwyczajny poranek. Ledwo zdążyłaś wstać z łóżka, a już odebrałaś kilka wiadomości. Ktoś do Ciebie zadzwonił. Sprawdziłaś pogodę i listę zadań na dzisiejszy dzień.

    Być może musiałaś przygotować kasztany dla dzieci do przedszkola, zrobić śniadanie, sprawdzić, czego brakuje w lodówce, żeby po pracy kupić potrzebne produkty. Przypomniałaś sobie również o imieninach mamy, o rzeczach do oddania do pralni przed zbliżającym się weselem i o prezencie dla przyjaciółki, która niedługo ma urodziny.

    Później wyszłaś z domu. Minęłaś reklamy, spotkałaś znajomą, coś zainteresowało Cię na wystawie sklepowej. Zastanawiałaś się, gdzie zaparkować samochód. Nagle zauważyłaś, że kończy się paliwo. Sprawdziłaś jeszcze social media, obejrzałaś kilka rolek, weszłaś na maila i zobaczyłaś powiadomienia z banku.

    To wszystko wydaje się drobiazgami. Jeden mail, jedna wiadomość, jedna reklama, jedna rzecz, która przykuła Twoją uwagę.

    Przeciążenie poznawcze nie przypomina jednak wielkiego głazu, który nagle spada nam na głowę. Znacznie częściej wygląda jak setki małych kamyków, które przez cały dzień wrzucamy do plecaka.

    Pojedynczy kamyk praktycznie nic nie waży. Kiedy jednak nazbiera się ich naprawdę dużo, zaczynamy odczuwać ciężar, którego często nawet nie potrafimy nazwać.

    I wtedy pojawia się myśl: „Co jest ze mną nie tak? Przecież nic wielkiego się dziś nie wydarzyło”.

    Tymczasem wydarzyło się bardzo dużo. Po prostu większość tej pracy była całkowicie niewidzialna.


    Twój mózg pracuje, nawet kiedy tego nie zauważasz

    Kiedy idziesz ulicą, Twój mózg nie jest biernym obserwatorem. Przez cały czas wybiera, co jest ważne, a co można zignorować.

    Mija samochody, szyldy, reklamy i ludzi. Sprawdza, gdzie znajduje się przejście dla pieszych, czy coś może Ci zagrażać i czy nie nadjeżdża samochód. Zauważa również znajome twarze, analizuje światła, dźwięki i ogromną liczbę bodźców, które docierają do niego w każdej sekundzie.

    To, że nie pamiętasz każdej reklamy ani każdego samochodu, który Cię mijał, wcale nie oznacza, że Twój mózg ich nie analizował. Bardzo często wykonał ogromną pracę właśnie po to, żeby większości tych informacji w ogóle nie dopuścić do Twojego centrum uwagi.

    I to również jest praca.

    Kiedy wieczorem masz poczucie, że nic szczególnie trudnego się nie wydarzyło, a mimo to jesteś wyczerpana, warto pamiętać, że Twój mózg przez cały dzień nieustannie filtrował informacje, wybierał to, co ważne, i odrzucał to, co niepotrzebne.

    Dlaczego scrollowanie nie daje mózgowi odpoczynku?

    Kiedy siedzisz w social mediach i masz poczucie, że właśnie odpoczywasz, Twój mózg wcale nie leży na hamaku. On nadal bardzo intensywnie pracuje.

    Każdy kolejny filmik, zdjęcie czy post to nowa twarz, nowe informacje, nowe emocje i nowe decyzje. Mózg cały czas ocenia, czy dana treść jest dla Ciebie ważna, czy warto poświęcić jej uwagę i czy przejść do następnej. O wpływie krótkich treści i social mediów na mózg pisałam szerzej w artykule o brain rot.

    To właśnie dlatego po dłuższym scrollowaniu często nie czujemy się bardziej wypoczęci. Wręcz przeciwnie – mamy wrażenie jeszcze większego zmęczenia i przebodźcowania.

    Nie oznacza to oczywiście, że każda chwila spędzona w mediach społecznościowych jest czymś złym. Chodzi raczej o świadomość, że dla mózgu nie zawsze jest to prawdziwy odpoczynek. Czasami jest to po prostu kolejna porcja informacji, które trzeba przetworzyć.

    Dlatego tak ważne jest, żeby dawać sobie również przestrzeń na odpoczynek bez kolejnych bodźców. Czasami znacznie lepiej działa zwykły spacer, chwila ciszy albo po prostu możliwość pobycia przez moment samemu ze swoimi myślami.


    Co dzieje się z mózgiem, gdy jest przeciążony?

    Kiedy mówię o tym, że mózg jest przeciążony, ktoś może wyobrażać sobie, że działa jak mięsień, który po prostu się zmęczył.

    Tak to jednak nie wygląda.

    W kontekście przeciążenia poznawczego szczególnie ważne są trzy rzeczy.


    Pamięć robocza – nasze mentalne biurko

    Pierwszą z nich jest pamięć robocza, czyli zdolność do utrzymywania i przetwarzania informacji tu i teraz.

    To właśnie ona pozwala Ci czytać książkę i rozumieć sens całego akapitu. Dzięki niej rozumiesz to, co właśnie czytasz, oglądasz albo słyszysz. To również ona pozwala Ci jednocześnie pamiętać kilka kolejnych kroków zadania.

    Problem polega na tym, że pamięć robocza jest ograniczona. Nie jest ogromnym magazynem, jak pamięć długotrwała. Bardziej przypomina małe biurko albo niewielką tablicę, na której mieści się zaledwie kilka najważniejszych informacji.

    Jeśli zaczniemy dokładać na to biurko coraz więcej danych, bodźców, dźwięków i wszystkiego, co dzieje się wokół nas, bardzo szybko zaczyna robić się bałagan. A wtedy znacznie trudniej jest zrozumieć nowe informacje i skupić się na tym, co naprawdę ważne.


    Uwaga kierowana też się męczy

    Drugą niezwykle ważną rzeczą jest uwaga kierowana, czyli zdolność do świadomego utrzymywania uwagi na tym, co w danym momencie jest najważniejsze.

    To właśnie z niej korzystasz, kiedy siadasz do czytania trudnego tekstu, uczysz się do egzaminu albo próbujesz pracować w kawiarni, nie wsłuchując się w rozmowy ludzi siedzących obok.

    Ta uwaga również się męczy. Nie dlatego, że jest słaba, ale dlatego, że przez cały dzień nie tylko wybiera to, na czym masz się skupić. Musi również nieustannie hamować wszystko to, co walczy o Twoją uwagę i próbuje powiedzieć: „Hej, spójrz na mnie!”.


    Funkcje wykonawcze pomagają Ci działać

    Trzecim elementem są funkcje wykonawcze.

    Brzmi to bardzo technicznie, ale w praktyce chodzi o umiejętność rozpoczęcia zadania, utrzymania celu, opierania się impulsom, podejmowania decyzji, wracania do pracy po przerwaniu i planowania kolejnych kroków.

    Wiele osób uważa, że jeśli ma problem z rozpoczęciem pracy, to oznacza brak motywacji. Czasami rzeczywiście tak jest. Często jednak problem wygląda zupełnie inaczej.

    Może się okazać, że system, który pomaga Ci planować, rozpoczynać zadania i hamować rozproszenia, jest po prostu zbyt mocno przeciążony. W takiej sytuacji nawet proste czynności zaczynają wydawać się ogromnym wysiłkiem.


    Przeciążenie poznawcze nie zawsze jest czymś złym

    To, co wydaje mi się bardzo ważne, to fakt, że przeciążenie poznawcze samo w sobie nie zawsze jest czymś złym.

    Nie chcemy przecież życia całkowicie pozbawionego wysiłku umysłowego. Nauka, praca twórcza, planowanie, rozwiązywanie problemów czy czytanie wymagających książek również obciążają mózg. I bardzo dobrze, bo właśnie dzięki temu możemy się rozwijać.

    Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wymagania stają się znacznie większe niż nasze aktualne zasoby.

    Celowo podkreślam słowo aktualne, ponieważ nie są one stałe. To, co jednego dnia wydaje się bardzo trudne, następnego może okazać się całkiem proste.

    Ten sam mail przeczytany w poniedziałek rano może nie stanowić żadnego wyzwania. Dokładnie ten sam mail przeczytany w czwartek o 22:00 może wydawać się nie do ogarnięcia.

    Nie oznacza to, że nagle stajemy się mniej inteligentni. Oznacza jedynie, że nasze zasoby zmieniają się z dnia na dzień, a my bardzo często w ogóle tego nie bierzemy pod uwagę.

    Zamiast tego zaczynamy myśleć: „Co jest ze mną nie tak? Weź się w końcu ogarnij”.

    Tymczasem przeciążenie poznawcze nie zależy wyłącznie od samego zadania. Zależy przede wszystkim od relacji między wymaganiami a Twoimi aktualnymi zasobami.


    Jak rozpoznać przeciążenie poznawcze?

    I dopiero teraz możemy przejść do objawów, które mogą świadczyć o tym, że masz do czynienia z przeciążeniem poznawczym.

    Nie po to, żeby teraz diagnozować się na własną rękę, ale po to, żeby przestać tłumaczyć każdy spadek energii lenistwem, brakiem motywacji albo od razu ADHD.


    Coraz mniej przetwarzasz informacje

    Czytasz, słuchasz i patrzysz, ale coraz mniej z tego rozumiesz.

    Za zrozumienie odpowiada między innymi pamięć robocza. Jak już wspominałam, jest ona ograniczona. Można ją porównać do niewielkiej tablicy albo małego biurka, na którym mieści się tylko kilka elementów jednocześnie.

    Jeżeli na tym biurku leży jeden dokument, który chcesz przeczytać i opracować, wszystko przebiega sprawnie. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś co chwilę dorzuca kolejne kartki, a Ty bez przerwy musisz przenosić uwagę z jednego zadania na drugie.

    Bardzo szybko robi się bałagan i coraz trudniej utrzymać porządek na tym naszym mentalnym biurku.


    Coraz łatwiej się rozpraszasz

    Im większe jest przeciążenie, tym łatwiej rozprasza Cię otoczenie.

    Każde kolejne powiadomienie, dźwięk telefonu, rozmowa obok czy nowy mail wymagają od mózgu dodatkowego wysiłku. To tworzy błędne koło. Im bardziej jesteś przeciążona, tym łatwiej się rozpraszasz. A im częściej się rozpraszasz, tym większy wysiłek musi wykonać Twój mózg, żeby wrócić do zadania.

    W pewnym momencie możesz odnieść wrażenie, że nie jesteś w stanie dokończyć nawet prostych czynności, choć jeszcze kilka dni wcześniej nie sprawiały Ci żadnego problemu.


    Pojawia się zmęczenie, którego trudno wytłumaczyć

    To jest właśnie ten moment, w którym wiele osób mówi:

    „Przecież nic wielkiego dzisiaj nie zrobiłam, a jestem kompletnie wykończona.”

    I bardzo często to nie jest kwestia braku motywacji.

    To efekt ogromnej liczby decyzji, informacji, bodźców i drobnych zadań, które przez cały dzień obciążały Twój mózg. Każde z nich z osobna wydawało się niewielkie, ale razem stworzyły ciężar, który zaczynasz odczuwać dopiero wieczorem.


    Jak zmniejszyć przeciążenie poznawcze?

    Na szczęście jest kilka rzeczy, które naprawdę pomagają.

    Nie chodzi o to, żeby całkowicie wyeliminować wysiłek umysłowy. Jak już wspominałam, rozwijamy się właśnie dzięki temu, że nasz mózg pracuje.

    Chodzi raczej o to, żeby regularnie dawać mu możliwość regeneracji.


    Pozwól sobie na prawdziwy odpoczynek

    Bardzo często odpoczynkiem nazywamy coś, co dla mózgu wcale nim nie jest.

    Jeśli po całym dniu pracy siadamy i przez godzinę scrollujemy media społecznościowe, nasz mózg nadal przetwarza ogromną liczbę informacji.

    Znacznie lepiej działa cisza, spacer, zieleń i kontakt z naturą. Pomaga również patrzenie na chmury, wodę, piasek czy drzewa. To przestrzeń, która niczego od nas nie chce.

    Nie musimy podejmować kolejnych decyzji, odpowiadać na wiadomości ani filtrować setek bodźców. Możemy po prostu pobyć, głęboko pooddychać i pozwolić myślom spokojnie płynąć.

    To daje mózgowi naprawdę dużą regenerację.


    Gdy czytasz, ale coraz mniej rozumiesz

    Czytasz raport, przychodzi wiadomość, odpowiadasz i wracasz do tekstu. Musisz wtedy od nowa zbudować kontekst i przypomnieć sobie, na czym skończyłaś. Z zewnątrz wygląda to tak, jakbyś przez cały czas zajmowała się jedną czynnością, ale Twój mózg nieustannie przeskakuje, gubi wątek i próbuje go odzyskać.

    To bardzo obciążające. Twój mózg musi ponownie zebrać informacje, wrócić na wcześniejsze tory myślenia i odtworzyć kontekst zadania. Właśnie dlatego tak ważne jest rozróżnienie dwóch sytuacji. Czym innym jest brak zainteresowania tekstem, a czym innym moment, w którym mówisz sobie: „Chcę to przeczytać, chcę to zrozumieć, nawet mnie to interesuje, ale nie jestem w stanie tego zrobić”. Wtedy problem może dotyczyć zasobów, a nie motywacji. Może również wiązać się z niewyspaniem, ADHD, depresją albo stresem.

    Co możemy z tym zrobić? Zawsze będę zachęcała Was do dbania o koncentrację i do tego, żeby nie wrzucać sobie zbyt wielu informacji w tym samym czasie. Jesteśmy zdecydowanie mniej obciążeni poznawczo, kiedy robimy jedną rzecz naraz. Nie mamy podzielnej uwagi, lecz uwagę przerzutną, a ciągłe przenoszenie jej z miejsca na miejsce naprawdę wiele nas kosztuje. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, jak pracować z koncentracją i pamięcią, przeczytaj również artykuł o efektywnej nauce.

    Badania pokazują, że możemy potrzebować nawet 23 minut, żeby w pełni wrócić do przerwanego zadania. Nie oznacza to oczywiście, że przez cały ten czas patrzymy w sufit. Mózg szuka jednak kontekstu, zbiera informacje, wraca na wcześniejsze tory myślenia i ponownie wchodzi w stan skupienia. Naprawdę szkoda na to czasu.

    Jeśli czujesz, że Twoje mentalne biurko jest bez przerwy zasypywane listą zakupów, zadaniami do wykonania po pracy i sprawami, o których nie możesz zapomnieć, weź kartkę i wszystko zapisz. W ten sposób odciążysz pamięć roboczą i sprawisz, że ten „chomik” nie będzie cały czas biegał Ci po głowie, przypominając o kolejnych obowiązkach.


    Robisz drobne błędy, mimo że dobrze znasz zadanie

    Kolejną oznaką przeciążenia poznawczego jest popełnianie drobnych błędów podczas wykonywania zadań, które dobrze znasz. Wysyłasz maila bez załącznika, pomijasz ważny etap rutynowej czynności albo zapominasz o czymś, co zwykle robisz niemal automatycznie.

    To nie musi oznaczać braku wiedzy. Często oznacza po prostu brak rezerwy uwagi potrzebnej do monitorowania własnych działań.

    Wyobraź sobie kucharza, który świetnie zna się na gotowaniu i przygotowuje potrawę, którą robi od lat. W tym samym czasie dzwoni jednak telefon, ktoś pyta o dostawę, kelner zgłasza reklamację, a trzy inne dania zaczynają się przypalać. Jeśli w takiej sytuacji kucharz zapomni dodać jednego składnika, nie oznacza to przecież, że nie potrafi gotować. Część jego zasobów została po prostu zajęta przez inne wymagania.

    Dokładnie tak samo działa Twój mózg.

    Przy okazji chcę Ci polecić książkę „Potęga checklisty”, która bardzo dobrze pokazuje, jak łatwo możemy pominąć jeden z etapów nawet podczas wykonywania rutynowych czynności, których kolejność znamy od dawna.


    Checklista odciąża pamięć

    Jak sobie z tym radzić? Po pierwsze, rób jak najmniej rzeczy jednocześnie. Po drugie, przygotowuj checklisty.

    Jeśli masz do wykonania ważne zadanie, wypisz po kolei wszystkie jego etapy. Kiedy przygotowuję webinar, mam dokładnie rozpisane, co muszę przygotować w poszczególnych narzędziach, jakie wiadomości wysłać i co zrobić krok po kroku. Korzystam z takiej listy, mimo że organizowałam webinary już setki razy.

    Checklista nie oznacza, że czegoś nie umiesz. Pomaga po prostu nie obciążać pamięci tym, co może zostać zapisane i sprawdzone.


    Coraz trudniej wrócić do przerwanego zadania

    Kolejnym sygnałem przeciążenia poznawczego jest trudność z powrotem do zadania po każdej przerwie.

    Pracujesz nad czymś, po chwili odbierasz telefon, odpisujesz na wiadomość albo sprawdzasz pocztę. Kiedy wracasz, przez moment zastanawiasz się: „Na czym ja właściwie skończyłam?”.

    To nie wynika z tego, że Twój mózg źle działa. On po prostu potrzebuje czasu, żeby ponownie odtworzyć cały kontekst. Musi przypomnieć sobie, co już zrobiłaś, jaki był plan i co miałaś zrobić za chwilę.

    Właśnie dlatego tak często zachęcam do pracy w blokach skupienia. Im rzadziej przerywasz sobie pracę, tym mniej energii Twój mózg zużywa na ciągłe wracanie do punktu wyjścia.


    Nawet proste zadania zaczynają wydawać się trudne

    Bardzo charakterystycznym objawem przeciążenia poznawczego jest również to, że zwykłe czynności zaczynają wydawać się ogromnym wysiłkiem.

    Odpisanie na jednego maila, zrobienie przelewu czy posprzątanie biurka nagle urastają do rangi bardzo trudnych zadań.

    Wiele osób interpretuje to jako lenistwo albo brak motywacji.

    Ja zachęcam Cię do tego, żeby najpierw zadać sobie inne pytanie.

    Czy naprawdę nie chce mi się tego zrobić, czy po prostu mój mózg jest już tak przeciążony, że nawet niewielkie zadanie wydaje się ogromnym wysiłkiem?

    To są dwie zupełnie różne sytuacje.


    Dlaczego czasem odpoczynek wcale nie regeneruje?

    To również bardzo ciekawy moment.

    Zdarza się, że mamy wolny wieczór. Siadamy na kanapie, oglądamy serial, scrollujemy telefon albo przeskakujemy między kolejnymi aplikacjami.

    Teoretycznie odpoczywamy.

    A mimo to następnego dnia nadal czujemy się zmęczeni.

    Dzieje się tak dlatego, że nie każdy odpoczynek daje mózgowi regenerację.

    Jeżeli przez cały dzień przetwarzał ogromną liczbę informacji, a wieczorem dostaje kolejne setki bodźców, bardzo trudno mówić o prawdziwym odpoczynku.

    Czasami znacznie lepszym rozwiązaniem będzie spokojny spacer, kontakt z naturą, rozmowa z bliską osobą albo po prostu chwila ciszy.

    To właśnie wtedy mózg ma szansę naprawdę odetchnąć.


    Przeciążenie poznawcze nie oznacza, że Twój mózg jest słaby

    Na koniec chcę powiedzieć Ci jeszcze jedną bardzo ważną rzecz.

    Jeżeli zauważasz u siebie opisane objawy, nie oznacza to, że masz słaby mózg, kiepską pamięć albo brakuje Ci inteligencji.

    Bardzo często oznacza to po prostu, że Twój mózg od dłuższego czasu pracuje na najwyższych obrotach i potrzebuje trochę więcej przestrzeni na regenerację.

    To dobra wiadomość, ponieważ na wiele elementów mamy realny wpływ.

    Możemy ograniczyć liczbę rozproszeń, lepiej planować swoją pracę, zapisywać rzeczy, które zajmują pamięć roboczą, robić regularne przerwy i świadomie dbać o koncentrację.

    Mój mózg nie jest maszyną, która może pracować bez końca.

    Twój również nie.

    I naprawdę warto o nim pamiętać każdego dnia.


    Po przerwaniu trudno Ci wrócić do zadania

    Pracujesz albo się uczysz. Ktoś nagle zadaje Ci pytanie, odpowiadasz, a kiedy chcesz wrócić do swojej pracy, pojawia się myśl: „Jezu, na czym ja skończyłam? Co mam zrobić dalej?”.

    Możemy porównać to do zatrzymania filmu w ważnej scenie. Kiedy wracamy do niej po przerwie, czasami nie wystarczy po prostu wcisnąć „play”. Trzeba trochę cofnąć, przypomnieć sobie, o czym była wcześniejsza rozmowa, jak doszło do danej sytuacji i od nowa zbudować kontekst tej sceny.

    W pracy umysłowej robimy dokładnie to samo, tylko bardzo rzadko zauważamy koszt tego przewijania. Dlatego naprawdę dobrze sprawdza się wyznaczanie czasu na pracę głęboką, kiedy nie skupiam się na niczym innym niż na tym, co mam w danej chwili do wykonania.

    Mogę na przykład ustalić, że pocztę sprawdzam o godzinie 9:00 i 15:00, a przez pozostałą część dnia już tego nie robię. Oczywiście nie każdy może sobie na to pozwolić, bo jeśli czyjaś praca polega na sprawdzaniu maili, sytuacja będzie wyglądała inaczej. Ja jednak bardzo często przeznaczam konkretne godziny wyłącznie na nagrywanie, naukę własną, planowanie marketingu albo przygotowanie szkolenia. To świetny sposób na to, żeby nikt mi nie przerywał, czego bardzo mocno pilnuję.


    Proste zadania wymagają nieproporcjonalnie dużego wysiłku

    Kolejną częstą oznaką przeciążenia poznawczego jest sytuacja, w której nawet proste zadania wymagają nieproporcjonalnie dużego wysiłku. Napisanie maila, zrobienie przelewu czy wypełnienie formularza mogą być obiektywnie łatwe, ale musimy się do nich bardzo długo zbierać i mocno motywować, żeby w ogóle zacząć.

    To trochę tak, jakby ktoś poprosił Cię o trzymanie szklanki. Przez pięć minut prawdopodobnie nie będzie to problemem. Być może nawet przez dziesięć minut. Ale czy przez dwie godziny? Już niekoniecznie.

    Czy ciężar tej szklanki się zmienił? Nie. Cały czas jest taki sam. Zmieniły się jednak Twoje zasoby.

    Zmęczenie poznawcze narasta w ciągu dnia i przy długim wysiłku umysłowym zwiększa subiektywny koszt wykonania kolejnego działania, nawet jeśli samo zadanie jest naprawdę banalnie łatwe.

    Co możemy z tym zrobić? Możesz rozbijać zadania na mniejsze elementy, żeby były bardziej strawialne i łatwiejsze do rozpoczęcia. Możesz też zaczynać dzień od trudniejszych zadań, które od razu dają Ci poczucie, że dużo zrobiłaś. Oczywiście nie u wszystkich się to sprawdzi. Niektóre osoby wolą najpierw trochę się „rozgrzać” prostszymi zadaniami.

    Bardzo pomaga również jasne określenie, co konkretnie masz zrobić przez najbliższe pięć albo dziesięć minut. Możesz powiedzieć sobie: „Teraz wejdę na YouTube i odpowiem na dziesięć komentarzy”. Sama bardzo często tak robię. Siadam i dokładnie wiem, co mam wykonać.


    Obniż standard, żeby w ogóle zacząć

    Pomaga również obniżenie standardu w głowie. Mam ogromną tendencję do przesuwania wszystkiego w czasie, bo mój perfekcjonizm nie pozwala mi zatwierdzić przygotowanej wersji.

    Kiedy tworzę scenariusze na YouTube, mówię sobie: „To jest tylko prototyp. Jeszcze będę nad nim pracować, poprawiać go i rzeźbić”. Oczywiście później poprawiam go nawet 25 razy i nagrywam trochę inaczej, niż mam zapisane. Chodzi jednak o to, żeby zacząć i mieć nad czym pracować, zamiast nie robić nic, jeśli nie możemy pozwolić sobie na odpoczynek i musimy popchnąć sprawę do przodu.


    Odpoczywasz, ale nadal nie czujesz się zregenerowana

    Kolejną oznaką jest sytuacja, w której odpoczywasz, ale nadal nie czujesz się zregenerowana. Kluczowe jest psychologiczne odłączenie się od pracy albo nauki, a nie tylko fizyczne zaprzestanie wykonywania zadania.

    Można siedzieć na kanapie, a mentalnie wciąż być w skrzynce odbiorczej. Badania prowadzone między innymi wśród pielęgniarek pokazują, że sama przerwa nie wystarczy. Liczy się to, czy naprawdę oderwałaś się myślami od tego, co robisz.

    Warto dopasować odpoczynek do rodzaju zmęczenia. Jeśli przez cały dzień spotykasz się z ludźmi, wykonujesz telefony i dużo rozmawiasz, Twoje zmęczenie może mieć charakter społeczny. Wtedy spotkanie ze znajomymi nie zawsze będzie najlepszym sposobem na regenerację.

    Jeśli cały dzień selekcjonujesz informacje, czytasz kolejne badania i książki, słuchanie podcastów podczas odpoczynku również może nie być najlepszym pomysłem. Sama często mam z tym problem, ale świadomość przeciążenia poznawczego bardzo pomogła mi odpoczywać mądrzej.

    Jeżeli przez cały dzień podejmujesz mnóstwo decyzji, kolejna aplikacja albo gra wymagająca następnych wyborów też niekoniecznie Cię zregeneruje. A jeśli cały dzień się nie ruszasz, być może warto po prostu wstać, wyjść i poruszać ciało, bo ruch naprawdę pomaga się odświeżyć.


    Znajdź czas bez bodźców

    Zawsze będę Was zachęcała do tego, żeby znaleźć chwilę na czas bez bodźców. Cisza, spacer, zieleń, bycie w naturze, zapach drzew, patrzenie na chmury, trawę, piasek, wodę i nieustrukturalizowaną przestrzeń dają nam spokój.

    Nie ma wtedy uwagi kierowanej, która przez cały czas musi reagować na karetkę, reklamę, przechodniów i wszystkie rzeczy walczące o naszą koncentrację. Jesteśmy w przestrzeni, która niczego od nas nie chce. I właśnie to daje nam naprawdę niesamowitą regenerację.

    Być może też masz takie doświadczenie, że kiedy siedzisz nad jeziorem albo patrzysz na zieleń, naprawdę czujesz, że odpoczywasz. Oczywiście najlepiej bez telefonu w ręce. Chodzi o to, żeby dać sobie czas na myślenie o niczym, na „niebieskie migdały” i spokojny oddech.

    Dla mnie temat nicnierobienia i myślenia o niebieskich migdałach jest naprawdę fascynujący.


    Znajdź własny sposób na regenerację

    Każdy z nas jest inny, dlatego warto obserwować, kiedy najczęściej pojawia się u Ciebie przeciążenie poznawcze. Czy odczuwasz je podczas nauki, w trakcie pracy, czy dopiero po południu, po całym dniu różnych aktywności? Dobrze jest też sprawdzić, co daje Ci najwięcej odpoczynku.

    Ja na przykład uwielbiam układać puzzle, składać drewniane modele mechaniczne i malować obrazy. Dzięki temu moje myśli przechodzą w zupełnie innym kierunku i mam poczucie, że naprawdę odpoczywam.

    Bardzo zachęcam Cię do tego, żeby zaopiekować się swoim mózgiem. Obserwuj, jak działa, sprawdzaj, jak możesz lepiej z niego korzystać i ucz się rozpoznawać momenty, w których potrzebuje już nie kolejnej motywacji, ale prawdziwej regeneracji.


    Chcesz lepiej zadbać o naukę, pamięć i koncentrację?

    Przygotowałam bezpłatne szkolenie o tym, jak uczyć się słówek z języka obcego. Pokazuję ten temat jako trenerka mózgu i osoba zawodowo zajmująca się pamięcią.

    Przygotowałam również szkolenie o tym, jak uczyć się szybciej, łatwiej i przyjemniej, bez stresu, zarywania nocy i kucia. Pokazuję, na czym naprawdę powinna polegać efektywna nauka. Podczas szkolenia wykonasz też eksperyment dotyczący własnej pamięci. Koniecznie niczego nie zapisuj — zaufaj mi, działa naprawdę rewelacyjnie. ZAPISZ SIĘ NA SZKOLENIE TUTAJ

    Możesz również skorzystać z bezpłatnego dostępu do dwóch modułów kursu Mistrz Koncentracji. Znajdziesz tam dodatkowe ćwiczenia i sprawdzisz, jak działa Twoja uwaga. W kontekście przeciążenia poznawczego może być to szczególnie ciekawe i pomocne.

    Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, udostępnienia i wiadomości. Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Ci lepiej zrozumieć własne zmęczenie i spojrzeć na nie z większą wyrozumiałością.

  • Czy Twój mózg naprawdę gnije? Czym jest brain rot i jak wpływa na koncentrację?

    Czy Twój mózg naprawdę gnije? Czym jest brain rot i jak wpływa na koncentrację?

    Czy Twój mózg naprawdę zaczyna „gnić”?

    Zaczyna się bardzo niewinnie. Bierzesz do ręki telefon, żeby sprawdzić tylko jedną wiadomość, a chwilę później wpadasz w ciąg kolejnych rolek i krótkich filmików. To właśnie z takim doświadczeniem wiele osób łączy dziś pojęcie brain rot. Twój palec automatycznie kieruje się w stronę Instagrama i zaczynasz oglądać kolejne rolki.

    Kiedy odkładasz telefon, nagle okazuje się, że minęło 45 minut, a Ty nawet nie do końca wiesz, co właściwie przed chwilą oglądałaś. Wracasz do pracy i dokument, który masz przed sobą, wydaje się niesamowicie nudny. Jeśli chcesz obejrzeć dłuższy film, nagle wydaje się zbyt męczący. Kiedy próbujesz skupić się na czytaniu książki, już po kilku minutach odczuwasz jakiś dziwny niepokój. Wszystko, co robisz, wydaje się zbyt wolne, zbyt nudne i zbyt męczące. Ludzie mówią za wolno, opowiadają nieciekawie, a jeśli cokolwiek nie zmienia się co dwie sekundy, zaczyna Cię to męczyć.

    Czy zdarza Ci się mieć takie poczucie? Być może zadajesz sobie wtedy pytanie: „Czy mój mózg zaczyna gnić?”


    Brain rot – co tak naprawdę oznacza to pojęcie?

    W ostatnich latach określenie brain rot, czyli „gnicie mózgu”, zyskało ogromną popularność. W 2024 roku zostało nawet wybrane słowem roku przez Oxford University Press. Oxford definiuje brain rot jako domniemane pogorszenie stanu umysłowego albo intelektualnego, szczególnie przypisywane nadmiernemu konsumowaniu banalnych, niewymagających treści internetowych.

    Zwróć uwagę na jedno bardzo ważne słowo – „domniemane”.

    Brain rot nie jest diagnozą medyczną. Lekarz nie może zrobić Ci rezonansu i powiedzieć: „Słuchaj, masz już drugi stopień zgnicia mózzgu”, bo po prostu czegoś takiego nie widać. A przynajmniej na razie nie wiemy jeszcze, jak moglibyśmy to w taki sposób sprawdzić.

    Twój mózg oczywiście nie jest jabłkiem leżącym wśród innych owoców, które nagle zaczyna pokrywać się brązowymi plamami. Nie jest też tak, że obejrzenie trzydziestu rolek typu Skibidi Toilet sprawi, że Twój mózg naprawdę zacznie gnić.

    Jednocześnie to określenie bardzo dobrze trafia w doświadczenia wielu osób. Coraz częściej konsumujemy ogromne ilości informacji, coraz mniej z nich pamiętamy i coraz trudniej jest nam zostać przy jednej rzeczy wystarczająco długo, żeby naprawdę ją zrozumieć. A przecież dobrze byłoby jeszcze ją zapamiętać.

    Sama absurdalna treść nie jest oczywiście neurologiczną trucizną dla naszego mózgu. Obejrzenie jednego bezsensownego filmiku nie obniży nagle naszej inteligencji. Dokładnie tak samo jak zjedzenie jednego bardzo niezdrowego pączka nie powoduje od razu cukrzycy.

    Problem pojawia się wtedy, kiedy podstawą naszej diety stają się właśnie pączki.


    Twój mózg również ma swoją dietę

    Dokładnie w taki sam sposób możemy myśleć o treściach internetowych. Z jednej strony mamy dietę dla naszego ciała, ale z drugiej strony istnieje również dieta dla naszej uwagi.

    Możemy regularnie dostarczać swojemu mózgowi ciekawych rozmów, wartościowych książek, inspirujących tematów do przemyślenia oraz problemów, które wymagają analizy i rozwiązania. Możemy cały czas uczyć się coraz lepiej wykorzystywać własny mózg. Jako trenerka mózgu i trenerka pamięci zawsze będę Was do tego zachęcała, ponieważ sprawdzanie, jak pracuje nasz mózg i jak się uczy, daje nie tylko fantastyczne rezultaty, ale również ogromną satysfakcję.

    Z drugiej strony możemy każdego dnia narażać go na wielogodzinne oglądanie krótkich, przypadkowych treści, z których niczego się nie uczymy i które nie sprawiają nawet, że naprawdę odpoczywamy.

    Bardzo często tłumaczymy sobie to w prosty sposób: „Jestem już tak zmęczona po całym dniu, że zasługuję na odpoczynek”. Włączamy więc krótkie rolki, TikToki albo Shorts, licząc na to, że kilka minut takiej rozrywki pozwoli nam się zregenerować.

    Tylko czy rzeczywiście tak się dzieje?

    Mam wrażenie, że bardzo często efekt jest zupełnie odwrotny. Po takim oglądaniu nie czujemy się bardziej wypoczęci. Wręcz przeciwnie – jesteśmy jeszcze bardziej przeciążeni i zmęczeni poznawczo.

    Te treści zmieniają się tak szybko, że nasz mózg praktycznie nie ma czasu, żeby cokolwiek przemyśleć. To trochę tak, jakbyśmy bez żadnej refleksji spożywali kolejne porcje informacyjnej papki.

    Jeden taki „cukierek informacyjny” oczywiście nie jest problemem. Ale jeśli przez cały dzień żywimy się wyłącznie słodyczami, trudno później dziwić się, że nie mamy ochoty na porządny posiłek. Dokładnie tak samo jest z uwagą. Jeśli przez wiele godzin przyzwyczajamy mózg do krótkich, przypadkowych bodźców, później znacznie trudniej jest nam skoncentrować się, zrozumieć coś głębiej i spokojnie przeanalizować bardziej wymagający materiał. Chcesz lepiej zrozumieć, od czego zależy skuteczna koncentracja i zapamiętywanie? Przeczytaj również wpis o efektywnej nauce.


    Jak krótkie filmiki wpływają na uwagę i pamięć?

    I tutaj płynnie dochodzimy do krótkich form, czyli shortsów, rolek i TikToków.

    Metaanaliza, czyli badanie, które bierze pod uwagę wyniki wielu innych badań, została przeprowadzona w 2025 roku i objęła aż 71 badań oraz 98 tysięcy osób. Naukowcy sprawdzali, jak korzystanie z krótkich filmów wiąże się z funkcjonowaniem poznawczym, czyli tym, jak myślimy, zapamiętujemy, jak działa nasza uwaga, a także z naszym zdrowiem psychicznym.

    Okazało się, że częstsze korzystanie z krótkich filmów było powiązane z gorszymi wynikami poznawczymi. Ludzie mieli gorszą uwagę, gorzej zapamiętywali, a wszystkie rzeczy związane z myśleniem rzeczywiście wypadały słabiej. Najsilniej dotyczyło to właśnie uwagi oraz kontroli hamowania.

    Chcę jednak, żebyśmy mieli tutaj jasność. Nie chodzi tylko o długość filmu. Chodzi też o to, jak skonstruowana jest cała platforma.

    Książka ma swój koniec. Kiedy pracujemy w dokumencie, również widzimy zakończenie. Nawet kiedy jemy paczkę ciastek, widzimy jej koniec. Natomiast infinite scroll, czyli ciągłe przesuwanie kolejnych filmików, nie ma końca. To są tak zwane pętle otwarte. Nie da się tego przescrollować, bo to absolutnie nigdy się nie kończy.

    To trochę tak, jakbyśmy przyszli do restauracji, a ktoś bez przerwy dokładał nam jedzenia na talerz, niezależnie od tego, czy jesteśmy jeszcze głodni, czy już najedzeni.

    Tak naprawdę nie musimy nawet zastanawiać się, czy chcemy rozpocząć kolejny film. Wystarczy, że automatycznie przesuniemy kciuk do góry i nagle to, co miało być pięciominutową przerwą, staje się 45-minutową sesją.


    Dlaczego tak trudno przestać scrollować?

    Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nieprzewidywalność. Część filmów nam się nie podoba i to również jest zrobione specjalnie, bo tak naprawdę chcemy jak najszybciej przejść do czegoś, co poruszy nasze emocje, mocno nas zdziwi, wzruszy albo sprawi, że będziemy chcieli wysłać to koleżance.

    Nie wiem, czy widzicie, jak bardzo przypomina to jednorękiego bandytę. Ciągle chcemy pociągnąć jeszcze raz i czekamy, aż trafimy na nagrodę. Tylko że tutaj nie płacimy pieniędzmi, ale swoją uwagą.

    Platformy nie muszą nas zmuszać do zostania. Tak naprawdę sami chcemy oglądać dalej.


    Czy naprawdę potrafimy skupić się tylko przez 47 sekund?

    Prawdopodobnie słyszałaś, że współczesny człowiek może skupić się tylko przez 47 sekund. Taka informacja brzmi tak, jakbyśmy zaczynali pracować albo się uczyć, a po 47 sekundach nasz mózg przestawał działać i nie był już w stanie skoncentrować się na tym, co chcemy robić dalej.

    Badania nie pokazały jednak czegoś takiego.

    Naukowcy obserwowali ludzi korzystających z komputerów i sprawdzali, jak długo pozostawali przy jednej czynności, zanim przeszli do czegoś innego. Ktoś pisał dokument, po chwili otwierał pocztę, później sprawdzał komunikator, wracał do dokumentu, a następnie przechodził na inną stronę.

    Okazało się, że przeciętnie ludzie zmieniali to, czym zajmowali się na ekranie, mniej więcej co 47 sekund. Nie oznacza to jednak, że nie potrafimy skupić się dłużej. Oznacza jedynie, że w praktyce bardzo często się przełączamy i bez przerwy zmieniamy zadania.

    To trochę tak, jakbyśmy obserwowali osobę, która czyta książkę w głośnej kawiarni. Co chwilę ktoś do niej podchodzi, o coś pyta, coś pokazuje albo wyświetla jej coś na ekranie. Taka osoba musi bez przerwy odrywać wzrok od książki i zajmować się tym, co dzieje się wokół niej. To wcale nie oznacza, że nie mogłaby czytać dłużej. Pokazuje tylko, że ktoś ciągle jej przeszkadza.

    Liczba 47 sekund mówi więc przede wszystkim o tym, jak często zmieniamy zadania podczas korzystania z technologii. Nie mówi o żadnym biologicznym limicie koncentracji.

    Problem polega na tym, że im częściej się przełączamy, tym bardziej przyzwyczajamy się do przerywania. Może się okazać, że moglibyśmy dłużej się uczyć, pracować albo skupić na jednym zadaniu, ale tak bardzo nauczyliśmy się ciągłego przeskakiwania, że sami zaczynamy sobie przeszkadzać. Sięgamy po telefon, otwieramy kolejne karty i wymyślamy nowe zadania, bo wyrobiliśmy sobie nawyk ciągłego przełączania.


    Ekran sam w sobie nie jest problemem

    Chcę, żebyście dobrze mnie zrozumieli. Nie jestem przeciwna korzystaniu z ekranów. Absolutnie nie. To jest zupełnie co innego, jeśli przez godzinę przygotowujesz prezentację, uczysz się języka albo rozmawiasz z bliską osobą, a zupełnie czym innym, jeśli po prostu karmisz się treściami, które nic Ci nie dają.

    Dlatego zamiast sprawdzać wyłącznie, ile minut czy godzin spędzasz przed ekranem, zdecydowanie bardziej polecam test 4K. Pozwala on spojrzeć nie tylko na sam czas, ale przede wszystkim na to, co robisz, w jakich warunkach i jaki jest tego koszt.


    Pierwsze K: content, czyli co właściwie konsumujesz?

    Pierwsze K to content. Zastanów się, co właściwie konsumujesz. Czy po zakończeniu oglądania filmików coś lepiej rozumiesz? Być może dowiedziałaś się czegoś nowego. Zastanów się też, czy chcesz coś wdrożyć, masz nowy pomysł, nawyk albo coś sobie przemyślałaś. A może nawet naprawdę wypoczęłaś?

    Czy raczej czujesz się przeciążona, masz mętlik w głowie i chaos, a do tego takie wrażenie, jakby przejechał po Tobie pociąg złożony ze stu przypadkowych wagonów?

    To jest bardzo ważne pytanie, bo sam czas spędzony przed ekranem nie mówi jeszcze wszystkiego. Możesz przez godzinę oglądać wartościowy materiał, który pomaga Ci coś zrozumieć, albo przez tę samą godzinę przeskakiwać między przypadkowymi filmami i na końcu nie pamiętać praktycznie niczego.


    Drugie K: kontekst, czyli kiedy korzystasz z technologii?

    Drugie K to kontekst. Kiedy korzystasz z technologii? Czy siadasz z planem, że chcesz obejrzeć film o nauce języka, rozwoju zawodowym albo czymś, co pomoże Ci zostać ekspertem w swojej dziedzinie? Czy oglądasz konkretny materiał na YouTubie, nawet ten, po to, żeby się czegoś nauczyć?

    To jest zupełnie co innego niż sytuacja, w której siedzisz do pierwszej w nocy, oglądasz kolejne filmy w łóżku, nie możesz przez to zasnąć i uprawiasz tak zwaną senną prokrastynację.

    W obu przypadkach korzystasz z ekranu, ale kontekst jest całkowicie inny. Jedna sytuacja może być świadomym wyborem i elementem nauki, a druga zaczyna zabierać Ci sen, energię i koncentrację następnego dnia.


    Trzecie K: kontrola, czyli czy kończysz wtedy, kiedy planowałaś?

    Trzecie K to kontrola. Czy kończysz oglądanie wtedy, kiedy sobie to zaplanowałaś? Czy rzeczywiście wchodzisz na pięć minut albo oglądasz jeden film, a później odkładasz telefon?

    A może orientujesz się dopiero po 45 minutach, że nie zrobiłaś wielu ważnych zadań i tak naprawdę już nie masz kontroli nad tym, co oglądasz?

    To jest ogromna różnica. Nie chodzi o to, że każda chwila spędzona w mediach społecznościowych jest zła. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz decydować, ile czasu chcesz tam spędzić, a zaczyna decydować za Ciebie mechanizm platformy i nawyk ciągłego przewijania.


    Czwarte K: koszt, czyli co ekran wypiera z Twojego życia?

    Czwarte K to koszt. Zastanów się, co ekran wypiera z Twojego życia. Czy przez to, że siedzisz w social mediach, później idziesz spać i następnego dnia jesteś niewypoczęta? Być może nie masz też czasu na ruch, spacer, spotkanie ze znajomymi, naukę języka albo przygotowanie się do egzaminu.

    Może przez to, że spędzasz tyle czasu w mediach społecznościowych, zaczynasz zaniedbywać różnego rodzaju obowiązki? A może nie realizujesz rzeczy, o których marzysz?

    Być może największym problemem nie jest to, co telefon robi z Twoim mózgiem, ale raczej to, czego nie robisz dla swojego mózgu przez to, że siedzisz na telefonie.

    To właśnie ten koszt bardzo często okazuje się najważniejszy. Nie chodzi tylko o samą treść, ale o to, co przez nią tracisz: sen, ruch, relacje, koncentrację, naukę, odpoczynek i czas, który mogłabyś przeznaczyć na coś naprawdę wartościowego.

    Kiedy zrobisz sobie taki test, zachęcam Cię również do wdrożenia pięciu nawyków, które pomagają chronić nas przed tym „gniciem mózgu”. Nie są to oczywiście magiczne rozwiązania, które na sto procent uchronią Cię przed wszystkim, ale naprawdę pomagają lepiej funkcjonować na co dzień i utrzymywać swój poziom intelektualny na jak najwyższym poziomie.


    Pierwszy nawyk: ruch

    Pierwszym nawykiem jest ruch. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale często mam wrażenie, że ludzie myślą o ciele i mózgu jak o dwóch zupełnie oddzielnych rzeczach. Tak jakbyśmy mogli być leniwą kluseczką, prawie się nie ruszać, a mózg i tak miałby funkcjonować fantastycznie.

    Badania pokazują jednak coś zupełnie innego. Regularny, codzienny ruch naprawdę świetnie wpływa na to, jak myślimy. Wpływa na to, jak dużo krwi dociera do hipokampa i do całego mózgu, w jaki sposób jest on natleniony, jak się czujemy i jak działa nasza koncentracja uwagi. To jest niesamowicie ważne.

    Przyznam, że tutaj, pod moimi nogami, znajduje się bieżnia, z której regularnie korzystam w ciągu dnia. Stoję przy biurku, a tak naprawdę chodzę przy nim, żeby się nie zastać i żeby ten przepływ w moim ciele był jak największy.

    Chcę Was zachęcić, żebyście podchodzili do ruchu trochę jak do podlewania rośliny. To nie działa tak, że raz w miesiącu wlejemy do niej dziesięć litrów wody i będzie pięknie rosła. Raczej podlewamy ją po troszeczku i dokładnie tak samo jest z naszym ciałem.

    Wybierzcie coś, co naprawdę lubicie. Może to być spacer, bieganie, jazda na rowerze, taniec albo cokolwiek innego, co sprawia, że ciało pozostaje w ruchu. Dzięki temu zdecydowanie lepiej będzie funkcjonował również Wasz mózg.


    Drugi nawyk: sen

    Drugim bardzo ważnym nawykiem jest sen. Mówię o nim na moim kanale naprawdę często, ponieważ wciąż jest ogromnie niedoceniany.

    Ciągle martwi mnie to, że potrafimy chwalić się tym, jak mało śpimy. Mówimy: „Dorota, sześć godzin w zupełności mi wystarcza”. Tylko że bardzo często nawet nie wiemy, jak moglibyśmy funkcjonować, ile mielibyśmy energii i jak dobrze byśmy się czuli, gdybyśmy spali normalnie.

    Niedawno wróciłam z Islandii i widziałam, jak wiele osób nie było w stanie funkcjonować bez kilku kaw dziennie. Jednocześnie nie mogły uwierzyć, że ja w ogóle nie piję kawy. I właśnie to pokazuje, jak bardzo nie doceniamy wpływu snu na nasze ciało, myślenie, koncentrację i zapamiętywanie.

    Lubię porównywać sen do pracy bibliotekarza. Przez cały dzień wkładamy kolejne książki do ogromnej biblioteki. Układamy je na stosach i wnosimy tam coraz więcej informacji. W trakcie snu pojawia się bibliotekarz, który układa je na odpowiednich regałach, selekcjonuje i wyrzuca to, co jest zbędne.

    To jest niezwykle ważne, żebyśmy mogli dobrze myśleć, skoncentrować się kolejnego dnia i zapamiętywać nowe informacje. Bez snu trudno mówić o kreatywności, świetnym humorze, energii i chęci do działania.

    Naprawdę uważam, że wiele osób zupełnie nie dba o to, jak funkcjonuje, a później permanentnie nie ma energii. Jeśli interesuje Cię temat snu, koniecznie zajrzyj również do materiału, w którym pokazuję, jak zadbać o jego jakość i jakie wskazówki można wdrożyć od razu.


    Trzeci nawyk: robienie jednej rzeczy naraz

    Trzecim nawykiem jest robienie jednej rzeczy na raz. Bardzo często czujemy się bardziej produktywni i efektywni, kiedy ogarniamy mnóstwo rzeczy jednocześnie.

    Wygląda to tak, że siadamy do pracy, a przy okazji odbieramy telefony, odpowiadamy na maile natychmiast po ich otrzymaniu i mamy poczucie: „Wow, ja naprawdę wszystko kontroluję, tyle rzeczy robię”.

    Tylko że to jest w dużej mierze wrażenie.

    Dla mózgu taki sposób działania jest atrakcyjny, ponieważ cały czas dostaje zastrzyk dopaminy. Nowy mail, nowe powiadomienie, nowy telefon — ciągle dzieje się coś ciekawego. Badania pokazują jednak coś zupełnie innego. Jeśli przechodzimy od jednego zadania do drugiego płynnie, bez nieustannego przeskakiwania i robienia kilku rzeczy jednocześnie, wykonujemy te zadania lepiej.

    Popełniamy mniej błędów, jesteśmy bardziej efektywni, lepiej korzystamy z kreatywności i zdecydowanie łatwiej wyłapujemy różnego rodzaju pomyłki. Po prostu działamy sprawniej, kiedy jesteśmy skoncentrowani na jednej rzeczy.

    Bardzo Was zachęcam, żebyście świadomie ćwiczyli tę umiejętność. Obecnie często trenujemy dokładnie coś odwrotnego — ciągłe przerzucanie uwagi pomiędzy różnymi elementami i nieustanne skakanie między zadaniami.

    Niektórzy mówią, że mają bardzo podzielną uwagę. Tylko że uwaga jest bardziej przerzutna niż podzielna, a to przerzucanie naprawdę bardzo dużo nas kosztuje. Przez nie jesteśmy bardziej zmęczeni, popełniamy więcej błędów i często nie kończymy zadań, które chcielibyśmy zakończyć. Na koniec dnia zostaje z tego ogrom frustracji.

    Jeśli chcesz lepiej zadbać o swoją koncentrację, możesz również skorzystać z dwóch bezpłatnych modułów mojego kursu „Mistrz Koncentracji”. Znajdziesz tam najważniejsze informacje oraz ćwiczenia, które pomogą Ci sprawdzić, z czym masz największy problem.


    Czwarty nawyk: kontakt z naturą

    Kolejnym nawykiem jest kontakt z naturą. Natura nie działa na nas w magiczny sposób. Jej wpływ wynika raczej z tego, w jakim środowisku na co dzień funkcjonuje nasz mózg.

    Kiedy jesteśmy w mieście, otacza nas bardzo uporządkowana przestrzeń. Widzimy podobne budynki, samochody i drogi. Cały czas coś walczy o naszą uwagę. Pojawiają się reklamy, przejeżdżające auta, różnego rodzaju komunikaty i bodźce, które sprawiają, że bez przerwy musimy przerzucać uwagę z jednej rzeczy na drugą. To buduje ogromne zmęczenie. Nawet nie wspominam już o tym, co dokładamy do tego wszystkiego naszymi telefonami.

    Kiedy natomiast jesteśmy w naturze, oczywiście najlepiej bez telefonu, wygląda to zupełnie inaczej. Nasza uwaga działa wtedy bardziej mimowolnie. Powoli przenosimy wzrok na przestrzeń, która nie jest tak uporządkowana. Widzimy liście, wodę, chmury czy piasek. To wszystko pomaga mózgowi odpocząć i sprawia, że dużo lepiej się czujemy.

    To również przestrzeń, w której możemy pozwolić sobie na chwilę nicnierobienia i myślenia o „niebieskich migdałach”. Jest to niezwykle potrzebne. Coraz częściej zastanawiam się nawet, czy nie przygotować oddzielnego materiału właśnie o tym, jak takie nicnierobienie wpływa na nasze myślenie i pracę mózgu.

    Samo przebywanie w naturze również dostarcza mózgowi zupełnie innych bodźców. Weźmy choćby zwykły patyk. Jest szorstki, pachnie żywicą, ma nieregularny kształt i za każdym razem wygląda trochę inaczej. Dla naszego mózgu to coś znacznie ciekawszego niż idealnie zaprojektowana myszka komputerowa, która zawsze wygląda i działa tak samo.

    Dlatego bardzo zachęcam Cię do tego, żeby w czasie przerwy od pracy czy nauki wyjść na zewnątrz. Przejść się po parku, pozwolić oczom spojrzeć dalej niż tylko na ekran komputera albo telefonu. Naprawdę można poczuć, jak bardzo pomaga to odpocząć.


    Dlaczego warto spędzać więcej czasu na łonie natury?

    Ja sama zauważyłam to szczególnie po powrocie z Islandii. Mimo że były tam długie trekkingi, mnóstwo jazdy samochodem, wiele atrakcji i ciągłe przebywanie z nowymi ludźmi, wróciłam naprawdę wypoczęta. Myślę, że ogromne znaczenie miało właśnie przebywanie w naturze, ogromna przestrzeń, cisza, spokój oraz praktycznie całkowite odcięcie się od social mediów i reklam. To był prawdziwy relaks zarówno dla mojego mózgu, jak i całego organizmu.


    Piąty nawyk: dbaj o relacje z ludźmi

    No i przejdźmy do piątego nawyku, jakim są relacje.

    Bardzo często traktujemy spotkania z innymi ludźmi jako nagrodę za dobrze wykonane obowiązki. Myślimy sobie: „Byłam bardzo efektywna przez cały tydzień, więc teraz mogę spotkać się ze znajomymi na godzinę i trochę odpocząć”.

    Tymczasem rozmowa z drugim człowiekiem jest dla naszego mózgu jednym z najbardziej złożonych środowisk, w jakich może pracować. Musimy słuchać, interpretować ton głosu, odczytywać emocje i przypominać sobie wcześniejsze informacje. Rozmowa nie jest pustym czasem. To prawdziwy trening społeczny i poznawczy.

    Poczucie przynależności, możliwość wygadania się czy wspierania innych ludzi są dla naszego mózgu niezwykle ważne. Dlatego bardzo zachęcam Cię do dbania o relacje, najlepiej podczas spotkań na żywo. Kiedy widzę drugą osobę, obserwuję jej mimikę i reakcje, jest to zupełnie inne doświadczenie niż wymiana wiadomości przez komunikator.

    Oczywiście, jeśli nie ma innej możliwości, dobrze, że możemy porozmawiać przez telefon albo napisać do siebie wiadomość. Jednak zawsze zachęcam do tego, żeby wychodzić do ludzi i pielęgnować takie spotkania.

    Ja na przykład co dwa tygodnie organizuję spotkania z moimi przyjaciółkami. Spotykamy się, rozmawiamy, chodzimy razem do teatru, rozpalamy ognisko albo po prostu wychodzimy do restauracji i spędzamy razem czas. To są naprawdę cudowne chwile, które mnie ładują i jeszcze bardziej zbliżają nas do siebie.

    Bardzo zachęcam Cię do tego, żeby znaleźć czas na takie relacje. Z jednej strony zadbasz o swoich bliskich, a z drugiej zrobisz coś naprawdę dobrego również dla swojego mózgu.


    Dbaj o swój mózg każdego dnia

    Mam nadzieję, że ten materiał był dla Ciebie wartościowy. Bardzo zależy mi na tym, żeby pokazywać zarówno plusy, jak i minusy technologii. Chciałabym, żebyśmy mieli świadomość, że to, czym karmimy swój mózg i z czym styka się on każdego dnia, naprawdę wpływa na to, jak się rozwija.

    Mózg jest niezwykle elastyczny. Cały czas się zmienia i staje się coraz lepszy w tym, w czym regularnie go ćwiczymy. Dlatego warto ćwiczyć go właśnie w tych rzeczach, które naprawdę nam służą.

    Ja zawsze będę zachęcała Cię do nauki i rozwoju, ponieważ jestem absolutnie przekonana, że to jedna z najlepszych inwestycji, jakie możemy zrobić. Edukacja daje nam nie tylko ogromną przewagę, ale również mnóstwo satysfakcji.


    Chcesz uczyć się łatwiej i skuteczniej?

    Jeśli chcesz dowiedzieć się, w jaki sposób uczyć się łatwiej, szybciej i przyjemniej, jako trenerka mózgu z ogromną przyjemnością zapraszam Cię na mój bezpłatny webinar. Opowiadam na nim o tym, jak uczyć się bez stresu, zarywania nocy oraz ciągłego powtarzania i kucia. Pokazuję również, jak wykorzystywać możliwości swojego mózgu, żeby nauka była po prostu skuteczniejsza.

    Link do zapisu znajdziesz tutaj.

    Zapraszam Cię również na bezpłatne szkolenie dotyczące nauki słówek z języka obcego. Pokażę Ci, w jaki sposób mózg naprawdę uczy się słownictwa, dlaczego najpopularniejsze metody często nie działają i co musi się wydarzyć, żeby nowe słowo rzeczywiście zostało w pamięci, a później można było swobodnie wykorzystać je podczas mówienia i pisania.

    Porozmawiamy także o aplikacjach do nauki języków. Wyjaśnię, dlaczego niektóre z nich są według mnie ogromną stratą czasu i na co warto zwrócić uwagę, wybierając narzędzia do nauki.

    Link do tego szkolenia również znajdziesz poniżej.

    Mam nadzieję, że ten artykuł zachęcił Cię do spojrzenia na technologię z trochę innej perspektywy. Nie chodzi o to, żeby całkowicie z niej rezygnować. Warto natomiast świadomie wybierać to, czym karmimy swój mózg i pamiętać, że każdego dnia ćwiczymy go dokładnie w tym, co robimy najczęściej.

    Życzę Ci, żebyś rozwijała swój umysł, korzystała ze swojego potencjału i czerpała z nauki jak najwięcej satysfakcji.

  • Dlaczego wiedza nie zawsze wystarcza na egzaminie?

    Dlaczego wiedza nie zawsze wystarcza na egzaminie?

    Dlaczego uczysz się dużo, a wyniki na egzaminie wciąż Cię rozczarowują?

    Zdawanie egzaminów wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z długimi godzinami nauki. Dlaczego jest tak, że czasami uczymy się naprawdę porządnie do jakiegoś egzaminu, przygotowujemy się, czytamy, powtarzamy wiadomości, a później ocena kompletnie tego nie pokazuje? Jest zupełnie niesatysfakcjonująca i nie odzwierciedla wysiłku, który włożyliśmy w naukę.

    Tymczasem inna osoba jedynie przejrzała skrypt, nie przygotowywała się szczególnie i ogólnie uchodzi za kogoś, kto podchodzi do wszystkiego bardzo na luzie. Mimo to dostaje lepszą ocenę.

    Dlaczego tak się dzieje?

    To pytanie bardzo często słyszę od Was na szkoleniach. Mówicie, że czujecie ogromną niesprawiedliwość. Naprawdę przygotowywaliście się do egzaminu, chcieliście go dobrze zaliczyć, a później, kiedy dostaliście arkusz z pytaniami, mieliście wrażenie, że cała wiedza po prostu wyparowała z Waszej głowy.

    I wtedy pojawiają się bardzo przykre myśli. Zaczynamy wierzyć, że brakuje nam zdolności, że nasza pamięć źle działa albo że po prostu jesteśmy mało inteligentni.

    To jednak nie jest prawda.

    Egzamin nie mierzy całej Twojej wiedzy. Egzamin mierzy to, ile swojej wiedzy potrafisz zamienić na punkty w określonych warunkach.


    Dlaczego sama wiedza nie zawsze wystarcza?

    Świetnie pokazuje to historia mojego brata stryjecznego. Opowiadał mi kiedyś o swoim profesorze, który poprosił go o wykonanie instalacji elektrycznej w swoim mieszkaniu. Doskonale wiedział, że mój brat jest w tym naprawdę świetny i bardzo mu ufał.

    Jednocześnie u tego samego profesora ledwo zdawał egzaminy. Był tym bardzo sfrustrowany i mówił:

    – Przecież ja wiem, jak to zrobić. Sam profesor o tym wie.

    Profesor odpowiedział:

    – Wiem. Ale nie potrafisz tego odpowiednio opisać. Brakuje właściwych sformułowań. Nie mogę przyznać Ci punktów, bo odpowiedź nie została zapisana tak, jak oczekuje tego podręcznik i klucz odpowiedzi.

    Nie chcę tutaj oceniać, czy taki system jest dobry czy zły. Ten przykład pokazuje jednak coś bardzo ważnego. Możemy być naprawdę świetni w jakiejś dziedzinie, a mimo to niekoniecznie dobrze zdawać z niej egzaminy.

    Dlatego warto zastanowić się, dlaczego tak często mamy problemy ze zdawaniem egzaminów i co możemy zrobić, żeby radzić sobie z nimi zdecydowanie lepiej.



    Uczysz się rozpoznawania wiedzy, a nie jej wydobywania

    To chyba jeden z najczęstszych powodów.

    Już wielokrotnie mówiłam o tym, że bardzo często uczymy się rozpoznawania informacji zamiast ich przypominania.

    Bierzemy książkę, czytamy kolejne strony i mamy wrażenie, że wszystko kojarzymy. Podkreśliliśmy najważniejsze informacje kolorowymi zakreślaczami, więc wydaje nam się, że na pewno są już zapisane w naszej pamięci.

    Później siadamy do egzaminu i nagle okazuje się, że pamiętamy, iż dana informacja była zaznaczona na zielono. Wiemy, że znajdowała się po prawej stronie obok konkretnego wykresu. Mamy poczucie, że przecież to czytaliśmy i naprawdę to znamy.

    Problem polega na tym, że nie potrafimy tej informacji wydobyć z pamięci.

    I to jest zupełnie normalne.

    Bardzo zależy mi na tym, żebyście zapamiętali jedną rzecz. Rozpoznawanie informacji i zapamiętywanie to dwie zupełnie różne umiejętności.

    To, że mózg coś rozpoznaje i kojarzy, wcale nie oznacza jeszcze, że potrafi później samodzielnie tę informację odtworzyć.

    Można to porównać do banknotów. Większość z nas doskonale wie, jak wyglądają. Rozpoznajemy je bez najmniejszego problemu. Gdyby jednak ktoś poprosił nas o narysowanie banknotu z pamięci, okazałoby się, że jest to znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.

    Podobnie wygląda to podczas nauki języka obcego. Czytasz tekst i rozumiesz wszystkie słowa. Kiedy jednak masz samodzielnie użyć tych samych wyrażeń podczas rozmowy, nagle okazuje się, że ich nie pamiętasz.

    To nie oznacza, że nigdy się ich nie nauczyłaś. Oznacza jedynie, że rozpoznawanie i aktywne wydobywanie wiedzy wymagają zupełnie innych umiejętności.

    Jeżeli oglądałaś mój materiał o tym, dlaczego uczymy się, a później nie pamiętamy, to właśnie o tym tam opowiadam. To jeden z najważniejszych mechanizmów, które warto zrozumieć, jeśli chcesz lepiej zdawać egzaminy.



    Sama wiedza nie wystarczy. Trzeba nauczyć się zdawać egzamin

    Bardzo często uczymy się przedmiotu, ale nie uczymy się samego wykonywania egzaminu.

    Wyobraź sobie świetną pianistkę. Ma ogromną wiedzę, zna wiele utworów, ma doskonały słuch i wieloletnie doświadczenie. Podczas egzaminu dostaje jednak zadanie, aby w ciągu trzech minut zagrać konkretny utwór według określonych kryteriów.

    Czy to oznacza, że skoro ma doświadczenie i wiedzę, to na pewno otrzyma maksymalną liczbę punktów?

    Niestety nie.

    Wszystko zależy od tego, jaki fragment będzie oceniany, na co egzaminator zwróci uwagę, jak poradzi sobie z presją czasu, jak rozłoży swoje umiejętności w wyznaczonym czasie, jak zareaguje na stres i co zrobi, jeśli popełni błąd.

    Jak widzisz, tych elementów jest naprawdę bardzo dużo.


    Dlaczego ogromna wiedza nie zawsze daje najlepszy wynik?

    Sama doskonale pamiętam, jak trudno było mi się z tym pogodzić. Moim ulubionym przedmiotem w szkole zawsze była biologia. Uwielbiałam ją. Ten przedmiot po prostu sam „wchodził” mi do głowy. Zresztą do dziś fascynuje mnie mózg i wszystko, co wiąże się z biologią.

    Pamiętam, że podczas olimpiady biologicznej w części praktycznej byłam jedną z zaledwie trzech osób, które zdobyły maksymalną liczbę punktów. Naprawdę uwielbiałam się tego uczyć.

    Kiedy jednak przyszła matura rozszerzona z biologii, nie udało mi się zdobyć 100%.

    Byłam wtedy naprawdę zła. Zastanawiałam się, jak to w ogóle jest możliwe. Przecież miałam ogromną wiedzę z biologii. Uczyłam się bardzo dużo, a moja wiedza zdecydowanie wykraczała poza materiał z podręcznika.

    Problem polegał jednak na czymś innym.

    Nie potrafiłam odpowiednio wpasować się w klucz odpowiedzi. Nie odpowiadałam w taki sposób, jakiego oczekiwał egzaminator.

    I właśnie tak bardzo często wyglądają egzaminy.

    Jeden egzaminator lubi bardziej rozbudowane odpowiedzi. Widzi dużo tekstu i przyznaje więcej punktów. Inny zdecydowanie bardziej ceni konkret. Woli odpowiedzi zapisane krótko, przejrzyście, z wykorzystaniem odpowiednich słów kluczowych i właściwego sposobu formułowania myśli.

    Dlatego bardzo często musimy nauczyć się nie tylko samego materiału, ale również tego, w jaki sposób dany egzamin lub egzaminator oczekuje od nas przedstawienia wiedzy.

    To właśnie dlatego często powtarzam swoim kursantom, że inaczej przygotowujemy się do egzaminu testowego, inaczej do ustnego, a jeszcze inaczej do pisemnego.

    To są zupełnie różne umiejętności.

    Na każdym z tych egzaminów zwracamy uwagę na inne elementy i niestety musimy się tego również nauczyć. Jest to dodatkowa kompetencja, która często nie pokazuje tego, ile naprawdę wiemy, ale raczej to, jak dobrze potrafimy dopasować się do wymagań egzaminu.



    Znajomość materiału i umiejętność zdania egzaminu to dwie różne rzeczy

    Bardzo dobrze widać to również na przykładzie języka angielskiego.

    Są osoby, które wyjeżdżają za granicę i fantastycznie radzą sobie podczas rozmów z Brytyjczykami, Amerykanami czy osobami z innych krajów. Bez problemu załatwiają sprawy przez telefon, świetnie się komunikują i naprawdę bardzo dobrze posługują się językiem.

    Czy oznacza to, że automatycznie zdobędą maksymalną liczbę punktów na egzaminie?

    Absolutnie nie.

    Na egzaminie ocenianych jest znacznie więcej elementów. Liczy się to, jak mówimy, jak słuchamy, jak piszemy, w jaki sposób wykorzystujemy język i jak dobrze znamy gramatykę.

    Osoba, która biegle mówi po angielsku, wcale nie musi wiedzieć, jakie konstrukcje gramatyczne właśnie zastosowała. Nie musi znać nazw poszczególnych czasów ani wiedzieć, dlaczego dane zdanie zostało zbudowane właśnie w taki sposób.

    Może również nie wiedzieć, jak napisać rozprawkę zgodnie z wymaganiami egzaminacyjnymi albo w jaki sposób rozpocząć formalny list.

    To pokazuje, jak ważna jest znajomość kryteriów oceniania.

    Warto wiedzieć, co będzie brane pod uwagę podczas egzaminu, za co można zdobyć dodatkowe punkty i na czym najbardziej zależy egzaminatorowi.

    Być może dodatkowe punkty otrzymasz za bogate słownictwo, różnorodność językową, używanie idiomów albo bardziej formalnego stylu wypowiedzi zamiast języka potocznego.

    Jeżeli znasz te kryteria wcześniej, dużo łatwiej jest Ci się do nich przygotować.



    Nie wiesz, czego jeszcze nie umiesz

    To jeden z najbardziej podstępnych mechanizmów podczas nauki.

    Większość osób kończy naukę na podstawie własnego przeczucia. Myślimy: „Chyba już to umiem”, „Wydaje mi się, że już wszystko pamiętam”.

    Problem polega na tym, że nasz mózg nie posiada wewnętrznego wskaźnika, który informowałby nas, że wiedza została już opanowana.

    Możesz być całkowicie pewna błędnej odpowiedzi.

    Możesz również bardzo dobrze znać materiał, a mimo to nie mieć w sobie takiego przekonania.

    Dlatego poczucie pewności i rzeczywista gotowość do egzaminu bardzo często nie idą ze sobą w parze.

    Zanim moi kursanci trafili do Akademii Geniusza Plus AI, często pytałam ich, skąd wcześniej wiedzieli, że są już przygotowani do egzaminu.

    Najczęściej odpowiadali:

    – Przeczytałam materiał trzy razy.

    – Uczyłam się przez dwie noce.

    – Spędziłam nad tym naprawdę dużo czasu.

    Ja jednak zawsze powtarzam jedną rzecz.

    Czas nie jest miernikiem nauki.

    To, że ktoś spędził nad materiałem trzydzieści godzin, wcale nie oznacza, że będzie potrafił samodzielnie przywołać tę wiedzę podczas egzaminu.

    A przecież właśnie tego wymaga od nas większość egzaminów.


    Czy stres naprawdę jest głównym problemem podczas egzaminu?

    Kolejnym wyjaśnieniem, o którym bardzo często mi mówicie, jest oczywiście stres.

    Wiele osób uważa, że odczuwa tak silny stres, iż całkowicie blokuje on pamięć. Pojawia się przekonanie, że właśnie dlatego podczas egzaminu wszystko nagle znika z głowy.

    Po części rzeczywiście jest to prawda.

    Badania jasno pokazują, że bardzo silny stres utrudnia przypominanie sobie informacji, szczególnie wtedy, gdy musimy samodzielnie wydobyć odpowiedź z pamięci. Chodzi o sytuacje, w których nie mamy żadnych podpowiedzi ani odpowiedzi do wyboru, tylko sami musimy odtworzyć wiedzę.

    Chcę jednak zwrócić uwagę na coś bardzo ważnego.

    Bardzo często problem nie wynika wyłącznie ze stresu, ale z tego, że wcześniej uczyliśmy się w niewłaściwy sposób. Jeśli chcesz dowiedzieć się, z czego składa się efektywna nauka i jakie elementy naprawdę wpływają na zapamiętywanie, przeczytaj również ten artykuł.

    Będę to powtarzała bardzo często, ponieważ wiele osób dochodzi do wniosku: „To wszystko przez stres”. Tymczasem najczęściej okazuje się, że uczyliśmy się rozpoznawać informacje, zamiast ćwiczyć ich przypominanie. Nigdy wcześniej nie trenowaliśmy wydobywania wiedzy z pamięci, dlatego podczas egzaminu stres jedynie uwidacznia ten problem.

    To nie oznacza, że stres wyczyścił informacje z pamięci.

    One nadal tam są.

    Problem polega na tym, że bardzo trudno jest nam je w danym momencie wydobyć.

    Już wcześniej opowiadałam o pamięci roboczej, czyli takim mentalnym notatniku, który jednocześnie potrafi przechowywać tylko kilka informacji. W sytuacji silnego stresu ten notatnik bardzo szybko się zapełnia.

    Myśli zaczynają się kotłować. Robi nam się gorąco. Organizm zachowuje się tak, jakby przygotowywał się do walki o życie.

    W efekcie znacznie trudniej jest nam skoncentrować się na pytaniu, zrozumieć jego treść i wydobyć z pamięci informacje, które wcześniej zapisaliśmy.


    Stres utrudnia nie tylko egzamin, ale także naukę

    Co więcej, stres często przeszkadza nam już na etapie przygotowań.

    Jeżeli przez cały czas martwię się egzaminem, wyobrażam sobie najgorsze scenariusze i skupiam się głównie na swoim lęku, mój mózg poświęca ogromną ilość energii właśnie na walkę z tym stresem, zamiast na skuteczną naukę.

    Dlatego warto pamiętać, że stres może utrudniać zarówno przygotowanie do egzaminu, jak i samo przypominanie sobie informacji podczas jego pisania.



    Dlaczego nie warto zarywać nocy przed egzaminem?

    Jest jeszcze jedna rzecz, o której chyba będę przypominała w każdym materiale.

    Nie zarywaj nocy przed egzaminem.

    To właśnie podczas snu mózg konsoliduje informacje, czyli przenosi je do pamięci długotrwałej. Sen wpływa również na naszą koncentrację, samopoczucie oraz zdolność przypominania sobie wiedzy następnego dnia.

    A przecież wszystkie te elementy są niezwykle ważne podczas egzaminu.

    To dzięki nim jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć pytanie, wydobyć informacje z pamięci, lepiej radzić sobie ze stresem i spokojniej podejmować decyzje.

    Zarywanie nocy ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonuje nasz mózg.

    Wpływa nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na sposób zarządzania wiedzą, którą wcześniej przyswoiliśmy.

    Dlatego naprawdę bardzo Was proszę, nie róbcie czegoś takiego.

    Bardzo często słyszę:

    „Zarwę noc i zyskam kilka dodatkowych godzin na naukę.”

    To wcale nie jest dobre rozwiązanie.



    Jak przygotowywać się do egzaminów znacznie skuteczniej?

    Pierwszym krokiem jest sprawdzenie, gdzie tak naprawdę leży problem.

    Czy rzeczywiście nie znasz odpowiedzi?

    Czy może znasz ją, ale nie potrafisz wydobyć jej z pamięci?

    A może potrafisz odpowiedzieć, tylko nie mieścisz się w czasie?

    Może Twoja odpowiedź jest poprawna, ale nie spełnia wszystkich kryteriów oceniania?

    Każdy z tych problemów oznacza coś zupełnie innego.

    I każdy będzie wymagał innego sposobu pracy.

    Bardzo ważne jest również to, żeby trenować dokładnie taki rodzaj aktywności, jakiego wymaga egzamin.

    Nie wystarczy po prostu uczyć się języka angielskiego, jeśli przygotowujesz się do konkretnego egzaminu językowego.

    Sama znajomość anatomii też nie wystarczy, jeżeli egzamin polega na analizowaniu przypadków.

    Podobnie z teorią — możesz ją rozumieć, ale jeśli później trzeba zastosować ją do zupełnie nowych danych, potrzebujesz przećwiczyć właśnie taki typ zadania.

    Sposób nauki powinien być jak najbardziej podobny do tego, czego będzie od Ciebie wymagał egzamin.



    Analizuj błędy, a nie tylko wynik

    Po każdym egzaminie większość osób patrzy wyłącznie na liczbę punktów.

    Dostałam 64%.

    I co właściwie z tego wynika?

    Tak naprawdę niewiele.

    Znacznie ważniejsze jest zrozumienie, dlaczego straciłaś te punkty.

    Czy zabrakło Ci wiedzy?

    Może niedokładnie przeczytałaś polecenie?

    Albo problem polegał na tym, że nauczyłaś się rozpoznawać informacje, ale nie potrafiłaś ich przypomnieć?

    A może zabrakło czasu?

    Może nie znałaś kryteriów oceniania?

    Albo stres i brak koncentracji sprawiły, że popełniłaś błędy, których normalnie byś nie zrobiła?

    To właśnie taka analiza pozwala przygotować się znacznie lepiej do kolejnego egzaminu.

    Buduj swoją gotowość na podstawie konkretnych danych, a nie jedynie poczucia, że „chyba już umiem”.

    Świetnym rozwiązaniem może być również wykorzystanie sztucznej inteligencji do symulowania egzaminów.

    To fantastyczny sposób na sprawdzenie, czy rzeczywiście potrafisz samodzielnie wydobywać wiedzę z pamięci. Sama opowiadałam już o tym szerzej w materiale dotyczącym mądrego wykorzystywania AI podczas nauki.


    Ucz się w różnych kontekstach, a łatwiej przypomnisz sobie wiedzę

    Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której warto pamiętać.

    Czasami doskonale znamy odpowiedź na jakieś pytanie, ale zawsze uczymy się jej dokładnie w ten sam sposób. Wystarczy później, że pytanie zostanie zadane trochę inaczej, a my nagle przestajemy wiedzieć, jaka jest odpowiedź.

    Wyobraź sobie, że uczysz się, jak po fińsku powiedzieć „podłoga”.

    Za każdym razem możesz uczyć się tego samego przykładu: pies leży na podłodze. W swojej wyobraźni widzisz psa leżącego na podłodze i właśnie z tym jednym obrazem kojarzysz nowe słowo.

    Można jednak zrobić to inaczej.

    Wyobraź sobie, że mama położyła dywan na podłodze. Możesz też pomyśleć o tym, że na podłodze rozlał Ci się jogurt, że podłoga była śliska i się przewróciłaś albo że widzisz na niej ślady swojego kota.

    Której osobie będzie później łatwiej przypomnieć sobie, jak po fińsku jest „podłoga”?

    Jestem pewna, że znasz odpowiedź.

    Im więcej kontekstów, w których spotykasz daną informację, tym łatwiej później wydobyć ją z pamięci.

    Jeżeli za każdym razem uczysz się materiału w identyczny sposób, z tej samej notatki, tej samej fiszki i w dokładnie tej samej kolejności, to zupełnie normalne, że później masz problem, kiedy choć trochę zmieni się pytanie albo kontekst.

    Bardzo często właśnie wtedy pojawia się myśl:

    „Przecież ja to umiałam. Tylko nie wiedziałam, że chodzi właśnie o to.”

    Dlatego tak ważne jest, aby ćwiczyć wydobywanie wiedzy na różne sposoby i w różnych sytuacjach.

    To właśnie robi egzamin.

    Bardzo często łączy ze sobą dwie różne definicje albo dwa zagadnienia, które wcześniej wydawały się całkowicie niezależne. Możemy doskonale znać każde z nich osobno, ale kiedy trzeba je porównać lub połączyć, nagle okazuje się, że nie wiemy, jak to zrobić.



    Nie ucz się zawsze w tej samej kolejności

    Podobnie wygląda kwestia powtórek.

    Bardzo często uczymy się materiału dokładnie tak, jak został zapisany w naszych notatkach. Zawsze zaczynamy od pierwszego rozdziału, później przechodzimy do drugiego, trzeciego i za każdym razem powtarzamy materiał w identycznej kolejności.

    Egzamin jednak tak nie wygląda.

    Pytania nie pojawiają się zgodnie z układem naszych notatek.

    Dlatego warto mieszać materiał.

    Raz zacząć od końca, innym razem od środka. Łączyć ze sobą zagadnienia, które wcześniej nie występowały obok siebie. Przeskakiwać pomiędzy tematami i cały czas zmuszać mózg do aktywnego przypominania sobie informacji.

    Oczywiście jest to trudniejsze.

    Ale właśnie tego później wymaga egzamin.

    Zawsze zachęcam również do tego, żeby nową wiedzę łączyć z tym, co już dobrze znamy. Dzięki temu mózg znacznie łatwiej tworzy nowe połączenia i sprawniej przypomina sobie informacje wtedy, kiedy są potrzebne.



    Największą pewność daje własny system nauki

    To właśnie dlatego zawsze będę zachęcała Was do budowania własnego systemu nauki.

    Nie chodzi o poznanie jednej techniki czy jednego triku. Chodzi o zrozumienie całego procesu uczenia się.

    Dzięki temu pojawia się coś niezwykle cennego – pewność.

    I właśnie ta pewność bardzo często sprawia, że stres przed egzaminem staje się zdecydowanie mniejszy.

    Na YouTubie staram się pokazywać różne inspiracje i pojedyncze techniki. To jednak nie jest cały system nauki.

    To trochę tak, jakby pokazać komuś jedno ćwiczenie na siłowni i oczekiwać, że dzięki temu zbuduje świetną formę.

    Tak to niestety nie działa.



    Dlaczego nie bałam się poprawić profesora?

    Przypomina mi się pewna sytuacja z czasów studiów.

    Miałam wtedy bardzo trudny egzamin. Znałam już techniki nauki i korzystałam z mnemotechnik. Po zakończeniu egzaminu profesor omawiał odpowiedzi na tablicy, a my wspólnie je sprawdzaliśmy.

    W pewnym momencie zauważyłam, że popełnił błąd.

    Musicie wiedzieć, że był to profesor, któremu raczej nie zwracało się uwagi. Wszyscy wiedzieli, jaki ma charakter.

    Mimo to podniosłam rękę.

    Byłam przekonana, że odpowiedziałam poprawnie i że to właśnie odpowiedź profesora jest błędna.

    Usłyszałam:

    – Absolutnie nie masz racji.

    Odpowiedziałam, że nadal się z tym nie zgadzam.

    Profesor spojrzał na mnie i powiedział:

    – Dobrze. Zejdź teraz do biblioteki, przynieś książkę, w której jest to opisane. Jeżeli się mylisz, nie zdajesz całego egzaminu. Jeżeli masz rację, dostaniesz piątkę.

    Poszłam do biblioteki.

    I okazało się, że miałam rację.

    Dlaczego o tym opowiadam?

    Nie dlatego, żeby pokazać, jaka byłam pewna siebie.

    Ta pewność nie wynikała z mojego charakteru.

    Wynikała z tego, w jaki sposób zapamiętałam tę informację.

    Zapamiętałam ją przy pomocy konkretnej mnemotechniki. Wiedziałam, że nie mogę się pomylić.

    Kiedy uczymy się w zwykły sposób, zawsze istnieje ryzyko, że pomylimy liczbę, nazwę albo jakiś szczegół.

    Natomiast dobrze wykorzystana mnemotechnika daje zupełnie inny poziom pewności.

    Po prostu wiesz.

    Masz stuprocentowe przekonanie, że dana informacja jest poprawna.

    To właśnie dlatego nie bałam się wtedy stanąć przed profesorem i bronić swojej odpowiedzi.

    Dostałam piątkę nie dlatego, że miałam więcej odwagi od innych, ale dlatego, że ufałam swojej pamięci.

    I właśnie do tego zawsze będę Was zachęcała.

    Chcę, żebyście poznali swój sposób uczenia się na tyle dobrze, żeby później naprawdę ufać temu, co potraficie przypomnieć sobie podczas egzaminu.


    Zbuduj system nauki, który daje pewność na egzaminie

    Właśnie dlatego zawsze będę zachęcała Was do poznawania fantastycznych technik nauki, tworzenia własnych systemów pamięciowych i uczenia się mnemotechnik, które są bardzo przydatne wtedy, kiedy trzeba zapamiętać dużą ilość wiedzy szybko, na egzamin, i jednocześnie nie czuć tego okropnego stresu.

    Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, zapraszam Cię na moje bezpłatne szkolenie. Poznasz tam fantastyczny eksperyment, który przekona Cię, że masz naprawdę cudowną pamięć. Pokażę Ci też, jakich błędów nie popełniać i co robić zamiast tego.

    To naprawdę świetnie zainwestowana godzina, która może oszczędzić Ci setki godzin nauki.


    Masz fantastyczny mózg. Naucz się z niego mądrze korzystać

    Bardzo zależy mi na tym, żeby każdy z nas był przekonany, że ma fantastyczny mózg i cudowną pamięć. Bardzo często problem nie polega na tym, że czegoś nam brakuje, tylko na tym, że jeszcze nie wiemy, jak mądrze korzystać z tego, co już mamy.

    Dlatego buduj swój system nauki. Ucz się technik pamięciowych, sprawdzaj, co działa najlepiej u Ciebie, testuj swoją pamięć wcześniej, a nie dopiero na egzaminie. Im lepiej rozumiesz, jak działa Twój mózg, tym spokojniej możesz podejść do nauki i samego egzaminu.

    Dziękuję Ci bardzo i trzymam za Ciebie kciuki.

  • Efektywna nauka to system. 7 filarów, które naprawdę wpływają na Twoje wyniki

    Efektywna nauka to system. 7 filarów, które naprawdę wpływają na Twoje wyniki

    Wyobraź sobie dwie osoby, które uczą się do tego samego, bardzo trudnego egzaminu. Pierwsza z nich siada na łóżku z przygotowanym skryptem, notatkami, książkami i komputerem, na którym ma otwartych kilka zakładek. Obok leżą różnego rodzaju podkreślacze, zakreślacze, karteczki post-it i wszystkie rzeczy, które mają dawać poczucie, że zaraz zacznie się efektywna nauka.

    Ta osoba czyta rozdział za rozdziałem, tezę za tezą, podkreśla najważniejsze informacje, bo jest przekonana, że jest wzrokowcem i to jej pomoże. Dodatkowo zapisuje sobie definicje albo hasła na karteczkach post-it i rozkleja je po pokoju, żeby — według niej — lepiej zapamiętać. Po ośmiu godzinach nauki, kiedy ma już wrażenie, że wszystko przerobiła, idzie spać. Niestety nie śpi zbyt długo, bo nauka zajęła jej naprawdę dużo czasu.

    Następnego dnia podchodzi do egzaminu, dostaje pytania i okazuje się, że za nic nie potrafi wyciągnąć odpowiedzi ze swojej głowy. Ma poczucie: „No zaraz, uczyłam się tego. Pamiętam, gdzie to było na stronie. Pamiętam, że to czytałam, ale nie umiem tego zapisać, nie umiem tego wyciągnąć”. Oczywiście jest przekonana, że ma słabą pamięć, że brakuje jej predyspozycji albo talentu. Tutaj bardzo dobrze widać, że efektywna nauka nie polega na tym, żeby siedzieć nad materiałem jak najdłużej. Należy pracować z nim w odpowiedni sposób.


    Dlaczego jedna osoba uczy się krócej, a pamięta więcej?

    Druga osoba uczy się zdecydowanie krócej, ale w zupełnie inny sposób. Siada do biurka, przygotowuje skrypt, w trakcie robi odpowiednie fiszki, które powtarza na koniec modułu nauki. Robi notatki tak, żeby budować strukturę wiedzy. Zadaje sobie odpowiednie pytania, używa technik, które pomagają jej zapamiętać to, co chce, i zupełnie inaczej pracuje z tekstem. Nie rozprasza się, robi przerwy, przygotowuje powtórki, a za każdym razem, kiedy idzie na przerwę, powtarza sobie z głowy, co właśnie przeczytała i czego się nauczyła. Cały czas testuje swoją pamięć, wykorzystuje też AI w taki sposób, żeby robić sobie egzaminy trochę „na sucho”.

    Następnego dnia, dzięki temu, że uczyła się krócej, jest wyspana i bez problemu odpowiada na pytania, które otrzymała na kartce egzaminacyjnej.

    Dlaczego tak się dzieje? Czy dlatego, że ta druga osoba jest zdolniejsza, ma talent albo większe predyspozycje? Nie. Jestem pewna, że już to widzisz: tutaj chodzi o zupełnie inny sposób nauki i zupełnie inny system.


    Nauka jest jak orkiestra

    Prowadząc naprawdę setki szkoleń — zarówno na żywo, jak i online — bardzo często dostaję pytania w stylu: „Dorota, tylko tak na szybko, w dwóch minutach, jaką najlepszą technikę nauki wybrać?”, „Jaka jest Twoja ulubiona mnemotechnika?”, „Powiedz mi w jednym zdaniu, jak mam nauczyć się anatomii” albo „Jak mam zdać ten bardzo trudny egzamin sędziowski?”.

    I ja zawsze mam wtedy w głowie: hej, to tak nie wygląda.

    Efektywna nauka jest trochę jak orkiestra. To nie jest kwestia tego, że nauczysz się dobrze grać na trąbce i to wystarczy. Jeśli wszystkie inne elementy nie grają najlepiej, to mamy jeden wielki hałas, jeden wielki chaos, a nie piękny koncert. Jedna dobra metoda nie uratuje całej nauki, jeśli reszta systemu nie działa.

    Chodzi raczej o to, żeby wiedzieć, co w ogóle wpływa na efektywną naukę i jakie elementy warto uwzględnić, aby zdecydowanie lepiej wykorzystywać swój własny mózg. Bo chyba najbardziej nie mogę znieść tego, że ktoś mógłby przejść przez życie, nawet nie będąc świadomym, jak fantastyczny ma mózg i jak cudowną machinę do uczenia się ma w swojej głowie.

    Dlatego chcę Was do tego przekonywać. Chcę, żebyście mieli w sobie takie przekonanie: „Mam cudowny mózg, mam fantastyczną pamięć, naprawdę stać mnie na wiele, tylko po prostu mam złe metody”. Dlatego chcę pokazać, co warto wziąć pod uwagę, żeby efektywna nauka była czymś, co świadomie budujesz każdego dnia.


    Koncentracja to drzwi do pamięci

    Jeśli oglądasz moje filmy, to na pewno wiesz, co jest pierwszym, ogromnie ważnym elementem efektywnej nauki. Oczywiście jest nim koncentracja uwagi.

    Bez koncentracji efektywna nauka jest praktycznie niemożliwa. Nie ma mowy — i będę to powtarzała jak mantrę — że przejdziemy do rozumienia, a później zapamiętania bez koncentracji. Koncentracja jest jak drzwi do naszej pamięci. To ona decyduje, co w ogóle wpuści dalej, a na co nawet nie zwrócimy uwagi.

    Dlatego zawsze będę powtarzała, że jeśli czytasz coś bez koncentracji, to po prostu przesuwasz wzrok po tekście i nic więcej się z nim nie dzieje. Możesz patrzeć na tekst przez 20 minut i jednocześnie w ogóle go nie przetwarzać. Twoje oczy pracują, ale Ty jesteś zupełnie gdzie indziej.

    Kiedy nie dbasz o koncentrację, czyli na przykład uczysz się, ale co chwilę sprawdzasz social media i przerzucasz uwagę w inne miejsca. Twój mózg musi cały czas zmieniać punkt skupienia. Pamiętaj, że nie mówimy tutaj o podzielności uwagi, ale o jej przerzutności.


    Ile kosztuje Cię przerzucanie uwagi?

    Badania pokazują, że jeśli przetwarzasz jakieś informacje, wchodzisz głęboko w problem. Starasz się go zrozumieć, masz już mniej więcej kontekst zadania. Potem nagle klikasz, żeby odebrać wiadomość od koleżanki, szybko jej odpisujesz i wracasz do nauki, to ten powrót może Cię kosztować nawet 23 minuty. I oczywiście nie chodzi o to, że przez 23 minuty siedzisz i gapisz się w kartkę. Chodzi o to, że przez ten czas mózg znowu szuka kontekstu. Próbuje wrócić na stare tory myślenia, zbiera myśli i często skupia się głównie na tym, żeby wrócić.

    Jest jeszcze jedna rzecz. Mówimy o czymś takim jak residuum uwagi. Gdy przerzucasz uwagę na wiadomość, to bardzo często część tej uwagi tam zostaje. Myślisz o koleżance, o tym, co napisała, o jutrzejszym egzaminie albo o emocjach, które ta wiadomość w Tobie wzbudziła. I czytając dalej to, co masz przed sobą, nadal gdzieś myślami jesteś tam.

    W taki sposób bardzo trudno głęboko przetwarzać informacje, rozumieć, łączyć wątki i budować wiedzę. A właśnie na tym powinna polegać nauka: na łączeniu tego, czego się uczymy, z tym, co już wiemy.

    Bez koncentracji notatki są przypadkowe, czytanie jest powierzchowne, a zapamiętywanie zdecydowanie trudniejsze, bo mózg po prostu nie wie, co ma kodować. Bez koncentracji AI też bardzo często staje się ucieczką — sposobem na to, żeby nie uczyć się głęboko i intensywnie, tylko udawać, że przetwarzamy informacje, zlecając narzędziu coś, co powinien zrobić nasz mózg.

    Koncentracja to nie dodatek. To zapłon do nauki. A bez tego zapłonu nawet najpiękniejszy samochód z najpiękniejszą mapą niestety nie ruszy.


    Efektywne czytanie to praca z tekstem

    Kiedy mamy już koncentrację, możemy przejść do drugiego filaru, czyli efektywnego czytania.

    Efektywne czytanie nie polega na tym, że po prostu przerzucasz wzrok po linijkach albo podkreślasz wszystkie najważniejsze informacje. To jest raczej praca z tekstem. Zastanawiasz się, co autor miał na myśli, co się z czym łączy i w jaki sposób możesz z tego skorzystać.

    Ja często trochę kłócę się z tekstem. Zastanawiam się, co jest prawdą, z czym się nie zgadzam, co jest wyjątkiem, co jest ciekawostką. Cały czas prowadzę rozmowę z tekstem i zastanawiam się, jak mogę z niego skorzystać. Czytając, koncentruję się, mogę robić odpowiednie notatki i zapamiętywać informacje, ale chodzi też o to, żeby dobrze z tym tekstem pracować. Dlatego efektywna nauka nie polega wyłącznie na szybkim czytaniu, ale na prawdziwej pracy z tekstem.


    Czy szybkie czytanie naprawdę rozwiązuje problem z nauką?

    Mimo że uczę efektywnego i szybkiego czytania, wcale nie zachęcam Was do tego, żeby bić rekordy prędkości. Bardzo dużo osób zapisuje się na kursy szybkiego czytania, bo myśli, że to rozwiąże każdy problem z nauką. Absolutnie tak nie jest. Jeśli przeczytasz bardzo dużo, ale i tak wszystko zapomnisz, to niczym nie różnisz się od osoby, która tego nie przeczytała, bo obie nie pamiętacie nic z tekstu.

    Wiem, że dla części osób może to brzmieć oczywiście, ale widzę, z czym przychodzą do mnie ludzie. „Naucz mnie szybkiego czytania i to rozwiąże każdy problem z nauką, bo będę szybciej przetwarzać informacje”. Zwiększenie tempa czytania rzeczywiście może trochę pomagać, bo jeśli czytamy za wolno, mózg zaczyna się nudzić i odpływać. Czasami lekkie zwiększenie szybkości czytania, tak żeby było optymalne, pomaga nawet w koncentracji.

    Zresztą w samym kursie szybkiego czytania daję dużo ćwiczeń na koncentrację, poszerzenie pola widzenia, naukę tego, jak oczy powinny współpracować z tekstem, jak płynnie przechodzić od linijki do linijki i jak nie tracić czasu, chociażby dzięki wykorzystaniu wskaźnika. Ale pamiętajcie: nie chodzi tylko o to, żeby szybko czytać. Chodzi przede wszystkim o to, żeby czytać efektywnie.


    Zapamiętywanie to nie jedna technika

    Tutaj możemy bardzo płynnie przejść do trzeciego elementu, czyli zapamiętywania.

    Tak jak wspomniałam, sama byłam przekonana, kiedy szłam na kurs szybkiego czytania, że to będzie rozwiązanie wszystkich moich problemów na studiach. Miałam ogromną ilość materiałów do przeczytania i naprawdę zastanawiałam się, jak mam to wszystko przetworzyć. Myślałam: jeśli nauczę się szybko czytać, to chyba wszystko się rozwiąże, prawda?

    No właśnie nie.

    W trakcie nauki szybkiego czytania starałam się czytać w ramach treningu nawet 500 stron dziennie. Bardzo szybko przeczytałam wszystkie książki w swoim domu, więc wybrałam się do Empiku i tam czytałam kolejne książki. Przeczytałam cały dział psychologii i wtedy uświadomiłam sobie, że w szybkim czytaniu bardzo brakuje mi zapamiętywania.

    Kiedy uświadomiłam sobie, jak ważna jest pamięć, postanowiłam nauczyć się najlepszych technik i sposobów zapamiętywania informacji. A tych technik jest naprawdę mnóstwo. Właśnie dlatego efektywna nauka wymaga nie tylko technik zapamiętywania, ale też dobrego systemu powtórek.


    Dlaczego mnemotechniki to dopiero początek?

    Mamy mnemotechniki, które pomagają nam w tym, żeby pamięć krótkotrwała — która, jak już wiecie, jest dosyć mała — trochę się powiększała. One sprawiają, że jak balonik ta pamięć krótkotrwała może się zwiększyć. Ale to nie oznacza, że automatycznie zapamiętujemy wszystko na zawsze. Mnemotechniki pomagają często zapamiętywać na dużo dłużej, sprawiają, że nauka jest przyjemniejsza i świetnie działają wtedy, kiedy chcemy coś zapamiętać na jutro na egzamin, ale niekoniecznie na całe życie, bo są to na przykład jakieś „widzimisie” wykładowcy.

    Mnemotechnik jest bardzo dużo. Inna będzie dobra do zapamiętywania imion, inna do liczb, inna do kolejności. Możecie znaleźć ich naprawdę sporo. Natomiast najważniejsze jest to, że mnemotechniki to nie wszystko. One pomagają powiększyć pamięć krótkotrwałą, ale jeśli chcemy uczyć się języka, zostać ekspertami w swojej dziedzinie albo zapamiętywać coś na lata, potrzebujemy też systemów powtórkowych.

    Jeśli jesteś lekarzem, uczysz się i chcesz później świetnie pomagać ludziom, system powtórkowy jest niezbędny. Można nauczyć się naprawdę wielu rzeczy: jak taki system robić, jak odpowiednio rozpisywać wiedzę, żeby nie przeciążać pamięci krótkotrwałej, jak łączyć system powtórek z mnemotechnikami, jak tworzyć dobre fiszki do różnych rodzajów wiedzy — inaczej do anatomii, inaczej do definicji i tak dalej.

    Jest tutaj naprawdę bardzo dużo wiedzy i ten temat mógłby trwać wiele godzin. Chcę jednak pokazać, że z pamięcią można pracować na różne sposoby. Z jednej strony uczymy się technik, które pomagają zapamiętać coś tu i teraz, na jutro. Z drugiej strony są też sposoby, które pozwalają zapamiętywać coś na długo.

    W ramach zapamiętywania mówię też bardzo często o technikach, które pomagają lepiej rozumieć treść, lepiej ją rozpisać i lepiej przekazywać dalej. To kolejna umiejętność, którą można rozwijać po to, żeby naprawdę lepiej się uczyć.


    Notowanie ma pomagać myśleć, a nie tylko przepisywać

    Kiedy mamy już koncentrację, czytanie i zapamiętywanie, warto wspomnieć o notowaniu, bo ono nadal jest bardzo ważne. Tylko nigdy nie powinno wyglądać tak, że po prostu przepisujemy coś z jednego miejsca na drugie, na przykład z książki do notatnika albo z Wikipedii do pliku.

    Nie na tym polega notowanie.

    Notowanie powinno pomagać głębiej przetwarzać informacje. Powinno pomagać nam lepiej je rozumieć i tworzyć strukturę, w której przechodzimy od bardziej ogólnych informacji do coraz bardziej szczegółowych, bo właśnie w taki sposób nasz mózg buduje wiedzę.

    Mapy myśli są do tego fantastycznym narzędziem, ale nie grafy i nie takie mapki, które często widzę w internecie. Jeśli wpiszecie w Google „mapa myśli grafika”, to naprawdę 95% tych map nie powinno się tak nazywać. Ważne jest więc, żeby mapy były dobrze zrobione.

    Notowanie nigdy nie powinno być zwykłym przepisywaniem z miejsca na miejsce. Ono powinno służyć do tego, żeby coś lepiej zrozumieć, połączyć obecną wiedzę z tym, czego chcesz się nauczyć, dopisywać przykłady i tworzyć swoje miejsce do myślenia oraz rozmowy z tekstem. Zobacz, jak pięknie łączy się to z efektywną pracą z tekstem.

    Często pytacie mnie też, czy lepiej pisać na kartce, czy na klawiaturze. Badania rzeczywiście pokazują, że zwykle lepiej robić to na kartce, bo mózg jest wtedy bardziej zaangażowany. Kiedy piszemy na klawiaturze, ruch jest cały czas podobny. Przy pisaniu ręcznym dzieje się więcej i bardziej uruchomiona jest kora ruchowa. Ale jeśli robisz to w zły sposób i po prostu przepisujesz, to nadal nie będzie działało dobrze. Pisanie na klawiaturze ma tę zaletę, że zwykle robimy to szybciej, ale znowu — jeśli zrobimy to odpowiednio, również może być bardzo pomocne. W efektywnej nauce notowanie ma pomagać myśleć, a nie tylko przepisywać informacje.


    Zarządzanie wiedzą: nie wszystko musisz trzymać w głowie

    Bardzo płynnie przechodzimy do kolejnego ważnego filaru, czyli zarządzania wiedzą. Dobrze zorganizowana wiedza to bardzo ważny element tego, czym naprawdę jest efektywna nauka.

    Nie wszystkie informacje zawsze musimy zapamiętywać. Jeśli chciałabym napisać 100 najlepszych nagłówków na bloga, nie muszę ich trzymać w swojej głowie. Mogę po prostu stworzyć notatkę, do której będę wracać. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami. Nie musisz zapamiętywać wszystkich wzorów matematycznych, dat czy innych informacji, jeśli możesz odpowiednio nimi zarządzać.

    Tylko jak większość osób zarządza wiedzą? Zapisuje posty na Instagramie, robi screeny na Facebooku, robi zdjęcia, notuje coś w kalendarzu albo na przypadkowych kartkach. Bardzo często widzę, że ktoś bierze swój kalendarz i na wolnych stronach zapisuje wiedzę z bardzo drogiego szkolenia, na które wydał ogromne pieniądze. Inni zapisują wszystko na oddzielnych kartkach, które później gdzieś wrzucają i nie wiedzą, co się z czym łączy.

    Później mamy sytuację, w której mogliśmy wydać mnóstwo pieniędzy na szkolenia, kupić mnóstwo książek, przeczytać wiele artykułów, ale ta wiedza jest wszędzie. W żaden sposób się ze sobą nie łączy. I kiedy chcemy usiąść do pracy, napisać scenariusz na YouTube, przygotować wystąpienie, kurs, szkolenie albo mentoring, nagle trudno to wszystko pozbierać.

    Jeśli jednak nauczę się zarządzać wiedzą, mogę w odpowiedni sposób korzystać z różnych aplikacji. I wierzcie mi, to naprawdę jest wtórne, czy ta aplikacja nazywa się Evernote, Obsidian czy jeszcze inaczej. Najważniejsze jest to, w jaki sposób zarządzam wiedzą. Jeśli mam dobrze stworzony system, mogę dwoma kliknięciami w bardzo łatwy sposób korzystać z tego, czego już się nauczyłam.

    To jest niezwykle ważne w dzisiejszym świecie, gdzie nadmiar informacji jest przeogromny. Chodzi o to, żeby móc wracać do ważnych informacji, za które już zapłaciliście, z którymi już się zapoznaliście i które naprawdę mogą Wam pomóc.


    Higiena umysłu: bez niej trudno mówić o efektywnej nauce

    Poza koncentracją, notowaniem, czytaniem, zapamiętywaniem i zarządzaniem wiedzą warto powiedzieć też o higienie umysłu. Trudno mówić o tym, że działa efektywna nauka, jeśli mózg jest niewyspany, przeciążony i zestresowany.

    Co mam na myśli?

    Jeśli nie śpisz — a wiesz, że chyba w każdym filmie muszę wspomnieć o tym, żeby dbać o jakość snu — to trudno oczekiwać, że mózg będzie działał idealnie. Tylko w trakcie snu informacje zapisują się w pamięci długotrwałej. Nawet jeśli znasz najlepsze techniki, ale pracujesz z mózgiem niewyspanym, przeciążonym i zestresowanym, to niestety daleko nie pociągniesz.

    To dokładnie tak, jakbyśmy chcieli otworzyć superprogram na komputerze, który ma 3% baterii. Włączy się na chwilę, ale za długo nie podziała. Tak samo jest z nami.

    Sen nie jest miłym dodatkiem. Jest elementem nauki.

    Jeśli jesteś zestresowana, też warto się temu przyjrzeć. Mały stres, takie lekkie napięcie związane z tym, że chcesz się dobrze nauczyć, może być dobry. Natomiast jeśli permanentnie czujesz ogromny stres, Twój hipokamp nie działa dobrze, nie przyjmuje informacji i bardzo ciężko później cokolwiek odtwarzać. To ten moment, kiedy ktoś mówi: „Świetnie się nauczyłam, wszystko znałam, ale stres mnie zjadł, odcięło mnie”. To również jest umiejętność, której warto się nauczyć.

    Higiena umysłu wiąże się też z przekonaniami. Jeśli cały czas masz w głowie: „Nie będę się tego uczyć, bo nie mam matematycznego umysłu” albo „Ja mam umysł humanistyczny”, to motywacja do nauki będzie bardzo niska i będzie się to przekładało na sabotowanie własnych działań.

    Higiena umysłu obejmuje więc pracę ze stresem, przekonaniami, dietą, snem i ruchem. Chodzi o to, żeby mózg był w naprawdę dobrej formie. Bardzo często odpowiedni ruch da Ci więcej niż siedzenie przez kolejne godziny nad nauką i picie kolejnej kawy.


    AI w nauce: trener, nie winda

    Mamy jeszcze siódmy element, który wydaje mi się niezbędny i który dodałam do swojego programu efektywnej nauki jako kolejny filar. To wykorzystanie AI, ale wykorzystanie mądre. W efektywnej nauce AI powinno być trenerem, a nie windą, która robi wszystko za nas.

    Nagrywałam już materiał o tym, jak korzystać z AI, żeby nas nie ogłupiało. Niestety, jeśli zlecamy sztucznej inteligencji wszystko: „zapisz za mnie”, „przygotuj streszczenie”, „zrób notatkę”, „napisz materiał”, to tak naprawdę zlecamy jej to, co ma nam pomagać w nauce.

    Wtedy nie wykorzystujemy AI jako trenera, który nas wspiera, pomaga i rozwija nasze umiejętności, ale jako windę, która bardzo szybko zawiezie nas w odpowiednie miejsce. Tylko że mięśni wtedy nie ćwiczymy. Stajemy się słabsi w podsumowywaniu, analizie, wyciąganiu wniosków, rozpisywaniu argumentów, kreatywności i wielu innych obszarach.

    To, co zlecasz sztucznej inteligencji, może później bardzo mocno Ci brakować.

    AI można jednak wykorzystywać mądrze. Na przykład do szybszego i lepszego tworzenia fiszek, do planowania nauki, do rozpisywania materiału w czasie, do tego, żeby była świetnym egzaminatorem, dawała wartościowy feedback i pomagała zobaczyć, nad czym warto pracować.

    W Akademii Geniusza + AI, którą znajdziesz TUTAJ mam kilkadziesiąt lekcji uzupełnionych o takie narzędzia, bo wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach powinniśmy optymalizować naukę. Nie po to, żeby długo siedzieć i dziubać przy rzeczach, które niewiele dają, ale po to, żeby skupić się na tym, co naprawdę wpływa na rozwój i cudownie ćwiczy naszą pamięć.


    Efektywna nauka to nie jedna sztuczka

    Jestem bardzo ciekawa, na którym z tych filarów najbardziej się koncentrowałaś, a który najbardziej pomijałaś. Czy podchodzisz do nauki jak do pewnego systemu, czy raczej szukasz jednej niezawodnej sztuczki, metody albo triku z TikToka, który od razu da super efekty?

    Przygotowałam ten materiał przede wszystkim po to, żebyśmy byli świadomi, że nawet jeśli użyjemy jednego triku, a efektów nie ma, to nie wynika z tego, że nasza pamięć jest słaba, że jesteśmy beznadziejni albo że czegoś nam brakuje. Absolutnie nie. To wynika z tego, że nauka jest całym systemem.

    To nie jest tak, że jeśli samochód ma dobre opony, to od razu świetnie jeździ. Ważnych jest wiele elementów.


    Sprawdź, czy Twój system nauki działa

    Dlatego patrz na naukę właśnie w ten sposób. Sprawdź, czy masz koncentrację, która jest bramą do tego, żeby zacząć się uczyć. Zobacz, czy robisz mądre notatki, które pomagają Ci rozumieć, a nie tylko tracić czas na przepisywanie. Zastanów się, czy zapamiętujesz tak, żeby informacje rzeczywiście zostały w Twojej głowie. Nie chodzi o to, żeby po prostu zakończyć pięć stron, ale o to, żeby zbudować w głowie pewną koncepcję.

    Warto też zapytać siebie, czy dbasz o swój mózg i podchodzisz do niego z myślą: „Okej, zadbam teraz o Ciebie, żebyś działał idealnie”, czy raczej ubijasz go stresem, brakiem snu, kolejną kawą i brakiem ruchu. Sprawdź też, czy korzystasz z AI mądrze, czy raczej się ogłupiasz, oraz czy umiesz zarządzać wiedzą, którą zdobywasz, czy ona po prostu przelatuje przez Twoją głowę, a Ty tracisz czas i pieniądze. Efektywna nauka to nie jedna sztuczka, ale cały system, który pozwala naprawdę lepiej wykorzystywać własny mózg.

    Uwierz, że Twój mózg potrafi znacznie więcej

    Moją wewnętrzną misją jest to, żebyśmy byli przekonani, że nasze mózgi są świetne. My po prostu nigdzie nie uczymy się, jak się uczyć. I to bardzo często powoduje, że nie wierzymy w siebie, nie lubimy nauki i traktujemy ją jako coś trudnego, męczącego, służącego tylko do zdawania egzaminów.

    A efektywna nauka może być czymś zupełnie innym. Może pomagać nam stawać się ekspertami w swojej dziedzinie, dawać satysfakcję, radość z procesu i realnie zmieniać życie.

    Tego Wam życzę.

  • Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Dlaczego uczysz się dużo, a efektów nie ma? To nie zawsze jest kwestia czasu

    Uczyłaś się przez kilka godzin, siedziałaś nad książką, zrobiłaś sobie piękne notatki, podkreśliłaś wszystkie najważniejsze informacje, być może nawet wracałaś kilka razy do tego samego fragmentu i masz takie poczucie: „Hm, chyba się nauczyłam, chyba wiem, co i jak”. Kiedy robisz sobie przegląd, mniej więcej rozpoznajesz wszystkie informacje, więc pojawia się wrażenie, że do egzaminu jesteś przygotowana. A następnego dnia wstajesz rano i nagle uświadamiasz sobie, że jednak tego nie pamiętasz, tamtego też nie pamiętasz i w sumie nie umiesz powiedzieć tego własnymi słowami. Kiedy siadasz do egzaminu, okazuje się, że doskonale wiesz, gdzie to było zaznaczone w skrypcie, pamiętasz nawet, jakim kolorem to podkreślałaś, ale za nic nie umiesz wyciągnąć tego z głowy. Zastanawiasz się dlaczego nauka nie przynosi efektów.

    I wtedy bardzo łatwo zaczynają pojawiać się przekonania typu: „Mam słabą pamięć”, „Może brakuje mi talentu albo predyspozycji”, „Może powinnam jeszcze dłużej siedzieć i jeszcze dłużej się uczyć, żeby mieć efekty”. Tylko problem polega na tym, że efektywnej nauki nigdy nie liczymy w jednostkach czasu. I właśnie o tym warto sobie powiedzieć raz na zawsze.


    Czas nie jest jednostką uczenia się

    To nie jest tak, że jeśli uczysz się dużo dłużej, to automatycznie masz lepsze efekty i więcej zapamiętujesz, a osoba, która uczyła się krótko, od razu jest skazana na porażkę. Absolutnie nie. Jeśli są tutaj trenerzy personalni, to na pewno potwierdzą, że nie chodzi tylko o długość treningu. Chodzi też o to, jaki ten trening jest, jak aktywuje mięśnie, z jakim jest obciążeniem i oczywiście o to, co robimy po treningu: co jemy, jak odpoczywamy i jak się regenerujemy.

    Dokładnie tak samo jest z nauką. Nie chodzi o to, żeby kurczowo trzymać się liczby godzin, bo moi kursanci bardzo często przychodzą i mówią: „Uczę się trzy lata języka i nadal nie potrafię mówić” albo „Uczyłam się przez dwa weekendy do egzaminu i go nie zaliczyłam, więc pewnie coś jest ze mną nie tak”. A ja wtedy pytam: pokaż mi, jak się uczysz. Pokaż mi, jak przetwarzasz informacje w tej jednostce czasu.

    Bo jedna osoba będzie uczyła się trzy godziny i będzie bardzo głęboko przetwarzała informacje. Będzie je analizować, zastanawiać się nad nimi, szukać wyjątków, nie zgadzać się z czymś, łączyć wiedzę z tym, co już wie. Im więcej wiedzy mamy w danym temacie, tym łatwiej później zapamiętujemy kolejne informacje. Druga osoba natomiast będzie siedzieć, czytać, coś sobie podkreśli, zrobi notatkę, przepisze definicję z jednego miejsca na drugie i będzie miała poczucie, że się uczy. Tylko że to wcale nie oznacza, że ta informacja automatycznie zapisuje się w głowie.

    Dlaczego jakość nauki jest ważniejsza niż liczba godzin?

    Dlatego tak ważne jest nie tylko to, ile czasu spędzasz nad materiałem, ale przede wszystkim to, jaka jest jakość tego czasu. Jeśli głęboko przetwarzasz informacje, jeśli później rzeczywiście jesteś w stanie wyciągać je z własnej pamięci i cały czas tę pamięć testujesz, to świetnie. Ale jeśli siedzisz godzinami, trzymasz telefon pod ręką, coś scrollujesz, słuchasz radia, rozmawiasz z koleżanką i tylko podkreślasz najważniejsze fragmenty w książce, to może minąć wiele godzin, a w Twojej pamięci nadal niewiele zostanie.


    Twój mózg nie zapamiętuje wszystkiego, co widzi

    To działa trochę tak, jakbyśmy poszli na zakupy, a później mieli pretensje do swojego mózgu: „Dlaczego nie zapamiętałeś każdej wystawy w sklepie? Dlaczego nie zapamiętałeś każdej ceny produktu? Dlaczego nie zapamiętałeś każdego samochodu i każdej rejestracji?”. No właśnie. Przecież przez cały czas przepływają przez nas różne informacje, a nasz mózg musi decydować: to jest ważne, to nie jest ważne, to jest istotne, tego nie muszę zatrzymywać.

    Ale jeśli zobaczysz, że Twoja ulubiona przyprawa albo ulubiony produkt jest nagle o połowę tańszy, a Ty wiesz, że ostatnio mocno przepłaciłaś, to tę informację prawdopodobnie zapamiętasz od razu. Dlaczego? Bo powiążesz ją z tym, co już wiesz. Będzie dla Ciebie ważna i może być też emocjonalna. I właśnie dlatego tak bardzo trzeba zapamiętać: czas nie jest jednostką uczenia się. Naprawdę nie warto brać tego jako głównego miernika, bo to kompletnie nie ma sensu.


    Bez koncentracji nie ma nauki

    Kolejna rzecz, która sprawia, że uczymy się, a efektów nie mamy, to brak koncentracji na tym, czego chcemy się nauczyć. Mamy włączone social media, telefon pod ręką, często z powiadomieniami, których większość osób jednak nie wyłącza. Smartfon cały czas przypomina, że gdzieś tam czeka wiadomość do sprawdzenia, a my zaczynamy czekać na tę dopaminkę, która przyjdzie razem z powiadomieniem.

    Przez cały czas przerzucamy uwagę na coś innego i to naprawdę bardzo dużo nas kosztuje. Ja cały film o koncentracji uwagi już nagrałam, więc jeśli ten temat Cię interesuje, koniecznie do niego wróć. Tutaj chcę jeszcze raz mocno podkreślić, że bez koncentracji nie ma nauki.

    Dlaczego rozproszenie tak bardzo utrudnia zapamiętywanie?

    Jeśli chcę głęboko przetwarzać informacje, szukać wyjątków, powiązań i przykładów, czyli naprawdę rozumieć to, czego się uczę, to jak mam to zrobić, jednocześnie odpisując na wiadomości, myśląc o wczorajszej imprezie i zastanawiając się nad tym, co czeka mnie jutro? To jest po prostu niemożliwe. Mamy bardzo ograniczone zasoby. Nasza pamięć długotrwała jest ogromna i można w niej zapisywać mnóstwo informacji, ale pamięć robocza, czyli taki mentalny notatnik, na którym zapisujesz wszystko, co w tej sekundzie pojawia się w głowie, jest bardzo mocno ograniczona.

    Tam mieszczą się dosłownie kilka elementów. Jeśli wykorzystujesz je na głaskanie pieska, rozmowę z koleżanką i scrollowanie Zalando, to nie ma już miejsca na efektywną naukę. A później pojawia się myśl: „Całą noc siedziałam nad materiałem i nic nie zapamiętałam. Co się dzieje? Czy mój mózg wcale nie jest taki fantastyczny?”. Jest fantastyczny. Oczywiście, że jest. Tylko bez koncentracji nie ma przejścia do rozumienia, a później do zapamiętania.

    Dużo lepiej uczyć się krócej, ale naprawdę się skupić. Możesz pracować na przykład przez 52 minuty, a później przez 17 minut zrobić coś innego: pójść na spacer, porozmawiać z koleżanką, zadzwonić do kogoś. Social media są tutaj bardzo niewygodne, bo mocno podbijają poziom dopaminy, a potem, kiedy siadasz do czegoś, co nie jest szczególnie porywające, wszystko wydaje się jeszcze nudniejsze. Każdy element, który pojawia się dookoła i Cię rozprasza, powoduje, że uczysz się gorzej.


    Przepisywanie informacji nie zapisuje ich magicznie w pamięci

    Kolejna rzecz, która zabiera mnóstwo czasu, a bardzo często nie daje efektów, to przepisywanie informacji z jednego miejsca na drugie. To przekonanie, że „ręka pamięta”, że jeśli mam książkę i przepiszę coś do skryptu, a później jeszcze raz na inną kartkę, to jakoś magicznie to zapamiętam.

    Niestety, to działa mniej więcej tak, jakbyśmy przepisywali znaczki po chińsku. Jeśli przez całe życie będę przepisywać jeden tekst po chińsku, to czy nagle nauczę się chińskiego? Czy będę rozumiała, co piszę? No nie. To jest bardzo płytkie przetwarzanie informacji. Jeśli tylko przepisuję coś z jednego miejsca na drugie, to niestety nie oznacza, że to zostanie w mojej głowie.

    Dlatego uczę między innymi tego, jak zapisywać informacje na mapach myśli, bo one wymuszają przechodzenie od ogółu do coraz bardziej szczegółowych informacji i pokazują, jak idzie ścieżka myślenia. Dlatego to są mapy myśli. Zwykłe przepisywanie najczęściej nie daje efektów, a zajmuje mnóstwo czasu. Naprawdę wolałabym robić cokolwiek innego.


    Karteczki na ścianie też nie zawsze działają

    Czego jeszcze bym nie robiła? Nie rozwieszałabym sobie wszędzie karteczek post-it, na przykład po pokoju albo po mieszkaniu. Kiedyś oczywiście sama to robiłam, bo nie wiedziałam, że to po prostu nie działa. My bardzo szybko się habituujemy. Jeśli cały czas widzę jakąś karteczkę przy monitorze, to po pewnym czasie przestaję ją zauważać.

    To trochę jak rozrzucone brudne skarpetki. Na początku je widzimy, a później już niekoniecznie. Bardzo mocno przyzwyczajamy się do tego, co jest stale wokół nas. Druga rzecz jest taka, że bez intencji zapamiętywania nie ma nauki. Muszę mieć intencję, że chcę coś zapamiętać. Muszę usiąść, przetworzyć to głęboko i mieć koncentrację.

    To nie dzieje się tak, że ja po prostu gdzieś to widzę i automatycznie sobie zapamiętuję. Jeśli informacja nie ma dla mnie żadnego większego znaczenia, działa dokładnie tak jak przypadkowy billboard mijany podczas zakupów. Widzę różne rzeczy, ale jeśli nic mi to nie robi i nie wzbudza żadnych emocji, to mózg nie ma powodu, żeby to zatrzymać. A jeśli mówimy o kawałku tekstu zawieszonym gdzieś na ścianie, to tym bardziej szkoda czasu.

    Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale ja robię coś takiego i mi pomaga”. Bardzo możliwe, że jeśli robisz ściągi, to może Ci to pomagać, bo próbujesz zmieścić długi tekst w kilku najważniejszych zdaniach. Wtedy rzeczywiście przetwarzasz informację głębiej, wyciągasz esencję i to może działać. Ściągi są naprawdę świetnym pomysłem na uczenie się wyciągania esencji z dłuższego tekstu. Ale nie oszukujmy się: samo rozklejenie informacji wszędzie nie sprawi, że kiedy będziesz na nie zerkać w drodze do łazienki, nagle zapiszą się w głowie.


    Wielokrotne czytanie daje iluzję wiedzy

    Bardzo płynnie przechodzimy tutaj do kolejnej rzeczy, którą jestem prawie pewna, że robisz. Czytanie wielokrotnie tego samego z przekonaniem, że wtedy „wejdzie do głowy”. Przecież w szkole często słyszeliśmy: powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj, wtedy zapisze Ci się w głowie.

    Tylko że mamy absolutnie fantastyczny umysł, cudowną machinę do nauki, a uczenie mechaniczne, czyli powtarzanie bez zrozumienia, to po prostu kucie. I to jest naprawdę bardzo słaby pomysł. Szczerze mówiąc, niesamowite jest to, że mózg i tak czasem jest w stanie coś w ten sposób zapamiętać.

    Dlaczego wielokrotne czytanie tworzy iluzję wiedzy?

    Problem polega na tym, że wielokrotnie czytając to samo, bardzo często wpadamy w iluzję wiedzy. Więcej na temat iluzji wiedzy, przeczytasz w tym wpisie. Czytasz coś kolejny raz i masz wrażenie: „Okej, uczę się. Kojarzę to. Przeczytam jeszcze dwa razy i będę kojarzyć jeszcze bardziej”. Za trzecim czy czwartym razem pojawia się poczucie: „To było, to kojarzę, to wiem, rzeczywiście tak było. Dobra, to ja już to pamiętam”.

    No właśnie niekoniecznie.

    Później idziesz na egzamin, siadasz i nagle okazuje się, że pamiętasz, że to było podkreślone na zielono. Pamiętasz, że było w skrypcie po lewej stronie na dole. Przysięgasz, że to tam było, ale nie umiesz wyciągnąć tego z głowy.

    Czy to świadczy o złej pamięci? Nie. To świadczy o tym, że nauczyłaś mózg rozpoznawania informacji, a nie zapamiętywania. A to są dwie kompletnie inne rzeczy. Mózg, czytając kilka razy to samo, uznał, że czujesz się z tym coraz bardziej znajomo. Tylko że znajomość nie oznacza jeszcze dostępu do informacji bez materiału przed oczami.

    Dlatego kiedy siadasz do egzaminu i nie masz rozpoznawania typu „zakreśl A, B albo C”, robi się bardzo ciężko. A nawet przy testach nie zawsze będzie łatwo, jeśli wcześniej nie przetworzyłaś tych informacji odpowiednio głęboko. Iluzja wiedzy nie świadczy o złej pamięci. Świadczy o tym, że nie testowałaś tej pamięci w trakcie nauki. Nie wyciągałaś informacji z głowy na przygotowane pytania, tylko po prostu czytałaś. Dla mózgu i pamięci to są dwie zupełnie inne rzeczy.

    Jeśli masz poczucie, że czytałaś coś wielokrotnie, a później nie potrafiłaś przypomnieć sobie tego na egzaminie, chcę, żebyś wiedziała jasno: Twoja pamięć działa bardzo dobrze. Wszystko jest z Tobą w porządku. Po prostu metoda, którą stosujesz, jest zła.


    Podkreślanie tekstu nie wystarczy

    Może teraz pomyślisz: „No dobra, to może jeszcze powiesz, że podkreślanie jest złe”. No powiem. I wiem, że wiele osób powie: „Przecież to jest moja metoda nauki. Podkreślam. Mam swój system. Dwiema liniami nazwiska, falowaną linią daty. I co, to nie działa?”.

    Nie mówię tego ze złośliwości ani dlatego, że tak sobie pomyślałam. Mówię to dlatego, że czytam mnóstwo badań i analiz, które pokazują, że samo podkreślanie praktycznie nie działa albo ma znikomy wpływ. Ten znikomy wpływ często wynika raczej z tego, że osoby, które podkreślają, są przez chwilę bardziej skoncentrowane. Działa więc koncentracja, a nie magiczna moc koloru.

    To nie jest tak, że jeśli coś zamaluję na kolorowo, to automatycznie zostanie w mojej głowie. Nie zostanie.

    Nigdy nie zapomnę sytuacji ze studiów. Uczyłam się już wtedy efektywnych technik nauki i czasem siedziałam w pokojach cichej nauki. Któregoś dnia patrzę kątem oka na dziewczynę siedzącą obok. Ona bierze skrypt i jedzie fluorescencyjnym żółtym flamastrem linijka po linijce. Odkłada jeden skrypt, bierze kolejny i robi dokładnie to samo.

    Nie wytrzymałam. Podeszłam i zapytałam: „Słuchaj, co Ty robisz? Dlaczego tak to podkreślasz?”. A ona odpowiedziała: „Bo to wszystko jest ważne. Ja muszę to zapamiętać”.

    Nie mówię tego po to, żeby kogoś oceniać. Mówię to po to, żebyś zobaczyła, że jeśli to robisz i nie masz efektów, to znowu wszystko jest z Tobą okej. Po prostu mózg tak nie działa. On tego nie potrzebuje i taki sposób nie będzie go szczególnie wspierał.


    Nie zaczynaj od szczegółów, jeśli nie masz fundamentów

    Jest jeszcze wiele rzeczy, które wpływają na to, że uczymy się, a efektów nie ma. Ten temat mógłby trwać naprawdę długo. Ale jedna rzecz jest szczególnie ważna: wiele osób zaczyna naukę od szczegółów i detali, a nie ma jeszcze żadnych fundamentów.

    To trochę tak, jakbyśmy zastanawiali się, jak będziemy dekorować dom i co będziemy w nim wieszać, a nie mieli jeszcze pojęcia, gdzie będą ściany, jak dom będzie wyglądał, jakie będą fundamenty i dach. Zaczynamy od końca.

    Jest taki system, który mówi o różnych typach informacji: proceduralnych, czyli jak coś zrobić; analogicznych, czyli do czego to jest podobne; koncepcyjnych, czyli jaka zasada za tym stoi; dowodowych, czyli przykłady, dane, badania; i referencyjnych, czyli konkretne nazwy i szczegóły. Problem polega na tym, że większość osób zaczyna właśnie od samego końca, czyli od nazw i szczegółów, a potem dziwi się, że wszystko wypada z głowy.

    To dokładnie jak z dekoracjami i domem. Bardzo często widzę to na przykład w matematyce. Ktoś wkuwa jeden wzór, ale kompletnie nie rozumie całej koncepcji ani podejścia. Albo uczy się nazwy czy daty, ale nie ma pojęcia, co tam się właściwie dzieje. Bez fundamentów szczegóły bardzo łatwo się rozsypują.


    Sen ma ogromny wpływ na zapamiętywanie

    Kolejna rzecz, która bardzo mocno wpływa na to, że nie zapamiętujemy, to oczywiście zarywanie snu. Bo jaki film Doroty mógłby być bez wspomnienia o tym, jak ważny jest sen? Będę to mówiła wiecznie.

    Część osób pisała mi już na Instagramie, że właśnie dzięki temu, że tak często o tym przypominam, naprawdę postanowiła zmienić jakość swojego snu. I bardzo dobrze, bo sen jest niezbędny do tego, żeby informacje zostały zapisane w pamięci długotrwałej. Tylko w trakcie snu to, czego uczysz się w ciągu dnia, zostaje później przenoszone i porządkowane w pamięci długotrwałej.

    W trakcie snu informacje łączą się ze sobą, a jednocześnie zwalnia się pojemność pamięci krótkotrwałej. Jeśli się nie wyśpimy, następnego dnia dużo trudniej przetwarzać nowe informacje. To ogromny problem, o którym bardzo często zapominamy.

    Dlatego naprawdę zachęcam Cię do zadbania o jakość snu. Na kanale mam już o tym film, więc koniecznie możesz do niego wrócić. Sen ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonujesz, jak się uczysz i ile rzeczy faktycznie zostaje w Twojej głowie.


    Masz fantastyczny mózg, tylko potrzebujesz dobrych metod

    Czy wymieniłam już wszystkie rzeczy, które sprawiają, że uczymy się, a nie mamy efektów? Oczywiście, że nie. Jest ich znacznie więcej. Często są to niuanse i drobne elementy, ale wybrałam te, które widzę najczęściej u moich kursantów i które bardzo często wymieniacie jako własne sposoby nauki.

    Chcę, żebyś wiedziała, że masz fantastyczny mózg. Cudowny, wspaniały i przygotowany do tego, żeby naprawdę dużo się uczyć, ale w odpowiedni sposób i odpowiednimi metodami.

    W kolejnym materiale pokażę, jak rozpisałam swój system nauki na siedem głównych filarów. Co warto brać pod uwagę podczas uczenia się, dlaczego każdy z tych filarów ma ogromne znaczenie i jak można go wykorzystać.

    Pamiętaj, że naprawdę jestem po Twojej stronie. Bardzo chcę, żebyś miała świetne rezultaty. Bardzo chcę, żebyście dalej pisały do mnie, że zdałyście trudne egzaminy, awansowałyście albo zmieniłyście swoje życie. Jestem absolutnie przekonana, że nauka zmienia życie. Sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, bogatsi, stajemy się ekspertami w swojej dziedzinie i mamy ogromną satysfakcję z tego, co robimy.

    Zapraszam Cię też serdecznie na dwa szkolenia, które prowadzę. Jedno dotyczy tego, jak efektywnie się uczyć. Pokażę tam prosty eksperyment na pamięci, żebyś od razu zobaczyła, że kiedy uczymy się dobrą metodą, efekt może być natychmiastowy. ZAPISZ SIĘ NA SZKOLENIE TUTAJ.

    Drugie szkolenie jest o tym, jak uczyć się słówek i gramatyki w języku obcym, jak zapamiętywać angielskie słowa tak, żeby zostały z Tobą na długo, a nie żeby uczyć się latami i nadal nie widzieć efektów. SZKOLENIE DOSTĘPNE JEST TUTAJ.

  • Jak uczyć się na ostatnią chwilę? System nauki last minute, który naprawdę działa

    Jak uczyć się na ostatnią chwilę? System nauki last minute, który naprawdę działa

    Masz egzamin jutro albo za dwa dni. Otwierasz skrypt. Widzisz 80 stron, 120 tez i myślisz sobie: „Okej, jakoś to ogarnę. Przeczytam wszystko. Noc jest długa, więc powinienem zdążyć”. Może zastanawiasz się jak uczyć się na ostatnią chwilę.

    To chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie możesz zrobić w tej sytuacji.

    Nauka na ostatnią chwilę nie polega na tym, żeby wcisnąć jak najwięcej informacji do swojego mózgu. Polega na tym, żeby jak najszybciej zrozumieć, co jest naprawdę ważne, co się z czym łączy i jakie pytania mogą z tego wyniknąć.

    W tym artykule chcę Ci pokazać system nauki last minute, który nie opiera się na panicznym czytaniu w kółko tych samych notatek, ale na myśleniu, selekcji i szybkim testowaniu siebie.


    Nauka last minute to nie jest zwykła nauka robiona szybciej

    Gdy masz dużo czasu, możesz działać krok po kroku. Przeczytać rozdział, zrobić notatki, wrócić do nich po jakimś czasie, rozwiązać zadania, powtórzyć materiał i wdrożyć wszystkie systemy, których uczę w Akademii Geniusza + AI.

    Ale jak się uczyć na ostatnią chwilę? Gdy masz jeden wieczór albo jeden weekend, nie możesz udawać, że jesteś w idealnym świecie. Musisz zrezygnować z metod, które są wygodne, ale niestety bardzo powolne.

    Zawsze mówię moim kursantom, żeby nie korzystali z pasywnego czytania. Czyli sytuacji, w której po prostu czytasz, czytasz i czytasz, a tak naprawdę jedynie oswajasz oczy z tekstem. Nie korzystaj też z przepisywania notatek. Wciąż mamy gdzieś zakodowane w głowie przekonanie, że jeśli przepiszemy informację z jednej strony na drugą, to ona w magiczny sposób zapisze się w pamięci.

    Tak to nie działa.


    Największy błąd, gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę: próba zapamiętania wszystkiego po kolei

    Kolejnym błędem jest próba zapamiętywania wszystkiego po kolei. „Tak było w skrypcie, więc tak powinnam się tego uczyć”.

    To trochę tak, jakbyśmy chcieli ewakuować się z płonącego budynku i zaczęli pakować wszystkie skarpetki według kolorów. Na początku zabieramy to, co naprawdę ma znaczenie.

    W nauce jest bardzo podobnie. Nie każda informacja jest równie ważna. Nie każda definicja jest warta tyle samo i nie każdy szczegół zasługuje na Twoją uwagę w pierwszej kolejności. Pamiętaj, że gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę nie wygrywa osoba, która przeczytała najwięcej informacji. Wygrywa osoba, która zapamiętała ich najwięcej.

    Dlatego najważniejsze pytanie brzmi: Co zrobić, żeby rzeczywiście te informacje zapamiętać?


    Nie zaczynaj od pytania: „Co mam zapamiętać?”

    Większość osób zaczyna naukę od najniższego poziomu. Zadaje sobie pytanie: „Co mam zapamiętać? Definicje, daty, nazwy, pojęcia, fragmenty z notatek”. Problem polega na tym, że przy nauce last minute jest to bardzo nieefektywne.

    Jeśli próbujesz zapamiętywać fakty bez zrozumienia, Twój mózg traktuje je trochę jak luźne kartki wyrzucone na wiatr. Pojawiają się nazwy, definicje i daty, ale nie łączą się ze sobą w żadną logiczną całość. Bardzo często nie rozumiemy wtedy, czego właściwie się uczymy.

    Mamy takie wrażenie, że już kiedyś to czytaliśmy, coś było na wykładzie, coś brzmi znajomo, a mimo to nadal nie widzimy połączeń między informacjami. Dlatego warto odwrócić ten proces.

    Zamiast zaczynać od pytania: „Co mam zapamiętać?”, dużo lepiej zacząć od zastanowienia się, dlaczego dana informacja jest ważna, z czym się łączy, co z niej wynika, jaki problem rozwiązuje, co by się stało, gdyby tego mechanizmu nie było, albo czym różni się on od podobnego pojęcia. Właśnie wtedy zaczynamy dostrzegać strukturę i zależności między informacjami.

    Brzmi to trudniej niż przeczytanie definicji? Oczywiście. Ale właśnie dlatego działa.


    Zrozumienie przyspiesza naukę

    Kiedy próbujesz zrozumieć, po co coś istnieje, jak działa i z czym się łączy, fakty zaczynają przyklejać się do siebie jako naturalny efekt uboczny. Dzięki temu nie uczysz się pojedynczych cegieł, ale budujesz całą konstrukcję. A właśnie o to nam chodzi.

    Zdecydowanie łatwiej jest wtedy zapamiętywać informacje, a później również uczyć się kolejnych rzeczy, które są z nimi powiązane. Dlatego nawet jeśli masz wrażenie: „Nie mam na to czasu”, chcę Ci powiedzieć, że to jest tylko wrażenie.

    Wyobraź sobie, że uczysz się o inflacji. Słaba nauka last minute polega na tym, że mówisz sobie: „Inflacja to wzrost ogólnego poziomu cen w gospodarce”. Okej, to jest definicja. Ale jeśli tylko ją wyklepiesz, bardzo łatwo ją pomylić, spłaszczyć albo zapomnieć połowę informacji.

    Dużo lepsza nauka polega na zadaniu sobie kilku prostych pytań. Dlaczego inflacja jest problemem? Kto na niej traci, a kto może czasami na niej zyskać? Jak inflacja łączy się ze stopami procentowymi? Co może zrobić bank centralny w takiej sytuacji? Dlaczego wzrost ceny jednego produktu nie musi jeszcze oznaczać inflacji?

    Nagle okazuje się, że zaczynasz rozumieć cały mechanizm, a nie tylko pojedynczą definicję.


    Czytanie bez końca nie jest nauką

    Kolejny ogromny błąd w nauce last minute to nieustanne czytanie. Strona za stroną. Prezentacja za prezentacją. Slajd za slajdem. Zakreślacz jedzie po tekście jak kosiarka po trawie i wszystko robi się kolorowe. Wydaje nam się wtedy, że skoro tyle materiału przerobiliśmy, to nauka idzie świetnie.
    Tylko że najważniejsze pytanie brzmi: Ile z tego materiału zostało w głowie?

    Bo taka nauka przypomina trochę oglądanie programów kulinarnych i oczekiwanie, że od samego patrzenia będziemy najedzeni. Tak to nie działa.

    Informacja, która wpada do głowy, nie jest jeszcze wiedzą. Wiedza to informacja, którą potrafisz przetworzyć, połączyć, zastosować i odtworzyć. Czyli zrobić z nią coś konkretnego. Dlatego tak ważna jest różnica między konsumpcją informacji a ich trawieniem.

    Konsumpcja to moment, kiedy po prostu czytasz. Trawienie zaczyna się wtedy, kiedy zamykasz notatki i sprawdzasz, co z tego zostało.

    Konsumpcja mówi: „Kojarzę to.” „Rozpoznaję to.” „Chyba już to czytałam.”

    I właśnie tutaj pojawia się iluzja wiedzy. Więcej o tym czym jest iluzja wiedzy, przeczytasz w tym artykule.

    Natomiast trawienie pyta: „Wyjaśnij to własnymi słowami.” „Jak zastosujesz to w praktyce?” „Jaka jest różnica między tym a tym?” I właśnie dlatego sama znajomość materiału nie wystarczy.


    10 minut czytania, 5 minut trawienia

    Jest jedna bardzo prosta zasada, którą możesz wdrożyć praktycznie od razu. Zamiast robić 90 minut ciągłego czytania, dużo lepiej zastosować zasadę: 10 minut czytania i 5 minut trawienia.

    Po krótkim fragmencie przeczytanego materiału zatrzymaj się i bez patrzenia w notatki odpowiedz sobie: – Co było najważniejsze?
    – Jakie są trzy kluczowe informacje?
    – Czego nadal nie rozumiem?
    – Jakie pytania egzaminacyjne mogłyby z tego powstać?
    – Jak ten temat łączy się z poprzednim?

    Możesz też wykorzystać bardzo prostą technikę. Po przeczytaniu jednej strony zakryj ją i powiedz: „Gdybym miała wytłumaczyć to koleżance w 60 sekund, powiedziałabym…” Nie musi być idealnie. Nie musi brzmieć jak podręcznik. Ma być z głowy, aktywne przetworzone przez Ciebie.

    Jeśli nie potrafisz powiedzieć tego własnymi słowami, to znaczy, że jeszcze tego nie trawisz. Po prostu zatrzymałaś się na etapie konsumpcji. Widziałaś materiał. Ale on jeszcze nie został w Twojej głowie.

    I właśnie dlatego zdanie: „Przecież widziałam to w swoich notatkach” jest jednym z najbardziej zdradliwych zdań przed egzaminem. Wiemy, na której stronie coś było. Pamiętamy nawet obrazek obok. Mamy wrażenie, że się tego nauczyliśmy. A tak naprawdę bardzo często jest to tylko iluzja wiedzy.

    Będę to powtarzała cały czas: Rozpoznawanie i zapamiętywanie to są dwie kompletnie różne rzeczy.


    Dlaczego zwykłe notatki często nie działają?

    Kiedy uczysz się na ostatnią chwilę, robienie linearnych notatek, linijka po linijce, jest bardzo nieefektywne. Większość osób robi je w taki sposób, że przepisuje informacje z jednego miejsca do drugiego. Problem polega na tym, że często przepisujemy nawet te rzeczy, których do końca nie rozumiemy. Dlatego takie zwykłe notatki bardzo często nie pomagają nam zapamiętywać. Sprawiają jedynie wrażenie nauki. A to ogromna różnica.

    W Akademii Geniusza + AI zawsze pokazuję, jak tworzyć notatki, które rzeczywiście wspierają pamięć, zamiast tylko zabierać czas.

    Mapy myśli działają jak GPS dla mózgu

    Co możesz zrobić zamiast tego? Jeśli nie umiesz jeszcze tworzyć rozbudowanych map myśli, zacznij od bardzo prostych.

    Na środku kartki wpisujesz temat. Na przykład: romantyzm. Od niego tworzysz kolejne odnogi: kontekst historyczny, cechy epoki, bohater romantyczny, natura, bunt, najważniejsze utwory, porównanie z pozytywizmem, typowe pytania egzaminacyjne.

    Jeżeli uczysz się biologii i masz temat „układ nerwowy”, możesz stworzyć odnogi takie jak budowa neuronu, impuls nerwowy, synapsa, podziały, choroby czy reakcje.

    Chodzi o to, żeby stworzyć mapę, która działa trochę jak GPS. Nasz mózg uwielbia widzieć zależności. Lubi rozumieć przyczyny, skutki i połączenia między informacjami.

    A na egzaminie bardzo często wygrywa osoba, która pamięta nie najwięcej pojedynczych zdań, ale ta, która potrafi przejść od jednego pojęcia do drugiego i rozumie, jak wszystko łączy się w całość.


    Fundamenty są ważniejsze niż szczegóły

    Kiedy uczysz się na ostatnią chwilę, nie możesz traktować całego materiału tak samo.

    Niektóre informacje są trochę jak fundament domu, a inne jak dekoracje. Jeśli masz mało czasu, nie zaczynasz przecież od dekoracji. Nie zaczynasz od wkuwania drobnych dat, nazwisk, wyjątków, numerków, definicji słowo w słowo ani szczegółów, które jeszcze nic Ci nie mówią.

    Zaczynasz od tego, co pomaga zrozumieć cały temat. Od pytań:
    O co tutaj chodzi? Jak to działa? Dlaczego to jest ważne? Co z czego wynika? Jakie są przyczyny i skutki? Jak mogę to zastosować w odpowiedzi albo w zadaniu?

    Jeżeli zrozumiesz główny mechanizm, szczegóły dużo łatwiej dokleją się do tej podstawowej konstrukcji. Jeśli natomiast zaczynasz od szczegółów, bardzo szybko kończysz z głową pełną pojedynczych informacji, które nie tworzą żadnej całości.

    To trochę jak układanie puzzli bez obrazka z pudełka. Masz mnóstwo elementów, ale kompletnie nie wiesz, gdzie je położyć. Dlatego najpierw szukasz obrazka z pudełka, czyli ogólnego sensu. Dopiero później zajmujesz się szczegółami.

    Jeżeli uczysz się historii, nie zaczynaj od wkuwania dat. Najpierw zrozum, co się wydarzyło, dlaczego się wydarzyło, kto z kim był w konflikcie i jakie były konsekwencje tych wydarzeń. Dopiero później dokładaj najważniejsze daty.

    Jeżeli uczysz się biologii, nie zaczynaj od zapamiętywania wszystkich enzymów. Najpierw zrozum cały proces. Co w niego wchodzi? A Co się zmienia? Co z niego wychodzi? Po co organizm w ogóle coś takiego robi?

    Dopiero później dokładaj nazwy. To naprawdę bardzo ważne.

    Dlatego jedna z najprostszych zasad nauki last minute brzmi: Najpierw zrozum główny mechanizm, dopiero później ucz się szczegółów. Nigdy odwrotnie.

    Bardzo często robimy dokładnie na odwrót. Uczymy się pojedynczych szczególików, nie mając pojęcia, o co właściwie chodzi w całym temacie. A szczegóły bez zrozumienia są trochę jak pojedyncze słowa w języku, którego nie znasz. Możesz je sobie powtarzać, ale trudno będzie Ci zbudować z nich jakiekolwiek zdanie.


    Rozpoznawanie to nie to samo co zapamiętywanie

    To jedna z najważniejszych rzeczy, jakie warto zrozumieć przed egzaminem. Wiele osób myli rozpoznawanie z zapamiętywaniem.

    Rozpoznawanie pojawia się wtedy, kiedy patrzysz na swoje notatki i myślisz: „O, kojarzę to.” „Rzeczywiście, czytałam to.” „Pamiętam, że coś takiego było.” I to jest bardzo przyjemne uczucie.

    Problem polega na tym, że nie ma ono wiele wspólnego z prawdziwym zapamiętaniem. Pamiętanie zaczyna się wtedy, kiedy notatek już nie ma, a Ty nadal potrafisz coś powiedzieć, wyjaśnić albo opisać własnymi słowami.

    To są dwie zupełnie różne rzeczy.

    Przed egzaminem najbardziej potrzebujesz nie tego, żeby materiał wyglądał znajomo, ale tego, żeby mieć do niego dostęp bez żadnej pomocy. Dlatego warto co jakiś czas robić coś, co nazywam „zrzutem z głowy”.

    Bierzesz pustą kartkę papieru. Na środku zapisujesz temat, na przykład „fotosynteza”, i przez trzy minuty wypisujesz wszystko, co jesteś w stanie odtworzyć bez patrzenia do notatek.

    Dopiero później sprawdzasz materiał i zadajesz sobie pytania: Czego nie pamiętam? Co pomyliłam? Czego nadal nie rozumiem?

    I właśnie to jest Twoje złoto. Bo dobra nauka last minute nie polega na tym, żeby trzeci raz przeczytać to, co już umiesz. Polega na tym, żeby znaleźć dziury w moście, zanim wejdziesz na egzamin.


    Dlaczego warto przeplatać tematy, gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę?

    Większość osób przez trzy godziny siedzi nad jednym działem. To daje bardzo przyjemne poczucie postępu. Po godzinie wszystko zaczyna wyglądać znajomo. Zadania są podobne, pojęcia są świeże, a mózg dokładnie wie, czego się spodziewać.

    Tylko że egzamin zwykle tak nie wygląda. Na egzaminie tematy są pomieszane. Pytania zmieniają kontekst. Najpierw musisz rozpoznać, z jakim problemem masz do czynienia, a dopiero później dobrać odpowiednie narzędzia.

    Dlatego gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę, zamiast spędzać trzy godziny nad jednym działem, dużo lepiej przeplatać materiał. Możesz przez 20 minut uczyć się jednego tematu, przez kolejne 20 minut drugiego, a następnie przejść do trzeciego.

    Dopiero później wracasz do pierwszego, ale już w formie pytań. Następnie do drugiego i znowu sprawdzasz się pytaniami. Przy trzecim możesz zrobić porównania albo próbować tłumaczyć materiał własnymi słowami.

    Oczywiście jest to mniej komfortowe. Nie wygląda jak siedzenie pod kocem z kubkiem kakao i kolorowym zakreślaczem. Ale właśnie o to chodzi. Jeżeli nauka przez cały czas jest łatwa, przyjemna i przewidywalna, bardzo często oznacza to, że jedynie odtwarzasz schemat, który masz przed oczami.

    Przeplatanie tematów zmusza natomiast mózg do podejmowania decyzji. Z czym mam teraz do czynienia? Który mechanizm tutaj pasuje? Jaką procedurę powinnam zastosować? Czy to jest podobne do poprzedniego tematu, czy tylko wygląda podobnie? I właśnie dlatego taka nauka wymaga większego skupienia oraz znacznie głębszej analizy informacji.


    Sen to nie luksus. To część nauki

    Teraz punkt, który dla większości studentów pewnie będzie najtrudniejszy do zaakceptowania. Sen. Kiedy masz egzamin jutro, sen wydaje się pierwszą rzeczą do poświęcenia. Myślisz sobie: „Jeśli nie pójdę spać, zyskam osiem dodatkowych godzin na naukę”. Brzmi jak idealny plan. Tylko że to nie jest takie proste.

    Pytanie nie brzmi, ile godzin będziesz siedzieć z otwartymi notatkami, patrzeć na nie i wrzucać kolejne informacje do swojej głowy. Pytanie brzmi: W jakim stanie będzie mój mózg, moja uwaga i moja pamięć, kiedy dostanę arkusz z pytaniami?

    Sen nie jest luksusem. Sen jest częścią nauki. Na Instagramie wielokrotnie mówiłam o tym, jak ogromne znaczenie ma sen. Na moim kanale znajdziesz również materiały dotyczące tego, jak dbać o jego jakość.

    Ale powiem to jeszcze raz. To właśnie podczas snu mózg wykonuje ogromną część swojej pracy. Przenosi informacje z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Selekcjonuje je. Łączy ze sobą. Układa w większą całość. Dlatego tak często zdarza się, że wieczorem jakiś temat wydaje się kompletnie niezrozumiały, a rano nagle wszystko zaczyna mieć sens. To nie jest magia. Tak po prostu działa nasz mózg.

    Jest jeszcze jedna rzecz. Jeżeli przez cały dzień ładujesz informacje do pamięci krótkotrwałej, w pewnym momencie zaczyna brakować w niej miejsca. To trochę jak małe pudełko, które stopniowo się zapełnia. Podczas snu to pudełko zostaje opróżnione, ponieważ informacje są przenoszone do pamięci długotrwałej. A jej możliwości są nieporównywalnie większe.

    Dlatego sen jest tak ważny. Jeżeli następnego dnia chcesz dalej się uczyć, potrzebujesz miejsca na nowe informacje. Bez tego po prostu nie jesteś w stanie efektywnie pracować. Nie ma możliwości, żebyśmy skutecznie zapamiętywali bez snu. To po prostu niemożliwe.

    Dlaczego zarywanie nocy przed egzaminem nie działa?

    Lubię porównywać to do pieczenia ciasta. Możesz przygotować najlepsze składniki. Możesz mieć świetną mąkę, jajka, mleko i wszystkie dodatki. Ale jeśli nie włożysz tego ciasta do piekarnika, to go nie upieczesz. I dokładnie tak samo jest z nauką. Nauka jest wrzucaniem składników. Sen jest piekarnikiem.

    Liczy się nie to, co wpada do głowy, ale to, co w niej zostaje. A sen pomaga temu zostać. Dlatego zamiast robić całonocną, chaotyczną sesję nauki, dużo lepiej zrobić intensywną powtórkę i zostawić sobie chociaż blok snu.

    Nie zawsze da się przespać osiem godzin. Ale warto zadać sobie jedno pytanie: Czy kolejna godzina półprzytomnego czytania naprawdę da mi więcej niż godzina snu? Najczęściej odpowiedź brzmi: nie.


    Jak wykorzystać AI do nauki przed egzaminem?

    Ostatnio nagrałam też materiał o tym, jak używać sztucznej inteligencji do nauki w taki sposób, żeby nas nie ogłupiała. W Akademii Geniusza + AI znajdziesz kilkadziesiąt promptów i technik pokazujących, jak wykorzystywać AI do wspierania nauki. Dzisiaj chcę podzielić się jednym z najprostszych sposobów.

    Większość osób wpisuje do sztucznej inteligencji: „Wytłumacz mi ten temat”. I co dostaje? Kolejną ścianę tekstu. Kolejne informacje. Kolejne rzeczy do przeczytania.

    A przecież problemem bardzo często nie jest brak materiałów. Problemem jest to, że nie potrafimy sprawdzić, co już wiemy. Dlatego dużo lepiej wykorzystać AI do generowania pytań.

    Możesz napisać: „Mam egzamin z tego przedmiotu. Tematy obejmują: … Wygeneruj mi 20 pytań egzaminacyjnych na poziomie analizy i oceny. Nie chcę prostych definicji. Chcę pytania typu: porównaj, wyjaśnij przyczynę, przewidź skutki, zastosuj pojęcie w przykładzie”.

    I teraz najważniejsze. Nie czytasz od razu odpowiedzi. Najpierw próbujesz odpowiedzieć samodzielnie. Dopiero później sprawdzasz odpowiedź w książce, notatkach albo materiałach źródłowych. AI ma być trenerem, który rzuca Ci piłkę. Nie kimś, kto rozgrywa cały mecz za Ciebie.


    Zamiast paniki zrób listę luk

    Pod koniec nauki wiele osób robi coś bardzo niebezpiecznego. Wraca na początek. Jeszcze raz otwiera cały materiał. Na nowo przegląda wszystkie notatki. Jeszcze raz wpada w panikę.

    Zamiast tego dużo lepiej stworzyć listę luk. Lista luk nie jest kolejną notatką. To krótka lista rzeczy, które wymagają Twojej interwencji. Na przykład: „Nie umiem odróżnić mitozy od mejozy.” „Mylę funkcję banku centralnego.” „Nie wiem, kiedy stosować ten wzór.” „Nie umiem podać przykładu do tej teorii.” „Pamiętam definicję, ale nie potrafię jej zastosować.”

    I właśnie na tych rzeczach warto skupić ostatnią godzinę nauki. To trochę jak naprawianie przecieków w łodzi. Nie malujesz całej łodzi od nowa. Szukasz miejsc, przez które naprawdę wpada woda.


    Chcesz uczyć się na ostatnią chwilę? To sztuka podejmowania dobrych decyzji

    Na koniec chcę zostawić Cię z jedną myślą. Gdy chcesz się uczyć na ostatnią chwilę, pamiętaj że nauka wtedy nie polega na tym, by czytać wszystko, ale szybciej. Polega na tym, żeby szybciej podjąć dobre decyzje. Co jest fundamentem? Co mogę odłożyć, naprawdę zrozumieć? Jak coś wyjaśnić? Jakie pytania mogą pojawić się na egzaminie?

    Zawsze będę zachęcała Cię do tego, żeby przestać jedynie konsumować materiał i zacząć go trawić. Zamykaj notatki. Odtwarzaj informacje z głowy. Ucz się mnemotechnik. Korzystaj z systemów pamięciowych. Naucz się zarządzać informacjami i tworzyć mapy myśli, które pomagają dostrzegać połączenia.

    To tylko niewielki fragment wiedzy na temat efektywnej nauki, ale mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Ci podejmować lepsze decyzje wtedy, gdy czasu jest naprawdę mało. Bo skuteczna nauka nie zaczyna się od większej liczby godzin. Zaczyna się od lepszej strategii.


    Chcesz uczyć się szybciej i skuteczniej nie tylko na ostatnią chwilę?

    Przygotowałam również bezpłatne szkolenie, na których pokazuję, jak uczyć się efektywnie i wykorzystywać możliwości swojego mózgu znacznie lepiej.

    Podczas jednego z nich wykonamy wspólnie prosty eksperyment pamięciowy, dzięki któremu przekonasz się, że Twoja pamięć działa dużo lepiej, niż Ci się wydaje. Pokażę Ci również, na jakich metodach nauki wiele osób niepotrzebnie traci czas i co zrobić, żeby uczyć się łatwiej, szybciej i skuteczniej.

    Jeżeli uczysz się języków obcych, koniecznie zajrzyj także na moje szkolenie dotyczące nauki słówek i gramatyki. To szkolenie stworzyłam szczególnie dla osób, które mają poczucie, że ciągle uczą się tych samych słów od nowa i chciałyby w końcu dojść do momentu, w którym nowe słówko zostaje w głowie na dłużej, a nie wraca do nauki kilka razy w roku.

    Trzymam za Ciebie kciuki.

    Powodzenia na egzaminie. 💛

  • Jak skutecznie uczyć się języka? 3 błędy, które spowalniają naukę

    Jak skutecznie uczyć się języka? 3 błędy, które spowalniają naukę

    Wyobraź sobie dwie koleżanki — Martę i Asię. Obie postanawiają uczyć się języka angielskiego i zaczynają na podobnym poziomie, dokładnie w tym samym czasie. Mają podobny poziom inteligencji, uczą się mniej więcej tyle samo czasu dziennie, ale różnice między nimi są ogromne. Czy popełniają te same błędy w nauce języka?

    Po pięciu miesiącach Marta bez problemu jest w stanie dogadać się z native speakerem i postanawia zdawać egzaminy na poziomie B2. Asia niestety bardzo boi się mówić. Ma duże problemy z tym, aby nawet zrozumieć jakieś bardziej zaawansowane zdania i można byłoby powiedzieć, że bardziej utknęła na takim poziomie A2–B1.

    Większość osób pewnie powie, że Marta ma po prostu predyspozycje językowe. To, że poświęcała dokładnie tyle samo czasu co Asia na naukę, świadczy tylko i wyłącznie o tym, że ma po prostu talent do języków.

    Natomiast ja kompletnie się z tym nie zgodzę.

    Chcę Cię dzisiaj przekonać, że nauki nigdy nie powinniśmy liczyć czasem, bo to nie jest jednostka nauki, ale jakością i metodami, jakie stosujemy.

    Pokażę Ci dzisiaj trzy metody, które stosuje większość osób i jest przekonana, że świetnie działają. Niestety bardzo mocno sabotują nasze wyniki i nie dają dobrych efektów. Zobacz, czy ty też popełniasz te błędy w nauce języka.

    Przyznam, że przeszłam je wszystkie. Oczywiście popełniałam te błędy w nauce języka i widziałam też, jak bardzo negatywnie wpływały na moją psychikę.

    Pokażę Ci również trzy sposoby, które fantastycznie działają na nasz mózg i wykorzystują to, jak zapamiętujemy.

    Jeśli więc chcesz poznać sposoby na naukę według trenerki mózgu, zapraszam.

    Błąd nr 1: „Otocz się językiem, a zaczniesz mówić”


    Chcę zacząć od czegoś, co na pewno słyszałaś.

    Wystarczy, że będziesz słuchać podcastów w języku angielskim. Włączysz sobie angielskie radio. Włączysz telewizję. Będziesz oglądać filmy w języku angielskim.

    Po prostu otoczysz się językiem, a po jakimś czasie twój mózg jak gąbeczka będzie go chłonął i zaczniesz mówić. No niestety tak to nie działa.

    Zróbmy sobie krótki eksperyment.

    Weź kartkę papieru i narysuj na niej swój zegarek — ten, który masz na ręce, jeśli taki nosisz. Narysuj wszystkie elementy, które się na nim znajdują. Jak wyglądają dokładnie cyfry? W jaki sposób wyglądają wskazówki? Jakie są dodatkowe elementy, ozdobniki, koperta i tak dalej?

    Domyślam się, że jest to dla Ciebie dosyć trudne zadanie. Jeśli ten zegarek jest chociaż trochę bardziej skomplikowany niż najprostszy model, bardzo ciężko odtworzyć to, jak dokładnie wygląda, mimo że patrzysz na niego nawet kilkadziesiąt razy dziennie.

    I właśnie tak wygląda nauka pasywna.

    Twój mózg jest genialny. Możesz sobie pomyśleć: „Jaki on jest genialny, skoro nie potrafi zapamiętać tego, jak wygląda mój zegarek, na który tak często patrzę?”.

    Mózg jest bardzo wybredny w tym, co będzie zapamiętywać. Nie uczy się wszystkiego, na co patrzysz. Uczy się tego, co aktywnie przetwarzasz, napotykasz w różnych kontekstach i aktywnie stosujesz.

    Twój mózg ma aż trzy etapy zapamiętywania.

    Pierwszy to dekodowanie informacji, czyli świadome jej przetworzenie i decyzja: „hej, warto to zapamiętać”. Drugi to przechowywanie. Trzeci to przypominanie. Jeśli nie ma tego pierwszego etapu, dwa kolejne właściwie nie istnieją. A błędy w nauce języka , występują na wszystkich tych poziomach.

    Oglądanie materiałów w języku obcym to bardzo przyjemne spędzanie czasu i oczywiście nie ma w tym nic złego. Jeśli jednak tylko słuchasz i patrzysz, bez aktywnego przypominania sobie informacji, bez intencji zapamiętania konkretnych fraz, kontekstów, idiomów czy słów, wchodzisz w tryb, który nazywa się pasywnym kontaktem z językiem. I on oczywiście nie jest kompletnie bezużyteczny.

    Taki pasywny kontakt pomaga osłuchać się z melodią języka, jego rytmem i wymową. Sam w sobie nie buduje jednak bogatego słownictwa, dobrej gramatyki i nie sprawia, że nagle w magiczny sposób zaczniesz mówić.

    Wyobraź sobie, że chcesz nauczyć się jeździć na rowerze. Siadasz więc na kanapie i godzinami oglądasz Tour de France. Widzisz technikę jazdy, słyszysz komentarze o tym, jak kolarze pokonują zakręty, ale czy to oznacza, że po roku takiego intensywnego oglądania wsiądziesz na rower i zaczniesz świetnie jeździć?

    Znasz odpowiedź.

    Pasywna nauka języka jest właśnie takim oglądaniem Tour de France godzinami. To wiara w to, że nagle zaczniemy fantastycznie mówić i biegle używać języka tak jak aktorzy, których oglądamy na ekranie.

    Dlaczego tak bardzo ją lubimy? Bo jest bardzo przyjemna. Jest bardzo wygodna. Nie boli w żaden sposób. I daje nam bardzo przyjemne złudzenie produktywności — poczucie, że naprawdę coś robimy.

    Błąd nr 2: Aplikacje do nauki języków


    Jestem pewna, że tym sposobem wielu osobom zajdę za skórę, a część osób poczuje ogromną ulgę.

    Mam na myśli wykorzystywanie różnego rodzaju aplikacji, które obiecują nam, że dzięki nim będziemy świetnie mówić w języku obcym. Co jest w tym nie tak?

    Przecież te aplikacje mają mnóstwo sposobów na to, żebyśmy zaglądali do nich codziennie. Mają mnóstwo sposobów na to, żeby nauka była bardzo przyjemna. Rosną nam postępy, pojawiają się dźwięki i brzęczyki, można uratować dzień, który gdzieś wcześniej zaniedbaliśmy. Mała sówka patrzy na nas takim wzrokiem, jakbyśmy za chwilę mieli złamać jej maleńkie serduszko.

    I wszystko się tutaj zgadza. Jeśli chodzi o psychologię, to jest naprawdę majstersztyk. Ale właśnie w tym kryje się pewien problem.

    To, że te aplikacje działają tak dobrze, wynika między innymi z tego, że działają trochę jak hazard dla naszego mózgu. Dostajemy strzały dopaminy raz za razem. Zdobywamy kolejne punkty, mamy bardzo szybką informację zwrotną i wszystko to sprawia, że rzeczywiście chcemy tam wracać. Logujemy się, korzystamy, wracamy następnego dnia i kolejnego. To naprawdę bardzo mocno nas wciąga, bo tej dopaminy jest tam po prostu dużo. Aplikacje wykorzystują mechanizmy, które bardzo dobrze znamy chociażby z hazardu.

    No więc w czym jest problem? Problem polega na tym, że bardzo często pojawia się pewne złudzenie. Skoro logowałam się do aplikacji przez 1000 dni, to powinnam już dobrze mówić w tym języku, prawda?

    Jestem pewna, że znasz takie osoby. A być może sama jesteś jedną z nich. Miałaś bardzo długą passę, logowałaś się regularnie, naprawdę byłaś systematyczna, a mimo wszystko nadal nie czujesz się swobodnie, kiedy trzeba coś powiedzieć.

    I wtedy wiele osób wyciąga błędny wniosek. Skoro poświęciłam tyle czasu na naukę, skoro byłam tak regularna, skoro wszędzie słyszę, że regularność jest ważna i że lepiej uczyć się 15 minut dziennie niż raz w tygodniu przez godzinę, to dlaczego nie widzę efektów?

    I tutaj trzeba powiedzieć jedną bardzo ważną rzecz. Regularność jest świetna. Naprawdę jest. Tylko że regularność nie oznacza automatycznie skuteczności. To, że codziennie odznaczasz kolejne dni, nie oznacza jeszcze, że sama nauka jest efektywna.

    Co mam na myśli?

    Przede wszystkim jest ona bardzo bierna. W żaden sposób nie wymusza na nas aktywności mózgu, tego, żebyśmy sami napisali, jak minął nam dzień, sami zastanowili się, jak zamówić kawę w kawiarni, jak rozwiązać jakiś problem albo jak coś napisać. A przecież właśnie o to chodzi w języku. Żeby był jak najbardziej aktywny. Nie chodzi o to, żeby zaznaczać kolejne elementy na ekranie czy przesuwać słówka i układać z nich zdania.

    Chodzi o to, żebyśmy sami wyprodukowali ten język z własnego mózgu. Dopiero wtedy zaczyna to działać.

    I to jest niesamowicie ważne, żeby mieć tego świadomość, bo długa passa i regularne odznaczanie kolejnych dni nie zamówią za Ciebie kawy w Londynie, nie porozmawiają za Ciebie z lekarzem, kiedy coś Ci się stanie, i nie przejdą za Ciebie rozmowy kwalifikacyjnej. To bardzo ważne, żeby sobie to uświadomić.

    Te wszystkie brzęczyki i elementy gamifikacyjne są fantastyczne. Naprawdę. Tylko że nie o to chodzi w nauce języka.

    Wyobraź sobie, że chcesz zbudować siłę. Chodzisz na siłownię każdego dnia, ale przez trzy lata podnosisz dokładnie te same hantle o wadze dwóch kilogramów. Czy zbudujesz nawyk? Oczywiście, że tak. Ale czy staniesz się dużo silniejsza? Niekoniecznie.

    Żeby mięsień rósł, musi być przeciążany. I trochę podobnie jest z nauką języka, mimo że oczywiście pamięć nie działa jak mięsień.

    Zobacz, co dzieje się w takich aplikacjach. Uczysz się rozpoznawać obrazki, dopasowujesz słówka, wybierasz poprawne odpowiedzi. To jest umiejętność rozpoznawania, a nie produkowania i aktywnego przetwarzania informacji.

    A przecież właśnie o to nam chodzi. Żebyśmy mówili, pisali. Żebyśmy myśleli w tym języku. To dlatego nawet przy dużej regularności możesz mieć naprawdę słabe efekty.

    Błąd nr 3: Listy słówek bez kontekstu


    Nie znam takiej osoby, która nie robiłaby list słówek z języka obcego. Pogoda. Części ciała. Członkowie rodziny. Albo jakiekolwiek inne zestawienia. Chociażby słynne „słówka z unitu siódmego”. Ja sama oczywiście coś takiego robiłam. Byłam przekonana, że to najlepszy sposób, żeby zapamiętywać dużą liczbę słów. A to tylko błędy a nauce języka…

    Natomiast zobacz, że nasz mózg nie uczy się słów w ten sposób.

    Ucząc się nowego słowa, zawsze potrzebujemy pewnego kontekstu, w którym możemy go użyć. I to jest bardzo ważne, żeby właśnie w ten sposób na to patrzeć. Jeśli wypiszesz sobie listę słówek i po prostu patrzysz na nią, powtarzając te słowa wielokrotnie, to oczywiście działa tutaj pamięć mechaniczna. Jeśli chcesz poznać skuteczniejsze sposoby nauki słówek, przeczytaj również mój artykuł o tym, jak uczyć się słówek z języka obcego.

    Problem polega na tym, że bardzo często wygląda to tak: zdajesz egzamin z danego unitu, zaliczasz sprawdzian i wszystko wydaje się w porządku. A później mija miesiąc. I nagle okazuje się, że prawie nic nie pamiętasz. Zostaje kilka najważniejszych słówek, ale po jakimś czasie większość z nich po prostu znika.

    Brzmi znajomo?

    To nie wynika z tego, że Twoja pamięć źle działa. Wręcz przeciwnie. Bardzo często wynika to z tego, że nie wykorzystujemy jej w odpowiedni sposób. Nasz mózg znacznie lepiej zapamiętuje informacje, które są osadzone w jakimś kontekście. Takie, które można wykorzystać w praktyce, połączyć z innymi informacjami albo umieścić w konkretnej sytuacji.

    Dlatego samo patrzenie na listę słówek i wielokrotne ich powtarzanie daje często bardzo krótkotrwały efekt. Na chwilę działa. Na egzamin czasami również. Ale niekoniecznie sprawia, że te słowa zostają z nami na dłużej.

    I właśnie dlatego tak wiele osób ma później poczucie, że ciągle uczy się tych samych słówek od nowa. Nie dlatego, że mają słabą pamięć. Dlatego, że uczą się w sposób, który nie wykorzystuje pełnego potencjału tej pamięci.

    Czy Ty też popełniasz te błędy w nauce języka?Co zamiast tego?


    Jeśli rozpoznałaś się w którymś z tych trzech błędów, mam dla Ciebie dobrą wiadomość.

    To nie oznacza, że masz słabą pamięć. Nie oznacza też, że nie masz talentu do języków. Bardzo często oznacza tylko tyle, że korzystasz z metod, które nie wykorzystują pełnego potencjału Twojego mózgu.

    Pozostaje jednak pytanie: Co robić zamiast tego?

    W jaki sposób tworzyć kontekstowe fiszki ze słownictwa i gramatyki? Jak uczyć się tak, żeby słowa zostawały w głowie na dłużej? Jak wykorzystywać mnemotechniki? I w jaki sposób używać sztucznej inteligencji, żeby naprawdę wspierała naukę języka? Właśnie o tym opowiem podczas bezpłatnego webinaru.

    Pokażę Ci krok po kroku, jak tworzyć skuteczne fiszki, jak się z nich uczyć, jak wykorzystywać mnemotechniki i jak połączyć to wszystko ze sztuczną inteligencją, żeby nauka była szybsza i skuteczniejsza.

    Będę pokazywać wszystko na przykładzie języka angielskiego, ale same zasady możesz wykorzystać również podczas nauki innych języków.

    🎓 BEZPŁATNY WEBINAR O SKUTECZNEJ NAUCE SŁÓWEK

    Zapisz się tutaj: https://kurs.dorotafilipiuk.pl/obcy

    A w następnym wpisie pokażę Ci 3 sposoby nauki języka, które naprawdę działają i które wykorzystują to, jak nasz mózg uczy się i zapamiętuje informacje. Bo skuteczna nauka języka nie polega na spędzaniu większej liczby godzin nad materiałem. Polega na stosowaniu właściwych metod.

  • Jak korzystać ze sztucznej inteligencji do nauki, żeby naprawdę rozwijać mózg

    Jak korzystać ze sztucznej inteligencji do nauki, żeby naprawdę rozwijać mózg

    Wyobraź sobie, że chcesz zadbać o swoją sylwetkę. Chcesz schudnąć, mieć lepszą kondycję i większą sprawność, więc decydujesz się skorzystać z pomocy trenera personalnego. Trafiasz na fantastyczną osobę. Masz najlepszy plan treningowy, świetny sprzęt, idealnie dobrane ćwiczenia. Wszystko wydaje się perfekcyjne. Przychodzisz na pierwszy trening, jesteś gotowa działać, a trener mówi: „Usiądź sobie i popatrz, jak robię za ciebie cały trening”. Pokazuje ci pompki, przysiady, wykroki, muscle-upy. Ty tylko siedzisz i patrzysz.

    No i teraz pytanie: czy dzięki temu będziesz silniejsza? Czy twoje ciało stanie się sprawniejsze tylko dlatego, że ktoś inny wykonał pracę za ciebie?

    No właśnie.

    I dokładnie tak wiele osób zaczyna dziś korzystać ze sztucznej inteligencji w nauce. Nie jak z trenera, który ma pomagać coraz lepiej myśleć, rozumieć i wyciągać wnioski, ale jak z windy, która ma bez wysiłku zawieźć nas na samą górę. Problem polega na tym, że mózg działa trochę jak mięśnie. To właśnie wysiłek, analizowanie, szukanie połączeń i próba zrozumienia czegoś głębiej powodują, że tworzą się nowe połączenia neuronalne. Dzięki temu zaczynamy szybciej rozumieć, lepiej kojarzyć fakty i coraz sprawniej poruszać się po trudnych tematach. I właśnie dlatego sposób, w jaki korzystasz z AI, ma ogromne znaczenie.

    Jak w takim razie korzystać z AI w nauce?

    Sztuczna inteligencja może pomagać – ale nie zastąpi twojego mózgu


    Chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie: nie jestem przeciwniczką sztucznej inteligencji. Wręcz przeciwnie. Tworząc Akademię Geniusza + AI, dodałam do niej kilkadziesiąt lekcji związanych właśnie z wykorzystaniem AI w nauce. Jestem absolutnie przekonana, że jeśli używamy jej mądrze, może stać się czymś fantastycznym. Może przyspieszać wiele rzeczy, które wcześniej były żmudne i męczące. Może pomagać porządkować wiedzę, tworzyć fiszki, zadawać pytania, tłumaczyć trudne zagadnienia i organizować materiał.

    Ale jest jedna rzecz, o której bardzo łatwo zapomnieć. Sztuczna inteligencja nigdy nie zastąpi twojej pamięci i twojego myślenia. I nie chodzi tutaj o to, że pamięć jest jakimś zakurzonym magazynem definicji i wzorów ze szkoły. Pamięć działa zupełnie inaczej. To właśnie dzięki temu, co masz zapisane w pamięci długotrwałej, jesteś w stanie rozumieć świat, wyciągać wnioski, zauważać zależności i zadawać pytania. Pamięć nie jest schowkiem. To aktywny system, który cały czas buduje sposób, w jaki myślisz. I dlatego jakość twojego myślenia zależy od tego, co masz zapisane w swojej głowie.

    Bez wiedzy nie zadasz dobrego pytania


    To bardzo ciekawy paradoks. Wiele osób mówi dziś: „Po co coś pamiętać, skoro wszystko można sprawdzić w AI?”. Tylko że żeby o coś zapytać, trzeba najpierw wiedzieć, że to istnieje. Jeśli jesteś kompletnie nowa w jakimś temacie, często nawet nie potrafisz jeszcze zadać pytania. Pewnie znasz ten moment ze szkoły albo studiów: wykładowca kończy temat i pyta, czy są jakieś pytania. Zapada cisza. Nie dlatego, że wszyscy wszystko rozumieją. Po prostu wiedza jeszcze nie zdążyła się ułożyć.

    Mózg potrzebuje pewnej bazy informacji, żeby zacząć zauważać luki, zależności i problemy. I nawet jeśli AI podałoby ci odpowiedź, bardzo często nie byłabyś jeszcze w stanie jej zrozumieć. Nasza pamięć robocza działa trochę jak mały mentalny notatnik. Mieści zaledwie kilka informacji naraz. Jeśli pojawia się za dużo nowych pojęć, definicji i terminów, bardzo szybko dochodzi do przeciążenia. Dlatego właśnie początek nauki nowej dziedziny jest najtrudniejszy. Ale później zaczyna dziać się coś pięknego: im więcej wiesz, tym łatwiej się uczysz. Nowe informacje mają się do czego „przyczepić”. Tworzy się sieć połączeń, dzięki której rozumienie staje się coraz szybsze i coraz głębsze.

    AI bardzo łatwo daje złudzenie nauki


    I tutaj dochodzimy do jednej z najważniejszych rzeczy. Sztuczna inteligencja bardzo łatwo daje nam poczucie, że się uczymy. Dostajesz świetnie napisaną odpowiedź. Wszystko wydaje się jasne, logiczne i uporządkowane. Czytasz i myślisz: „Aha, rozumiem”. Tylko że rozumienie czegoś w danym momencie nie oznacza jeszcze, że ta wiedza została zapamiętana.

    To trochę jak oglądanie filmu o robieniu salta. Patrzysz i wszystko wydaje się proste. Rozbieg, wyskok, obrót. Masz poczucie, że rozumiesz, jak to działa. Ale kiedy próbujesz zrobić salto samodzielnie, nagle okazuje się, że twoje ciało ma jeszcze kilka dodatkowych pytań. Dokładnie tak samo działa wiedza. To, że rozumiesz czyjś tok myślenia, nie oznacza jeszcze, że sama potrafisz odtworzyć ten proces. Nie oznacza, że umiesz wyjaśnić temat własnymi słowami albo wykorzystać go w praktyce. I właśnie tutaj pojawia się ogromna pułapka AI. Możesz mieć fantastyczne notatki wygenerowane przez sztuczną inteligencję, ale to nie znaczy, że w twojej głowie powstał system połączeń, który naprawdę rozumiesz.

    To bardzo podobny mechanizm do tego, o którym pisałam wcześniej w artykule o iluzji wiedzy. Bardzo często wydaje nam się, że coś umiemy tylko dlatego, że brzmi znajomo i wygląda logicznie, dopóki mamy to przed oczami. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy próbujemy odtworzyć tę wiedzę samodzielnie.
    Możesz przeczytać o tym tutaj: „Uczysz się dużo, ale niewiele z tego zostaje? To nie jest problem z Twoją pamięcią”.

    Dług poznawczy – problem, o którym mówi się coraz częściej


    W kontekście sztucznej inteligencji coraz częściej pojawia się pojęcie długu poznawczego. Chodzi o sytuację, w której AI robi za nas rzeczy, które normalnie byłyby częścią procesu uczenia się. Streszcza książkę. Wyciąga najważniejsze informacje. Tworzy notatkę. Pisze plan. Układa argumenty. I oczywiście — to jest wygodne. Tylko że problem polega na tym, że jeśli my nie wykonujemy tej pracy samodzielnie, w naszym mózgu nie tworzą się ślady pamięciowe.

    A właśnie wtedy, kiedy analizujesz, porządkujesz informacje, próbujesz coś zrozumieć i łączysz nową wiedzę z tym, co już wiesz — wtedy naprawdę się uczysz. To trochę jak z puzzlami. Kupujesz puzzle i prosisz AI, żeby ułożyło je za ciebie. Efekt końcowy jest piękny. Tylko że ty nie nauczyłaś się niczego. Nie ćwiczyłaś wyszukiwania wzorów, kolorów, połączeń i strategii działania. I dokładnie tak samo działa mózg. Chaos, który pojawia się na początku nauki, nie jest problemem. On jest początkiem rozumienia.

    AI powinno być trenerem, a nie windą


    Dlatego najważniejsza zasada brzmi: najpierw mózg, później AI. Najpierw sama próbujesz coś rozpisać, zrozumieć, przypomnieć sobie albo wyjaśnić. Dopiero później prosisz AI o pomoc. Sztuczna inteligencja może wtedy działać jak świetny trener. Nie taki, który wyrywa ci hantle z ręki i ćwiczy za ciebie, ale taki, który pokazuje: „Tutaj popraw rękę”, „Tutaj czegoś brakuje”, „Spróbuj pomyśleć o tym inaczej”.

    To ogromna różnica.
    Zamiast prosić AI: „Zrób mi notatkę”, dużo lepiej napisać: „Sprawdź, czego brakuje w mojej notatce”.
    Gdy rozwiązujesz zadanie, nie oddawaj go od razu sztucznej inteligencji z poleceniem: „Rozwiąż to za mnie”, ale poproś: „Naprowadź mnie pytaniami”.
    A kiedy uczysz się nowego tematu, nie oczekuj gotowego wykładu, tylko spróbuj podejść do tego inaczej: „Pomóż mi samodzielnie dojść do rozwiązania”.
    I właśnie wtedy AI zaczyna naprawdę wspierać rozwój twojego mózgu.

    AI może być fantastycznym nauczycielem


    Sztuczna inteligencja ma też ogromny potencjał jako nauczyciel, szczególnie w nauce języków obcych. Jeszcze kilka lat temu byliśmy skazani na nudne podręczniki i sztuczne dialogi. Dzisiaj możesz uczyć się dokładnie na materiałach, które naprawdę cię interesują.

    Jak więc korzystać z AI w nauce języków?

    Możesz powiedzieć AI, że interesujesz się psychologią, sportem, architekturą, ogrodnictwem albo medycyną, a później poprosić o tekst dopasowany do twojego poziomu językowego i zainteresowań. Możesz prosić o synonimy, trudniejsze wersje tekstu, dodatkowe pytania i wyjaśnienia. I to jest naprawdę fantastyczne. Ale znowu — pod jednym warunkiem: AI ma wspierać twoje myślenie, a nie wyręczać cię z myślenia.

    Przyszłość będzie należała do osób, które potrafią myśleć


    Mam bardzo mocne przekonanie, że sam dostęp do AI nie będzie żadną przewagą, bo dostęp będzie miał prawie każdy. Prawdziwą przewagą stanie się to, kto potrafi myśleć głębiej, analizować informacje, wyciągać wnioski i rozumieć zależności. Eksperci będą coraz bardziej cenni właśnie dlatego, że będzie ich coraz mniej.

    Dlatego tak ważne jest, żeby nie oddawać AI całego procesu myślenia. Bo wtedy bardzo łatwo zacząć mieć poczucie, że „wszystko rozumiem”, podczas gdy tak naprawdę w głowie nie buduje się żadna trwała wiedza. Trzeba zadać sobie pytanie jak w takim razie mądrze korzystać z AI w nauce.

    Jak mądrze korzystać z AI w nauce


    Jeśli chcesz korzystać ze sztucznej inteligencji naprawdę mądrze, pamiętaj o jednej rzeczy: AI ma pomagać ci rozwijać mózg, a nie zastępować jego pracę. To ogromna różnica. I właśnie dlatego w Akademii Geniusza + AI pokazuję nie tylko narzędzia i prompty, ale przede wszystkim sposób myślenia o nauce.

    W Akademii Geniusza + AI pokazuję, jak korzystać z AI w nauce, jak wykorzystać je do lepszego zapamiętywania, tworzenia skutecznych fiszek, aktywnego przywoływania wiedzy, szybszego porządkowania informacji i budowania połączeń między tematami. Pokazuję też, jak przygotowywać się do egzaminów bez kucia i bez zarywania nocy.

    Bo technologia sama w sobie nie rozwiązuje problemu. Najważniejsze nadal pozostaje to, jak korzystasz ze swojego mózgu.

    I bardzo chcę, żebyś zapamiętała jedną rzecz: masz naprawdę fantastyczny mózg. Przyszłość będzie należała do osób, które nauczą się wykorzystywać go mądrze — razem z AI, a nie zamiast niego.

  • Dlaczego nie możesz się skupić podczas nauki – i dlaczego to nie jest kwestia „słabej koncentracji”

    Dlaczego nie możesz się skupić podczas nauki – i dlaczego to nie jest kwestia „słabej koncentracji”

    Otwierasz książkę, zaczynasz czytać, a po chwili orientujesz się, że kompletnie nie wiesz, co właśnie przeczytałaś. Może już wtedy zastanawiasz się jak poprawić koncentrację podczas nauki, czytania, jak mniej się rozpraszać.

    Być może twoje myśli gdzieś daleko odleciały. Myślisz o tym, co dzisiaj zrobiłaś, co będziesz jeść na kolację, co będziesz robić jutro albo w co się ubierzesz.

    Jeśli to brzmi dla ciebie znajomo, chcę ci powiedzieć, że to nie jest kwestia twojego charakteru. To nie znaczy, że jesteś jakąś leniwą kluseczką. To nie jest też kwestia tego, że twój mózg źle działa, że nie nadajesz się do kierunku studiów, który studiujesz, albo że coś z twoim mózgiem jest nie tak.

    To jest kwestia czegoś zupełnie innego. Jeśli ten temat cię dotyczy, koniecznie zostań ze mną do końca.

    Jak wiele informacji przetwarzasz każdego dnia?


    Zanim przejdziemy dalej, mam do ciebie pytanie: jak ci się wydaje, jak wiele informacji przetwarzasz każdego dnia?

    5000? 15 000? A może 1000?

    Naukowcy chcieli znaleźć liczbę, którą można byłoby zapisać, i okazuje się, że przetwarzamy około 74 GB danych dziennie. Żeby lepiej to sobie wyobrazić, pomyśl, że każdego dnia oglądasz 16 pełnometrażowych filmów jeden po drugim.

    Dla porównania: dla osoby, która urodziła się 500 lat temu, taka dawka wiedzy stanowiła całe życiowe doświadczenie. I to jeszcze w przypadku osoby wykształconej. A dla nas to jest zwykły dzień.

    Dodajmy do tego jeszcze fakt, że każdego dnia przez twoją głowę przewija się mniej więcej około 50 000 myśli.

    Szaleństwo, prawda?

    Można więc zadać sobie pytanie: skoro mamy tak wiele informacji i tak dużo bodźców, to skąd mózg wie, na czym ma się skoncentrować? Skąd wie, co jest ważne, a co nie? Na co ma zwrócić uwagę, a co może pominąć?

    To, co twój mózg przepuści przez sito swojej uwagi, decyduje o tym, jak będziesz myśleć i co będziesz zapamiętywać. Można powiedzieć, że twoja uwaga i koncentracja to brama, która decyduje o tym, co stanie się twoją rzeczywistością.

    Dlaczego twoja koncentracja nie działa tak, jak myślisz


    Kiedy pytam ludzi, jak wyobrażają sobie swoją uwagę, często mówią, że mają w głowie wiele różnych ekranów. Tak jakbyśmy byli w studiu telewizyjnym, gdzie na ścianie widać wielkie monitory. Na jednym ekranie myślimy o kolacji, na drugim o planie dnia, na trzecim wspominamy jakąś rozmowę. Wszystkie te ekrany są włączone jednocześnie, a my tylko przerzucamy między nimi uwagę.

    Muszę cię tutaj zdziwić, jeśli właśnie tak wyobrażasz sobie koncentrację.

    Nasza koncentracja i uwaga dużo bardziej przypominają małą tabliczkę. Okazuje się, że taki mentalny notatnik, czyli pamięć robocza, jest nie tylko mały, ale jeszcze zapisywany znikającym flamastrem. Coś sobie zapisujemy, a po chwili to znika. Zastanów się teraz, ile informacji można zmieścić na takiej tabliczce.

    Okazuje się, że około czterech, pięciu.

    Dlaczego to jest tak ważne? Jeśli twoja pamięć robocza, czyli to, co przetwarza się w tym momencie w twojej głowie, ma miejsce zaledwie na kilka cząsteczek informacji, to zobacz, co się dzieje, kiedy w tym samym czasie słuchasz radia, głaszczesz psa, sprawdzasz powiadomienia, masz włączony telewizor i rozmawiasz z osobami dookoła.

    Tę maleńką tabliczkę dzielisz między informacje, których chcesz się nauczyć, i wszystkie inne bodźce, które są wokół ciebie. To niesamowicie przeciąża twoją uwagę.

    Właśnie dlatego wiele osób mówi mi, że nie potrafi wejść głębiej w temat, nie potrafi czegoś zrozumieć, ma poczucie, że nauka jest trudna i męcząca.

    Kiedy przychodzą do mnie kursanci i pytają, dlaczego tak bardzo męczą się w trakcie nauki, często odpowiadam podobnie: twoja pamięć robocza, twój mentalny notatnik, jest przeciążony. To daje złudzenie ogromnego zmęczenia i sprawia, że czujemy się bardzo obciążeni.

    Dlaczego multitasking tak bardzo męczy


    Chcę, żebyś wiedziała, że multitasking, mimo że wydaje się fantastycznym rozwiązaniem na wszystko, niestety powoduje, że jesteś bardziej zmęczona, popełniasz nawet o 50% więcej błędów i wszystko trwa zdecydowanie dłużej.

    Naukowcy robili wiele badań na ten temat i okazuje się, że gdybyśmy wykonali najpierw jedno zadanie, zakończyli je, potem przeszli do kolejnego i następnego, zrobilibyśmy to dużo szybciej niż wtedy, gdy próbujemy robić wszystko jednocześnie.

    Mimo że mamy zupełnie inne wrażenie.

    Można byłoby zapytać: skoro mózgi są tak fantastyczne, genialne i cudowne, to dlaczego od razu nie orientujemy się, że robienie wszystkiego naraz nam nie służy? Przecież powinniśmy od razu zauważyć, że jesteśmy bardziej zmęczeni, popełniamy więcej błędów i wszystko robimy dłużej.

    Sprawa jest tutaj bardzo ciekawa, bo mózg wpada w pewnego rodzaju pułapkę.

    Kiedy skaczemy między zadaniami, sprawdzamy powiadomienia, później pogodę, potem pocztę, chwilę scrollujemy social media, oddzwaniamy do kogoś i znowu wracamy do pracy, mózg za każdym razem dostaje strzał dopaminy. A dla niego dopamina jest cudowną nagrodą. Ma więc wrażenie, że jest bardzo fajnie, bo ciągle coś się dzieje. Klik, klik, klik. Non stop się stymulujemy, a mózg przyzwyczaja się do tego, że co chwilę dostaje kolejną porcję.

    Mózg myli zajętość z pracowitością. Myli zajętość z efektywnością.

    Mamy wrażenie, że jesteśmy cały czas zajęci, że coś się dzieje, że jesteśmy w ruchu, więc uznajemy: wow, to był dobry dzień. Tylko bardzo często wieczorem okazuje się, że wszystko rozgrzebaliśmy, wszystko gdzieś ruszyliśmy, ale tak naprawdę mało co jest skończone. A my jesteśmy niesamowicie zmęczeni.

    Skupiona nauka często wygląda jak nicnierobienie


    Nauka w pełnym skupieniu wygląda zupełnie inaczej.

    Kiedy musimy łączyć kropki, zastanawiać się nad czymś, wyciągać informacje z pamięci długotrwałej, nawiązywać do wspomnień, szukać ciekawostek i budować połączenia, to dla naszego mózgu jest naprawdę wymagający maraton.

    Ale z boku często wygląda jak nicnierobienie. Wygląda, jakbyśmy po prostu siedzieli. Nie widać od razu efektu. Ja też nie zawsze od razu piszę scenariusz. Czasem przez pół godziny albo dłużej po prostu się nad nim zastanawiam. Z boku może to wyglądać tak, jakbym straciła pół godziny na nic. A to nieprawda. Praca fizyczna wygląda inaczej niż praca umysłowa.

    Dla wielu osób jest to naprawdę odkrywcze: czasem trzeba usiąść, zebrać myśli i dać sobie chwilę. Dopiero później pojawiają się fantastyczne efekty.

    Uwaga działa jak pilot od telewizora


    Nasza uwaga działa trochę jak pilot od telewizora. Nie pokazuje nam wszystkiego na ekranie jednocześnie, tylko co chwilę przełącza kanały.

    Teraz słuchamy, co mówi kobieta na ekranie. Za chwilę mignęła ikonka poczty, więc może sprawdzimy pocztę. Nie róbcie tego. Albo myślimy o tym, że jesteśmy głodni i co sobie zjemy.

    Mamy więc ciągłe przełączanie kanałów. Bardzo ważne jest to, żeby uświadomić sobie, że takie przełączanie naprawdę dużo nas kosztuje.

    Naukowcy sprawdzili, ile czasu tracimy na ciągłym przerzucaniu uwagi. Piszesz raport, potem coś czytasz, sprawdzasz pocztę, wracasz do raportu, dzwoni telefon, chcesz coś przeczytać, ale jeszcze chwilę scrollujesz. Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi. Okazuje się, że powrót do przerwanego zadania czasami zajmuje nawet 23 minuty.

    I można powiedzieć: „Co? Naprawdę? Przecież tylko na chwilę spojrzałam”.

    Oczywiście to nie jest tak, że przez 23 minuty patrzymy w sufit. W tym czasie mózg bardzo często od nowa buduje kontekst zadania. Przypomina sobie, na czym skończyliśmy, odfiltrowuje bodźce z otoczenia, próbuje wrócić do poprzedniego toku myślenia.

    Czasami nawet zapominamy, że mieliśmy coś dokończyć. Nagle odkrywamy otwartą zakładkę i myślimy: „O Jezu, ja jeszcze nie skończyłam tego formularza”. To właśnie jest koszt ciągłego przerzucania się między zadaniami. Ogrom czasu tracimy nie na pracę, ale na powracanie do pracy.

    Dlatego tak ważne jest, żeby uświadomić sobie koszty robienia wielu rzeczy jednocześnie i koszty braku dbania o koncentrację uwagi. Wiele osób dopiero wtedy ma motywację, żeby coś zmienić.

    Co może pomóc wrócić do lepszej koncentracji?


    Wiele osób pyta mnie: jak poprawić uwagę? Co zrobić, żeby była lepsza? Czy ona się zepsuła? To, co warto wiedzieć na początku, to fakt, że z twoją uwagą jest wszystko w porządku.

    Twoja uwaga działa fantastycznie. Ona działa dokładnie tak, jak została zaprogramowana, czyli po to, aby non stop skanować otoczenie i decydować, czy jesteś bezpieczna. Nawet siedem razy na sekundę twoja uwaga skanuje otoczenie, żebyś nie padła ofiarą jakiegoś tygrysa szablozębnego. Może brzmi to dzisiaj dziwnie, ale uwaga właśnie do tego została stworzona. Ma nas chronić. I radzi sobie z tym rewelacyjnie.

    Kryzys uwagi mamy tak naprawdę dlatego, że ona tak dobrze spełnia swoje obowiązki. A jeszcze bardziej dlatego, że żyjemy w środowisku, które bez przerwy o tę uwagę zabiega.

    Firmy technologiczne zatrudniają najlepsze osoby od uzależnień, od mechanizmów uwagi i od tego, jak przyciągać nas do urządzeń, aplikacji i programów. Im więcej czasu spędzamy w danej aplikacji, tym lepiej dla niej. Warto więc uświadomić sobie, że mamy przed sobą całą armię osób, które świetnie wiedzą, jak działa nasza uwaga i jak o nią walczyć. Przyznaj, że to nie jest równa walka.

    Nie ma sensu wchodzić w nią z hasłem: „Dam radę, mam silną wolę”. Nasza silna wola nie zawsze jest taka silna.

    Bądź jak Odyseusz


    To, co proponuję, to bycie jak Odyseusz.

    Odyseusz zdawał sobie sprawę, że kiedy syreny przepłyną obok jego statku, ich śpiew będzie tak wspaniały, że nie będzie w stanie oprzeć się pokusie wskoczenia do wody.

    I co zrobił?

    Nie udawał kozaka. Nie mówił sobie, że jest lepszy niż każdy inny człowiek i na pewno sobie poradzi. Zanim pojawiła się pokusa, kazał przywiązać się do masztu. Zanim pojawiły się syreny, był przygotowany na to, co go czeka. I to jest dokładnie to, co my też powinniśmy zrobić.

    Uwaga endogenna i egzogenna


    Wyobraź sobie, że jesteś w kawiarni. Czytasz książkę, bardzo ci się podoba i jesteś skupiona na tym, co się tam dzieje. Nagle przy stoliku obok komuś wypada kawa z ręki. Filiżanka rozbija się na kawałki, kawa się rozlewa, wszyscy zwracają na to uwagę. Ty też patrzysz.

    Kiedy jesteś skupiona na książce i decydujesz, że nie zwracasz uwagi na szum ulicy czy ludzi dookoła, zaangażowana jest twoja uwaga endogenna. Decydujesz, że chcesz skupić się na tym, co czytasz.

    Natomiast kiedy coś nagle wyrywa cię z czytania, na przykład rozbijająca się filiżanka, działa uwaga egzogenna. Uwaga egzogenna to ta, która reaguje na to, co dzieje się na zewnątrz. Ona cały czas dba o twoje bezpieczeństwo. I z tą uwagą zazwyczaj nie mamy problemu.

    Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto skacze ze spadochronem i zapomina pociągnąć za linkę, bo się rozkojarzył i myślał o czymś w swojej głowie. To normalne, że szybko reagujemy na to, co dzieje się wokół nas. Jeśli teraz ktoś wszedłby do twojego pokoju, trudno byłoby tego nie zauważyć.

    Problem częściej pojawia się z uwagą endogenną, czyli tą, w której to ja decyduję, że chcę przeczytać książkę, napisać referat albo skupić się na nauce.

    Dlatego naszym zadaniem jest nie zaczepiać uwagi egzogennej. Nie dostarczać jej bodźców z zewnątrz, które będą nas rozpraszać.

    Jak stworzyć środowisko do pracy i nauki?


    Idealne miejsce do pracy czy nauki to takie, w którym jest cisza i nic nie odwraca twojej uwagi dźwiękami. Dla wielu osób kawiarnia może być w porządku ze względu na biały szum, ale zwykle najlepiej sprawdza się ciche miejsce: biuro, biblioteka albo spokojny pokój.

    Jeśli nie możesz sobie tego zapewnić, bardzo zachęcam do wygłuszających słuchawek albo słuchawek z białym szumem. Można go po prostu puścić na YouTubie.

    Jeśli cisza jest dla ciebie trudna, szczególnie na początku, możesz słuchać muzyki, ale najlepiej bez słów. Pamiętaj o swoim mentalnym notatniku. Tam nie ma miejsca na dodatkowe słowa. Im więcej miejsca oddajesz rzeczom zbędnym, tym mniej zostaje na rzeczy, które chcesz zrozumieć.

    A im bardziej coś jest trudne, kompleksowe i wymaga zanurzenia się w informacji, tym trudniej będzie ci działać przy nadmiarze bodźców. Im mniej bodźców, tym lepiej.

    Jeśli musisz czegoś słuchać, niech to będzie muzyka bez słów. Może to być muzyka epicka, muzyka filmowa, dźwięki natury, o ile cię nie usypiają, albo brain.fm. Chodzi o to, żeby muzyka miała lekko wyższe tempo i nie usypiała.

    Telefon naprawdę obniża koncentrację


    Poza dźwiękami są też bodźce wizualne.

    Może to być migająca ikonka powiadomienia, informacja o nowej wiadomości, poczta albo cokolwiek innego, co rozprasza twoją uwagę. Dlatego wyłącz wszystkie zakładki, których nie potrzebujesz. Jeśli korzystasz z komputera w trakcie pracy albo nauki, koniecznie wyłącz wszystkie powiadomienia.

    Wszystkie.

    Już sam dźwięk powiadomienia potrafi nas rozproszyć. Ale działa też sama świadomość, że coś przyszło. Część uwagi od razu biegnie w stronę potencjalnej nagrody. Pamiętaj, mózg cały czas spodziewa się tej dopaminki.

    Samo trzymanie telefonu w zasięgu wzroku powoduje, że nasza uwaga i zdolności poznawcze są niższe.

    Badania pokazują, że osoby, które miały telefon w zasięgu wzroku, nawet ekranem do dołu i z wyłączonymi powiadomieniami, miały gorszą koncentrację i gorzej zapamiętywały informacje niż osoby, które wyniosły smartfon do innego pomieszczenia.

    Możesz zapytać: „No dobrze, ale przecież ja z niego nie korzystam. Dlaczego mam go wynosić?”.

    Dlatego, że twój mózg odbiera telefon jako potencjalne źródło nagrody. Nawet sama świadomość, że jest obok, działa trochę tak, jak cukierek leżący na stole. Możesz go nie jeść, ale część twojej uwagi i tak do niego biegnie. Dlatego zdecydowanie lepiej wynieść telefon do innego pokoju. To naprawdę bardzo pomaga w koncentracji.

    Środowisko wpływa na twoją uwagę

    Na początku warto skupić się przede wszystkim na budowaniu środowiska, które nie będzie cię dekoncentrować. Możesz korzystać z aplikacji blokujących strony internetowe albo social media. Możesz też blokować telefon za pomocą specjalnych urządzeń.

    Najważniejsze jest jednak to, żeby mieć świadomość, że środowisko wpływa na to, jak działa twoja uwaga. To ty decydujesz, co z tym zrobisz.

    Stwórz swój rytuał skupienia


    Druga rzecz, którą możesz zrobić, to stworzenie własnego rytuału skupienia. Tak właśnie działają profesjonalni sportowcy.

    Czy wiesz, co robi Rafael Nadal przed każdym serwisem? Ustawia butelki w ten sam sposób. Wykonuje tę samą sekwencję ruchów. Oddycha w określonym rytmie. To nie jest obsesja ani przesąd. To jest wejście w rytuał skupienia i zakotwiczenie uwagi.

    Ten rytuał mówi mózgowi: teraz to i nic innego. Nic innego nie ma znaczenia. Badania z psychologii sportu pokazują, że sportowcy, którzy mają swoje rytuały, na przykład przed serwisem, mają lepszą koncentrację uwagi i niższy poziom stresu. A jak się domyślasz, na zawodach ma to ogromne znaczenie.

    My też możemy stworzyć własne rytuały.

    U mnie wygląda to tak, że wchodzę do gabinetu, robię kilka minut medytacji, układam kostkę Rubika, wykonuję ćwiczenia na koncentrację, żongluję, a potem ustawiam biurko tak, żebym mogła przy nim chodzić. Ustawiam minutnik na 52 minuty. Otwieram aplikację z najważniejszymi zadaniami, wybieram pierwsze zadanie i zaczynam działać.

    To jest pewien trik dla mózgu. Z jednej strony jeszcze nie zaczęłam pracować, ale z drugiej strony już działam. Siłą rozpędu wejście w pracę staje się dużo łatwiejsze.

    Ty też możesz stworzyć taki rytuał. Może to być minutnik, ulubiony napój, odpowiednie oświetlenie albo konkretne miejsce do nauki. Miałam kiedyś koleżankę na studiach, która do nauki ubierała się w to samo ubranie.

    Możliwości jest wiele. Chodzi o to, żeby twój mózg konkretną sekwencję działań kojarzył z informacją: teraz jest czas na koncentrację.

    Nie możesz się skoncentrować, jeśli nie wiesz, na czym


    Mamy już dwa elementy. Pierwszy: dbasz o środowisko, żeby cię nie rozpraszało. Drugi: tworzysz rytuał skupienia. Dajesz swojemu mózgowi informację: „Hej, teraz robimy to, co ja chcę. Teraz jest czas na konkretne zadanie”.

    Jest też trzecia rzecz, o której często zapominamy. Nie możesz się skoncentrować, jeśli nie wiesz, na czym masz się koncentrować.

    Brzmi banalnie, ale bardzo wiele osób ma właśnie z tym problem. Chcą zabrać się do nauki, siadają do biurka i nie wiedzą, co dokładnie mają zrobić. To trochę tak, jakbyśmy wsiedli do samochodu, chcieli ustawić GPS, ale nie podali mu informacji, dokąd jedziemy.

    Nie da się ruszyć z miejsca.

    Dokładnie tak samo działa uwaga. Jeśli siadasz do biurka i wiesz, że masz 50 minut, a w tym czasie chcesz przerobić trzy tezy z farmakologii, to świetnie. Wiesz, na czym masz się skupić i co masz konkretnie do zrobienia.

    Ale jeśli siadasz do biurka, masz przed sobą cały wieczór i myślisz tylko, że musisz się czegoś pouczyć, a potem otwierasz zeszyt i coś sobie czytasz, to ten czas będzie wykorzystany dużo gorzej.

    Warto zapisać sobie konkretnie: mam tyle czasu i w tym czasie chcę zrobić to, to i to.

    Działa tutaj wiele mechanizmów związanych z zarządzaniem sobą w czasie, między innymi prawo Parkinsona, które mówi, że praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej wykonanie. Dlatego dobrze mieć lekką presję i poczucie, że w danym czasie chcemy się wyrobić.

    To naprawdę świetnie działa.

    Bez koncentracji nie ma efektywnej nauki


    Jestem absolutnie zafascynowana tym, że mamy w głowie pewien przełącznik, który decyduje, na co zwrócimy uwagę, co będzie dla nas ważne i co zauważymy w nadmiarze bodźców.

    Zachęcam cię, żeby myśleć o tym właśnie w ten sposób: to ja decyduję, jak będę dbać o swoją uwagę. To ja jestem za to odpowiedzialna.

    Oczywiście marki będą robiły wszystko, żeby przyciągnąć naszą uwagę i żebyśmy spędzali jak najwięcej czasu w social mediach. Niestety karmią one nasz mózg ogromną ilością dopaminy, przez co stajemy się coraz bardziej znudzeni wszystkim innym.

    Między innymi dlatego później tak trudno usiąść spokojnie i poczytać książkę, która jeszcze niedawno była niezwykle ciekawa i dawała ogrom przyjemności.

    Bez koncentracji uwagi nie ma efektywnej nauki.

    To uwaga decyduje, co wpuści do naszego mózgu. To ona decyduje, czy w naszym mentalnym notatniku zmieści się informacja, którą chcemy zapamiętać. Kiedy mówimy o nauce, na początku zawsze jest intencja. Później koncentracja uwagi. Następnie zrozumienie. Dopiero później zapamiętanie. Warto myśleć o tym właśnie w ten sposób.

    Dlatego, kiedy tworzę materiały o tym, jak efektywnie się uczyć, zaczynam od koncentracji. To niezwykle ważny mechanizm, który odgrywa ogromną rolę w zapamiętywaniu i uczeniu się.

    To jest system.

    Koncentracja to jeden z jego elementów. Bez niej trudno mówić o efektywnym czytaniu, notowaniu, zapamiętywaniu i budowaniu wiedzy. Jeśli nie mamy koncentracji, inne elementy również bardzo mocno cierpią.

    Dlatego warto uczyć się tego, jak się uczyć. Wszystkie techniki, które pomagają lepiej zapamiętywać, są skonstruowane tak, żeby pracować również z naszą uwagą. Jeśli stosuję metodę pamięciową, ona zawsze dba o to, żeby moja uwaga była maksymalnie skoncentrowana. Powstaje efekt synergii: jedno pomaga drugiemu, jedno wzmacnia drugie.

    Naprawdę warto to poznać.

    Jeśli chcesz uczyć się efektywniej


    Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak uczyć się efektywniej, szybciej przetwarzać informacje i więcej zapamiętywać bez kucia, bez stresu i bez zarywania nocy, zobacz moje szkolenie za 0 zł.

    Wystarczy kliknąć w link poniżej. Tam możesz zobaczyć, jak lepiej wykorzystywać swoją pamięć.

    Pokażę ci też fantastyczny eksperyment pamięciowy, dzięki któremu przekonasz się, że twoja pamięć działa naprawdę rewelacyjnie. Koniecznie tam zajrzyj.

    Mam nadzieję, że przekonam cię do tego, że nasze mózgi są absolutnie fenomenalne i naprawdę warto nauczyć się, jak z nich korzystać.

    Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, dlaczego tak trudno dziś utrzymać koncentrację i czemu samo siedzenie nad książkami często nie daje efektów, przeczytaj też artykuł:
    „Dlaczego nauka nie działa tak, jak powinna? 7 błędów, przez które uczysz się godzinami i niewiele pamiętasz”.

    Pokazuję tam między innymi:
    dlaczego multitasking tak bardzo przeciąża mózg, czym jest iluzja wiedzy i dlaczego problem bardzo często nie leży w Twojej pamięci – tylko w sposobie nauki.

  • Dlaczego kucie nie działa na medycynie – historia Julii

    Dlaczego kucie nie działa na medycynie – historia Julii

    Studentka medycyny, która przestała kuć i zaczęła osiągać — historia Julii i 5 rzeczy, które możesz wziąć dla siebie

    Akademię Geniusza stworzyłam z jedną misją: żeby jak najwięcej osób mogło uczyć się efektywnie i dzięki temu mieć lepsze, łatwiejsze, bardziej świadome życie — a także zarabiać świetne pieniądze, robiąc to, co kochają.

    Kilka razy w tygodniu czytam Wasze wiadomości i jestem naprawdę wzruszona. Piszecie o pierwszych spokojnych nocach przed egzaminem. O tym, że znowu wierzycie w siebie, że macie czas dla bliskich i swoich pasji. I właśnie to się dzieje dzięki Akademii: zaczynacie wierzyć w siebie, macie lepsze wyniki w nauce i pracy, odzyskujecie czas i spokój.

    To zawsze moja największa radość i motywacja. I właśnie dlatego, że chcę te postępy doceniać — nie tylko czytać o nich ze wzruszeniem, ale naprawdę nagradzać — stworzyłam konkurs o Kryształowy Mózg. Jego laureatką jest Julia — studentka czwartego roku medycyny, przyszła kardiolog, współautorka artykułów naukowych i kierowniczka badania, które otrzymało grant. A jeszcze niedawno była osobą, która czuła, że biegnie w miejscu — mimo że uczyła się „dwadzieścia pięć godzin na dobę”.

    Jak wyglądała nauka Julii przed Akademią


    Julia opisuje swoje studia przed Akademią obrazem, który zapada w pamięć: stroma góra, japońki zamiast butów wspinaczkowych i brak jakiejkolwiek asekuracji. Wszystko wymagało ogromnego wysiłku, a efekty były niewystarczające.

    Z każdej strony spływały na nią informacje — podręczniki, wykłady, ćwiczenia, zaliczenia. Do tego presja, stres i ciągłe poczucie, że musi udowadniać swoją wartość. Czas dla bliskich uciekał między palcami. Nie było go ani na spotkania, ani na chwilę oddechu. Może zastanawiała się dlaczego kucie nie działa…

    Największy koszt nie był jednak związany z samym materiałem.

    „Najwięcej energii kosztowało mnie nie samo studiowanie, tylko radzenie sobie z własnym stanem mentalnym — z frustracją, zniechęceniem i ciągłym pytaniem: czy ja w ogóle dam radę?”

    Brzmi znajomo?

    Dlaczego kucie nie działało — i dlaczego nigdy nie działa


    Julia robiła to, co robi większość studentów medycyny: skupiała się na ilości. Siedziała do późna, przepisywała notatki, wierzyła, że dobre notatki muszą być idealne i piękne.

    „Nie umiałam wiązać informacji w grupy, a już w szczególności wykorzystywać ich w aspektach praktycznych. Tylko kucie, kucie, kucie. A przecież to obelga dla mózgu.”

    I tu jest sedno: kucie to nie jest nauka. To jest złudzenie nauki. Więcej o tym, dlaczego kucie nie działa na studiach medycznych, pisałam w osobnym artykule o tym, jak uczyć się medycyny skuteczniej. Twój mózg zapamiętuje powierzchnię — wygląd strony, kolejność haseł, brzmienie zdania. Ale nie buduje połączeń. Nie rozumie, dlaczego jedno wynika z drugiego. I dlatego ta wiedza tak szybko znika — bo nigdy tak naprawdę wiedzą nie była.

    Na medycynie widać to wyjątkowo dobrze. Bo medycyna nie pyta cię, czy pamiętasz definicję. Pyta cię, czy rozumiesz mechanizm. Czy potrafisz połączyć kropki. Czy wiesz, co z tego wynika w praktyce.

    Co zmieniło się po Akademii


    Zmiana nie polegała na tym, że materiału nagle było mniej. Zmieniło się podejście — i to wystarczyło, żeby wszystko wyglądało inaczej.

    „Dzięki technikom, które poznałam, i strukturze, jaką wprowadziłam w nauce, moje życie stało się bardziej uporządkowane i efektywne. Wiedziałam, jakie cele chcę osiągnąć i jak łączyć naukę z codziennymi obowiązkami, pasjami i aktywnościami dodatkowymi.”

    W ciągu jednego roku Julia została kierowniczką badania, które otrzymało grant. Współtworzy artykuły naukowe i występuje na konferencjach. Równolegle uczy się niemieckiego — i widzi wyraźny postęp. Pracuje jako nauczycielka angielskiego. I ma czas dla bliskich.

    „Teraz czuję, że nie jestem już tą samą osobą — zagubioną, przytłoczoną, niepewną siebie studentką. Akademia nauczyła mnie wierzyć w mój mózg i w moje możliwości. Zaczęłam go autentycznie ubóstwiać.”

    5 rzeczy, które możesz wziąć dla siebie z historii Julii


    1. Ilość godzin to nie jest miernik nauki. Możesz siedzieć nad książkami do drugiej w nocy i wciąż nie uczyć się skutecznie. Liczy się to, co dzieje się w twojej głowie podczas nauki — czy rozumiesz, czy łączysz, czy aktywnie przywoływujesz wiedzę. Nie to, ile czasu spędziłaś przy biurku.

    2. Kucie to obelga dla mózgu — dosłownie. Twój mózg jest stworzony do budowania połączeń, rozumienia kontekstu i tworzenia skojarzeń. Kiedy dajesz mu suche fakty do bezmyślnego powtarzania, marnujesz jego potencjał. Mapy myśli, mnemotechniki, łańcuchy skojarzeń — to narzędzia, które pozwalają mózgowi robić to, do czego naprawdę się nadaje.

    3. Chaos w głowie to sygnał, że brakuje systemu — nie że jesteś za słaba. Julia czuła się zagubiona nie dlatego, że nie dawała rady. Dlatego, że nikt nigdy nie pokazał jej, jak porządkować materiał, jak planować powtórki, jak łączyć informacje w logiczną całość. Odpowiedni system jest odpowiedzią dla każdego, kto chce przestać tonąć w materiale.

    4. Sen to część nauki — nie nagroda po nauce. Zarywanie nocy przed kolokwium to jedna z najkosztowniejszych strategii, jaką możesz przyjąć. W czasie snu twój mózg dosłownie utrwala to, czego się uczyłaś — segreguje informacje, buduje połączenia, odkłada ważne rzeczy do pamięci długoterminowej. Odbierając mu ten czas, odbierasz sobie efekty całej poprzedniej nauki.

    5. Zmiana podejścia nie wymaga więcej czasu — wymaga większego skupienia. Julia nie zaczęła nagle mieć więcej godzin w dobie. Zaczęła inaczej z nich korzystać. I to wystarczyło, żeby mieć czas i na naukę, i na życie, i na pilates, i na bieżnię, którą — jak sama mówi — kupiła pod wpływem inspiracji z kursu.

    Jeśli rozpoznajesz siebie w tej historii i zastanawiasz się dlaczego kucie nie działa


    Jeśli masz poczucie, że uczysz się dużo, ale nieskutecznie — że jesteś zmęczona, a efekty są nie takie, jak chcesz — to bardzo możliwe, że problemem nie jest ilość materiału. Ani twoje możliwości. Ani twoja pamięć.

    Możliwe, że po prostu nikt nigdy nie pokazał ci, jak naprawdę się uczyć.

    Właśnie dlatego powstała Akademia Geniusza + AI dla Medyków — program, który pokaże Ci dlaczego kucie nie działa, poprowadzi Cię krok po kroku przez techniki, które działają: jak zapamiętywać, jak łączyć informacje, jak wprowadzić system, który pozwoli ci ogarnąć medyczny materiał bez zarywania nocy i bez poczucia, że nigdy nie nadążasz.

    Problem nigdy nie leżał w tobie. Tylko w metodzie.